Wspomnienia Heleny Krzesiak, z domu Szewczyk

Przyszłam na świat jako piąta córka. Mamusia moja Stanisława pochodziła ze szlacheckiej rodziny. Ojciec [jej] był oficerem, bardzo przystojnym. W rodzinie mamusi pozostało niezadowolenie z powodu ojca nazwiska – Szewczyk (1). Mamusi starsze siostry miały nazwiska po mężu: Kurowska, Żołędziowska, Baranowska, a mamusia z domu Kowalska (2) – po mężu Szewczyk. Na długo trwało to niezadowolenie.

Ojciec pracował jako zarządzający dużym majątkiem (folwarkiem) w Ludwiszczach koło Krzemieńca na Wołyniu. Był kształcony, zawiadywał całym majątkiem dziedzica Starczewskiego (3), ponieważ dziedzic był ociemniały na oba oczy. Będąc dzieckiem jako dwunastoletni chłopiec uderzył młotkiem w nabój karabinowy. Wybuch zniszczył oba oczka. Widziałam go, przyjeżdżał do nas do Korabliszcz po śmierci mojego ojca. Elegant, nie stary, ale lokaj musiał go prowadzić za rękę po mieszkaniu i ulicy.

Ojciec pracował ponad ludzkie siły. Gdy miałam dwa i pół roku, a brat Antoś trzy miesiące ojciec Marian Szewczyk zmarł na zapalenie płuc. Mamusi w gospodarstwie pomagał brat ojca Janek. Siedemnastoletni. Moja najstarsza siostra miała piętnaście lat gdy odszedł ojciec do Pana. Została mamusia z dziećmi. Sześcioro – w ciągu roku odeszła za ojcem siostra Marysia. Zachorowała na zapalenie opon mózgowych, mając dziewięć lat.

Siostra Fela i Leontyna śpiewały w chórze w kościele w Radowie, sąsiedniej wsi. Myśmy mieszkali w Korabliszczach. Mieliśmy ponad piętnaście hektarów ziem, duży ogród owocowy, pasieka – 56 uli z pszczołami, chmielarnie w odległości pół kilometra od domu, cztery konie, sześć krów, dziesięć świń, czasem i lepiej. Poszłam do szkoły mając lat sześć. Kuzynka poszła do szkoły z którą bawiłam się, Jadzia Szewczyk (córka ojca brata) – mieszkali w pobliżu, a ja tak płakałam, że nie mogły znieść tego siostry. Najstarsza siostra Janina poszła do szkoły i prosiła kierownika żeby mnie przyjęli – kierownik się zgodził. Uczyłam się lepiej niż starsi. Gdy była religia pierwszą lekcją ksiądz Michał Grodzicki zabierał mnie powózką i zawoził do szkoły. Gdy religia była ostatnią lekcją w innej klasie to zabierał mnie do domu, ale czasem nie przystawał przed domem tylko zabierał do swojego domu na obiad. Prosił: Helciu, przyjemniej mnie będzie z tobą, jestem zawsze sam, będzie lepiej obiad smakować. Pokazywał mi różne obrazki, książki, spacerowaliśmy po ogrodzie po obiedzie. Potem biegłam do domu. Mamusia nie martwiła się bo wiedziała, że kiedy mam religię, to mogę przyjść później. (…).

W 1939 roku przyszła okupacja. Weszli do Polski bolszewiki z Rosji. Straszny motłoch, dziadowskie wojsko. Buty szmaciane. Karabin na plecach na sznurku. Co za nędzne wojsko.
Piątą i szóstą klasę uczyłam się w Równem na Wołyniu. Siostra Janina wyszła za mąż w 1931 roku za policjanta. Gdy weszli do Polski bolszewicy aresztowali i więzili polską policję. Ukrywał się szwagier Błaszczyk Antoni. Rewizję robili często w naszym domu, a jednego razu znaleźli go i zabrali, już odtąd nikt go nie widział. Szukała go Janina po wszystkich sąsiednich miastach ale otrzymywała taką odpowiedź: nie ma i nie było takiego. Nie wiedzieliśmy gdzie zginął i gdzie pochowany. Zaginął po nim ślad. Zostało dwoje malutkich dzieci, Stasio Błaszczyk i Helenka.

W 1941 roku Niemcy zaczęli posuwać się za Bug. Bolszewików wypędzili i zajęli całą Polskę – poszli w Rosję. Powstała banda ukraińska na terenach polskich i napady, morderstwa straszne Polaków. Siostra Fela miała męża Władysława Dubiniewicza, który uciekł z Syberii, ukrywał się gdzie się dało. Gdy przyszli Niemcy do nas na Wołyń nie musiał się ukrywać. Miał broń. Przed wojną był też w policji tajnej, chodził zawsze w cywilnym garniturze. Gdy wywieźli go na Sybir broń ukrył w swoim domu w Równem. Po ślubie z siostrą przywiózł rewolwer i urywał go – nikt nie wiedział gdzie.

W 1943 w dzień Wielkanocy byliśmy napadnięci przez banderowców ukraińskich o godzinie 1.30 w nocy. Wcześniej, przez kilka dni przychodzili do nas sąsiedzi Polacy nocować – bali się być w domu swoim bo u nas było nowe, mocne mieszkanie – drzwi podwójne, nowe. Dubiniewicz nocował w stodole z dwoma sąsiadami. Ich żony i dzieci spały u nas w domu (4). Gdy banderowcy pukali prosili żeby otworzyć i dać im jeść – mama odpowiedziała – „nie otworzę, boję się, jestem z dziećmi małymi!” . Wówczas zaczęli okropnie silnie bić karabinami w drzwi – obudzili się w stodole nasi mężczyźni – powstała straszna strzelanina. Krzyk, rozkazy – takie jakby było ich tam w stodole z trzydziestu. Jęk bandyty pod drzwiami ranionego. Huk, tupot, krzyk – „ach Palaki job wasza mati, strybjuti” (pismo trudno czytelne – zapis ukraińskiego, zwierzęcego bełkotu).
Ja z Felą i Lusią uciekłam na strych. Myślałyśmy, że kiedy banderowcy wpadną do mieszkania to my przez okno wyskoczymy ze strychu i uciekniemy w pole. Tak się nie stało, banderowcy okrążyli w dalszej odległości i strzelali gdy zauważyli uciekającego. Gdy zeszłyśmy ze strychu – mieszkanie podpalone i inne budynki płonęły – obora, stodoła, stajnia, świniarnia – jasność na podwórku jak w biały dzień. W mieszkaniu nie ma nikogo, okna drzwi pootwierane, dym. Wybiegłyśmy na podwórko i padłyśmy do pasieki między ule, trochę cień od drzew owocowych. Przyszło mi na myśl, że bardzo zimno – ja boso w sukience – siostry pobiegły w stronę lasu ja wróciłam do się do domu po kożuch, którym byłam przykryta na podłodze i spałam. Gdy wpadłam do domu strasznie się przelękłam – ktoś chodzi! Myślała, że to bandyta, a to był Stasio – dziecko pięcioletnie – wyszło spod łóżka gdzie się ukryło. Mówi: „nie wiem gdzie mamusia. Niech ciocia mnie ratuje!”. Zapomniałam, że kożuch, wzięłam za rączkę dziecko i wybiegłam na podwórko do pasieki między ule. Strzelanina straszna, kule gwiżdżą dookoła. Padliśmy i powoli czołgając się gdzie cień drzew, żeby od ognia budynków nie zapalić ubrania na sobie. Cieniem Stasio malutki raczkując uciekł w stronę lasu. Kule gwiżdżą koło głowy, nie można się podnieść - na brzuchu odczołgałam się kilka metrów za pasiekę i w bruździe głębszej leżałam. Zmarznięta, że nie mogłam się ruszyć. Po pewnym czasie coś w tej bruździe wyglądało, że przede mną ktoś leży. Jasność od nieba daje znać. Zaczęłam się czołgać, zbliżać bo czuję, że lada chwilę umrę z zimna. Przede mną leżał sąsiad, jeden z tych co byli w stodole ze szwagrem Dubiniewiczem. Bardzo się przestraszył mnie. Prosiła: ratunku, zamarzam!. Pomalutku zdjął kurtkę z siebie, pościelił na ziemi – położyłam się na niej – on zapiął ją na moich plecach. To był boski ratunek, w przeciwnym razie byłabym skończona do ranka. Gdy się zaczęło rozwidniać ustały strzały, pojawili się ludzie, siostry mamusia, brat. Raniutko też przyjechały dwa samochody Niemców – mówili, że widzieli straszny pożar. Rozmawiali chwilę, pojechał jeden samochód Niemców do Radowa. Kazali dwoma furmankami, dużymi wozami odwieźć nas tam gdzie będziemy chcieli. Mamusia ze szwagrem uzgodnili, że do Równego. On tam miał rodzinę swoją. Tak się stało. Nikt nie zginął, nikogo nie zamordowali banderowcy. Ale wszystko zginęło, spłonęło: inwentarz żywy i martwy. Zboże, konie, krowy, itd.(…)

W Równem mieszkała rodzina, bracia mamusi: Zygmunt i Mieczysław z rodzinami. (…)

 

 



UWAGI


(1) Józef z rodziny Dobrowolskich był nieślubnym dzieckiem Lisowskiej, pochodzącej ze wsi Łapczyce, powiat Bochnia. Razem z dzieckiem przywędrowała w okolice Klewania na Wołyniu, należącym do Radziwiłłów. Wyszła za mąż na Szewczyka, kuriera w Powstaniu Styczniowym. Szewczyk zmarł w 1864 r.
Józef Dobrowolski, syn Lisowskiej (ur. w 1856 r. - zm. w 1908 r.)  służył w wojsku carskim, zmienił nazwisko na Szewczyk. Jego żoną była Honorata Zygadło (ur. 1858 zm. 1910 r.). Mieli dziewięcioro dzieci (nie według kolejności):
1. Hanna Szewczyk
2. Marian Szewczyk. Żona Stanisława Kowalska, córki: Marysia (zmarła w wieku 9 lat) Felicja, Janina i Leontyna, synem był Antoni. Pradziadkowie redaktora uwag, poprzez babcię Leontynę -  Jarosława Litwina.
3. Władysław Szewczyk (ur. 13.06.1888 r. zm. 13.11.1971) - urodził się we wsi Gródek, gmina Czaruków, powiat Łuck, parafia Nieświecz. Jego żoną była Klementyna Szewczyk  z domu  Karasińska – pochowana na cmentarzu katolickim w Radowie – obecnie zlikwidowany przez Ukraińców (dziadkowie Kuzynki Teresy Gałczyńskiej. Informacje również przy wsi Iwanie, gmina Dubno, powiat Dubno, woj. Wołyńskie parafia Dubno). Ponieważ jego rodzice umarli młodo, matka na łożu śmierci kazała przysiąc Władysławowi. że wychowa małoletnie dzieci swoje rodzeństwo. Władysław dotrzymał przysięgi. Władysław Szewczyk mieszkał jeszcze w Korabliszczach [na kolonii polskiej za wsią.] do sierpnia 1943r po ostrzeżeniu przez sprawiedliwego Ukraińca o nadchodzącym ataku wyjechali do Dubna z myślą, że wrócą po wojnie. Rozdał po sąsiadach dobytek, pamiątki zakopał. Po wyjeździe Ukraińcy spalili dom i zabudowania, wykopali pamiątki i inne cenne rzeczy. Władysław miał dwie żony.
4. Bolesław Szewczyk
5. Franciszek Szewczyk - wyemigrował do Australii do Melbourne
6. Antonina Szewczyk z męża Maj mieszka w Sławnie
7. Józef Szewczyk - mieszkał w Nysie (stolarz)
8. Jan Szewczyk - podobno przed wojną zakochał się nieszczęśliwie u Ukraince, która należała do bandy rabusiów. Policja w czasie rewizji u niej znalazła łupy, do kradzieży których przyznał się Janek. Za to siedział w więzieniu. Po wyjściu ożenił się z nią mieli jedno dziecko. Podobno zginął z rąk tych bandytów w niewyjaśnionych okolicznościach. Rodzina szukała miejsca pochówku bez efektu.
9. Stanisława Szewczyk - wyszła za Ukraińca, pozostała na Zaporożu.

(2) Mama Stanisławy Szewczyk z domu Kowalskiej, w wieku 96 lat, została zamordowana przez Ukraińców we wsi Nowosiółki pod Równem. W czasie napadu bandy UPA była schowana w zbożu przed żniwami. Miała tam poduszkę i pierzynę. Miejsce jej ukrycia zdradził pies, który zerwał się z łańcucha i do niej pobiegł. Jeden z synów wrócił do wioski mimo ostrzeżeń niektórych Ukraińców o grożącej śmierci i pochował matkę w sadzie w dywanie.

(3) Zgodnie z Spisem ziemian Rzeczpospolitej Polskiej w roku 1930. Województwo poleskie. Województwo wołyńskie, autorstwa Tadeusza Epszteina, Sławomira Górzyńskiego, Starczewski Tomasz posiadał majątek w Korabliszczach i Ludwiszczach. Sam spis dostępny na stronie internetowej: http://www.ornatowski.com/index/ziemianie_wolyn_1929.htm


(4) W tym domu była również 13 letnia na tamtą chwilę Irena Karasińska - siostra wymienionej powyżej Klementyny Szewczyk z domu Karasińskiej.

 

 ---------------

Wybór wspomnień.

podstrona jest częściąwww.wolyn.ovh.org

inne strony O KRESACH