Pami皻nik Jerzego Dytkowskiego

Rokitno Wo造雟kie 1920-1944


wst瘼 - rozdzia造 1-10rozdzia造 11-20rozdzia造 21-30 - rozdzia造 31-40rozdzia造 41-47komentarze czytelnik闚


31. ARESZTOWANIE „KACZKI”

Na drugi dzie rano po wydaniu dyspozycji pracownikom, uda貫m si do swojego biura w magazynie. Tym razem niepokoi這 mnie wy陰cznie zagro瞠nie ze strony aresztowanego „Kaczki”. Nale篡 koniecznie zawiadomi O鈔odek, ale sprawa nie nadaje si na pisemny raport. Nale瘸這by koniecznie opowiedzie Kobusowi ca貫 zaj軼ie i wskaza zagro瞠nie. Osobi軼ie za豉twi to m鏬豚y tylko Janek, ale jego nale瘸這by dobrze przygotowa. Z tym zamiarem uda貫m si do biura, aby zatelefonowa do Korybuta, kt鏎y m鏬豚y przys豉 Janka na piln rozmow. W biurze mimowolnie us造sza貫m sp鏎 jaki mia miejsce mi璠zy ksi璕owym a dyrektorem huty. Ankierstein poleca zawiezienie i dor璚zenie Gebitzkomisarzowi pilnego i terminowego sprawozdania, a ksi璕owy kategorycznie odmawia, i na znak protestu wyszed na dziedziniec. Zaciekawi豉 mnie ta niebywa豉 sprawa i chc帷 sprawdzi jej charakter, wybieg貫m za ksi璕owym i zapyta貫m, co go sk豉nia do odmowy s逝瘺owego wyjazdu ?
- Jeszcze si pytasz ? Wyobra sobie, m闚i Stanis豉w Bartold - bo to on by tym ksi璕owym - w zesz造m miesi帷u z takim sprawozdaniem, by貫m w Gebitzkomisariacie i widzia貫m jak zast瘼ca Gebitzkomisara, taki wysoki z wystaj帷ymi policzkami Niemiec, spoliczkowa mojego koleg ksi璕owego z Wyrobina za jakie drobne nie軼is這軼i, czy usterki w sprawozdaniu. M闚i ci szczerze – dowodzi – by貫m naocznym 鈍iadkiem, jak wytrzaska po twarzy tego koleg. Ma這 by這 mu tego zniewa瞠nia , bo jeszcze poszczu go psem, a ten ogromny wilczur pokaleczy koleg do tego stopnia, 瞠 krew la豉 si strumieniami, a z jego spodni zosta造 tylko strz瘼y. Uciek貫m, bo nie mog貫m patrze na bestialstwo wstr皻nego Ubermensza i postanowi貫m ju nigdy nie jecha do tego urz璠u. Za wyst瘼ek niepos逝sze雟twa, mo瞠 mnie Ankierstein zastrzeli, ale tu na miejscu. Tam ju nie pojad, bo jak sobie przypomn scen z tym rozw軼ieczonym wilczurem, szarpi帷ym 篡wego cz這wieka i ubawionego tym Niemca, jak pomy郵, 瞠 mnie te mo瞠 spotka podobna pruska zabawa, to jestem zdecydowany na wszystko, tylko nie na wizyt w tej ponurej niemieckiej instytucji.
Wr鏂i貫m do biura, ale okropne zwyczaje praktykowane w urz璠zie naszej nadrz璠nej w豉dzy, nie przes這ni造 my郵i o aresztowanym i potrzebie szybkiego dzia豉nia, aby zapobiec niebezpiecze雟twu jakie w zwi您ku z tym zaistnia這. Moja zaduma nad przykr sytuacj, zosta豉 przerwana wezwaniem do dyrektora.
- Panie Dytkowski – rzek Ankierstein – jed pan do Sarn. 
Nie odpowiedzia貫m od razu, ale zastanowi貫m si, bo proponowana podr騜 – by豉 mi na r瘯.
- Niech pan nie bierze na serio tego skandalu, o jakim opowiada Bartold – rzek dyrektor. Jestem pewny, 瞠 panu nic z貫go si nie stanie. Zawiezie pan to przekl皻e sprawozdanie, odda i wr鏂i, nic wi璚ej. Niech pan zrobi to dla mnie i wyci庵nie mnie z k這potliwej sytuacji. No, niech si pan zdecyduje – nalega dyrektor. 
- Dobrze , pojad – rzek貫m ostatecznie. 
- No widzi pan, kamie zdj掖 mi pan z serca, bo musia豚ym sam jecha, a ja tak bardzo nie mam czasu. Wiedzia貫m, 瞠 pan si zgodzi, bo do boj帷ych nie nale篡. B璠 pami皻a t przys逝g – powiedzia zadowolony.

Jest to niepewne i niebezpieczne – rozwa篡貫m, ale co mam pocz望 ? Przecie trafia si okazja i a prosi o wykorzystanie, a m鎩 obowi您ek nakazuje by czynnym w potrzebie organizacji. B璠 m鏬 przekaza osobi軼ie przebieg fatalnego zaj軼ia i uprzedzi Kobusa, o gro膨cym z tej strony niebezpiecze雟twie. W tym prze鈍iadczeniu, na drugi dzie w這篡貫m swoje najlepsze od鈍i皻ne ubranie i kapelusz i spojrzawszy w lustro, aby sprawdzi, czy b璠 m鏬 dobrze uchodzi za volksdeutcha. W biurze otrzyma貫m formaln delegacj i to nieszcz瘰ne sprawozdanie, o kt鏎ego tre軼i zosta貫m dobrze poinformowany i ku zdziwieniu ksi璕owego – uda貫m si na stacj. Serce mi 這mota這 kiedy zbli瘸貫m si do Gebitzkomisariatu, ale si dodawa豉 mi 鈍iadomo嗆 zadania jakie wykonuj. Nie czyni tego dla odwagi i przypodobania si, jak my郵i ksi璕owy, lecz dla ratowania tych, kt鏎ych cia豉 s szarpane przez wilczury! Ta 鈍iadomo嗆 sprawi豉, 瞠 z rozmachem szarpn掖em drzwi urz璠u i zaraz od progu 鄉ia這 wzni鏀連zy rami do g鏎y, g這郾o wypowiedzia貫m nieodzowne powitanie: Haill Hitler !
Po d德i瘯u tego znienawidzonego zawo豉nia, szybko rozejrza貫m si wok馧 i stwierdzi貫m, 瞠 zrobi貫m niez貫 wra瞠nie, wi璚 鄉ia這 podszed貫m do urz璠nika prowadz帷ego spraw huty i zameldowa貫m przywiezienie sprawozdania. 
- A dlaczego nie przyjecha pan Bartold ? – zapyta urz璠nik. Pan Bartold jest niezdr闚 – sk豉ma貫m.
- On si ba przyjecha, niech pan powie – sprostowa. 
- Powiedzia, 瞠 jest chory.
- A pan b璠zie m鏬 udzieli wyja郾ie ? – zapyta.
- Tak, jestem zorientowany – odpowiedzia貫m.
Urz璠nik spojrza na podany mu arkusz, przegl康a i zadawa pytania. Jako uda這 mi si trafnie udziela odpowiedzi i nie幢e wypad貫m, wi璚 ju nie pytany m闚i貫m o rzeczach, kt鏎e uwa瘸貫m, 瞠 b璠 interesowa造 pytaj帷ego, a w tym nagle otworzy造 si drzwi s御iaduj帷ego gabinetu. Ukaza si w nich znany mi z opisu Bartolda, wysoki Niemiec z wystaj帷ymi policzkowymi ko嗆mi na twarzy. To jest ten sam os豉wiony dra, z-ca Gebitzkomisarza – pomy郵a貫m, a on gro幡ie spojrzawszy na mnie zapyta:
- To wy jeste軼ie z huty Rokitno ? 
- Tak jest ! We w豉snej osobie – odpowiedzia貫m 鄉ia這.
- A kiedy ten wasz Ankierstein, wyreperuje i ustawi w tartaku na stacji ten stary gater? – zapyta. 
- Ten gater ju zosta wyreperowany i ustawiony na wskazanym miejscu, a w sprawozdaniu na odwrocie jest to odnotowane – odpowiedzia貫m wskazuj帷 dokument le膨cy na biurku urz璠nika. Prusak si璕n掖 po niego natychmiast i przeczytawszy to, co go interesowa這, spojrza na mnie przychylniej i od razu pokwitowa kopi i le膨c obok moj delegacj. W porz康ku, jest pan wolny – powiedzia, oraz wskaza sekretark, abym podszed i podstemplowa jego podpis. 
Szybko uda貫m si do tej sekretarki i podsun掖em dokumenty do podstemplowania. Stwierdzam, 瞠 tym razem piecz徠ka z niemieckim or貫m i hitlerowsk sfastyk, szczeg鏊nie uradowa豉 moje oczy. Z takimi bowiem dokumentami, mog貫m swobodnie porusza si, bo mia造 znamiona urz璠u wsz璠zie honorowanego, a mnie w豉郾ie o to najbardziej chodzi這. Szybko schowa貫m dokumenty do teczki zachowuj帷 pewno嗆 siebie, zrobi貫m urz璠owy ruch r瘯 i wypowiedziawszy obowi您uj帷e : Haill Hitler ! – opu軼i貫m urz康.
Kiedy znalaz貫m si na wolnej ulicy, odetchn掖em z ulg. No, jako posz這 – pomy郵a貫m. Co robimy dalej ? Przecie nie w sprawie sprawozdania tutaj przyjecha貫m. Teraz dopiero czeka mnie trudne zadanie. Oby si tylko uda這, id帷 ulic spojrza貫m w kierunku dawniej odwiedzanej restauracji, bo m鎩 穎陰dek dawa o sobie zna. Warto by co przek御i – pomy郵a貫m, ale na szyldzie przeczyta貫m napis : „Nur fur Deutsche”. A niech to licho, ale przez otwarte drzwi spostrzeg貫m, 瞠 za bufetem znajduje si znajomy kelner, kt鏎y dawniej obs逝giwa mnie i nawet sute przyjmowa napiwki. Pomy郵a貫m i 鄉ia這 wszed貫m do wn皻rza udaj帷 sta貫go bywalca tego lokalu i poprosi貫m o paczk cygar. Pan Jankowski / bo tak si nazywa kelner/, szepn掖 mi dyskretnie niech pan udaje volksdeutscha, usi康zie sobie tam, przy wolnym stoliku, a ja do pana zaraz podejd. Wys逝chawszy ten cichy nakaz i zachowuj帷 swobod, rozsiad貫m si przy wskazanym stoliku, z kt鏎ego widzia貫m dobrze ca貫 wn皻rze lokalu. Stwierdzi貫m, 瞠 pan Jankowski wiedzia gdzie mnie posadzi i pami皻a, czym lubi貫m zaspokoi potrzeby 穎陰dka, bo przyni鏀 mi kotlet z ziemniaczkami i kapust. Po spo篡ciu tego dania, wypi貫m kufel piwa i poczu貫m si jak tak, jak gdybym powr鏂i do przesz這軼i, chocia cel przybycia i ci捫帷y na mnie obowi您ek, przypomina o przykrej tera幡iejszo軼i. Podszed貫m do bufetu i kupi貫m jeszcze jedn paczk cygar, bo tutaj p豉ci這 si za nie grosze i opu軼i貫m lokal. Odetchn掖em z ulg i skierowa貫m si do siedziby O鈔odka. Pozosta豉 mi jeszcze tylko jedna sprawa do za豉twienia, oby by豉 r闚nie udana – pomy郵a貫m i stan患szy przed drzwiami mieszkania pana le郾iczego Rydzewskiego, zapuka貫m umownie. Patrz帷 na zegarek odczeka貫m minut i powt鏎zy貫m pukanie, bo tak um闚iono si dla sprawdzenia wizytuj帷ych os鏏. Drzwi otworzy造 si a kol. Kobus witaj帷 mnie , wyrazi zdziwienie, bo nie zapowiedziany zjawiam si osobi軼ie. W kr鏒kich s這wach na鈍ietli貫m przypadek aresztowania „Kaczki”, funkcje i zadania wykonywane przez niego na 字edniaku i ostatnio, przy rozbrajaniu warty w hucie. Najwi瘯sze niebezpiecze雟two tkwi w tym, 瞠 „Kaczka” zna organizacyjn konspiracj, on by r闚nie posy豉ny do O鈔odka i to musia造 by sprawy bardzo pilne.
- Wydaje mi si dziwnym, dlaczego „Wujek” pos逝giwa si „Kaczk”, skoro 陰czno嗆 na waszym Odcinku funkcjonuje bez zarzutu.
- Ja te zastanawia貫m si nad tym i uwa瘸m, 瞠 w zwi您ku z inspekcj kol. „Turbacza”, „Kaczka” by wys豉ny specjalnie przez „Wujka”, aby ustnie przekaza do O鈔odka jak捷 piln informacj.
- Co ? To znaczy, 瞠 aresztowany zna adres O鈔odka i m鎩 pseudonim! Kobus wsta zza biurka i zacz掖 nerwowo przemierza pok鎩.
- Tak to wygl康a i dlatego przyjecha貫m tutaj osobi軼ie, aby pana uprzedzi o gro膨cym niebezpiecze雟twie i om闚i akcj wydostania „Kaczki” z aresztu – powiedzia貫m.
- Niestety, w Gestapo nie mam nikogo – odpowiedzia kapitan. Nast徙i這 pe軟e napi璚ia i niepokoju rozmy郵anie. Komendant bezradnie przemierza pok鎩 w jedn i drug stron. Po c騜 u licha „Wujek” posy豉 specjalnego ? – zapytywa. W tym momencie zapukano do drzwi. Kapitan zatrzyma si nas逝chuj帷. Umowne pukanie powt鏎zy這 si wi璚 odszed, aby otworzy i ..., 
- Co za niespodzianka ! O wilku mowa a wilk tu!

„Kaczka”, stan患szy na baczno嗆, zameldowa swoje przybycie.
Kapitan spojrza na mnie pytaj帷o. Co to wszystko ma znaczy ? – zapyta.
- To jest w豉郾ie aresztowany „Kaczka”, o kt鏎ym rozmawiali鄉y – wyja郾i貫m. 
- Rany Boskie! wypu軼ili was ? – pyta uspokojony.
-Nie, uciek貫m – odpowiedzia „Kaczka”. I spokojna g這wa, nikt mnie nie goni.
Jeszcze nic nie wiedz o mojej ucieczce, a kiedy stwierdz, 瞠 mnie nie ma, b璠 ju bardzo daleko.
Komendant wezwa jednego ze swych ludzi nakazuj帷 obserwacj urz璠u Gestapo i ulic, oraz przygotowanie garderoby i k徙ieli dla zbieg貫go. Pojawi si tak瞠 fryzjer aby go ostrzyc, ogoli, odmieni wygl康 i zaopatrzy „Kaczk” w nowy niemiecki dokument to窺amo軼i.
- Jakim cudem uciek pan z tej wilczej nory ? – zapyta Kobus po wydaniu szeregu zarz康ze.
- Opowiem od pocz徠ku. Uprosi貫m Wujka, aby udzieli mi urlopu i zezwoli na wyjazd do Warszawy, gdzie mia貫m tak瞠 do wykonania pewne zlecone obowi您ki s逝瘺owe. W poci庵u jecha貫m z panem Turbaczem, ale licho przynios這 瘸ndarm闚. Sprawdzono moje dokumenty, kt鏎e w ich ocenie nie by造 w porz康ku, wobec tego zaprowadzono mnie na Gestapo. Tam uznano, 瞠 jest to pomy趾a, lecz sprawdzenia dokonano za po鈔ednictwem r騜nych szpicli i kapusi闚. Kiedy do celi w towarzystwie 瘸ndarma wszed Bia這us, kt鏎ego par dni temu rozbroi貫m, uwa瘸貫m si za rozpoznanego i by貫m przygotowany na najgorsze. Tymczasem pan kapral popatrzy na mnie z lito軼i, pozna mnie, ale pokr璚i g這w, co oznacza這, 瞠 mnie nie zna. Odetchn掖em z ulg, i nabra貫m pewno軼i siebie. Korzystaj帷 z okazji wykorzystano mnie do r帳ania drzewa dla kuchni. W闚czas przygotowa貫m sobie d逝gi dr庵 z mocnego grabczaka. Czeka貫m tylko na okazj i brak obserwator闚 na dziedzi鎍u, a kiedy chwila taka nadesz豉, wykorzysta貫m swoj sprawno嗆 i umiej皻no嗆 skoku o tyczce. Jak si okaza這, wysoki mur przeskoczy貫m bez trudno軼i i znalaz貫m si po jego przeciwnej stronie. Skok m鎩 by dobry i jak panowie widzicie, jestem wolny – powiedzia Kaczka.
Z zadowoleniem i u鄉iechem wys逝chali鄉y wyja郾ie i opisu ciekawej przygody tego warszawskiego sportowca. W tym czasie fryzjer, ostrzyg w這sy i zgoli jego charakterystyczne bokobrody. Kiedy stan掖 przed nami przebrany w granatowy garnitur i czyst bielizn, to rzeczywi軼ie wygl康a na eleganckiego warszawiaka i niczym nie przypomina uciekiniera z Gestapo. Nawet Bia這us nie dopatrzy豚y si w nim rozbrajacza Kaczki. Kol. Kobus z uznaniem spojrza na warszawiaka i wr璚zaj帷 mu now „kenkart” wystawion na fikcyjne nazwisko, pistolet si鏚emk z dwoma 豉dunkami naboi, oraz pakuneczek z posi趾iem – powiedzia : pobi貫 ch這pie rekord partyzanckiego sprytu i sprawno軼i. Spodziewam si, 瞠 powr鏂isz do jednostki. Prosz pod 瘸dnym warunkiem nie ryzykowa jazdy poci庵iem. Nale篡 i嗆 pieszo do wsi Sarny. Na chutorze odnajdzie pan Mazura o nazwisku Kirkiewicz. Jemu zdradzi pan pseudonim „Kowal”. Ten kowal przewiezie pana na drug stron S逝czy, a stamt康 przez las do jednostki.
- Dzi瘯uj za uznanie, zaopatrzenie i pomoc w nieszcz窷ciu, a po powrocie, czekam na dalsze rozkazy – rzek Kaczka i odmeldowa si.
- No to Bogu dzi瘯i, 瞠 sko鎍zy這 si szcz窷liwie, rzek Kobus, ale powiedz kolego, co to za typ ten Kaczka ?
- To jest bardzo zdolny cz這wiek i na niego mo積a liczy. Jego rodowe imi i nazwisko brzmi Zygmunt Rybarczyk, jest rodowitym warszawiakiem i sportowcem. Kiedy grywa w pi趾 no積. Wrobi si do Organization Tood, aby dosta si na po豉cie wschodnie. P騧niej partyzanckie ci庵oty doprowadzi造 go do Zjednoczenia Satanowskiego, ale od niego zwia i do陰czy do nas na 字edniaku. Teraz jak si okazuje, jecha na urlop no i wpad. Ca貫 szcz窷cie, 瞠 nie mia polecenia specjalnego od Wujka, o co go pos康za貫m i dlatego przyjecha貫m osobi軼ie.
- Bardzo dobrze pan post徙i – powiedzia Kobus – bo zagro瞠nie nale篡 zawsze rozpozna w pe軟i. Poznali鄉y r闚nie Kaczk i wiemy, 瞠 na niego mo積a liczy.
Napr璠ce Kobus napisa obszerny list do Wujka i zalakowan kopert wr璚zy mnie. Po rozmowie z komendantem i om闚ieniu z nim spraw bie膨cych, spotka貫m si z kol. Osinkowskim. Id帷 ju na stacj by貫m spokojny o losy organizacji, jednak o Bie這usie b璠帷ym na us逝gach Gestapo, trzeba b璠zie pami皻a. Pomy郵a貫m r闚nie o kopercie, kt鏎 wr璚zy mnie Kobus. Powiedzia wtedy, 瞠 to jest bardzo wa積a sprawa i po przeczytaniu tego listu, Wujkowi odechce si wysy豉 partyzant闚 na urlop do Warszawy. Na stacji zasta貫m d逝gi poci庵 z sycz帷ym parowozem na przodzie, ustawionym na torze w kierunku wschodnim. Dostrzeg貫m wagon z konwojentami, podszed貫m 鄉ia這 i oddawszy obowi您uj帷e pozdrowienie, prosi貫m 穎軟ierza o pozwolenie wsp鏊nego podr騜owania do Rokitna. Niemiec odsalutowa i grzecznie poprosi o dokument uprawniaj帷y na przejazd poci庵iem. Pokaza貫m swoj delegacj, a podoficer ujrzawszy podpis i piecz耩 Gebitzkomisarza, momentalnie przybra postaw na baczno嗆 i grzecznie – zaprosi: „Bitte neumen Sie platz”.
Szybko wskoczy貫m do wagonu i zaj掖em wskazane miejsce na 豉wce, a raczej desce umieszczonej na ca貫j szeroko軼i wagonu. Naprzeciw i obok mnie siedzia這 kilku 穎軟ierzy konwojent闚. Zn闚 pomy郵a貫m, 瞠 jako si uda這. Wyj掖em paczk z cygarami i pocz瘰towa貫m wartownik闚, lecz jeden z nich w rewan簑 za okazywan grzeczno嗆, wyj掖 swoj paczk i rzek: „Bitte Si meine besser”. Jego cygara rzeczywi軼ie by造 lepsze. Pali貫m wi璚 beztrosko i stara貫m si zrobi dobre wra瞠nie bezpiecznej podr騜y. Czeka貫m tylko na odjazd poci庵u, ale przewa積ie tak bywa, 瞠 czekaj帷emu minuty urastaj do godzin. Us造sza貫m wtedy nowe powitanie i do wagonu wesz這 dw鏂h 瘸ndarm闚. Oby tylko mnie nie rewidowano i nie znaleziono konspiracyjnej koperty. 畝ndarmi jednak obrzucili mnie tylko pytaj帷ym spojrzeniem i rozmawiali wy陰cznie z kierownikiem konwoju. Us造sza貫m jak podoficer obja郾ia, 瞠 wiezie delegowanego przez Gebitzkomisarza do pobliskiego Rokitna. 畝ndarmi tylko pokr璚ili g這wami i wysiedli. Odetchn掖em z ulg, ale nie na d逝go, bo do wagonu zn闚 pcha si dw鏂h uzbrojonych Niemc闚. Tym razem gorzej, - pomy郵a貫m – bo zauwa篡貫m niebieskie koszule, a na patkach ko軟ierzy emblematy SD. Gestapo -–stwierdzi貫m – to ju kl瘰ka. Bior帷 to najgorsze pod uwag i udaj帷 spok鎩, obmy郵a貫m spos鏏 pozbycia si kompromituj帷ej koperty. Poci庵 ruszy wreszcie mocno szarpn患szy wagonami . Ku mojemu zdziwieniu i zaniepokojeniu, Gestapowcy nie wysiedli, a co gorsze, zaj瘭i miejsca na 豉wie naprzeciw. Czy瘺y oni tak瞠 jechali s逝瘺owo w tym kierunku, bo nie wygl康a na to, 瞠 jestem 郵edzony. Wkr鏒ce jednak wnioskuj帷 po ich zachowaniu doszed貫m do wniosku, 瞠 z ich strony nie grozi mi 瘸dne niebezpiecze雟two. W dalszym ci庵u rozmawiali鄉y beztrosko, cz瘰tuj帷 si wzajemnie cygarami. Poci庵 przejechawszy prowizoryczny most na S逝czy, nabiera rozp璠u i bez zatrzymania si na stacji Straszew, p璠zi po torowej r闚ni i nagle huk pot篹ny rozdar powietrze. Zatrwo篡li鄉y si, bo poci庵 jak gdyby zahamowa raptownie, spowodowa wstrz御 i zgrzyt hamulc闚, oraz silne stukni璚ie zderzak闚. Zatrzymujemy si, wystraszeni Niemcy chwyciwszy za bro wyskoczyli z wagonu i zaj瘭i pozycj strzeleck. Okazuje si, 瞠 wjechali鄉y na min. Wok馧 jednak panowa豉 cisza, wi璚 konwojenci i kolejarze sprawdzali uszkodzenia. Jeden ze s逝瘺y drogowej pobieg do Straszowa, aby stamt康 telefonicznie wezwa pogotowie techniczne z Sarn. Okaza這 si, 瞠 parow霩 nie zosta uszkodzony i wyrwany kawa貫k szyny nie spowodowa wykolejenia. P騧niej okaza這 si, 瞠 by這 to wt鏎ne zaminowanie i to po poprzednim przej軼iu dw鏂h transport闚. Zryw by ma造, bo min po這穎no byle jak, czyni帷 to w porze dnia i w pobli簑 stacji. Przerwa w ruchu poci庵u trwa豉 ponad dwie godziny, bo wymieniono jedn szyn i usuwano wagon z uszkodzonym podwoziem. Po tym przymusowym postoju, poci庵 ruszy dalej. Z przyjemno軼i patrzy貫m na przera穎ne miny butnych Niemc闚. Widzia貫m jak na tych samych aroganckich i pewnych siebie twarzach, teraz malowa si niepok鎩 i zw徠pienie. Kt騜 by si spodziewa – pomy郵a貫m – 瞠 ten tak nik造 sabota pod Straszowem, zdo豉 r闚nie wywrze niema貫 skutki defetyzmu, a on przecie nie jest jedynym czynnikiem zw徠pienia na ich drodze przeznaczenia. Coraz cz窷ciej przecie dociera造 wie軼i o cofaj帷ej si i okaleczonej armii, a dzia豉lno嗆 partyzancka i nasilaj帷a si z ka盥ym dniem dywersja na g喚bokich ty豉ch zaplecza, odbiera豉 reszt nadziei na mo磧iwo嗆 ziszczenia si hitlerowskich i gebelsowskich obietnic. Poci庵 zatrzyma si w Rokitnie, a ja wysiadaj帷, 瞠gna貫m swoich przygodnych podr騜nych, dzi瘯uj帷 za przyjemne i mi貫 towarzystwo, lecz i tym razem zauwa篡貫m, 瞠 d德i瘯 mojego: „Hail Hitler” ! nie wywar na ich twarzach znamion entuzjazmu, a wr璚z przeciwnie, jaki grymas odrazy i zw徠pienia. Obydwaj Gestapowcy te wysiedli, bo do Rokitna widocznie przyjechali s逝瘺owo, powoduj帷 w poci庵u swoj obecno軼i tak wiele domys堯w.
Kiedy drugiego dnia zjawi貫m si w biurze huty i zameldowa貫m dyrektorowi o pomy郵nym za豉twieniu sprawy, ksi璕owy najbardziej podziwia m鎩 wisielczy humor i niek豉mane zadowolenie, bo nie zna przecie jego istotnej przyczyny.
Po kilku dniach otrzyma貫m list od Turbacza. Nosi dat 19.11.43. r.
A wi璚 musia by pisany, ju po odbytej podr騜y powrotnej przez Kles闚. Jak wynika這 z jego tre軼i u D瑿oroga w Rafa堯wce i w O鈔odku w Sarnach nie by i nie zamierza zorganizowa omawianego uprowadzenia oddzia逝 pomocniczego policji. Odnotowa nawet uwag, 瞠 nale瘸這 to uczyni przed odej軼iem kompanii do Rafa堯wki. Z tego wniosek, 瞠 niezw這cznie nale篡 zawiadomi D瑿oroga, aby nie licz帷 na jak彗olwiek pomoc sam sobie radzi z planowanym uprowadzeniem oddzia逝.

32. JAK STAΒM SI LE吉YM PARTYZANTEM

Dnia 22 listopada 1943 r. otrzyma貫m meldunek dor璚zony przez go鎍a / pani Jasi雟ka /. D瑿or鏬 donosi, 瞠 wraz ze swoimi lud幟i ju znajduje si w lesie i jest w drodze do O/P kpt. Wujka. Ostrzeg mnie jednocze郾ie i radzi, abym niezw這cznie wia do lasu, bo to, uczyni – pisa w meldunku – stawia mnie w kr璕u podejrze. Pleban okaza si volksdeutzem i sypie, co w rezultacie mo瞠 spowodowa liczne aresztowania i represje w naszej rodzinie.
Nie mia貫m wyboru. Nale瘸這 tylko dobrze upozorowa ucieczk. Zreszt, wobec takiego obrotu sprawy, moja rola na stanowisku Komendanta Odcinka Rost闚 w Rokitnie – sko鎍zy豉 si. Zadanie jakie na這篡 na mnie obowi您ek s逝瘺y Polsce na tym terenie – wykona貫m. Jeszcze tego samego dnia, przekaza貫m obowi您ki konspiracyjne swojemu zast瘼cy Edwardowi Wr鏏lewskiemu ps. „Witalis” i razem z Alfonsem Wo這dkiewiczem ps. „Wierszu” – uda貫m si do lasu.
- Jak zabezpieczyli軼ie swoje rodziny przed represjami ze strony Niemc闚? – zapyta Strzemi. 
Tak si z這篡這, 瞠 tartak przy kolei w Rokitnie, kt鏎ego kierownikiem jest „Skrzypek”, zosta rozmontowany i przewieziony w tych dniach do Kiwerc. Odchodz帷 razem z koleg „Wierszu貫m”, kt鏎y jest mechanikiem huty, powiedzia貫m 穎nie, aby ju w nast瘼nym dniu odnios豉 klucze od magazynu i odda豉 dyrektorowi, bo m捫 razem z panem Wo這dkiewiczem, odjecha do Kiwerc montowa tartak, a do pracy tej zaanga穎wa go Linde / Skrzypek/. 
A je郵i Niemcy uznaj takie wyja郾ienie za k豉mstwo ? – zapyta.
Na pewno domy郵 si, 瞠 uczyni貫m to samo co D瑿or鏬, ale uwa瘸m, 瞠 do represji nie dojdzie. Po pierwsze, broni tej sprawy b璠zie pan Sokolowski, a po drugie, reszta Niemc闚 razem z Ankiersteinem, wprost b璠zie ba豉 si zadrze z Dytkowskimi, tym bardziej, 瞠 jeste鄉y w lesie.
Tego dnia omawiali鄉y akcj rozbrojenia patroli na kolei. Zadanie by這 ju zdecydowane i przekazane do wykonania kol. Gustawowi. Jako mieszkaniec Rokitna, by貫m dobrze zorientowany o niemieckich 鈔odkach zapobiegawczych odno郾ie minowania tor闚 w nocy. Jedynym przeciwdzia豉niem ze strony Niemc闚 by造 w闚czas patrole wysy豉ne o 鈍icie ka盥ego dnia, w celu przegl康u tor闚 i zdj璚ia pozak豉danych min. Patrol taki sk豉da si z dziewi璚iu 穎軟ierzy schutzpolizai, dobrze uzbrojonych, kt鏎zy sprawdzaj帷 tory docierali a pod Tomaszgr鏚 i wracali z powrotem. Dopiero wtedy, w豉dze kolejowe, po otrzymaniu meldunku o mo磧iwo軼i bezpiecznego przejazdu decydowa造 si uruchomi czekaj帷e na stacjach transporty. Nasza plac闚ka na 字edniaku, wymarsze takich patroli 郵edzi豉 i pragn帷 uzupe軟i sw鎩 stan broni palnej, planowa豉 na nie zasadzki. Rozkaz zdobycia broni otrzyma tym razem „Gustaw”. Na akcj wyruszono przed 鈍item dnia 22.11.43 r. 
Z rozbrojeniem patroli, 字edniak nie m鏬 zwleka, gdy przed kilkoma dniami na wskutek wsypy, 軼i庵ni皻o do lasu dru篡n Samoobrony z Klesowa wraz z rodzinami. W grupie tej mi璠zy innymi znajdowa si tak瞠 in. Wr鏏lewski. By podejrzany o wsp馧prac z partyzantami i zatrzymany. Przebywa w bunkrze obok stacji kolejowej. Uwolniono go z aresztu, udanym manewrem dokonanym przez Gustawa. Aby nie nara瘸 na represj rodziny, zabrano r闚nie do lasu pani Wr鏏lewsk z c鏎kami. Wobec powsta造ch luk w Samoobronie Klesowa, a przez to os豉bienie O鈔odka, zmuszony by貫m jeszcze tej nocy pchn望 go鎍a z meldunkiem na „Przysta Ryback”, w celu porozumienia si z „Rochem” / ksi璠zem Chomickim/ i ustawienia go do pracy w nowych warunkach. W zwi您ku z tym „Strzemi” poinformowa, 瞠 kompania musi do陰czy do Oddzia逝. Taki jest rozkaz Turbacza. Z planowan zasadzk nie nale篡 w tej sytuacji zwleka, a po jej zako鎍zeniu, niezw這cznie opu軼i 字edniak.
Jak z tego wynika przyby貫m na Plac闚k w odpowiednim czasie, a miejsce i czas akcji, nale瘸這 wybra jak najszybciej.
- Miejsce zasadzki jest ju wybrane – o鈍iadczy Gustaw.
- B璠ziesz m鏬 wykona zadanie jeszcze dzi ? – zapyta Strzemi zwracaj帷 si do „Gustawa”.
- Tak, przed 鈍item.
- Teraz jest godzina 0,45, trzeba wi璚 wypoczywa, bo niewiele czasu pozosta這. Nale篡 zleci wartownikowi obudzenie 酥i帷ych. Do akcji zabierzesz ca造 sw鎩 pluton i obydwa zaprz璕i – rozkaza Strzemi.
Pomimo p騧nej pory, d逝go nie mog貫m zasn望 tej nocy. S造sza貫m jak wartownik budzi „Gustawa” o godz. 4.45. Zaniepokoi這 mnie to, 瞠 „Gustaw” nie zerwa si od razu i wartownik musia powtarza budzenie. S豉b samodyscyplin partyzanta skojarzy貫m z mo磧iwo軼i niepowodzenia akcji. Wed逝g moich ocen „Gustaw” powinien natychmiast zerwa si, a skoro tego nie uczyni, z do鈍iadczenia uzna貫m, 瞠 b璠zie mia ci篹ki dzie. Gdy ju wyruszyli na akcj, zapozna貫m si bli瞠j z warunkami zakwaterowania i ewentualnej obrony plac闚ki. Rozmy郵a貫m nad wra瞠niami jakie odnios貫m w ci庵u tych kilkunastu godzin pobytu na 字edniaku. My郵 moja uporczywie powraca豉 do zagadkowej postaci sier瘸nta „S這nia” – szefa kompanii. Nigdy go przedtem nie widzia貫m, a teraz na przyjacielski gest podarowania mu pasa wojskowego, zareagowa dziwnym grymasem. Zastanawia貫m si , co mo瞠 by powodem takiej reakcji partyzanta, by貫go 穎軟ierza zawodowego. Rozmy郵ania moje przerwa goniec, wpad jak burza i zameldowa :
- Panie poruczniku „Gustaw” ranny !
Jak pr康em ra瞠ni zerwali鄉y si na r闚ne nogi. Na wyrywki pytali鄉y o szczeg馧y. Pluton powraca z akcji, a ranny Gustaw le瘸 na wozie przykryty s這m. Jak si okaza這, dosta seri z automatu w udo bez naruszenia ko軼i. Stwierdzono r闚nie, 瞠 w dw鏂h miejscach zosta豉 przestrzelona moszna, bez trafienia j康er. Rannego umie軼ili鄉y w mieszkaniu u miejscowego gospodarza υzi雟kiego oddaj帷 go opiece pa Wr鏏lewskich.
Strzemi wyrazi trosk, ale jak tu w tych warunkach sprowadzi lekarza ? – narzeka.
- Mo瞠 nale瘸這by pos豉 do Klesowa – poradzi貫m. 
- Nie, - zaprotestowa – ani do Klesowa, ani do Rokitna, wszelka pomoc lekarska jest w obecnej sytuacji wykluczona – desperowa Strzemi.
- To niedobrze – zauwa篡貫m – rana wymaga specjalistycznego opatrunku i to natychmiast.
- To gorzej ni niedobrze – rzek Strzemi – bo Gustaw zgubi fura瞠rk z orze趾iem i bia這 –czerwonym proporczykiem, prawdopodobnie na miejscu zasadzki. 
Tym zgubionym dowodem rzeczowym, by貫m przera穎ny. Co stanie si w Rokitnie, jak Niemcy, albo Ukrai鎍y znajd fura瞠rk ?
- Nale篡 pos豉 go鎍a do Rokitna – poradzi貫m.
- Nie, - rzek dow鏚ca. Zaraz wyruszamy w kierunku Starej Huty. Ten dow鏚 rzeczowy mo瞠 sprowadzi tutaj ca造 batalion Niemc闚, a ja nie mam do嗆 amunicji, do podj璚ia otwartej bitwy – zawyrokowa.
- W徠pi, Niemcy nie podejm akcji natychmiast – uspokaja貫m.
- Dzisiejszy dzie zacz掖 si niepowodzeniem – zauwa篡 Strzemi. Wol zabezpieczy si na wszelkie sposoby. Ch這pak ma gor帷zk, a rana nie jest nale篡cie opatrzona, nie zabierzemy go ze sob. Gustaw pozostanie tutaj pod opiek υzi雟kiej, i musi ona sama postara si o pomoc lekarsk.
- Jak przebiega豉 akcja ? – zapyta Bogdana. 
- Zaledwie zd捫yli鄉y u這篡 si po obydwu stronach toru obok przejazdu – opowiada Pulmanowski – na zakr璚ie, jak przez mg喚, zauwa篡li鄉y zbli瘸j帷y si patrol. Wed逝g instrukcji Gustawa, mieli鄉y otworzy ogie z pozycji le膨cej do ca貫go patrolu. Natomiast partyzanci, ukryci po przeciwnej stronie toru, mieli strzela do tych Niemc闚, kt鏎zy nie upadli od naszej salwy. Gustaw jednak nie czeka na to, powsta i krzykn掖 : „Die hende hoh” ! Niemcy stan瘭i jak wryci. Pocz徠kowo wydawa這 si, 瞠 nie s zdecydowani, a jednak jeden z nich raptownie odda salw z trzymanego na gotuj bro automatu, w豉郾ie w kierunku Gustawa. W闚czas otworzyli鄉y ogie, ale jeden schutzpolizei zdo豉 uciec. Widocznie w tym napi璚iu nikt nie trafi uciekaj帷ego i uda這 mu si nawia – m闚i uczestnik boju. Zdobyli鄉y jeden ckm czeski, jeden pistolet, dwa MP, osiem kbk. 20 granat闚, 3 skrzynki amunicji, buty sk鏎zane, mundury i bielizn. O鄉iu Niemc闚 ponios這 鄉ier na miejscu.

33. NIESUBORDYNACJA „SΜNIA”

Nagle od strony Kisorycz us造szeli鄉y warkot motoru. Zaniepokojony Strzemi przywo豉 sier瘸nta S這nia. Rozkaza mu wzi望 kompani pod swoj komend i przyczai si w wysokim lesie za rzek. Warkot silnika jednak os豉b i oddala si od nas. Przeczekali鄉y w tym napi璚iu do godz. 14.00 przygotowuj帷 si jednocze郾ie do wymarszu. W tym czasie z Rokitna dotar goniec. „Witalis”- informowa, 瞠 Niemcy znale幢i fura瞠rk i o napad na patrol podejrzewaj Polak闚. Komendant 瘸ndarmerii Soko這wski, tak jak zreszt zawsze, t逝maczy szefowi SD, 瞠 fura瞠rk z polskimi emblematami podrzucili Ukrai鎍y. Wywody swoje opiera na wielokrotnie ju stwierdzonych faktach, fa連zywych doniesie ze strony Ukrai鎍闚 w odniesieniu do Polak闚, nigdy nie pokrywa造 si z prawd. O przebiegu tych rozwa瘸 na Gestapo – informowa Jaworski. Pomimo dobrych wie軼i, miejsce postoju jednostki, nale瘸這 bezwarunkowo zmieni. Trzeba by這 tego dokona, aby na wszelki wypadek uniemo磧iwi Ukrai鎍om naprowadzenie Niemc闚 na pozostawione 郵ady i miejsce postoju polskiej jednostki. Porucznik nakaza 軼i庵ni璚ie patroli i odjazd taboru rodzin klesowskich za rzek. Wtedy od strony Karpi堯wki da造 si s造sze krzyki.
- Co to za odg這sy ? – zapyta貫m.
- To przypomina „bambioszk” – odpowiedzia Strzemi.
Za rzek nie zastali鄉y kompanii. Jak si okaza這 sier瘸nt „S這” odmaszerowa z ni nie czekaj帷 na reszt oddzia逝, pozostawiaj帷 swojego dow鏚c z 17– ma 穎軟ierzami, taborem i cywilami z Klesowa. Tak, teraz rozumiem te krzyki – rzek porucznik. To by豉 „bambioszka” sier瘸nta „S這nia”. Wyprowadzi kompani bez prowiantu, wi璚 zaopatruje si w 篡wno嗆 na drog.
- Czy瘺y pozostawi nas na 豉sk losu ? – zapyta貫m dow鏚c plac闚ki.
- Tak by to wygl康a這 – odpowiedzia zapytany.
- C騜 to za nieodpowiedzialny 穎軟ierz – od pierwszego wejrzenia wyda mi si jaki niewyra幡y, zgry幢iwy i niezadowolony.
- Dobrze go pan okre郵i – rzek porucznik – to typ z這郵iwy i anormalny. Prosz sobie wyobrazi, 瞠 przed miesi帷em, kiedy ju zorganizowa貫m 65 ludzi pod broni, nagle zjawia si u mnie, prosz帷 i zaklinaj帷 si na wszystkich 鈍i皻ych, abym mia lito嗆 nad nieszcz窷liwym i przyj掖 go do s逝瘺y w swojej kompanii.
M闚i mi, 瞠 zwia, bo nie m鏬 d逝瞠j wytrzyma u Wujka i ju nigdy tam nie wr鏂i. Tam wszystko i wszyscy s przeciwko mnie. Narzeka na sw鎩 pod造 los i charakter, kt鏎y jest przyczyn jego upokorze. Opowiada mi, 瞠 b璠帷 podoficerem zawodowym, pobi pewnego porucznika i tylko zawdzi璚zaj帷 jego wyrozumia這軼i i dobroci, obesz這 si bez degradacji i wydalenia z wojska i.t.d. i.t.p. Przedtem zna貫m go jako dobrego podoficera umiej帷ego utrzymywa dyscyplin i porz康ek w wojsku – pomy郵a貫m wi璚, 瞠 taki zupak przyda豚y si na szefa kompanii. Wyda這 mi si to nawet na czasie, gdy po 鄉ierci plt. Cio趾owskiego, kt鏎y zmar na skr皻 kiszek, nie mia貫m kim go zast徙i. Powiedzia貫m w闚czas „S這niowi”, 瞠 mog go przyj望, ale pod warunkiem, 瞠 kpt. Wujek jako m鎩 prze這穎ny, wyrazi na to zgod, darowuj帷 jednocze郾ie kar na moj pro軸. Z g鏎y podzi瘯owa mi za okazan pomoc i omal nie uca這wa r彗. Napisa貫m wi璚 do Wujka raport w tej sprawie i otrzyma貫m przychyln odpowied, no i widzi pan, jak mi si teraz odwdzi璚zy. Jestem pewien – m闚i porucznik – 瞠 przedstawi mnie u Wujka w nieprzychylnych barwach. Jakich k豉mstw u篡je aby Wujek usprawiedliwi jego niesubordynacj i uwierzy w jego komedianck g逝pot, trudno przewidzie – zako鎍zy opowiadanie Strzemi.
Nie weso這 rozpoczyna豉 si moja le郾a s逝瘺a – pomy郵a貫m. Z takimi oto refleksjami, w osamotnieniu ruszyli鄉y w 60-cio kilometrow podr騜, poprzez bagna i lasy naje穎ne niebezpiecze雟twem kontaktu ze zbrojnymi po z瑿y watahami hajdamak闚 i mo磧iwo軼i nier闚nej walki. By這 to wprost oburzaj帷e, aby podoficer, szef kompanii, jako wyszkolony zawodowo 穎軟ierz, m鏬 dopu軼i si takiej samowoli. No, pomy郵a貫m – je瞠li kpt. Wujek ma wi璚ej podobnych „S這niowi” s逝瘺ist闚, to nale篡 zachowa daleko id帷 ostro積o嗆.
Porucznik zaznajomi pozosta造ch przy nas 穎軟ierzy o podst瘼ie sier瘸nta „S這nia” i zarz康zi marsz w szyku ubezpieczonym. 皋軟ierze lubili swojego dow鏚c, a o szefie kompanii wypowiadali si z oburzeniem. Tote w nowej sytuacji rzetelnie wype軟iali swoje obowi您ki. Aby dotrze jak najszybciej do Starej huty i zmniejszy r騜nic czasu przybycia kompanii, sami postanowili maszerowa po zapadni璚iu zmroku. Na odpoczynek zatrzymali鄉y si w uroczysku, gdzie – jak informowa przewodnik – mieli鄉y ju poza sob ponad po這w drogi. Nie obawiaj帷 si ju niemieckiego lotnictwa, pod os這n drzew rozniecili鄉y ognisko i u這篡li鄉y si do kilkugodzinnego wypoczynku. O 鈍icie ruszamy w dalsz drog. 
- Jak s康zicie – zagadn掖em przewodnika, mieszka鎍a wsi Rudnia Lwa – czy podczas naszej nieobecno軼i, bulbowcy o鄉iel si zorganizowa napad na wasz wie ?
- Teraz to oni nie wiedz, 瞠 nas nie ma, ale p騧niej mog to uczyni – powiedzia z przekonaniem.
- To 幢e, 瞠 nie mogli鄉y pozostawi dla ochrony rannego wi璚ej ludzi.
- Tak 幢e to jeszcze nie jest, bo we wsi funkcjonuje nadal Samoobrona, a dowodzi j plut. Wenta, ten podoficer z KOP-u, jest gospodarzem i mieszka z rodzin w naszej wiosce. Dla nas najwa積iejsze jest to, 瞠 Wujek uwolni nas od Antocha / Antoni Grabowski/. Ten bandyta robi nam wi璚ej szkody ni bulbowcy.
- Czy to rzeczywi軼ie prawda, 瞠 ten Antoch by taki niebezpieczny ?
- Tak, on przed wojn trudni si bandytyzmem i rabunkiem, ale jako uchodzi sprawiedliwo軼i, bo zawsze brak by這 dowod闚. Obecnie Wujek rozprawi si z nim raz na zawsze – m闚i Mazur.
- Na Antocha skargi sk豉dano pocz徠kowo do mnie – m闚i Strzemi – p騧niej za瘸lenia dotar造 a do Wujka. Antoch t逝maczy si, 瞠 nale篡 do radzieckiej partyzantki i dla nich dokonuje rekwizycji. Wujek sprawdzi to w zjednoczeniu Szytowa. Szytow zaprzeczy wydawaniu rozkaz闚 na rekwizycj w og鏊e i oznajmi, 瞠 Antoni Grabowski nie jest jego partyzantem. W ten spos鏏, daj帷 woln r瘯 do dzia豉nia Wujkowi. To by這 powodem, 瞠 na podstawie zezna wielu poszkodowanych, s康 polowy wyda wyrok na miejscowego bandyt. Wyrok 鄉ierci przez rozstrzelanie, zosta wykonany przez podchor捫ego Gustawa i szer.Sosn w chutorze Wodow闚ka na podw鏎zu winowajcy. Od tego czasu, skarg ju nie by這, a mieszka鎍y okolicy odetchn瘭i z ulg .
- Dobry 穎軟ierz z tego Gustawa – zauwa篡貫m.
- Tak, i jest mi ogromnie przykro, 瞠 musia貫m go pozostawi. Mam nadziej, 瞠 dzielna rodzina Wr鏏lewskich, pod kt鏎ej opiek pozosta, postara si o pomoc lekarsk za po鈔ednictwem Rocha z Klesowa.
- Spodziewam si , 瞠 wkr鏒ce D瑿or鏬, ci庵n帷 do O/P Wujka, wst徙i do 字edniaka, dowie si o rannym, i by mo瞠 udzieli pomocy zbrojnej i medycznej.
Tak rozmawiaj帷, min瘭i鄉y bagienny sosnowo-brzozowy lasek i weszli鄉y w rzadk d瑿in, a co pewien odst瘼 drogi, mijali鄉y stare d瑿y, gadu造. To ju jest Bober – oznajmi przewodnik.
- A gdzie jest ta wioska ? – zapyta貫m nie widz帷 zabudowa.
- Wie spalono – odpowiedzia przewodnik.
Id帷 dalej zauwa篡貫m ludzi jako dziwnie zachowuj帷ych si i trwo磧iwie wygl康aj帷ych z poza drzew.
- Co to ma znaczy ? – zapyta貫m przewodnika.
- To tutejsi Bobrzanie tak podejrzliwie nas obserwuj – obja郾i – bo nie wiedz kim jeste鄉y.
Zbli篡li鄉y si do kilku 軼i皻ych k堯d u這穎nych obok 軼ie磬i. Mo瞠 odpoczniemy – powiedzia貫m i zatrzymuj帷 si spojrza貫m na zegarek. By豉 godzina 10.00, wi璚 usiad貫m na jednej z nich czekaj帷 na zbli瘸j帷y si tabor.

34. BOBRZANIE JAK BOBRY 玆J.

Tych obserwuj帷ych nas z poza drzew Bobrzan by這 wielu, bo niebawem znalaz這 si ich tylu wok馧 mnie, 瞠 powsta kr庵 szczelnie ograniczaj帷y pole obserwacji.
- O, du穎 was tutaj – zauwa篡貫m. Widocznie boicie si nas i dlatego chowacie si za drzewa.
- Nie, nie – wyja郾i jeden z nich – my tylko tak przez ostro積o嗆, ale zobaczyli鄉y rogatywki z orze趾iem i pana sier瘸nta, to od razu wiedzieli鄉y, 瞠 to swoi, bo pana to my znamy z Rokitna.
- Gdzie wy teraz mieszkacie ? – zapyta貫m. S造sza貫m, 瞠 wasz wie spalono.
- Teraz mieszkamy w ziemiankach, ale mo瞠 by pan nam przekaza troch wie軼i o tej wojnie, kiedy sko鎍zy si ta nasza bieda ? – zapyta Bobrzanin.
Zrozumia貫m ich ciekawo嗆 i potrzeb wi璚 j掖em opowiada, najpierw o walcz帷ej Warszawie, o Ruchu Oporu zorganizowanym w ca造m kraju i we wszystkich miejscowo軼iach, o wyczynach partyzanckich AK i AL, o partyzantce sowieckiej i bitwie o szyny na Polesiu i Wo造niu, o Samoobronach AK zorganizowanych na naszych ziemiach wschodnich, o ich sukcesach i osi庵ni璚iach, o nadziei na zwyci瘰ki koniec walki nad znienawidzonym wrogiem, o zdzicza造ch bulbowskich rezunach i nacjonalistycznej UPA wys逝guj帷ych si Niemcom. 
- Niemcy, m闚i貫m dalej, poprzednio wsz璠zie odnosili sukcesy, obecnie na wszystkich frontach ponosz nieobliczalne straty. Najwi瘯sz kl瘰k jak ponie郵i nasi odwieczni wrogowie to rosyjska przestrze, bezdro瘸 i klimat, a najdotkliwsz bitw przegrali pod Stalingradem. Od tego momentu Niemcy stale s w odwrocie, a nasze powsta貫 w Zwi您ku Radzieckim Wojsko Polskie, bra這 ju udzia w bitwach i da這 ju Niemcom nauczk na Bia這rusi, pod Lenino!
Wkr鏒ce dla zwyci瞛c闚 nadejdzie czas rado軼i, a wy jako poszkodowani, b璠ziecie w niej zas逝瞠nie uczestniczy.
Zauwa篡貫m, 瞠 ludziska spragnione s pocieszenia 篡wym s這wem, przys逝chuj si z wielkim zainteresowaniem, a ich twarze rozja郾i豉 nadzieja. W tym t這ku jaki osobnik gwa速em przepycha si do mnie. Widz, 瞠 kto koniecznie chce ze mn rozmawia. Prosz go przepu軼i – powiedzia貫m. Ku mojemu zdziwieniu z ci瘺y miejscowych wie郾iak闚 , wynurzy si mizerny i zaro郾i皻y czarnym ow這sieniem m這dy 砰dek.
- A ty ch這pcze sk康 si tu wzi掖e ? – zapyta貫m. 
- Nu ..., jak to sk康, przecie ja jestem z Rokitna.
- Wszystkich 砰d闚 z Rokitna znam, ale ciebie jako nie mog sobie przypomnie.
- Nu ... bo ja jestem z D帳rohowycy, ale przed wojn pracowa貫m u krawca Bebesa w Rokitnie. Ja nawet szy貫m ubranie pa雟kiemu bratu Janek ....
- Ach tak – potwierdzi貫m – przypominam sobie, ale dlaczego p豉czesz ? – pyta貫m.
- Nu, ja wcale nie p豉cz, ale pan sier瘸nt m闚y takie dobre s這wo, co te szlozy same lecum, ale to z hradoszczy – sumitowa si 砰dek, a grube i obfite 透y sp造wa造 po jego nie ogolonej brodzie. Wzruszenie 砰da udzieli這 si wszystkim obecnym, widzia貫m jak kobiety ukradkiem ociera造 透y.
- No, nie p豉cz ju – rzek貫m – bo widzisz, wszystkie kobiety rozp豉ka造 si nad tob. Powiedz co ty tu robisz i jak ci si powodzi u miejscowych pogorzelc闚 ? - Nu, ja tu ubhrania nie szyj, tylko khr璚 瘸hrna i zarabiam na ten kawa貫k chleb u dobrych ludzi.
- A kto ze znajomych 砰d闚 z Rokitna, przebywa w tej wiosce ? – zapyta貫m.
- Tu w Bobrze nie mieszka nikt, ale w Dehrmance jest Gitelman i Liwczyc – poinformowa 砰dek.
W tym momencie stan窸a przede mn miejscowa gosposia i rzek豉 : niech pan sier瘸nt b璠zie uprzejmy i zechce p鎩嗆 ze mn na skromny posi貫k „Czym chata bogata…”, wypowiedzia豉 prawie na p馧 z 趾aniem.
- Bardzo pani dzi瘯uj, ale ja tu nie jestem tym najwa積iejszym. Prosz w pierwszej kolejno軼i, zaprosi naszego dow鏚c, pana porucznika, kt鏎y powinien znajdowa si tam, obok woz闚 ...
- W豉郾ie pan porucznik – przerwa豉 – przys豉 mnie po pana, bo on ju siedzi z 穎軟ierzami za moim sto貫m – wyja郾i豉 gosposia.
Obj患szy spojrzeniem gromadk 篡czliwie usposobionych Bobrzan, uda貫m si na zaproszony posi貫k. Zwr鏂i貫m uwag na dziwne wej軼ie do ziemianki go軼innej wie郾iaczki, bo oto uj窸a r瘯 odziomek jakiego bezlistnego krzaka i unios豉 do g鏎y jak dekiel z murawy. Pod nim znajdowa造 si schody do podziemnego mieszkania. Wewn徠rz panowa tu p馧mrok, lecz powoli wzrok oswoi si i zacz掖em rozpoznawa przedmioty domowego u篡tku i naszych 穎軟ierzy siedz帷ych za sto貫m. Prosz, niech pan siada - –przerwa豉 gosposia – a por. Strzemi zrobi mi miejsce obok siebie. Naprzeciw zauwa篡貫m o速arzyk z obrazem Matki Boskiej Cz瘰tochowskiej, a w rogu kominek i trzaskaj帷y ogie pal帷ych si drewien.
- Jak poradzili軼ie sobie z przewodem kominowym, bo ja tam, na powierzchni, 瘸dnego komina nie zauwa篡貫m – pyta貫m.
- Na tym polega tajemnica, 瞠 komina naszej podziemnej chaty zauwa篡 nie mo積a – m闚i豉 gosposia. Pod ziemi jest podziemny wykop, prowadz帷y do starego, wewn徠rz spr鏂hnia貫go d瑿u, z kt鏎ego g鏎nym otworem, niepostrze瞠nie wydobywa si dym z naszego podziemnego pieca. Takie zamaskowanie jest konieczne, aby nas bulbowcy nie znale幢i, bo my nie chcemy opu軼i swojej ojczyzny i podda si wyw霩kom na roboty do Niemiec. Tutaj na swojej w豉snej ziemi chcemy doczeka si upragnionej wolno軼i – m闚i豉 dalej, stawiaj帷 w du瞠j glinianej misce gor帷e ziemniaki w 逝pinach i kubki nape軟ione 鈍ie篡m mlekiem. Prosz, niech panowie racz si tym co jeszcze mamy i wybacz, 瞠 ziemniaki podajemy bez soli, bo tej przyprawy ju dawno nie smakowali鄉y.
- Trzeba jej nieco pom鏂 wydzielaj帷 s鏊 z naszych zapas闚 – szepn掖 Strzemi. 
- Zaraz to uczyni – powiedzia貫m – bo ponad kilogramowy woreczek tej przyprawy zawsze nosz przy sobie, w chlebaku. Pozwoli pani, 瞠 ja w rewan簑 za go軼inno嗆 odwdzi璚z si tym, czego tutaj nie ma i wr璚zy貫m gosposi torb z 闚czesnym bia造m z這tem. Bardzo nam przykro, 瞠 nie mo瞠my da wi璚ej dla tych kt鏎zy pragn doczeka si wolno軼i na w豉snej ziemi, bo nasze potrzeby tak瞠 s znaczne, a zaopatrzenie realizujemy nie w drodze zakup闚 ale zdobyczy.
- Dzi瘯i, dzi瘯i, serdeczne dzi瘯i, to dar nie maj帷y ceny w dzisiejszych trudnych czasach. Jak瞠sz ja si panom wywdzi璚z .....
- O pani gosposiu – wtr帷i porucznik – pani nas raczy豉 tak cenn szczero軼i, 瞠 my wszyscy, na zawsze, pozostaniemy d逝積ikami pani go軼innej podziemnej zagrody. Tej go軼inno軼i jaka spotka豉 nas tutaj, nie zapomnimy nigdy, a nasze polskie B鏬 zap豉, niech stanie si najcenniejsz zap豉t za przyja潯 i szczero嗆, kt鏎 tutaj doznajemy.
Partyzanci smakowicie zajadali ziemniaki i popijali mlekiem, a ja pragn帷 utrzyma w徠ek wolno軼iowych zainteresowa go軼innej wie郾iaczki i odnotowa wydarzenie, zapyta貫m o histori spalenia wioski.
- Na nasz wie bulbachy nie napadli – powiedzia豉 wie郾iaczka. Dnia 23 maja 1943 roku do wioski przyjecha這 kilka 瘸ndarm闚 niemieckich i policjant闚 ukrai雟kich. Ich dow鏚c by polski Niemiec, kt鏎y przed wojn s逝篡 w KOP i sta w Berennie. Zna on tutejsz okolic, bo bra udzia w obs逝giwaniu urz康zonych przez oficer闚 polowa. Jak zobaczyli鄉y Niemc闚, wszyscy ukryli鄉y si w lesie. To nie by這 trudne, bo nasza wie jak by wtopiona w las a zagrody rozrzucone na du瞠j przestrzeni. Niemcy nie byli w stanie zaradzi takiej ucieczce. Pozosta tylko jeden mieszkaniec wioski ze swoim 10-cio letnim synkiem, kt鏎y nie ucieka przed Niemcami. Kiedy 瘸ndarmi zastali go na podw鏎zu w豉snej zagrody, ten dow鏚ca znaj帷y j瞛yk polski – zagadn掖:
- Jak dobrze si sk豉da panie gajowy, my si przecie znamy / ten gospodarz przed wojna by gajowym w lasach pa雟twowych, a ten by造 KOP-ista, a obecnie Niemiec zna go z tych czas闚 kiedy obs逝giwa polowania/.
Powiedz mi gajowy, dlaczego wasi s御iedzi pouciekali do lasu ? 
- Bo si boj Niemc闚 – odpowiedzia gajowy.
- A partyzant闚 nie boj si i nie uciekaj od nich ?
- Od partyzant闚 te uciekaj – rzek gajowy.
- A wy gajowy przed partyzantami te uciekacie ? – pyta 瘸ndarm.
- Nie, ja nie uciekam przed nikim – odpowiedzia gajowy.
- A wi璚 oni przychodz tu do was, co ? 
- Owszem przychodz, ale nie specjalnie do mnie – odpowiedzia.
- Jak cz瘰to tu bywaj ? 
- Nie cz瘰to.
- Ilu ich bywa ?
- Ja ich nie rachowa貫m – odpowiedzia gajowy.
- Wy przecie znacie las i ich siedzib, kryj闚k partyzant闚.
- Nie wiem gdzie s – odpowiedzia gajowy.
- K豉miesz ! – wykrzykn掖 Niemiec.
- M闚i zawsze prawd i nie mam zwyczaju k豉ma – odpowiedzia .
- Czy ty wiesz n璠zny cherlaku na co nara瘸sz si ! – krzykn掖 i przyskoczywszy do gajowego, chwyci go za kaftan pod szyj, mocno potrz御aj帷.
- Nie wystraszy mnie pan 瘸dn gro嬌 – odpowiedzia gajowy – a zaci郾i皻a jego twarz przybra豉 wygl康 jak gdyby by豉 wyciosana z kamienia. Niemiec przez chwil patrzy mu w oczy, a potem zacz掖 przechadza si w t i drug stron. Wreszcie zatrzyma si przed nim i 豉godnym g這sem perswazji – przem闚i : stwierdzi貫m, 瞠 z was cz這wiek odwa積y – powiedzia 豉godnie. Widzicie gajowy, wszyscy uciekli, wi璚 nikt nas nie us造szy i nikt o naszej zmowie nie b璠zie wiedzia. Przeka盧ie mnie wiadomo嗆 o partyzantach sowieckich, o tych komunistach, co was gn瑿ili i na Syberi waszych Polak闚 wywozili. Zdrad嬈ie mnie ich kryj闚k a wierzcie mi, 瞠 zyskacie bardzo du穎. Ca豉 wie na tym zyska, a wy zabezpieczycie sobie przysz這嗆.
- Nic z tego – rzek gajowy. Nawet gdybym wiedzia, nie powiedzia豚ym !
- Co ...? Ach ty hardy Polaku ! Ju ja ciebie naucz respektu przed niemieck w豉dz ! – wycedzi przez z瑿y i z zaci郾i皻ymi pi窷ciami wygra瘸 gajowemu przed oczami. Zobaczywszy to synek gajowego 10-letni Franu鄂o, podbieg do ojca i jak gdyby zamierza os這ni go od ciosu, stan掖 mi璠zy ojcem a napastnikiem i zmierzywszy Niemca z造m spojrzeniem, zdradza gotowo嗆 obrony.
- No, no, patrzcie si – powiedzia zwracaj帷 si do 瘸ndarm闚 i doda po polsku : „jakie drzewo taki klin, jaki ojciec taki syn” tak m闚i polskie przys這wie. Ale to nie, b璠 mia was obydw鏂h, a mo瞠 takich jest wi璚ej w tej wiosce ? Wskaza na chat obok, a 瘸ndarmi poszli sprawdzi. Serce wali這 mi jak m這tem, a b鏊 bezsilno軼i d豉wi mi gard這, bo pomy郵a豉m, 瞠 mnie Niemiec zauwa篡, a ja ani my郵 ucieka. Le瘸豉m w bru寮zie os這ni皻a warzywami i nadal przygl康a豉m si dramatycznej scenie swojego stryja i jego dzielnego synka. 畝ndarmi rewidowali mieszkanie, a oprawca przygl康aj帷 si swoim ofiarom – zn闚 atakowa ….
- No, gajowy, ja nie b璠 z wami bawi si w ceregiele. M闚cie gdzie s partyzanci ! Odpowiedzi by豉 cisza, a z oczu obydw鏂h napastowanych mo積a by這 wyczyta, 瞠 nie zdo豉 ich z豉ma 瘸dna si豉.
- No ! – rzek Niemiec – czekam jeszcze dwie minuty i spojrzawszy na zegarek, poczeka chwil i wyliczy : raz ! Gajowy milcza w dalszym ci庵u i sta niewzruszony. Na twarzy Niemca malowa這 si okrucie雟two i z這嗆. Dwa ! odrachowa i schowa zegarek. Gajowy sta nieporuszenie i wydawa這 si czeka wyroku. 
- Rozstrzela ! – krzykn掖 – a trzech 瘸ndarm闚 stan窸o naprzeciw i zarepetowa這 karabiny. Teraz gestapowiec obserwowa swoje ofiary, ale gajowy ani poruszy si, a jego synek przytuli si do ojca i 鄉ia這 patrzy 鄉ierci w oczy. Pad豉 komenda po niemiecku, a 瘸ndarmi wycelowali karabiny. Ja zamiast cicho le瞠 w ukryciu, teraz podnios豉m g這w i widz帷 jak m篹nie poczyna sobie m鎩 stryjko, kiedy lufy s wymierzone w jego i syna piersi, omal nie krzykn窸am. Gestapowiec teraz przygl康a si przenosz帷 wzrok z ojca na syna i odwrotnie, ale nieugi皻o嗆 gajowego sprowokowa豉 go do jeszcze jednej pr鏏y.
- No, hardy Polaku – rzek z perswazj – zlituj si przynajmniej nad swoim dzieckiem, je郵i sam zawzi掖e si i chcesz marnie zgin望 ! 
- Ty Niemcze zlituj si nad sob , swoj matk i bra熤i, bo te lufy – zapami皻aj to sobie – wycelowane s tak瞠 w ca造 nar鏚 ! Zapami皻aj to sobie, 瞠 ja jestem na w豉snym podw鏎ku, a ty przyszed貫 tu w roli bandyty ....
- Do嗆 ! wrzasn掖 Niemiec – i da znak 瘸ndarmom, kt鏎zy czekali na jego komend, ale gajowy nie zamilk i zd捫y jeszcze dono郾ym g這sem wypowiedzie, a 篡we jego s這wa jeszcze s造sz ....
- „Niemcze do zwyci瘰twa ngdy nie dojdziesz, bo mordujesz niewinnych starc闚 i dzieci, Polska by豉 i b璠zie !”. 
W tym momencie pad造 strza造, a na ziemi z這篡造 si obok siebie dwa cia豉…ojca i syna – zako鎍zy豉 opowiadanie 趾aj帷 dzielna mieszkanka mazurskiej wioski Bober, naoczny i jedyny 鈍iadek bohaterskiej 鄉ierci Hieronima Buriaty i jego synka Franciszka.
Zapanowa豉 cisza milczenia. 皋軟ierze ze wsp馧czuciem przygl康ali si p豉cz帷ej wie郾iaczce, a porucznik Strzemi po pewnej chwili – jak gdyby ockn掖 si z zadumy – przerywaj帷 uroczyst cisz – rzek :
- Sier瘸ncie, prosz wpisa do swojego dzienniczka histori o 鄉ierci hardego Polaka i doda : no ch這pcy odpocz瘭i軼ie wi璚 w drog, bo jeszcze dzi musimy dotrze do Oddzia逝.

35. BANDEROWCY W POTRZASKU

Dnia 25.11.1943 r., wieczorem, bardzo zm璚zeni przywlekli鄉y si do Oddzia逝 kpt. Wujka znajduj帷ego si na sta造ch kwaterach k/ Starej Huty. Przyprowadzili鄉y ze sob balast w postaci taboru furmanek na豉dowanych cywilami, w tym kobietami z dzie熤i, uciekinierami z Klesowa. Dow鏚ca – jak si da這 zauwa篡 z jego zachowania – nie by zadowolony z obarczenia Oddzia逝 opiek nad przywiezionymi rodzinami. Okaza這 si, 瞠 pomimo 鈍ietnego wyniku s逝瘺y, bo przed kilkoma miesi帷ami ppor. Strzemi przyszed na 字edniak tylko z 17-toma lud幟i licho uzbrojonymi, a dzi dowodzi kompani licz帷 oko這 setki 穎軟ierzy i podoficer闚 z uzbrojeniem : 1 lkm huta, 1 rkm patrol, 5 automat闚, 78 kbk i 240 sztuk granat闚, oraz 4 pistolety z amunicj, to pomimo tak widocznego sukcesu, Wujek w stosunku do Strzemi okaza niezadowolenie. Uwa瘸m, 瞠 do takiego stosunku, musia przyczyni si sier瘸nt „S這”. By貫m tym po鈔ednikiem, 瞠 nieprzyjemna sprawa niezdyscyplinowania zawodowego wojskowego i nieuzasadnione uprowadzenie bez rozkazu si造 g堯wnej, pozostawiaj帷 swojego dow鏚c na pastw losu z rannym, w chwili spodziewanego odwetu wroga, nie powinno mie miejsca w wojsku, a tym bardziej w konspiracji. Wujek – jak zauwa篡貫m- moje wywody wzi掖 pod uwag i Strzemi nadal zosta dow鏚c swojej kompanii. Zdo豉貫m jednak wyczu, 瞠 nie ufa por. Strzemi, a sier瘸nt „S這” by specjalnie podstawiony w celu zabezpieczenia si przed ewentualnym przej軼iem kompanii na 字edniaku, na s逝瘺 p趾. Satanowskiego. Takie podejrzenie okaza這 si ze wszech miar nie uzasadnione.
Jako artylerzysta z wyszkolenia s逝瘺y czynnej, zosta貫m dow鏚c plutonu w partyzantce nazwanym „Plutonem broni ci篹kiej”. Pluton by pododdzia貫m samodzielnym, liczy 53 穎軟ierzy, w tym czterech podoficer闚. W sk豉d jego uzbrojenia wchodzi造 : 2 dzia趾a niemieckie ppancerne kal. 37 mm, 4 mo寮zierze 81 mm, oraz 1 granatnik 50 mm, a ponadto 2 pistolety si鏚emki i 29 kbk. Dzia這nowym pierwszego dzia豉 by kpr. Chodorowski, drugiego bomb. Bagi雟ki. Obydwaj posiadali dobre wyszkolenie s逝瘺y czynnej. 皋軟ierze obs逝gi mo寮zierzy i granatnika, posiadali wyszkolenie niemieckie, wyniesione z batalionu 202. Bardzo sympatycznym i interesuj帷ym si lud幟i, wyda mi si partyzant o pseudonimie „Pat”, prowadz帷y kancelari oddzia逝 i jak si okaza這, p騧niej trudni si r闚nie pisaniem historii tej jednostki. Od 穎軟ierzy swojego plutonu dowiedzia貫m si, 瞠 dnia 16 listopada, wkr鏒ce po inspekcji „Turbacza”, Oddzia nasz stoczy du膨 bitw z banderowcami.
Miejscem postoju jednostki by造 ziemianki przystosowane na le瘸 zimowe i usytuowane do obrony na wypadek napa軼i nieprzyjaciela. Po這穎ne by造 one w dogodnym miejscu na skraju lasu, obok wsi Stara Huta i zabezpieczone rowami strzeleckimi z dogodnym obstrza貫m na rozleg造 pas 陰ki od strony lasu. Ponadto Oddzia rozmie軼i na wszystkich mo磧iwych drogach przemarszu, liczne plac闚ki sta貫 i patrole, kt鏎e mia造 zadanie czuwania i 郵edzenia ruch闚 band ukrai雟kich nacjonalist闚, oraz jednostek niemieckich mog帷ych nadci庵n望 od Kostopola. Od strony zachodniej, wobec mo磧iwo軼i przerzucenia w御kotor闚k jednostki niemieckiej z Rokitna, Oddzia ubezpiecza豉 plac闚ka por. Strzemi na 字edniaku. Jednostka ta utrzymuj帷 sta造 kontakt z komend Odcinka Rost闚 w Rokitnie i dow鏚c Oddzia逝 w Starej Hucie, stanowi豉 zabezpieczenie na tej drodze. Od strony p馧nocnej natomiast, ubezpieczenie stanowi造 rozmieszczone w okolicy jednostki partyzantki radzieckiej ze zjednoczenia Szytowa.

- W jaki spos鏏 przy takim ubezpieczeniu Oddzia逝, nieprzyjaciel m鏬 podej嗆 tak blisko i zaatakowa na miejscu postoju si喚 g堯wn ? – zapyta貫m kol. „Fredka”, podczas odwiedzin rannych w szpitalu polowym.
- My wszyscy, do鈍iadczeni partyzanci, wraz z naszym dow鏚c, g這wili鄉y si nad zaistnia造m faktem, snuj帷 r騜ne domys造 – odpowiedzia.
- Pytam was, bo ju wiem od innych 穎軟ierzy, 瞠 otworzyli軼ie ogie z row闚 strzeleckich zabezpieczaj帷ych miejsce postoju.
- No, nie tylko z tych row闚 – m闚i Fredek.
- Wi璚 by造 i inne pozycje ?
- Tak, najpierw da造 si s造sze g瘰te strza造 z broni maszynowej od strony Moczulanki, odleg貫j o 10 km od naszego le瘸. By這 to 16 listopada wieczorem o godz. 23,00. Moczulanka jak wiadomo, jest ko鎍ow stacj w御kotor闚ki biegn帷ej z Rokitna. Strza造 nie ustawa造, a na odwr鏒, wymiana ognia wzmog豉 si. Wujek zarz康zi alarm, a jednocze郾ie wys豉 wywiad w celu rozpoznania zbli瘸j帷ego si nieprzyjaciela. 皋軟ierze zaj瘭i stanowiska w rowach strzeleckich, przygotowali bro i nas逝chiwali, aby w przerwach oddawanych serii ognia, rozr騜ni j瞛yk jakim pos逝giwa si zbli瘸j帷y nieprzyjaciel. 
- Kt騜 to mo瞠 by ? – pyta dow鏚ca .
- To zapewne Niemcy panie kapitanie – stwierdzi Nauczyciel.
- Na to wygl康a, musieli przyjecha w御kotor闚k z Rokitna. Widocznie maj zamiar pacyfikowa wioski polskie, kt鏎e w tej okolicy stanowi przyjazne zaplecze dla partyzantki radzieckiej – wtr帷i kol. „Klon”.
- To mo積aby uzna za prawdopodobne – stwierdzi kapitan – ale przerzucenie wojsk w御kotor闚k i przygotowanie wyprawy niemieckiej z Rokitna, nie by這by mo磧iwe w tak 軼is貫j tajemnicy, aby nasz dobrze zorganizowany wywiad nic o tym nie wiedzia. Nie mieli鄉y 瘸dnego meldunku, ani od por. Strzemi, ani bezpo鈔ednio od „Jeremicza”.
- To s Niemcy, bo kto u licha mo瞠 pozwoli sobie na takie marnowanie amunicji ? 
- Ten, kto j pod dostatkiem posiada – zaopiniowa kapitan – a po chwili doda, 瞠 najwyra幡iej rozr騜nia radzieckie pepeszki. Ws逝chajcie si w oddawane serie. Strzelanina nie ustawa豉, wi璚 snuto r騜ne domys造 o zbli瘸j帷ym si nieprzyjacielu, o jego sile ognia i liczebno軼i, o niespodziewanym ataku, ale najbardziej absorbowa這 partyzant闚, nie rozpoznanie wroga i cel闚 jego pojawienia si w tych stronach. Wtedy od strony zachodniej da si s造sze t皻ent kopyt galopuj帷ego konia. Zbli瘸 si goniec wys豉nego wywiadu i za chwil osadziwszy wierzchowca – meldowa :
- Panie kapitanie, ci庵nie jaka du瘸 wataha banderowska, widocznie zosta豉 zaatakowana przez radziecki patrol pod Moczulank, bo wycofuje si po酥iesznie le郾 drog w kierunku na Hubk闚. Jak by這 s造cha z nawo造wa i wydawanych rozkaz闚, wataha prowadzi liczny tabor ! – meldowa goniec.
- Pos豉 sier瘸nta „Wichra” z jego plutonem strzelc闚 i karabinem maszynowym na polank, aby zaj掖 dobr pozycj i zaatakowa si喚 g堯wn na dr騜ce. Do Misza na plac闚k, pchn望 go鎍a, aby wspar ogniem broni maszynowej zasadzk „Wichra” na polance – rozkaza kapitan.

Wiadomo軼i o nieprzyjacielu – jak wynika這 z meldunku – zdawa造 si by jasne. Niemniej jednak pojawienie si w tej okolicy, tak poka幡ej si造 wroga stanowi這 zagadkow niespodziank.
- W jaki spos鏏 i kt鏎璠y u licha, przedar豉 si zza S逝czy tak du瘸 wataha banderowc闚 i to w dodatku z taborem ? Przecie mamy nad t rzek, tak dobrze strze穎ne wszystkie mo磧iwe przej軼ia. Mo瞠 podst瘼em podeszli i wymordowali braci Kurjat闚 w Bronis豉wce .
- Co to, to nie – zaprzeczy kapitan. Bracia Kuriaci podej嗆 si nie dadz. A zreszt banderowcy nie poszliby na takie ryzyko. Pami皻aj oni dobrze poprzednie pr鏏y i wiedz, 瞠 drogo zap豉cili za krok przeciwko Kuriatom. Jak wynika z meldunku – wnioskowa kapitan – wataha liczy kilkuset ch這pa i tabor. Uwa瘸m, 瞠 taka jednostka, mog豉 przeprawi si przez S逝cz, tylko gdzie dalej, w dolnym biegu rzeki, nie strze穎nym przez nasze patrole, a potem przedar豉 si przez bagniste lasy i uroczyska pod Hotyniem. Dalej pod os這na nocy, podci庵n窸a do Moczulanki, gdzie zosta豉 zaatakowana przez patrol partyzantki sowieckiej. Teraz je瞠li nasza zasadzka na polance zaatakuje ich w odpowiednim czasie i zdo豉 zepchn望 z le郾ej drogi na 陰k, damy im bobu – upewnia kapitan. Tu dow鏚ca rzuci pow堯czystym spojrzeniem po naszej linii obrony i zawo豉 : Fredek do mnie ! Nale篡 wzmocni zasadzk na polance, siadaj na ko i za mn ! Dobrze znana dr騜k p璠zili鄉y galopem i niebawem stan瘭i鄉y na polance. Kapitan sprawdzi stanowiska i poleci mi obj望 komend nad ca這軼i, napominaj帷 o zachowaniu zimnej krwi i 篡cz帷 powodzenia – odjecha.

- Dzi瘯uj koledze, za ciekaw relacj, mo瞠 przerwiemy…, bo dostrzegam ju twoje zm璚zenie.
- Tak – wyszepta Fredek, zaczyna mnie dokucza rana. Po dalszy ci庵 prosz zwr鏂i si do kol. Czarnego. 
- Echa wystrza堯w… – podj掖 opowiadanie kolejny uczestnik bitwy – coraz bardziej zak堯ca造 cisz nocn. 皋軟ierze wyci庵ni璚i z ciep造ch ziemianek do wilgotnych row闚 strzeleckich, z podniecenia i ch這du szcz瘯ali z瑿ami i kl瘭i wroga. Bez豉dna, nocna strzelanina wzmaga豉 si, co dowodzi這, 瞠 sowiecki patrol nieustannie tropi rejteruj帷ych hajdamak闚, kt鏎zy jak zwykle, unikaj otwartych star z sowieckimi partyzantami.
O godz. 0,30 w tym chaosie, da造 si wyr騜ni kr鏒kie, ale cz瘰te serie z broni maszynowej i g瘰te salwy karabinowe od strony lasu.
- Nareszcie ..! podj掖 ponownie kapitan. To Fredek i Mi atakuj si喚 g堯wn z zasadzki. Uwaga ch這pcy ! Wkr鏒ce pojawi si przed nami, na 陰ce.
Dow鏚ca jednostki sprawdza stanowiska, wzywa do zachowania spokoju i ustawicznego wpatrywania si w ciemn przestrze obstrza逝, aby przyzwyczai wzrok do odr騜nienia ruchomego celu w ciemno軼i, przygotowa si do celowania i otwarcia ognia na rozkaz. 
- Ka盥y wystrzelony pocisk – powiada – musi by trafny, bo nasze le郾e zapasy s niewielkie i fabryki amunicji nie posiadamy.

Teraz banderowcy zostali wzi璚i w dwa ognie, od zachodu przez mobilny, prawdopodobnie konny patrol Szytowc闚, a od p馧nocy, na linii ich marszu pojawili si do鈍iadczeni partyzanci z naszej zasadzki. Maj帷 zapewne informacje, 瞠 kpt.Wujek ze swoim Oddzialem kwateruje w Starej Hucie i mo瞠 im, jak to ju wielokrotnie bywa這 sprawi porz康ne lanie, nie podj瘭i ryzyka wycofania si na po逝dnie, ale postanowili skierowa watah na 陰k i pod os這n d瑿owego lasu kontynuowa poch鏚 nad rzek, do bezpiecznego dla nich Hubkowa. Na takiej ocenie sytuacji zawiedli si fatalnie, gdy nie w Starej Hucie, ale wzd逝 w豉郾ie tego d瑿owego lasu, by造 usytuowane nasze stanowiska obronne i miejsce postoju Oddzia逝.
Wtedy na 陰ce zakot這wa這 si jak w garnku. Pod naporem niespodziewanego ognia z zasadzki na le郾ej drodze, jak z p瘯ni皻ego worka wysypywa造 si liczne grupy uciekaj帷ych w pop這chu hajdamak闚 kln帷 i ponaglaj帷 si wzajemnie. Dow鏚cy nawo造wali gor帷zkowo do po酥iechu i kierowali ci篹kie wozy taboru na wy窺ze, mniej grz御kie miejsca, aby szybciej dotrze pod os這n drzew na nie ostrzeliwan dolin rzeki i przedrze si w stron zbawczego Hubkowa. 
W tych widocznych na 100 m bez豉dnych grupach nieprzyjaciela, w zgie趾u i bez豉dzie sun帷ej na nasze stanowiska wilczej masie, zachowanie spokoju stanowi這 najlepszy sprawdzian karno軼i i odwagi naszych 穎軟ierzy – podkre郵i Czarny.
W tym ogromnym zamieszaniu, jaki zdezorientowany w pop這chu banderowiec, w galopie podjecha konno i nie zauwa篡wszy ukrytej pozycji, przesadzi r闚 strzelecki naszych stanowisk ogniowych, wo豉j帷 : ... „Siudy! Siudy ...! dru瞠 sotennyj, o辜e twerdaja doroha ...!” I skierowa st這czone ci瘺 furmanki i front „strylciw” na nasze wycelowane karabiny maszynowe. 

Na to jak gdyby czeka nasz dow鏚ca. Kiedy banderowcy znajdowali si ju zaledwie o 15 i 20 m od zamaskowanego rowu, kapitan wykrzycza wprost oczekiwany rozkaz: … ognia! I ..., jednocze郾ie odwracaj帷 si w ty, celnym strza貫m z wisa, z這篡 z konia hajdamackiego dow鏚c ! 
Teraz pod salwami naszej broni maszynowej, dzia貫k i mo寮zierza, oraz celnych pocisk闚 oddawanych z kbk, nieprzyjaciel g瘰to pokry trupem pole obstrza逝 na 陰ce. Zaskoczenie by這 tak nag貫 i niespodziewane, 瞠 banderowcy nie zdo豉li zaj望 瘸dnych pozycji obronnych. Ca造 prz鏚 kolumny ich si造 g堯wnej i prowadzony tabor, le瘸 przed naszymi okopami rozbity i porzucony. Nieoczekiwany atak z trzeciej strony wprawi nieprzyjaciela w tak panik, 瞠 mo這jcy w pop這chu i strachu, rzucali ci篹k bro i we wszystkie strony bez豉dnie rozbiegali si szukaj帷 ocalenia 篡cia. Teraz kapitan kierowa ogie zaporowy z posiadanych dw鏂h dzia貫k przeciwpancernych na ty kolumny nieprzyjacielskiej, kt鏎y widz帷 nowy atak ze wschodniej strony, rzuci si gwa速ownie do ucieczki luk, mi璠zy patrolem sowieckim a krzy穎wym ogniem naszej zasadzki. 
W takich warunkach b鎩 trwa kr鏒ko. Stra przednia kolumny nieprzyjaciela zosta豉 zniszczona krzy穎wym ogniem naszej zasadzki. Czo堯wka kolumny si造 g堯wnej, leg豉 na 陰ce przed naszymi okopami. Ty si造 g堯wnej wraz z ubezpieczeniem, aczkolwiek n瘯any g瘰tym ogniem patrolu sowieckiego, kt鏎y strzela niecelnie, zdo豉 jednak wycofa si na zach鏚 nie stanowi帷 ju zdolno軼i bojowej.

Salwy broni maszynowej ucich造, zamilk造 dzia趾a i mo寮zierze, bo nie by這 do kogo kierowa tej masy ognia. Tylko w dali, od strony p馧nocnej od czasu do czasu, dawa造 si s造sze pojedy鎍ze wystrza造 z kbk. To jeszcze nasza zasadzka na polance, wytrwale tropi czmychaj帷ych pod os這n nocy banderowc闚. Cisz jak mo積a sobie wyobrazi w jesienn noc listopadow po takim nasileniu obstrza逝 i zgie趾u bojowym przerywa造 teraz j瘯i rannych rozpaczliwie wo豉j帷ych o pomoc, modlitwy umieraj帷ych i przekle雟twa w j瞛yku ukrai雟kim. Kapitan zarz康zi wys豉nie sanitariuszy w celu niesienia pierwszej pomocy rannym i silny patrol dla obstawienia placu boju i nawi您ania 陰czno軼i z plutonem Fredka.
Po kilku godzinach ju przy brzasku poranku, zdo豉no zebra zdobyt bro i porzucony sprz皻 i z這篡 dow鏚cy raport o rozmiarach kl瘰ki wroga. Z tego niezwyk貫go meldunku wynika這, 瞠 banderowcy na placu boju pozostawili 
Jako dow鏚 swojej kl瘰ki:
- 180 zabitych,
- 25 ci篹ko rannych / lekko ranni pod os這n nocy zdo豉li zbiec /
- 2 ci篹kie karabiny maszynowe „Maxima”
- 3 lekkie karabiny maszynowe niemieckie
- 3 MP niemieckie
- 4 pistolety „Parabellum”
- 102 kbk produkcji polskiej i niemieckiej
- 7 koni wierzchowych z polskimi siod豉mi kawaleryjskimi
- 6 parokonnych woz闚 taborowych z nast瘼uj帷ymi 豉dunkami :
na jednym wozie dobrze wyposa穎na apteka wojskowa z lekarstwi 
niemieckimi, na dw鏂h wozach sze嗆 skrzy amunicji karabinowej / amunicja
r騜na /
- 10 tysi璚y sztuk amunicji do pistolet闚
- 180 szt. Granat闚 r璚znych
- 30 szt. Pocisk闚 do mo寮zierzy 81 mm
- 22 szt. Pocisk闚 do granatnika 50 mm
- 2 t逝moki czystej bielizny
- 2 wozy z 豉dunkiem suchej w璠liny.

Straty w豉sne by造 niewielkie:
Dw鏂h rannych w tym : ci篹ko ranny dow鏚ca plutonu kol. Fredek 
/ przestrzelone p逝co /. 
皋軟ierze uwa積ie przys逝chiwali si sk豉danemu raportowi o rozmiarach kl瘰ki wroga i szeptali mi璠zy sob, bo dzisiejszym zwyci瘰twem nie tylko unieszkodliwiono rezun闚. Od m璚ze雟kiej 鄉ierci uratowano wiele niewinnych istnie ludzkich, bezbronnych starc闚, kobiet i dzieci !

- Panie kapitanie ! – meldowa wartownik. Czterech je寮嬈闚 na skraju lasu, jad prosto do nas !
Wszyscy zwr鏂ili wzrok w tym kierunku, ale w jednym z jad帷ych, rozpoznano nasz czujk, kt鏎y dawa znak r瘯.
- To Szytowcy jad do nas – odpowiedzia kapitan i doda, musimy dzisiaj rzyj望 go軼i szczeg鏊nie ciep這, bo oni w znacznym stopniu przyczynili si do naszego zwyci瘰twa ! Przygotuj w鏚k, a w璠liny na zak御k i pieczywo, pono pierwszego gatunku, znajdziesz w 逝pach, poleci kapitan Zbyszkowi. Je寮嬈y zbli瘸li si, a jeden z nich wysun患szy si na czo這 , krzykn掖 : 
- Zdrastwujtie s豉wnyje Wujkowcy ! – Przywita naszych 穎軟ierzy oficer sowiecki ze zjednoczenia Szytowa.
- Dzie dobry przyjaciele Sojusznicy ...!
- Witajcie Szytowcy ! brzmia豉 ch鏎alna odpowied powitalna naszych 穎軟ierzy.
- Nu pan Wujek ! – rzek na wst瘼ie szytowiec 軼iskaj帷 d這 kapitana. My na twoju ruku diczynu s lesa to podognali ? Podognali ! tak wot dawajtie trofiejki to podielim !” zaproponowa 膨rtobliwie.
- Jestem niezmiernie zobowi您any za t wsp馧prac i pragn przede wszystkim, z這篡 Wam przyjacielskie i najszczersze podzi瘯owanie za dzisiejsz pomoc w bitwie, a wskazuj帷 na stert nagromadzonej broni – doda : jestem got闚 dokona podzia逝 逝p闚 na po這w.
- No niet, nie nada pan Wujek, eto ja tak szuti – powiedzia szytowiec – trofiejki wied Waszyje – doda. Spogl康aj帷 jednak na zdobycz i 陰k zas豉n trupem faszyst闚 ukrai雟kich z uznaniem pokiwa g這w i odwr鏂iwszy si do 穎軟ierzy : Mo這dcy ! – powiedzia z uznaniem – Nu, a tiepier k die逝, pan Wujek i pre盥ie wsiego, ranienych u Tiebja mnogo” ?- zapyta. „Ja wied k wam s wraczom pryjecha i miedikamenty prywioz” – powiedzia szytowiec.
- Najgor璚ej dzi瘯uj Wam drogi lejtienancie za pami耩 i bezcenn pomoc – rzek kapitan. Rannych to ja mam dw鏂h, ale pomocy fachowej i natychmiastowej szczeg鏊nie jeden potrzebuje, kt鏎y prawdopodobnie ma przestrzelone p逝co.
Szytowski lekarz po酥iesznie zaj掖 si rannym Fredkiem, co stanowi這 dla tego 穎軟ierza ratunek 篡cia. Postrza okaza si bardzo niebezpieczny, ranny znajduje si w stanie ci篹kim i ma podwy窺zon temperatur. Szytowcy wiedzieli, 瞠 w u nas w Oddziale nie ma lekarza, wi璚 przyszli z pomoc na czas. W naszej jednostce, s逝瘺 zdrowia jako tak, sprawuje dw鏂h 砰d闚 sanitariuszy, kt鏎zy swoje medyczne umiej皻no軼i wynie郵i ze s逝瘺y czynnej w wojsku, bo z zawodu s tylko fryzjerami. Podczas, kiedy lekarz z naszymi sanitariuszami, dokonywa opatrzenia rannych, kapitan udziela informacji o przebiegu bitwy i pokaza znalezion przy zabitym przez siebie banderowskim wata盧e – torb z dokumentami. Oficer szybko odczyta zadania watahy napisane w j瞛yku ukrai雟kim i oznajmi ze zdumieniem – to by豉 IV Armia UPA, kt鏎a po nieudanym manewrze opanowania w豉dzy w Kijowie, wraca豉 z powrotem w te strony z powzi皻ymi zadaniami :
1.zniszczy Samoobron w Starej Hucie
2.zlikwidowa Oddzia kpt. Wujka
3.spali wioski polskie po這穎ne na prawej stronie rzeki S逝cz
4.wymordowa ludno嗆 polsk w porozumieniu si z OUN we wsi Karpi堯wka i garnizonem niemieckim w Rokitnie, zniszczy jednostk polsk stacjonuj帷 we wsi Rudnia Lwa.
5.Przekazywa informacje o ruchach partyzant闚 sowieckich, ich bazach i lotniskach, oraz ochrania linie kolejowe Sarny – Olewsk – Koroste, poprzez patrolowanie, sta貫 n瘯anie i likwidacj grup minerskich partyzantki sowieckiej.

Lejtienant zako鎍zywszy czytanie, przeni鏀 wzrok na zdumione twarze oficer闚 naszego Oddzia逝 – powiedzia : .... Wot nie uskop豉nirowali sukine syny faszysty ! Tu siarczy軼ie zakl掖 po rosyjsku i zn闚 zacz掖 wnikliwie bada dokumenty. 
Jak wynika這 z ich tre軼i, Niemcy nacjonalist闚 ukrai雟kich przekonali , 瞠 droga do wolno軼i Ukrainy, polega przede wszystkim na zwyci瘰twie Niemiec nad bolszewikami, a nie na dokonywaniu przedwczesnych fakt闚 obejmowania w豉dzy w zagro穎nej najazdem stolicy ! I tym w豉郾ie t逝maczy si powr鏒 armii z pe軟ym wyposa瞠niem w 鈔odki bojowe i z szeroko zakrojonym planem dzia豉nia nakre郵onym przez Niemc闚 !
Przed kilkoma godzinami po us造szeniu zbli瘸j帷ego si nieprzyjaciela – wtr帷i Wujek – zastanawia貫m si kt鏎璠y zdo豉豉 przedrze si i wej嗆 na tereny kontrolowane przez nas, tak du瘸 jednostka z licznym taborem. Teraz ju wiemy, 瞠 ci庵n窸a ze wschodu, ale jak przedosta豉 si niepostrze瞠nie przez zapory Waszych partyzanckich jednostek, pozostaje dla mnie nadal zagadk. 

- Na przestrzeni od Dermanki na po逝dnie, gdzie patroluj nasze jednostki, przeprawa nie by豉 mo磧iwa i uwa瘸m – m闚i lejtienant – 瞠 wataha znalaz豉 luk na terenie kontrolowanym przez Szewczuka, gdzie na po逝dnie od wioski Der, bo jak informowa mnie 穎軟ierz z patrolu, banderowcy ci庵n瘭i przez Borowo.
- Tak, zgadza si – rzek Wujek – i gdyby tym bandytom uda這 si niepostrze瞠nie ulokowa jednostki tej armii we wsiach Borowo i Hubk闚 oraz w Karpi堯wce ko這 Rokitna, sprawiliby oni nam nie ma這 przykrych niespodzianek niszcz帷 wiele wiosek i morduj帷 ca趾owicie polsk ludno嗆 – m闚i kapitan.
- Da, da, ja s wami sag這sien – m闚i szytowiec – no b豉gadaria Waszoj smyczkie pan Wujek, IV Armia UPA – razkolena ! Grisznyj p豉n ludoubijstwa i s逝瘺y Hitleru – pereczerknut Wami, pan Wujek ! Spasibo, bolszoje spasibo Wam pan Wujek i Waszym gierojskim rebjatam – dzi瘯owa Szytowiec.

Dalsze omawianie wy豉pywania i likwidacji niedobitk闚 rozproszonych i pozbawionych bazy dowodzenia, przerwa meldunek lekarza o zako鎍zeniu opatrunku rannych. Co zamierzacie uczyni z ci篹ko rannymi banderowcami ? – zapyta lekarz. Przy 篡ciu pozosta這 jeszcze jedenastu ludzi i gdyby mieli opiek lekarsk, mogliby wr鏂i do zdrowia – zaopiniowa.
- No ja takiej opieki rannym nieprzyjacio這m, zapewni nie jestem w stanie – rzek Wujek – ale mog odes豉 ich do Hubkowa. Niech ich leczy i sprawuje piel璕nacj tamtejsza ludno嗆 ukrai雟ka, i tu kapitan, zwracaj帷 si do Klona – nakaza: przygotowa transport, potrzebn opiek sanitarn dla rannych i uzbrojony konw鎩 !
- Nie boicie si posy豉 do Hubkowa swoich 穎軟ierzy ? – zapyta lekarz. Przecie, w tej wiosce mo瞠 znajdowa si wielu zbieg造ch i rozw軼ieczonych rozbitk闚 – przestrzega.
- Tak, wiem o tym i dlatego odsy豉m rannych pod zbrojnym konwojem – powiedzia Wujek – aby tym sposobem post瘼owania, da nauczk sfanatyzowanemu kozactwu i rezunom, oraz og逝pia貫j szowinistyczn agitacj ukrai雟kiej ludno軼i, jak nale篡 post瘼owa z rannymi je鎍ami – odpowiedzia nasz dow鏚ca.
- Panie kapitanie – przestrzega por. Nauczyciel – taki post瘼ek dobrze o nas 鈍iadczy, ale wszystkie ukrai雟kie post瘼ki ucz nas, o nie zrozumieniu rycerskich zwyczaj闚. Przecie wiemy w jakich m瘯ach gin nasi 穎軟ierze w przypadku dostania si w r璚e banderowc闚 i to niezale積ie, czy s ranni czy zdrowi. Pomny na los wzi皻ych do niewoli, pan sam kapitanie przed ka盥ym bojem napomina ... „ pami皻ajcie jeden z drugim, ostatni pocisk zachowaj dla siebie”.Czy z takim prze鈍iadczeniem mo瞠my ryzykowa 篡cie konwojent闚? 

- Tak jest , s逝szna uwaga poruczniku, pami皻am o dawanych przestrogach, lecz nale篡 zrozumie, 瞠 mi璠zy 穎軟ierzami walcz帷ymi, a konwojentami rannych nieprzyjaci馧, zachodzi kardynalna r騜nica zada, co zmienia posta rzeczy i dlatego uwa瘸m, 瞠 musz post瘼owa wed逝g zasad obowi您uj帷ych w wojsku polskim – odpowiedzia nasz dow鏚ca.
- Prawielno, sowierszenno prawielno ! – stwierdzi oficer. Konw鎩 z rannymi, otrzymawszy odno郾 instrukcj post瘼owania podczas przekazywania rannych odjecha do Hubkowa.
- No a teraz – rzek Wujek – zwracaj帷 si do szytowca, nale篡 zako鎍zy nasze bojowe rozrachunki. Te dwa cekaemy ja przeznaczy貫m dla Was lejtienancie. Prosz je przyj望 za udzia w bitwie i w dow鏚 naszej przyja幡i i wsp馧pracy w walce ze wsp鏊nym wrogiem !
- Wy nie szutitie pan Wujek ? – pyta lejtienant i spojrzawszy na ofiarowan bro z cicha szepn掖: po這篡m etyje dwa Maxima i prygodi軸y mienie ....
- Dla Was na pewno przydadz si – przerwa Wujek. Uczy鎍ie z nich dobry u篡tek, bo dla mojego ruchliwego oddzia逝 zawsze potrzebuj帷ego amunicji, s niewygodne i za ci篹kie. We嬈ie ich - nalega.

Szytowiec nie od razu odpowiedzia, podszed do Wujka i przeni鏀連zy pow堯czyste spojrzenie na otaczaj帷ych go p馧kolem naszych 穎軟ierzy, zsun掖 papach do ty逝 i zdj患szy swoj pepeszk z ramienia, poda j Wujkowi – m闚i帷: 
- Wo幟i daragoj drug etot pistoletpulimiot, ibo eto oru磚e w twoich wielikolepnych rukach otlicznogo strie趾a, samo 逝trze sowierszyt die這 skorejszogo rozgroma faszystowskich zachwadczikow naszej rodiny i pribli磨t wremja mira i dru瘺y naszych narodow ! / we drogi kolego ten pistolet – kulomiot, gdy ta bro w twoich r瘯ach doskona貫go strzelca, najlepiej spe軟i wielkie sprawy szybszego pokonania faszystowskich naje寮嬈闚 naszych ziem, przybli篡 oczekiwany pok鎩 i przyja潯 naszych narod闚 /.

Nast徙i豉 wymiana u軼isk闚 i rozczule, toast闚 i wzajemnie sk豉danych sobie 篡cze, a po wypiciu kilku g喚bszych i zak御zeniu wybornymi w璠linami ze zdobytej prowiantury, nast徙i豉 pr鏏a pokazowego strzelania do celu ze zdobytej i darowanej broni. Prosili o ten pokaz Szytowcy, wiedz帷, o wysokim stopniu opanowania tej sztuki przez kapitana Wujka, kt鏎emu w tym przedmiocie najlepsi strzelcy dor闚na nie byli w stanie.
Dzie zbli瘸 si ku schy趾owi, kiedy wr鏂ili konwojenci z Hubkowa. Sta這 si jak przepowiedzia kapitan. Ludno嗆 ukrai雟ka ze wsi, do naszych 穎軟ierzy odnosi豉 si przyk豉dnie i dzi瘯owa豉 za ludzk przys逝g. We wsi zauwa穎no wielu m這dych ciekawskich, przygl康aj帷ych si konwojentom. Mieli oni poobna瘸ne g這wy i r璚e wielu z nich nosi這 na temblakach.

36. WYMARSZ NA KONCENTRACJ

Przez ca造 czas postoju w Starej Hucie, prowadzi貫m rozmowy i zawiera貫m nowe znajomo軼i. Zbieraj帷 r騜ne informacje o wydarzeniach i 篡ciu Oddzia逝. Dowiedzia貫m si, 瞠 na pocz徠ku lipca wsp鏊nie z grup sier. Sitaj造, Oddzia bra udzia w ataku na zgrupowanie bulbowc闚 i ochron wioski Willa. W boju tym ponie郵i鄉y du瞠 straty, zgin窸o w nim 16 naszych partyzant闚 w tym ppor. „Pomian”. Jak wynika這 z opowiada o niepowodzeniu, sier. Sitaj這 mia zaatakowa za wcze郾ie. Bulbowcy tak瞠 ponie郵i du瞠 straty, bo zgin掖 w nim wata磬a Petro Downatiuk, kt鏎y by pono kuzynem samego Tarasa Borowca. Po tym wydarzeniu rezuni byli zmuszeni do wycofania si za S逝cz. 
Cz瘰to odwiedza貫m rannego Fredka w szpitalu polowym, urz康zonym na wsi przez miejscowego proboszcza, a obecnie naszego kapelana ksi璠za „如iewaka”. W prowadzonej rozmowie z Fredkiem, kt鏎y pe軟i funkcj doradcy kpt. Wujka do spraw niemieckich, dowiedzia貫m si o tajemnicy, kt鏎ej domy郵a貫m si ju poprzednio. M闚i mi, 瞠 pobyt sier. S這nia na 字edniaku, by nakazany przez Wujka, kt鏎y podejrzewa Strzemi o konszachty z Satanowskim i nie mia do porucznika zaufania. Natomiast uprowadzenie kompanii w krytycznym dniu wymarszu, by這 samowol sier.S這nia kt鏎y dopu軼i si tej zdrady dla podkre郵enia swojej s逝瘸lczo軼i i zaskarbienia 豉sk dow鏚cy. Okaza這 si, 瞠 te wzajemne podejrzenia by造 tendencyjne i nies逝szne. 
Dnia 27 listopada wieczorem og這szono alarm i wymarsz Oddzia逝. Cel ten poniek康 by mi znany i domy郵a貫m si, 瞠 maszerujemy do Przebra瘸 tak, jak nakaza kol. Turbacz b璠帷 na inspekcji. Widz帷 nas w odmarszu mieszka鎍y Starej Huty, byli bardzo zaniepokojeni, a kobiety lamentowa造 – wo豉j帷: Wujku, Wujku ! – nie opuszczaj nas. Kiedy Oddzia znalaz si za wsi w lesie, kapitan zarz康zi kr鏒ki post鎩 i sprawdzenie stanu jednostki. Po tym planowym zatrzymaniu si, dalszy marsz w szyku ubezpieczonym kierowany jest na zach鏚. Widocznie takie kluczenie jest wskazane – pomy郵a貫m – ale min瘭i鄉y wie Bober i dalej utrzymujemy kurs na Rokitno. Zastanawia貫m si, co to mia這 oznacza? Domys造 by造 r騜ne, a Oddzia nie zmieniaj帷 kierunku posuwa si naprz鏚. Na postoju, daleko za Bobrem, przypadkowo spotkali鄉y partyzanck patrol sowieck w liczbie o鄉iu jezdnych w pe軟ym uzbrojeniu i na dobrych koniach. Mi璠zy naszymi 穎軟ierzami i spotkanymi nast徙i造 powitania i przyjacielskie rozmowy, bo patrol sk豉da si z samych Polak闚 – chocia radzieckich – i nale瘸 do zjednoczenia Naumowa.
- Dok康 to ci庵niecie ? – zapytywali beztrosko.
- Za Bug – odpowiadali nasi bez przekonania, bo sami przecie nie byli pewni.
Na postoju, naumowcy rozgo軼ili si razem z naszymi na odpoczynek, a dow鏚ca patrolu sier瘸nt Bronowicki uda si do Wujka. My郵a貫m, 瞠 sprawy s逝瘺owe sk這ni造 go do wymiany informacji, ale po opuszczeniu biwaku Bronowicki wraz ze swoimi lud幟i, ci庵n掖 dalej z naszym Oddzia貫m. P騧niej informowano mnie, 瞠 ca豉 patrol radziecka przesz豉 na s逝瘺 AK i idzie z nami za Bug. Na nast瘼nym postoju, zosta貫m wezwany do dow鏚cy. Kiedy zameldowa貫m si, kapitan zapyta, czy posiadam znajomych u Satanowskiego. - W tej jednostce znam tylko por. Baczy雟kiego – odpowiedzia貫m.
- To si dobrze sk豉da – rzek kapitan – bo ja mam bardzo wa積 spraw do za豉twienia, w豉郾ie z Baczy雟kim i zamierzam pos豉 do niego go鎍a. Jednocze郾ie chcia豚ym was zostawi przy sobie, bo w tej okolicy jeste軼ie najlepiej zorientowani. Kogo jeszcze sprytnego macie z organizacji, kt鏎emu mo積aby da takie polecenie, bo tu nale瘸這by przej嗆 na polesk stron toru i szuka Baczy雟kiego, gdzie w okolicy Karasina ? – m闚i kapitan.
- Do tej misji najlepiej nadawa豚y si „Pulmanoski” – zaproponowa貫m, bo on tak瞠 zna Baczy雟kiego.
- A kto to jest ten „Pulmanoski” i czy mo積a mu powierzy nakaz ?
- To jest m鎩 rodzony brat. Przyszed razem ze S這niem, a obecnie s逝篡 w kompanii por. Strzemi – powiedzia貫m.
- 安ietnie, ka盧ie go zawo豉 – poleci kapitan.

W godzin p騧niej Bogdan by ju w drodze do Sarn, sk康 mia uda si do Karasina. Nadal maszerowali鄉y przez lasy omijaj帷 osiedla. Ta droga by豉 bardzo uci捫liwa i przykra, a dla pieszych nie posiadaj帷ych dobrego obuwia wprost okropna. Tote na postojach przy ogniskach suszono czarne od b這ta onuce i reperowano dziurawe obuwie, grzej帷 w tym czasie bose nogi przy ognisku. Niema這 k這potu i obci捫enia Oddzia逝, stanowi liczny tabor gospodarczy i pluton s逝瘺y pomocniczej kobiet. Dziewcz皻a bowiem, dzi stanowi帷e ci篹ar, zabrane by造 jeszcze ze Stepa雟kiej Huty. Na sta造m postoju, zatrudniane je przy praniu bielizny i gotowaniu posi趾闚 w kuchni. Teraz niekt鏎e z nich, dosta造 bro i na r闚ni z m篹czyznami maszerowa造 lub ubezpiecza造 Oddzia. Gorzej by這, kiedy oddzia znalaz si w pobli簑 linii kolejowej i aby nie zdradzi swojej obecno軼i, zabroniono palenia ognisk. Tej nocy mieli鄉y przeprawi si na polesk stron toru kolejowego, w lesie mi璠zy stacjami Kles闚 – Strasz闚. W tym dniu zwiad konny, penetruj帷y wszystkie mo磧iwe przej軼ia na kolei donosi, 瞠 tory kolejowe na ca貫j przestrzeni le郾ej, s silnie obstawione wojskiem i przeprawa tak du瞠j jednostki z taborem, b璠zie wymaga豉 du穎 amunicji i nie obejdzie si bez ofiar ludzkich. 
W takiej sytuacji zrobili鄉y odskok w g陰b lasu by odczeka, prawdopodobnie na transport amunicji. Takie nadzwyczajne zaopatrzenie mia這 by szybko zorganizowane, ale spodziewana pomoc nie nadesz豉. 砰wo pami皻am te biwaki przy ogniskach, w dzikich ost瘼ach le郾ych , z dala od osiedli ludzkich. Na takim postoju, pierwsz czynno軼i do zapewnienia sobie jako takiego wypoczynku by這 przezucie si w suche i wyreperowane obuwie, oczyszczenie z zawszenia, zaspokojenie g這du i przygotowanie wygodnego legowiska do snu. Aby tych czynno軼i mo積a by這 dokona bez przeszk鏚, nale瘸這 wybra miejsce na biwak obfituj帷e w drzewo opa這we. Po roznieceniu ogniska w takim miejscu, nape軟ia這 si kocio貫k 郾iegiem i po uzyskaniu z niego ciep貫j wody, pra這 si i suszy這 zab這cone onuce. W tym czasie ciep陰 wod obmywano nogi, wycierano i owijano je w suche onuce, ozuwano obuwie, i wzmacniano je sznurkami. Nast瘼na czynno嗆, to zdj璚ie zawszonej koszuli. Jedn r瘯 ujmowa這 si ko軟ierz, a drug skr璚a這 koszul w ciasny wa貫k przytrzymuj帷 ko軟ierz. Nast瘼nie podchodzi這 si do ogniska i nad 瘸rem, puszcza這 si skr皻 wa趾a, kt鏎y przy szybkim rozkr璚aniu si, tworzy nad gor帷ym ogniskiem parasol, a oparzone weszki puszczaj帷 si materia逝 masowo spada造 na w璕le, z charakterystycznymi odg這sami p瘯ania. Koszul poddan tak gor帷ej dezynfekcji, i pozbawion 篡wych paso篡t闚, jeszcze ciep陰 wk豉dano na poprzednie, dobrze oczyszczone cia這. Po zastosowaniu tak prymitywnego sposobu partyzant czu si i zdrowszy i odwszony. Do takich sposob闚 dezynfekcji najlepiej nadawa豉 si bielizna lniana, wprost zgrzebna. Po zako鎍zeniu takiego zabiegu, 穎軟ierz 豉dowa 郾ieg do kocio趾a, my go i szuka 穋鏚lanej wody, aby przygotowa herbat, gdy po spo篡waniu wy陰cznie suchego prowiantu, organizm wymaga uzupe軟ienia ciep造m p造nem. Gdy g堯d zosta ju zaspokojony, partyzant szykowa legowisko do snu, nie na surowej ziemi, ale najcz窷ciej na kupie suchego chrustu, aby nie przezi瑿i si i nie zachorowa na panuj帷y w闚czas tyfus. Na tym chru軼ie owin患szy si w ko簑ch, spa le郾y 穎軟ierz a do pobudki, budzi si wypocz皻ym i silniejszym i m鏬 ponownie podj望 s逝瘺. 
W moim plutonie mia貫m kilka par koni i wierzchowca, kt鏎y by nauczony do uk豉dania si na pod軼i馧ce, a ja przy jego ciep造m ciele znajdowa貫m miejsce na odpoczynek i jednocze郾ie zabezpiecza貫m si w ten spos鏏 przed wszaw inwazj. Takie praktyki chroni造 mnie, nie tylko przed paso篡tami, ale by造 tak瞠 skutecznym zabezpieczeniem zdrowia. 
Przez ca造 czas s逝瘺y le郾ej, nie chorowa貫m nawet na katar.
Poszukiwanie dogodnego miejsca przekroczenia linii kolejowej, zmusza這 jednostk do ci庵貫go ruchu. By這 to do tego stopnia m璚z帷e, 瞠 kiedy zwiad dawa znak zatrzymania si, to wyczerpany 穎軟ierz, maszeruj帷y w kolumnie si造 g堯wnej, w tej瞠 chwili pada tam gdzie sta, na surowej ziemi, a niekiedy w b這cie, momentalnie zasypia i g這郾o chrapa. Wyczerpani ci庵造mi pr鏏ami znalezienia dogodnego miejsca na przemarsz i wyczekiwaniem dostaw amunicji, zawr鏂ili鄉y w kierunku Rokitna. Jednostka ponownie zatrzyma豉 si na d逝窺zy post鎩 na 字edniaku, we wsi Rudnia Lwa. Podczas naszej nieobecno軼i byli tu ju bulbowcy. Splondrowano wie i spalono szko喚, w kt鏎ej poprzednio kwaterowa豉 kompania por. Strzemi. Wobec takiej sytuacji, nasz sztab umie軼i si w domu kpr. Wenty. M鎩 pluton wraz z sekcj pomocniczo gospodarcz kobiet, zaj掖 obszern posesj Waszkiewicz闚. Oddzia natomiast, zosta rozmieszczony w pustych domach wioski, bo zagro穎na ludno嗆 przenios豉 si do Rokitna. Tego samego dnia odwiedzi貫m rannego Gustawa, kt鏎y przez ca造 czas naszej nieobecno軼i, by piel璕nowany przez rodzin Wr鏏lewskich. Ranny czu si ju lepiej. 
- Pomimo trudno軼i, odwiedzi mnie Bogdan – informowa Gustaw.
By這 wtedy ze mn bardzo 幢e, bo w czasie napadu bulbowc闚, wynoszono mnie w bagno i ukrywano w ziemiance kol. Wenty. Niestety, rana moja zaogni豉 si i my郵a貫m ju o 鄉ierci, mimo, i otoczono mnie nale篡t opiek. Wtedy zjawi si kol. Pulmanoski. To dopiero on stwierdziwszy z造 stan, postara si o w豉軼iw pomoc, bo niezw這cznie sprowadzi z Rokitna felczerk Mari Walczak闚n. Jej wiedza fachowa i zr璚zno嗆, a tak瞠 w豉軼iwe u篡cie przywiezionych medykament闚, nale篡ty opatrunek rany, sprawi, 瞠 ka盥e jej dotkni璚ie chorego miejsca, ka盥y zr璚zny ruch, dzia豉 jak koj帷y balsam. Po jej opatrunku i prawdziwie fachowym zabiegu, poczu貫m si znacznie lepiej. Teraz wiem, 瞠 wyzdrowiej i od jej wizyty uwa瘸m si za uratowanego. Dopiero teraz zaczynam rozumie warto嗆 i rol kobiety w wojsku. Wiem, 瞠 w naszym wysi趾u zbrojnym bior czynny udzia, a ich pomoc m篹czyznom jest nieodzowna i niedoceniana. 
- Je瞠li kolega b璠zie w Rokitnie – m闚i ranny Gustaw – to prosz przekaza tej dziewczynie, moje najgor皻sze podzi瘯owanie za uratowanie 篡cia ! Niech wie, 瞠 tak swoim po鈍i璚eniem, prac i odwag, a tak瞠 wsp馧czuciem w trakcie niesionej pomocy rannym, spe軟ia sw鎩 obowi您ek s逝瘺y 穎軟ierskiej na r闚ni z m篹czyznami walcz帷ymi z broni w r瘯u… i mam nadziej, 瞠 b璠zie wysoko uhonorowana ! 

- Z przyjemno軼i spe軟i pa雟kie 篡czenie, bo w pe軟i podzielam tak ocen. Kobiety stanowi jak gdyby drug po這w naszej osobowo軼i. Potrafi swoj natur, niespo篡t energi i po鈍i璚eniem, mi這軼i i dobroci, wspiera nasze wojenne wysi趾i i towarzyszy w niebezpiecze雟twach, dzieli nasze troski i b鏊e. Stanowi pociech wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebujemy, a co najwa積iejsze, by naszym natchnieniem w najtrudniejszych chwilach 篡cia.
Ja drogi kolego, to 穋鏚這 niespo篡tej warto軼i 篡ciowej kobiet, ju dawniej sprawdzi貫m. Obecnie mam jedynie okazj utwierdza si w tym przekonaniu, bo w naszej jednostce tak瞠 s逝膨 kobiety. Mamy do dyspozycji ca造 pluton pomocniczo – gospodarczy kobiet, kobiet o podobnych zaletach, chocia nie ka盥a z nich potrafi 鈍iadczy fachow pomoc sanitarn i medyczn. Pluton ten sk豉da si z ofiarnie pracuj帷ych w naszej organizacji dziewcz徠 ze Stepa雟kiej Huty, kt鏎e walczy造 w Samoobronie tej wioski i razem z m篹czyznami wysz造 z okr捫enia. Teraz s 穎軟ierzami chocia walcz przewa積ie bez broni, ale ich praca w jednostce – jak wielokrotnie twierdzi貫m – nie wi捫e si tylko z czynno軼iami gospodarczymi, kt鏎e zreszt s nam bardzo potrzebne. Duchowo uczestnicz one we wszystkich zbrojnych poczynaniach jednostki i s natchnieniem bohaterstwa naszych 穎軟ierzy. 
- W zupe軟o軼i podzielam ten pogl康 – powiedzia Gustaw.
Na drugi dzie po zakwaterowaniu na nowym miejscu postoju, zosta貫m wezwany do dow鏚cy. Otrzyma貫m rozkaz niezw這cznego udania si do Rokitna i nawi您ania kontaktu z dow鏚ztwem Odcinka. Nale篡 odebra i przywie潭 poczt korespondencyjn, uaktywni organizacj i przystosowa j do wsp馧pracy w nowych warunkach, a tak瞠 zorganizowa dostawy do lasu. Do zabezpieczenia tej wyprawy, kapitan przydzieli mi wybranych przez siebie 10 – ciu odwa積ych i pewnych, dobrze uzbrojonych ludzi i dwa parokonne wozy z 豉dunkiem mi瘰a dla aktywist闚.
Tak zabezpieczony i obarczony nie豉twym zadaniem, o godz. 9,00, zachowuj帷 wszelkie 鈔odki ostro積o軼i, uda貫m si dobrze mi znan drog przez las, do Rokitna. Na trzecim kilometrze w御kotor闚ki, pod os這n drzew i krzew闚 azalii, ukry貫m wozy i zaznajomiwszy ludzi z zadaniem, pouczy貫m o czynno軼iach jakie nale篡 podj望 w przypadkach, kt鏎e mog nast徙i. Przy wozach pozostawi貫m czterech partyzant闚, a z sze軼ioma obarczonymi 豉dunkiem mi瘰a, uda貫m si do miasteczka. Marsz ten odby si bez przyg鏚 i wkr鏒ce znalaz貫m si u drzwi um闚ionego punktu przesy貫k le郾ych. Mie軼i si on teraz nie w domu Bogdana jak poprzednio, ale w domu kol. Kr鏊ikowskiego. Ju na wst瘼ie Kr鏊ikowski oznajmi mi, 瞠 ju od kilku dni czuwa i oczekuje 陰cznika z lasu, bo ma du穎 cennych informacji i rzeczy do przekazania. Ku mojemu zdziwieniu, pokaza mi ci篹ki pakunek amunicji do pistolet闚, ca陰 skrzynk r璚znych granat闚 jajowych. Dalej wynosi z ukrycia t逝moki ciep貫j bielizny, oraz pakunki lekarstw i myd豉 toaletowego, w jakie byli zawsze zaopatrzeni niemieccy 穎軟ierze.
Jak widz „Witalis”, zast瘼uj帷 mnie, dobrze sobie radzi – zauwa篡貫m. Mam tu dla naszych ludzi dwie 獞iartki wo這winy i t逝st baranin z kilku owiec, do podzia逝 mi璠zy aktywist闚. Witalisowi nale篡 przekaza, 瞠 pilnie potrzebujemy tak瞠 damsk garderob, na kt鏎 w lesie czeka pluton kobiet.

Kr鏊ikowski informowa o sprawach wa積ych. Jak dotychczas – m闚i – naszej ulicy jeszcze nie patrolowano i po godzinie policyjnej, nikt tu nie pokazuje si.
- Powiedzcie mi – zapyta貫m go - sk康 macie tyle amunicji do MP? 
- Granaty zdaj si pochodz od 奸您ak闚 z Organizacji Tood, amunicja od W璕r闚 – wyja郾i. Kwateruj teraz w Rokitnie, w ekomii i hucie,ca造 szwadron kawalerii.
Wkr鏒ce po pana odej軼iu Szewczuk nachodzi hut. Wysadzi w powietrze elektrowni i uprowadzi w豉sowc闚 pe軟i帷ych s逝瘺 wartownicz. M闚i mi Witalis, 瞠 prawdopodobnie Szewczuk by w zmowie z w豉sowcami. Niemcy po tej akcji, nie ufaj nikomu i dla bezpiecze雟twa sprowadzili szwadron W璕r闚. 
- A jak zachowuj si ci W璕rzy? – zapyta貫m.
- To bardzo przyzwoici ludzie, s grzeczni i lubi Polak闚. To od nich w豉郾ie pochodzi ta amunicja.
- Czy ci kawalerzy軼i wyje盥瘸j w teren? – zapyta貫m.
- Tak, niekiedy torem kolejowym doje盥瘸j do Ostek i do O郾icka. Kilka dni temu wracaj帷 z takiego patrolu wst徙ili do wsi Staryki. M闚i,瞠 zachowywali si poprawnie i jak wynika z ich swobody bycia, nie ubezpieczaj si w marszu.
- Kto z W璕r闚 utrzymuje kontakt i prowadzi wymian? – pyta貫m.
- Wymiany dokonuje pa雟ka matka i pani Leokadia Sternik, kt鏎a prosi豉, abym panu przekaza zapotrzebowanie na paprykowan s這nin, bo W璕rzy potrzebuj tego produktu i obiecuj wymieni j na automaty i barabelki.
- Jak te kobiety porozumiewaj si z nimi, czy瘺y Sternikowa zna豉 j瞛yk niemiecki? – pyta貫m.
- W璕rzy znaj j瞛yk s這wacki i kobiety dogaduj si z nimi.
- S這nin dostarczymy, ale gorzej jest z papryk, bo tego produktu u Mazur闚 nie ma – narzeka貫m.
- Nie szkodzi, powiedzia Kr鏊ikowski, papryk obieca dostarczy „ Korybut”, Brakuje nam tylko s這niny.
- 安ietnie, wobec tego powiedzcie mi jak zachowuj si teraz Niemcy i schutzpolizaje ? – zapyta貫m.
- Niemcy chodz jak struci, schutzpolizaje nadal ka盥ego ranka wychodz na kolej i usuwaj zaminowania. Odno郾ie zachowania si Niemc闚, pa雟ki brat Janek, poleci mi przekaza, 瞠 po raz drugi uda這 mu si podr騜owa urlopzugiem i s造sze jak ranni i odmro瞠ni 穎軟ierze Wermachtu kl瘭i SS, a samego Hitlera nazywali przyb喚d i wariatem, kt鏎y doprowadzi Niemc闚 do upadku. I jeszcze jedna wa積a wiadomo嗆 : „Skrzypek” poleci mi przekaza tre嗆 rozmowy, jak przeprowadzono z nim w Gestapo, po pana znikni璚iu.
- By wzywany w tej sprawie ?
- Po co zabrali軼ie Wo這dkiewicza i Dytkowskiego ? – zapyta na wst瘼ie Andreas.
- Byli mi potrzebni do monta簑 tartaku w Kiwercach – odpowiedzia Linde - musia貫m wywi您a si z na這穎nych na mnie obowi您k闚.
- Rozumiem – powiedzia Andreas – do monta簑 by potrzebny Wo這dkiewicz, ale po co Dytkowski ? 
- Dytkowski po to, aby ustawi i zorganizowa robot – odpowiedzia Linde.
- A czy wy wiecie, 瞠 to by這 przyczyn dezorganizacji pracy huty, kt鏎a przecie tak瞠 dla nas pracuje ?! Nie mogli鄉y si obej嗆 bez tych fachowc闚, wrzasn掖 gestapowiec Andreas. Polecam wam natychmiast po powrocie do Kiwerc, odes豉 tych ludzi z powrotem do Rokitna - zrozumiano ? 
- To nie jest ju mo磧iwe – spokojnie odpowiedzia Linde. Tego rozkazu nie wykonam – odpowiedzia spokojnie Linde – bo tam ju ich nie ma.
- Ach tak .., wi璚 uciekli do lasu, co ?
- Nie – brzmia豉 odpowied – oni nie uciekli tylko najzwyczajniej wyjechali do gubernatorstwa. Wo這dkiewicz ma w Lublinie w豉sny dom, 穎n i syna, wi璚 do nich pojecha, a Dytkowski uciek przed bolszewikami. Przecie pan wie – m闚i Linde – 瞠 siedzia w wi瞛ieniu, wi璚 ba si, aby nie spotka go ten sam los co jego brata na Syberii – nadal spokojnie wyja郾ia Linde.
Pos造szawszy to Niemiec zakl掖 siarczy軼ie i na tym zako鎍zy przes逝chanie – o鈍iadczy Kr鏊ikowski.
- Teraz rozumiem wszystko. „Skrzypek” bardzo dobrze wywi您a si z na這穎nego zadania – stwierdzi貫m. Mog by spokojny o los swojej rodziny, bo Andreas 郵epo wierzy Lindemu. 
Prosi貫m o przekazanie mojej rodzinie pozdrowienia z lasu i dzi瘯uj帷 swojemu rozm闚cy za informacj, poleci貫m dalsze „organizowanie” amunicji. Pozostawiem zaszyfrowane pismo dla „Witalista”, zabra貫m poczt i 軼i庵n患szy ubezpieczenie, ju uspokojony uda貫m si na punkt wyj軼iowy do woz闚. Zachowuj帷 ostro積o嗆 ruszamy w drog przez znajomy las i niebawem stajemy przed dow鏚ztwem. Dow鏚cy przekazuj wa積e wie軼i o sprawnym dzia豉niu organizacji w Rokitnie, bo dowodem tego by造 przekazane 鈔odki bojowe i lekarstwa. Wujek by kontent, zar闚no z pomy郵nego przebiegu akcji, jak i ofiarno軼i obywateli O鈔odka Rost闚.
- Rokitno – powiedzia wtedy Wujek – jest naszym najcenniejszym zapleczem i i dlatego zamierzam trzyma si w pobli簑 jego granic.
Od tego czasu co kilka dni, by貫m wysy豉ny do Rokitna z 豉dunkiem mi瘰a i s這niny, w zamian, przywozi貫m cenne zaopatrzenie dla partyzant闚. 
Dom pa雟twa Iwaszkiewicz闚 we wsi Rudnia Lwa w kt鏎ym kwaterowa貫m by do嗆 obszerny, wobec czego Wujek wyznaczy w nim r闚nie kwater dla plutonu gospodarczego kobiet. Poleci mi jednocze郾ie sprawowanie opieki nad nimi. Musicie zaj望 si tymi kobietami i tak po ojcowsku zatroszczy o poszanowanie ich godno軼i. Macie tutaj ku temu dobre warunki. Nale篡 przywr鏂i dobre, polskie obyczaje i 陰cz帷 je z dyscyplin wojskow pokaza kobietom, 瞠 ich s逝瘺a jest doceniana, zar闚no przez dow鏚ztwo, jak i m篹czyzn 穎軟ierzy ! Uwa瘸m, 瞠 nale篡 wprowadzi porz康ek zaj耩 poza s逝瘺, organizowa m.in. pogadanki na tematy historyczne i obyczajowe, dyskusje o sytuacji i bie膨cych wydarzeniach na froncie, roli s逝瘺y w Samoobronach i.t.d. i.t.p. Poza tym by這by ze wszech miar wskazane, aby w najwi瘯szym pokoju urz康zi niekiedy pota鎍闚k. Mamy przecie ch這pak闚 graj帷ych na instrumentach i ch皻nych do zabawy.
Na mocy tych polece m鏬豚ym dokona pewnej selekcji m這dych i uzdolnionych artystycznie, ale pami皻am, 瞠 zwr鏂i貫m w闚czas uwag Wujka na fakt, 瞠 w jednostce s pary, kt鏎ym nale瘸這by da 郵uby, bo one i tak 篡j ze sob.
- A kto to jest – zapyta dow鏚ca.
- Pierwszy to sier瘸nt Wiatr, a drugi Robert, kt鏎y uciek z p這n帷ej wioski z s御iadk i mieszkaj teraz razem, na jej wozie – meldowa貫m.
- Dobrze – zareagowa dow鏚ca – widz, 瞠 musz o tym porozmawia z kapelanem. Skutek by nieoczekiwany, bo nasi m這dzi koledzy Wiatr i Robert, a tak瞠 ich wybranki na zawarcie zwi您ku ma鹵e雟kiego wyrazili zgod, a ksi康z 如iewak da im 郵ub, przy prowizorycznie urz康zonym o速arzu polowym i zwi您kom tym uroczy軼ie pob這gos豉wi. Wobec takiego usankcjonowania warunk闚 wsp馧篡cia, dziewcz皻om przydzieli貫m osobny du篡 pok鎩, a parom ma鹵e雟kim poleci貫m zaj望 ma造. Jednocze郾ie nakaza貫m wyci庵n望 z piwnicy tzw. „fask” po kapu軼ie i jak w wannie urz康zi w niej pojedy鎍ze k徙iele dla wszystkich dziewcz徠. Wod podgrzewano w kotle kuchennym i wiadrami dostarczano do dziewcz璚ego pokoju. Z otrzymanego zaopatrzenia dla kobiet, ka盥ej dziewczynie przydzieli貫m kawa貫k myd豉, r璚znik i biustonosz, oraz inne sorty ubraniowe jakie otrzymali鄉y z Rokitna. Drugiego dnia podobn k徙iel urz康zi貫m dla ch這pc闚 swojego plutonu i innych 穎軟ierzy, daj帷 im po kawa趾u myd豉 i w miar mo積o軼i i potrzeb osobistych, niekt鏎e sorty mundurowe. W d逝gie jesienne wieczory, czas wykorzystywa貫m na pogadanki. Byli鄉y bardzo zaniepokojeni brakiem wiadomo軼i od D瑿oroga. Co mog這 si sta z tym junakiem, skoro dotychczas nie do陰czy do nas i nie dawa o sobie znaku 篡cia. P騧niej sprawa wyja郾i豉 si, bo przys豉 wiadomo嗆 przez zaufanego kolejarza, 瞠 nie mog帷 przeprawi si na wo造雟k stron linii kolejowej, kt鏎a by豉 mocno obstawiona wojskiem, zmuszony by do陰czy do jednostki AL. T jednostk, jak si p騧niej okaza這, by豉 brygada im. Wandy Wasilewskiej, kt鏎 dowodzi kpt. Strzelec.
Do wypraw po zaopatrzenie do Rokitna, ch皻nych by這 wielu, mimo gro膨cych niebezpiecze雟tw ochotnicy zg豉szali si sami. Jednym z nich by m這dzian o pseudonimie „Marcelcio”. Kiedy przez ciekawo嗆 zapyta貫m go, z jakiej wioski pochodzi, odpowiedzia, 瞠 z Mokrego.
- To musicie zna starego Ja鄂 砰gad豉 ? – zapyta貫m.
- Pewnie, przecie to m鎩 ojciec.
- Ojciec powiadacie ? I nie zaci庵n掖 syna do Oddzia逝 im. F. Dzier篡雟kiego, kt鏎ego by wsp馧organizatorem? 
- Czemu by nie… tylko czy syn chcia豚y w nim s逝篡, to ju nie ojca sprawa – rzek Marcelcio.
- Jak to, kiedy s逝篡li軼ie u nich ?
- Tak, ale w Oddziale Dzier篡雟kiego nie mog貫m pozosta, wi璚 zdezerterowa貫m i zg這si貫m si do s逝瘺y w AK u kpt. Wujka, z tym oto automatem „pepesz” – przyzna si Marcelcio.
-Powiedz mi ch這pcze, co ci sk這ni這 do opuszczenia tamtej jednostki, bo mnie si wydaje, 瞠 Szytow stworzy u siebie dobre warunki s逝瘺y dla Polak闚.
- Tak by si wydawa這, tylko nie wszyscy oficerowie sowieccy s podobni do Szytowa, lub Kowpaka. Oni zreszt s liniowcami i posiadaj swoich zast瘼c闚 „politruk闚” i to ci w豉郾ie, a nie dow鏚cy rz康z sprawami jednostek. 
- Nie rozumiem, czy瘺y te stosunki by造 a tak przykre, 瞠 nale瘸這 podejmowa dezercj – pyta貫m.
- Tak, w豉郾ie tak, przynajmniej dla mnie by造 one nie do zniesienia. Prosz sobie wyobrazi – m闚i Marcelcio – 瞠 wszyscy mieszka鎍y tutejszych wiosek polskich, a Mokre szczeg鏊nie, przyczyni這 si do zorganizowania tej jednostki z samych Polak闚. My rezerwi軼i, wszyscy zg這sili鄉y si na ochotnika w swoim pe軟ym umundurowaniu polowym, bo nasi ch這pcy przy zwalnianiu si z macierzystych jednostek po odbyciu s逝瘺y czynnej, wykupywali swoje mundury wyj軼iowe na pami徠k. Ale przydzielonym do Oddzia逝 im. F. Dzier篡雟kiego „politrukom” nie podoba造 si nasze rogatywki, a orze趾i z koronkami szczeg鏊nie razi造 ich oczy. Wyobra pan sobie, 瞠 pewnego razu podchodzi do mnie taki politruk i m闚i: ..., „Sky ciu kuryciu s go這wnoho uboru” / zrzu t kur z czapki/. Na to ja odpowiedzia貫m stanowczo, 瞠 tego nie zrobi, a nazywanie naszego orze趾a kur, jest obraz ka盥ego Polaka, bo orze貫k noszony na rogatywce, jest naszym god貫m narodowym. Ka盥y kulturalny cudzoziemiec, powinien to zrozumie i nie obra瘸 naszej dumy narodowej ! Na to politruk zareagowa nazwaniem takiej postawy, zacofaniem i nie鈍iadomo軼i klasow, kt鏎 nale篡 szybko wykorzeni. Byli tacy w tej jednostce, kt鏎zy zgodzili si zdj望 orze趾i z rogatywek i zast徙i je czerwonymi r帳ami, ale ja do takich nie nale瘸貫m. Porzuci貫m wi璚 jednostk, w kt鏎ej poniewierano to, co dla mnie by這 廝鏚貫m si造 i nadziei i przeszed貫m do jednostki AK. Tutaj szanuje si nasze 鈍i皻o軼i narodowe !
Stwierdzi貫m p騧niej, 瞠 w naszym Oddziale podobnych Marcelemu 砰gadle – jest kilku. Przeszli oni na s逝瘺 do naszej jednostki, bo w Oddziale polsko – sowieckim, obra瘸no ich dum narodow!

37. NIEOCZEKIWANY FINA ZASADZKI

W celu nale篡tego zabezpieczenia naszego postoju na 字edniaku i drogi zaopatrzeniowej do Rokitna, przyleg貫 tereny wok馧 miejsca postoju, musia造 by wnikliwie kontrolowane. Najbardziej niebezpieczne s御iedztwo, stanowi造 wioski ukrai雟kie Karpi堯wka i Aleksandr闚ka po這穎na na wsch鏚 od Rudni Lwa, za w御kotor闚k, gdy wed逝g rozeznania naszego wywiadu, kwaterowa造 w nich rozbitkowie IV armii UPA. Kolejna s逝瘺a wartownicza przypad豉 na m鎩 pluton, wi璚 wysy豉j帷 jeden z takich patroli, poinformowa貫m o charakterze zagro瞠nia z tej strony, i pouczy貫m o potrzebie zachowania wyj徠kowej ostro積o軼i. Stwierdzili鄉y, 瞠 hajdamacy pozostawiaj 郵ady swojej penetracji co dowodzi, o obserwowaniu naszych ruch闚. W patrolu szed jeden z najlepszych tropicieli, Robert, moje napomnienia w stosunku do niego wypowiada貫m tylko z obowi您ku. Robert bowiem, by jednym z tych, kt鏎zy po ucieczce ze swojej rodzinnej wioski w czasie napad闚 banderowskich, spaleniu i wymordowaniu rodziny, wst徙i do oddzia逝 pomocniczego policji i st康 wyni鏀 dobre wyszkolenie, a jego znajomo嗆 teren闚 i 鈔odowiska tutejszej ludno軼i ukrai雟kiej, dope軟ia豉 jego wiedz i umiej皻no軼i niezb璠ne dla potrzeb partyzanckiego rzemios豉. Przyby do nas ze s造nnego batalionu 202 razem z kol. Fredkiem i innymi dobrze wyszkolonymi patriotami. Od tej pory bra czynny udzia we wszystkich bitwach i kpt. Wujek bardzo sobie ceni jego zalety wywiadowcze i bojowe. 
Posy豉j帷 go teraz w patrolu, by貫m pewny, 瞠 nale篡cie wykona na這穎ny na obowi您ek.
W mi璠zyczasie, korzystaj帷 z wolnej chwili, opowiada貫m dziewcz皻om o bojowych zaletach „Orl徠” Lwowskich gdzie mi璠zy innymi w bojach bra造 udzia 14 – letnie dziewczynki, kt鏎e wyr騜nia造 si niezwyk陰 odwag stanowi帷 wz鏎 dla ch這pc闚. Kiedy zako鎍zy貫m opowiadanie, jedna z nich, prosz帷 o g這s powiedzia豉 : a niechby to nam dziewcz皻om dano bro, to co pan sier瘸nt my郵i, 瞠 nie potrafi造by鄉y strzela do wroga ? Oho, jeszcze jak – wtr帷i豉 inna. My jeszcze lepiej walczy造by鄉y ni dziewczyny z „Orl徠”. Mamy przecie do鈍iadczenie i praktyk, przechodzi造鄉y tak瞠 praktycznie szko喚 strzelca.

- Ale tak, wiem o tym moje panny - stwierdzi貫m – ale najgorsze jest jednak to, 瞠 nie mamy zapasowej broni w Oddziale.
- Tak, tak, panie sier瘸ncie, narzeka豉 inna – jak ch這piec si pojawi, to dla niego zawsze jaki karabin si znajdzie, ale dla nas, dziewuch, to nigdy nic nie ma chocia nikt chocia nas nie pami皻a, chocia w Oddziale przebywamy ju sze嗆 miesi璚y. 
- Pami皻a, pami皻a - narzeka豉 inna – jak trzeba koszul zawszon wypra, albo w krzaki dziewuch zaci庵n望 ....
- S逝sznie m闚i Hela – przerwa豉 kol. Jucewicz 
- Bo tak jest panie sier瘸ncie, ch這pcy tak w豉郾ie my郵, ale prosimy, niech pan porozmawia z Wujkiem i powie mu, 瞠 chcemy walczy z broni w r瘯u na r闚ni z m篹czyznami – m闚i豉 kol. Gutkowska.
- Moje panny, wasze 膨dania s s逝szne – przyzna貫m – ja ju z naszym dow鏚c rozmawia貫m w waszej sprawie. Zwr鵵cie jednak uwag, 瞠 jeste軼ie w b喚dzie s康z帷, 瞠 waszej uczciwej i ofiarnej pracy w Oddziale nikt nie docenia. Praca pomocnicza kobiet w wojsku, liczy si na r闚ni z czynno軼i 穎軟ierza walcz帷ego w pierwszej linii ! Bez tego wsparcia, 瘸den z 穎軟ierzy nie m鏬豚y walczy. Bez zaopatrzenia w 篡wno嗆, odzie, lekarstwa, bro i amunicj nie by這by zwyci瘰tw. Musicie wiedzie moje panny, 瞠 walk, kt鏎 tu w lesie prowadzimy nie wykonujemy sami. Bierze w niej udzia ca造 nar鏚. Wy kobiety wchodzicie w sk豉d tej doborowej si造 i niezale積ie od czynno軼i jakie wam przypad造 do wykonania, jeste軼ie doceniane nie tylko przez dow鏚ztwo jednostki, ale i ca貫 spo貫cze雟two. O waszych wyczynach na wsiach i lasach Wo造nia i Polesia, w niedalekiej przysz這軼i, b璠 pisa z uznaniem i wspomina podobnie jak Orl皻a Lwowskie. Jedna z was uskar瘸豉 si nawet, na niew豉軼iwe traktowanie i wykorzystywanie s豉bo軼i niewie軼iej przez m篹czyzn. Przyznaj z przykro軼i, 瞠 ja te to niew豉軼iwe odnoszenie si do dziewcz徠 zauwa篡貫m. Nasz dow鏚ca r闚nie. Sprawa ta, by豉 ju omawiana i zosta造 podj皻e odpowiednie postanowienia, ale na to, aby stworzy w豉軼iw atmosfer, sprzyjaj帷 podnoszeniu waszej godno軼i kobiecej, od was moje panny najwi璚ej zale篡! Wy same musicie zadba o to, aby was szanowano i nie pozwoli si poniewiera. Dotychczas jako kobiety 穎軟ierze, uwa瘸造軼ie siebie za co gorszego i mniej warto軼iowego, ale by造軼ie w b喚dzie. Rola kobiety w wojsku, jak w ka盥ym kulturalnym spo貫cze雟twie, zawsze jest na pierwszym miejscu, a praca kobiety w partyzantce, jest szczeg鏊nie wysoko ceniona i w przysz這軼i b璠zie nale篡cie uhonorowana !
Panie sier瘸ncie szeregowiec Robert, melduje sw鎩 powr鏒 z patrolu. Wpadli鄉y w zasadzk, ale tak si z這篡這, 瞠 zdobyli鄉y dwa karabiny z nabojami, cztery granaty, 189 sztuk amunicji i… dwie pary dobrych but闚 – meldowa dow鏚ca patroli.
- Wpadli軼ie w zasadzk i powr帷acie z 逝pem ? – jak to mam rozumie.
- Szli鄉y nie po nasypie w御kotor闚ki ale bokiem, krzakami, tak jak nas pan sier瘸nt pouczy. Tak dotarli鄉y do rzeki, potem aby i嗆 dalej, nale瘸這 przej嗆 przez most. Naradzali鄉y si jak to zrobi, hajdamacy przy mo軼ie mog czuwa. Mieli鄉y ze sob dwie tekturowe maski i aby sprowokowa nieprzyjaciela do zdradzenia swoich stanowisk, wysun瘭i鄉y zza nasypu dwie g堯wki manekin闚. Skutek by natychmiastowy, bo jednocze郾ie pad造 dwa strza造. Chowaj帷 manekiny za nasyp, upozorowali鄉y upadek i natychmiast odczo貪ali鄉y si od tego miejsca w obydwie strony. Za chwil pad豉 nast瘼na salwa, ale my obydwaj z kol. Wo幡iakiem zdo豉li鄉y zaj望 dogodne pozycje strzeleckie odleg貫 o 20 m. Wyczekiwali鄉y do嗆 d逝go, bo banderowcy widocznie co podejrzewali, ale zamieniwszy si w s逝ch , rozr騜ni貫m rozmow i g這郾iejsz wypowied : 
- ...Ta ony ubytyje, czoho bojaty sia. 
W tej chwili podnie郵i si ukryci „strylci”, wchodz帷 na nasyp kolejki. Na to tylko czeka貫m bior帷 na muszk bli窺zego od siebie, by貫m pewny, 瞠 kolega wzi掖 drugiego. Poci庵n掖em za spust i pad造 dwa strza造, prawie jednocze郾ie. Wed逝g nakazu naszego dow鏚cy, obydwa oddane pociski trafi造 w cel i obydwaj rezuni padli na ziemi. Teraz podeszli鄉y 鄉ia這 do le膨cych i nie daj帷ych znaku 篡cia. Zabrali鄉y bro i zdj瘭i doskona貫 saperki niemieckie, kt鏎e nam s tak bardzo potrzebne ..... i oto wr鏂ili鄉y panie sier瘸ncie – powiedzia Robert.
- Karabiny dla nas panie sier瘸ncie ! – naraz wykrzykn窸y dziewcz皻a.

Spraw waszego uzbrojenia, przedstawi dow鏚cy ponownie, ale te zdobyte dwa karabiny rozdziel mi璠zy was bez jego decyzji – zdecydowa貫m.
- Dobrze, dobrze panie sier瘸ncie, dzi瘯ujemy! Niech pan nam da te dwa karabiny – prosi造.
- Moje panny – powiedzia貫m – dziewcz徠 jest wi璚ej ni broni do podzia逝. Pozwolicie wi璚, 瞠 ich rozdzia逝 dokonam sam i ta, kt鏎ej wr璚z karabin 
zostanie strzelcem. 
- Panie sier瘸ncie! – wtr帷i si w tym momencie Robert staj帷 s逝瘺owo na baczno嗆. Prosz pana o uczynienie w tym rozdziale wyj徠ku. Za pa雟k zgod chcia豚ym ze zdobytego karabinu, zrobi swojej 穎nie prezent 郵ubny. Bo ja przecie w ubieg陰 niedziel zawar貫m zwi您ek ma鹵e雟ki – uzasadni swoj pro軸 Robert.
Niewybaczalnym b喚dem by這by odm闚i waszej pro軸ie, skoro tak znacz帷o uk豉da si bieg wydarze. Do waszej pro軸y przychylam si i pochwalam wyb鏎. By mo瞠 stanie si on nie tylko mi陰 niespodziank dla waszej pani serca, ale wzorem post瘼owania dla ma鹵e雟tw kojarzonych w le郾ych warunkach partyzanckich. Prosz wi璚 wr璚zy ten prezent ma鹵once.

I tak oto na zbi鏎ce 穎軟ierskiej przed frontem plutonu kobiet, w niecodziennej uroczysto軼i wr璚zenia prezentu 郵ubnego , m這dy m捫 przekazuje 郵ubnej ma鹵once zdobyczny karabin. Pami皻am jak m這da m篹atka ze wzruszenia roni豉 透y, a jej m捫 wr璚zaj帷 dar nie, mo瞠 wykrztusi s這wa, tylko bierze 穎n w obj璚ia. Po nim z kolei ja uca這wa貫m jej r瘯 i tak w imieniu swoim, jak i wszystkich 穎軟ierzy jednostki nieobecnych na zbi鏎ce plutonu, z這篡貫m gor帷e 篡czenia uczynienia dobrego u篡tku z niezwyk貫go prezentu 郵ubnego. Przy tej okazji 篡czy貫m m這dym ma鹵onkom, aby w zbli瘸j帷ej si wio郾ie bocian nie omin掖 ich strzechy i przyni鏀 im ma貫go strzelca, kt鏎y w sztuce strzelania dor闚na豚y naszemu partyzanckiemu dow鏚cy !
Rz瘰iste oklaski potwierdzi造 s逝szno嗆 decyzji i intencje zawarte w z這穎nych 篡czeniach. Drugi karabin wr璚zy貫m dziewczynie, kt鏎a mia豉 najlepsze wyniki w szkole strzelania.
Trzeba przyzna, 瞠 od czasu tej pogadanki i uroczystego wr璚zenia upominku 郵ubnego, nast徙i豉 w jednostce przyk豉dna atmosfera poszanowania godno軼i kobiecej. Dziewcz皻a poczu造 si pe軟owarto軼iowymi 穎軟ierzami, a ch這pcy samorzutnie zacz瘭i docenia warto嗆 kobiet w jednostce i odnosi si do p販i odmiennej z nale篡tym szacunkiem. 

38. PILNE ZADANIE WYWIADOWCZE

Nie orientowa貫m si jak d逝go Wujek zamierza kwaterowa na 字edniaku. Nieoficjalnie m闚i這 si, 瞠 pozostaniemy tutaj przez zim. Nasz in篡nier – bo by taki w Oddziale – wsp鏊nie z Went, wybra ju nawet miejsce budowy ziemnianek. Jak z tego wynika, Wujek zrezygnowa z marszu na zach鏚, a okolice Rokitna uzna za najlepsze dla ukrycia i zakwaterowania oddzia逝. We wsi, w domu miejscowego Mazura, urz康zono szpital polowy. Przebywa這 w nim kilku chorych i rekonwalescent闚, a mi璠zy innymi Gustaw, kt鏎emu do towarzystwa przyby Fredek. W trosce o ich zdrowie i szybsze uzyskanie sprawno軼i bojowej, z nocnych wypad闚 do Rokitna, przywozi貫m leki zio這we od matki, a tak瞠 felczerk Walczak闚n. Robi豉 ona opatrunki wszystkim rannym , kt鏎zy chwalili sobie jej zr璚zno嗆 i fachow wiedz. Zaka幡ie chorych na tyfus – bo byli i tacy – kierowali鄉y na „Przysta Ryback” do „Rocha” w Klesowie, kt鏎y urz康zi zaka幡y szpital w jednym z pomieszcze swojej plebanii. Cz瘰to nawiedza豉 mnie my郵 o losach D瑿oroga. Wiedzia貫m, 瞠 Wujek oczekuje na jego przybycie, a ja jeszcze nie odwa篡貫m si przekaza mu smutn od niego wiadomo嗆. Przyby 陰cznik dow鏚cy, wzywaj帷 mnie do sztabu. Kiedy meldowa貫m swoje przybycie, zauwa篡貫m, 瞠 u naszego dow鏚cy go軼iem jest nieznajomy oficer sowiecki i prowadzi – jak mi si wydawa這 – jakie sekretne rozmowy. By貫m zaskoczony tym, 瞠 w jego obecno軼i Wujek poleca niezw這czne udanie si do Rokitna, w celu dokonania wywiadu. Nale瘸這 sprawdzi :
- Jaki nastr鎩 panuje w niemieckim garnizonie policji po przedwczorajszym ataku partyzant闚 radzieckich ?
- W jaki spos鏏 i przez kogo zostali rozpoznani, zatrzymani i doprowadzeni na posterunek 瘸ndarmerii dwaj wywiadowcy ?
- Na jakiej podstawie i przez kogo, zostali oni tego samego dnia zwolnieni z aresztu ?
- Jakie s og鏊ne nastroje w鈔鏚 Niemc闚 stanowi帷ych w豉dz ?

Kapitan podaj帷 mi kartk, na kt鏎ej okre郵ono tre嗆 zadania, powiedzia z naciskiem : po powrocie prosz natychmiast meldowa o wynikach.
- Rozkaz panie kapitanie ! – rzek貫m kr鏒ko i odsalutowawszy, zrobi貫m w ty zwrot i wyszed貫m z kancelarii sztabu. 
Nie trudno by這 odgadn望, 瞠 wynikami jest zainteresowany oficer sowiecki. Gest pozorowania rygoru wojskowego jest dowodem, 瞠 m鎩 dow鏚ca chce zaimponowa sprawno軼i naszego wywiadu, znajomo軼i przedmiotu, terenu i 鈔odowiska. Nie 豉twe to zadanie – pomy郵a貫m – nie chodzi tutaj przecie o 鈍iadectwo sprawno軼i naszego wywiadu, ale przede wszystkim o wsp馧prac z naszym sojusznikiem. Rozkaz nale篡 wi璚 wykona szczeg鏊nie dok豉dnie, a wyniki uzasadni dowodami. Przecie kapitan swoim zachowaniem si i stosunkiem do mnie, mocno podkre郵i wag 膨danych wiadomo軼i. Tak zrozumiawszy zadanie, spojrza貫m na zegarek. By豉 godz. 20,00, o 21,00 zaczyna si w Rokitnie godzina policyjna. Czasu pozosta這 niewiele. Wybra貫m sz鏀tk doborowych 穎軟ierzy, wo幡ic i parokonny zaprz璕 dobrych koni. W kilka minut p騧niej zameldowano mi, 瞠 w霩 i ludzie czekaj, wi璚 nie zwlekaj帷 odjechali鄉y w stron Rokitna. Konie sz造 ra幡o, ch這pcy czuwali milcz帷, a ja rozmy郵a貫m, jak zabra si do wykonania niezwyk貫go wywiadu. Moi ludzie jak gdyby domy郵ali si trosk, nie przerywali zadumy, a czas szybko mija i w霩 zbli瘸 si do sta貫j pozycji wyj軼iowej, a ja ci庵le jeszcze nie obmy郵i貫m koncepcji dzia豉nia. Nagle wo幡ica wstrzymuje konie. Jeste鄉y na miejscu i .... jak b造skawica 鈍iadoma my郵 wskazuje mi to, czego tak pracowicie szuka貫m. Szybko zeskakuj z wozu i ju wiem, co mam robi. Zagmatwane zadanie staje si nagle jasne i 豉twe. Wiem ju gdzie mam szuka rozwi您ania swoich trudno軼i. Spojrza貫m na zegarek, by豉 godz. 21,05. Czterech uzbrojonych zabra貫m ze sob, a dw鏂h pozostawi貫m przy wozie i wydaj帷 odpowiednie polecenie, znan 軼ie篡n ruszy貫m ku miasteczku. 皋軟ierze byli zdziwieni, 瞠 min掖em punkt przeka幡ikowy i klucz帷 bocznymi uliczkami dotar貫m do ulicy Sobieskiego. Kiedy niepostrze瞠nie znale幢i鄉y si przy domu Pachowskich, rozstawi貫m uzbrojonych w ukryciu jako ubezpieczenie, a sam wszed貫m do ciemnego korytarza i zastuka貫m do znanych mi drzwi. Cisza. Po pewnej chwili wznowi貫m pukanie raz i drugi nas逝chuj帷. Cisza, ale wyda這 mi si, 瞠 us造sza貫m niewyra幡y szmer za drzwiami. By貫m pewny, 瞠 po drugiej stronie kto jest. Zapuka貫m jeszcze raz i zn闚 zamieni貫m si w s逝ch. Teraz wyda這 mi si, 瞠 us造sza貫m dr瞠nie i szcz瘯anie z瑿ami ze strachu osoby stoj帷ej za drzwiami.
- Panie Busz – zawo豉貫m z cicha – niech si pan nie boi, bo to sw鎩. Niech瞠 pan otworzy, prosi貫m.
- Co za sw鎩, kto tam ? – zapyta.
- Nie poznaje pan, to ja Dytkowski – odpowiedzia貫m.
Po takiej rekomendacji naraz us造sza貫m zgrzyt klucza i drzwi otworzy造 si.
- Ale nap璠zi mi pan strachu – rzek zapraszaj帷 do wn皻rza pan Busz. Czy to si godzi o tej porze straszy s御iad闚 ? Pan dla mnie nie jest straszny, ale czasy tak! ...Cz這wiek my郵i, a nu jaki kum „dobrodij” upatrzy sobie „lasze czerewo” no i przyszed ze 鈍i璚on siekier spe軟i sw鎩 kazaczy obowi您ek „szcziobne smerdyw na Ukrainie” – t逝maczy si, podaj帷 na powitanie jeszcze dr膨c ze strachu prawic.
- Panie Busz – rzek貫m siadaj帷 – czy m鏬豚ym zamieni z panem kilka poufnych s堯w ? - zagadn掖em nie trac帷 czasu. Przede wszystkim chc aby moja niezwyk豉 wizyta , pozosta豉 tajemnic. 
- Panie Dytkowski. Mo瞠 pan by pewny mojej dyskrecji, a zreszt Bogu dzi瘯owa znamy si nie od wczoraj – upewni.
- Zapewne domy郵a si pan, 瞠 przychodz tu w imieniu lasu. Wi璚, aby nie traci czasu, zadam panu kilka pyta na tematy nas interesuj帷e . Wiemy, 瞠 w pa雟kim go軼innym domu, bywa cz瘰tym i mile widzianym go軼iem pan Soko這wski.
- Tak, nie przecz temu i w豉郾ie przed godzin by u mnie i siedzia na tym samym co pan krzese趾u i tak jak pan rozmawia o lesie.
- Wed逝g kr捫帷ych pog這sek pan Soko這wski jest narzeczonym pa雟kiej c鏎ki.
- Zgadza si – przyzna pan Busz – ale zastrzegam, 瞠 Soko這wski – to zacny cz這wiek i dobry Polak. Ca陰 dusz oddany jest naszej sprawie.
- Ja w to wcale nie w徠pi – odpowiedzia貫m – i dlatego w豉郾ie przyszed貫m do pana. Jak pan sam raczy zauwa篡, rozmowa z narzeczonym c鏎ki prowadzona by豉 o sprawach lasu. Mnie interesuje, co pan Soko這wski m闚i, odno郾ie ducha bojowego i nastroju schutzpolizei tutejszego garnizonu, po ostatniej akcji partyzanckiej w Rokitnie ? 
O za豉maniu si ducha bojowego schutzpolizei, rozmawia貫m z panem Soko這wskim – m闚i Busz. Schutzpolizeje obecnie nie przedstawiaj ju 瘸dnej warto軼i bojowej. S oni tylko nosicielami broni i mundur闚 z musu i nie robi z niej u篡tku, bo duch bojowy ubermensz闚, zaszczepiony przez Hitlera i Geobelsa – wygas bezpowrotnie. Obecnie ich my郵i kr捫 tylko wok馧 jednej sprawy, jak si wydosta z tej matni i wynie嗆 ca這 g這wy do swojego Faterlandu.
- Czy powodem tego defetyzmu, s cz瘰te akcje partyzantki sowieckiej ? 
- Cz窷ciowo tak – odpowiedzia pan Busz – ale na za豉manie si ducha bojowego Niemc闚, obok kl瘰ki poniesionej na wschodzie, ma tu najwa積iejsze znaczenie nieustanna walka o wolno嗆 narodu polskiego ! – podkre郵i z naciskiem pan Busz. To jest teraz dla nich obszar, w kt鏎ym czuj si r闚nie niepewnie jak w Rosji. 
奸edz od dawna Niemc闚, od pocz徠ku wojny, robi por闚nania, analizuj wnioski i aby to umo磧iwi, na poz鏎 utrzymuj przyjazne stosunki z Niemcami. Opowiem panu o rezultacie pewnego spotkania schutzpolizei z partyzantem. Ot騜 kilka dni temu – opowiada m鎩 rozm闚ca – patrol sk豉daj帷y si z dziewi璚iu dobrze uzbrojonych schutzpolizei, kontroluj帷 kolej przed rannym uruchomieniem poci庵闚, posuwa si torem w kierunku Tomaszgrodu. Zachowuj帷 daleko id帷 ostro積o嗆, schutzpolizeje ca陰 uwag skupili na wykrywaniu dobrze zamaskowanych min i tak min患szy pewien zakr皻, nagle spostrzegli stoj帷ego na skraju lasu partyzanta. Niemcy jak piorunem ra瞠ni, szybko schronili si za nasyp i trz瘰帷 si z przera瞠nia nie wiedzieli co pocz望. Trzymaj帷 bro gotow do strza逝, spodziewali si ataku, ale polski partyzant tym razem nie zamierza do nich strzela. Jeden z odwa積iejszych, po pewnym czasie wyczekiwania, zdecydowa si ostro積ie wychyli zza nasypu i stwierdzi, 瞠 ten 穎軟ierz w rogatywce na g這wie, wcale nie zdradza zamiaru agresji. Wr璚z przeciwnie stoi sobie spokojnie i wydaje si by ubawiony naszym zachowaniem si i w dalszym ci庵u trzyma na pas bro. Postawa Polaka nasun窸a Niemcom my郵, 瞠 s okr捫eni, a zaczajeni w krzakach partyzanci, trzymaj na muszkach ka盥ego z nich. O stawianiu oporu w takim przypadku nie by這 mowy. Postanowiono wi璚 odda bro Polakowi i prosi o darowanie 篡cia. Jeden z Niemc闚 zn闚 wyjrza zza nasypu i stwierdzi, 瞠 Polak stoi w tej samej postawie i nie ma z造ch zamiar闚, bo u鄉iecha si. Takie 鄉ia貫 zachowanie si 穎軟ierza w rogatywce do reszty rozbroi這 Niemc闚 i jeden po drugim zacz瘭i wygl康a i podziwia odwag Polaka. Postanowili wi璚 odst徙i od zasad pruskiej brutalno軼i i uciec si do rozs康ku, czyni帷 pierwszy gest uleg這軼i i nieinterwencji. Tym razem Niemiec 鄉ielej wysun掖 si zza nasypu i zawo豉 : „Pan”! A kiedy Polak odwr鏂i ku niemu g這w, Niemiec unosz帷 rami do g鏎y i robi帷 przyjazne kiwanie – krzykn掖 : „Pan polnische soldaten, wir haben nicht schissen” ! Widz帷 to partyzant u鄉iechn掖 si i jak gdyby wiedz帷, o co Niemcom chodzi odpowiedzia im tak瞠 pokiwaniem r瘯i i zrobiwszy w ty zwrot, spokojnie i powoli odszed w krzaki.Teraz ca豉 dziewi徠ka z patrolu przygl康a豉 si odwa積emu polskiemu 穎軟ierzowi, a kiedy przes這ni造 go le郾e zaro郵a, Niemcy podnie郵i si z ziemi i 鄉ia這 poszli torem spe軟ia nakazane obowi您ki wierz帷, 瞠 po tym rozs康nym kroku, ju nie grozi im 瘸dne niebezpiecze雟two. Kiedy wr鏂ili do koszar, o prze篡tym zaj軼iu na kolei opowiedzieli kamratom chwal帷 dzielno嗆 i odwag polskiego partyzanta. W dyskusji jaka w zwi您ku mia豉 miejsce – uznali, 瞠 dow鏚ca grupy patrolowej dnia 22 listopada odpowiadaj帷 ogniem na wezwanie partyzanta „Die hende hoh” – pope軟i b陰d, za kt鏎y zap豉ci這 篡ciem siedmiu kamrat闚. Rozwa篡wszy te smutne wydarzenia, schutzpolizeje postanowili :
- Nie strzela do partyzant闚 w rogatywkach,
- S逝cha i wykonywa ka盥e ich wezwanie,
- Prosi o darowanie 篡cia powo逝j帷 si na rycersko嗆 i honor 穎軟ierza polskiego !
M闚i panu, 瞠 jak o tym postanowieniu opowiada mi pan Soko這wski w 郵御kiej gwarze, wprost p瘯a貫m ze 鄉iechu, a jednocze郾ie z uciechy, bo oto nasz szary 穎軟ierzyk jest niezwyci篹ony i uznany za niepokonanego !

Wkr鏒ce o tej g這郾ej decyzji schutzpolizei, dowiedzia si szef Andreas. Przybieg w軼iek造 do ich bunkrowych koszar, kl掖 i beszta wszystkich funkcjonariuszy, gro膨c s康em polowym za sianie defetyzmu i zsy趾 na wschodni front. Nie jeste軼ie tu potrzebni skoro nie chcecie walczy z partyzantami ! Ja po郵 was tam, gdzie b璠ziecie musieli strzela – wrzeszcza pieni帷 si ze z這軼i gestapowiec.
- To bardzo interesuj帷e – czy jednak pana zdaniem Andreas wykona swoja gro嬌 ? – zapyta貫m.
- Ale gdzie tam, jak m闚i Soko這wski, obecnie jest to niemo磧iwe i taka zamiana nie poprawi zachwianej sytuacji. 
- Czy te gro嬌y wywar造 jakie zmiany w post瘼owniu schutzpolizei ? – zapyta貫m.
- Absolutnie nie – zapewni pan Busz. Dowodem tego jest stwierdzony fakt, 瞠 podczas przedwczorajszego naj軼ia, partyzanci sowieccy w堯czyli si po ca造m miasteczku zupe軟ie swobodnie, bo schutzpolizeie z bunkra nie strzelali do nich, tylko na wiwat, aby zademonstrowa przed w豉dzami huraganowy ogie obrony.
- Dzi瘯uj panu za tak obszerne i tre軼iwe na鈍ietlenie sytuacji i udzielenie odpowiedzi na moje pierwsze pytanie, ale mam jeszcze jedno.
- Ot騜 jeszcze przed ubieg造m tygodniem, zostali zatrzymani na 瘸ndarmerii dwaj sowieccy wywiadowcy. Prosz mi odpowiedzie :
- Jak i kto ich rozpozna i aresztowa, jak rozumie wypuszczenie ich na wolno嗆 z posterunku 瘸ndarmerii bez uprzedniego przes逝chania ?
- Ju odpowiadam. Ot騜 aresztowania podejrzanych dokona agent SD, ten wysoki Ukrainiec / nazwiska nie pami皻am/, a rozpoznanie ich nie by這 trudne, bo u nas na ca造m obszarze zachodniej Ukrainy od 9 lat, panuje moda strzy瞠nia w這s闚 na potylicy maszynk. Natomiast w Rosji wr璚z przeciwnie, podstrzyganie w這s闚 dokonuje si no篡cami, a na potylicy r闚no podgala brzytw. Tak w豉郾ie po rosyjsku byli podstrzy瞠ni obydwaj wywiadowcy. Wspomniany agent po tym rzucaj帷ym si w oczy podstrzy瞠niu rozpozna sowieckich ludzi i doprowadzi na 瘸ndarmeri. Pan Soko這wski na posterunku stwierdzi, 瞠 dokumenty odpowiadaj przepisom, wi璚 zwolni zatrzymanych bez przes逝chania – wyja郾i Busz.
- Powiedz mi pan szczerze, czy nie nale瘸這by z panem Soko這wskim nawi您a jakiego bli窺zego kontaktu ?
- O w豉郾ie, o tej sprawie ju rozmawia貫m.
- No i co ? – pyta貫m zaciekawiony.
- Odpowiedzia mi, 瞠 bli窺zy kontakt m鏬豚y narazi go na bardzo przykre nast瘼stwa i spowodowa wsyp w siatce organizacyjnej. Ja zreszt, powiedzia i tak pomagam im wi璚ej ni oni sami o tym wiedz.
- Jestem panu wdzi璚zny i zobowi您any za cenne informacje i mi陰 pogaw璠k, powiedzia貫m. Serdecznie dzi瘯uj i zapewniam, 瞠 las b璠zie pami皻a t us逝g ! 疾gnaj帷 si z przyjacielem, prosi貫m o przekazanie pozdrowienia panu Soko這wskiemu, tak ode mnie osobi軼ie jak i lasu. Pa雟ka wizyta jest dla mnie zaszczytem. By這 mi bardzo mi這 podzieli si z panem swoimi spostrze瞠niami i zado嗆uczyni potrzebom lasu. Mam r闚nie dla was prezent – si璕n掖 do kieszeni i wyj患szy z niej pistolet – rzek : niech pan przyjmie ode mnie ten skromny dar. To jest ten sam pistolet, kt鏎y w swoim czasie by zabrany panu Stryczkowi – wyja郾i. Dosta貫m go do osobistej obrony od pana Soko這wskiego, ale uwa瘸m, 瞠 mnie ju nic nie zagra瘸, a wam w lesie przyda si na pewno – rzek, 軼iskaj帷 moj prawic uczciwy Polak pan Busz.

Tak zako鎍zy貫m zadanie wywiadowcze i nie zwlekaj帷 uda貫m si w drog powrotn. Tote nie bez powod闚 by貫m w dobrym humorze, kt鏎y udzieli si tak瞠 moim podw豉dnym. Przed budynkiem dow鏚ztwa spojrza貫m na zegarek, by豉 godz. 0,45. Wszed貫m do kancelarii i stan患szy na baczno嗆, s逝瘺owo zameldowa貫m wykonanie rozkazu ! Jak zauwa篡貫m, oficer sowiecki czeka na wyniki akcji, a czekaj帷 wype軟ia czas gr w karty z Wujkiem.
Kapitan, po odebraniu raportu poleci mi usi捷 i opowiedzie w jaki spos鏏 uzyska貫m odpowiedzi na tak trudne pytania, czy 廝鏚這 informacji jest dostatecznie wiarygodne, a informator zas逝guje na zaufanie ?
Na 膨danie bardziej szczeg馧owych wyja郾ie, uczyni貫m gest utrzymania tajemnicy wojskowej, ale kapitan oznajmi, 瞠 przed sojusznikiem takich obostrze nie b璠ziemy stosowa. Po takim upowa積ieniu, opowiada貫m szczeg馧owo o sytuacji w schutzpolizei, o upadku pruskiej buty i arogancji 穎軟ierzy Wermachtu, o przyczynach powzi璚ia decyzji nie strzelania do partyzant闚 w rogatywkach, o pozorowaniu obrony niecelnym huraganowym ogniem z bunkra w trakcie ataku partyzantki sowieckiej, oraz o przyczynach rozpoznania wywiadowc闚 sowieckich i ich zwolnieniu bez przes逝chania przez kierownika 瘸ndarmerii.
W relacji tej z wiadomych przyczyn nie pos逝giwa貫m si nazwiskami rodowymi informator闚. Wszystkie trudniejsze do zrozumienia fragmenty, t逝maczy貫m naszemu sojusznikowi na j瞛yk rosyjski. Kapitan b璠帷 podbudowany postaw strzelca patrolu na kolei, poleci odszukanie go w 2 kompanii i po ustaleniu nazwiska – udzielenie pochwa造. Po wys逝chaniu moich wyja郾ie i uzasadnie przekazywanych informacji wywiadu, oraz wskazaniu 廝鏚豉 z jakiego pochodzi造, nasz dow鏚ca jak i jego go嗆, nie w徠pili ju o ich warto軼i, a po na鈍ietleniu powod闚 za豉mania si ducha bojowego Niemc闚 i nieinterwencji schutzpolizei podczas akcji partyzanckiej, oficer sowiecki wyrazi zdumienie i uznanie dla dobrego wyszkolenia i odwagi, oraz wysokiego morale naszego partyzanta w rogatywce ! Podane przeze mnie powody rozpoznania sowieckich partyzant闚 , go嗆 mojego dow鏚cy uzna wprost za nieprawdopodobne, ale kiedy por闚na貫m r騜nice stosowane w strzy瞠niu m篹czyzn, zosta przekonany i wyrazi pe軟e uznanie za tak wnikliwe i dok豉dne rozwi您anie zagadki. Dzi瘯owa mnie osobi軼ie za wysi貫k i prosi o przekazanie naczelnikowi 瘸ndarmerii pozdrowie i zapewnie, 瞠 gdziekolwiek si znajdzie po wojnie i teraz, zawsze mo瞠 liczy na pomoc partyzanckiej wyci庵ni皻ej r瘯i !
Od czasu przeprowadzenia tego wywiadu, jako usta造 represje Niemc闚, czego nie mo積a by這 powiedzie o faszystach ukrai雟kich. Partyzanci sowieccy podczas akcji w Rokitnie, nie byli ostrzeliwani, a 瘸den schutzpolizei nie zosta zastrzelony przez partyzanta.

39. NIEDOBITKI IV ARMII UPA W AKCJI – ZWYCI邘KA OBRONA „吐EDNIAKA”

Na punktach przeka幡ikowych w Rokitnie pojawia貫m si teraz cz瘰to. Dostarcza貫m mi瘰o i s這nin, odbiera貫m bro i amunicj uzyskan od w璕ierskich kawalerzyst闚. Dodatkowym 廝鏚貫m zaopatrzenia w amunicj sta si nawet dom Busza.
Czuli鄉y si ju bezpieczni, wi璚 7 grudnia, tak wypraw zaopatrzeniow podj掖em do嗆 wcze郾ie, tu po zmroku. Gdy po powrocie zdawa貫m raport dow鏚cy, by豉 godz.22.00. Kapitan oczekiwa na pilne korespondencje
z O鈔odka, wi璚 niezw這cznie zag喚bi si w czytaniu list闚. Tej nocy mog was jeszcze potrzebowa, zastrzeg. 
Czu貫m potrzeb wypoczynku, wi璚 niech皻nie informowa貫m pytaj帷ych mnie partyzant闚 o sytuacji w Rokitnie. Nagle rozleg造 si strza造 karabinowe i cz瘰te serie z broni maszynowej. 
- Alarm!
Chwyci貫m bro i wybiegaj帷 na podw鏎ze zagrody, instruuj帷 podleg貫 mi bezpo鈔ednio dziewcz皻a. Strzelano w naszym kierunku, od strony Rokitna, spod lasu i drogi, kt鏎 zaledwie przed p馧 godzin wraca貫m z zadania. 
Ponad nami, na pochmurnym niebie, g瘰to przelatywa造 鈍ietlne pociski. Ogie by huraganowy, co 鈍iadczy這, 瞠 przeciwnik dysponuje du篡m zapasem amunicji.
Kanonierzy w mig wytoczyli dzia趾a i zaprz璕li konie, a obs逝ga mo寮zierzy i pluton pomocniczy kobiet ju mnie oczekiwali na zbi鏎ce. Nie trac帷 czasu na raporty, odmaszerowa貫m z plutonem na plac alarmowy, przed dow鏚ztwo.
W鈔鏚 coraz g這郾iejszej wrzawy i okrzyk闚 nacieraj帷ej watahy, nasz dow鏚ca spokojnie odebra raporty i opisa sytuacj podkre郵aj帷, 瞠 ten huraganowy ogie od strony Rokitna ma na celu upozorowanie ataku Niemc闚.
Prawdopodobnie g堯wne natarcie nast徙i z nad rzeki. Pami皻am jego rozs康ne rozkazy: por.„Strzemi” zabezpieczy swoj kompani br鏚 na rzece, zabieraj帷 ze sob jedno dzia趾o i granatnik. Ogniomistrz „Jeremicz”, wraz ze swoim plutonem obsadzi drog, zajmuj帷 pozycj w dolinie na wysoko軼i zagrody Waszkiewicz闚, zabierze ze sob drugie dzia趾o i 4 mo寮zierze. Pierwsza kompania ubezpieczy stron zachodni i dow鏚ztwo. Ogien otwiera na m鎩 rozkaz, a w przypadku nieprzewidzianego ataku na poszczeg鏊ne stanowiska obronne, strzela do wroga, dopuszczaj帷 go na odleg這嗆 15 do 20 m. Dobrze celowa i pami皻a o oszcz璠zaniu amunicji. Wykona!

Obarczony rozkazem, wraz z plutonem zaj掖em pozycje obronne w poprzek drogi. Po szybkim zamaskowaniu broni przem闚i貫m do ch這pc闚, nakaza貫m spok鎩, opanowanie, zachowanie odwagi i 穎軟ierskich postaw w boju. Zrozumcie koledzy, nad tymi og逝pionymi, pijanymi i wrzeszcz帷ymi bestiami, ju mamy przewag , widzimy ich i trzymamy na muszce, podczas gdy oni id na 郵epo! Teraz nasz spok鎩, zimna krew i celne strza造 przynios nam zwyci瘰two! 
Gdy sprawdza貫m stanowiska dzia趾a, mo寮zierzy i poszczeg鏊nych strzelc闚, udzielaj帷 im odpowiednich wskaz闚ek, b造sn窸a 逝na ognia o鈍ietlaj帷 ca貫 przedpole naszego obstrza逝. To rezuni podpalili stodo喚 w zagrodzie Lech闚 pod lasem. Mia racj nasz kapitan, atakowa b璠 prawdopodobnie od strony Aleksandr闚ki, z nad rzeki, a szkoda, bo daliby鄉y im nauczk.
Teraz, na tle pal帷ej si stodo造 mo積a by這 obserwowa zachowanie hajdamak闚, widoczne by造 ruchy ci瘺y rezun闚 i si造 g堯wnej „sekyrnikiw”, kt鏎a w豉郾ie t璠y szykowa豉 si do natarcia.
Czy瘺y zdecydowali si przypu軼i atak od strony o鈍ietlonej po瘸rem ? Tak, to jest mo磧iwe, wypowiedzia swoje my郵i dzia這nowy Chodorowski, nasz spok鎩 i zamaskowanie rozzuchwali這 ich zupe軟ie i jak wida „sekyrnicy” uznali, 瞠 droga od tej strony jest wolna i bezpieczna. Bo oto, w鈔鏚 nieustaj帷ej strzelaniny, ju z ca趾iem bliskiej odleg這軼i us造sza貫m g這sy:
- Na Lachyw!... Byj!...Za Ukrainu!
Teraz nawo造wania i krzyki nie ustawa造, a by這 ich tak du穎, 瞠 przypomina造 jaki nieokre郵ony wrzask op皻a鎍闚. Strzelano do nas g瘰to, ale 鈍ietlne pociski ci庵le przelatywa造 za wysoko, ponad nami. Mi璠zy odg這sami wystrza堯w wyr騜niali鄉y nawo造wania bandzior闚, kt鏎e upewnia造 nas, 瞠 atak nast徙i tutaj, na naszym odcinku obrony. Tymczasem obstrza nie ustawa i ataku nie by這. Widocznie nie chc by widziani i oczekuj na przyga郾i璚ie po瘸ru, zauwa篡 dzia這nowy.
- Na to wygl康a…odrzek貫m i w tym momencie zostali鄉y ostrzelani od strony domu Iwaszkiewicz闚. Czy瘺y zachodzili nas od ty逝? Tym razem kule 鈍ista造 tu nad nami, nie mog貫m ani podnie嗆 g這wy, ani obejrze przedpola.
Obs逝ga mo寮zierza informowa豉, 瞠 rezuni prawdopodobnie wykryli nasze stanowiska.
- A mo瞠 to „Strzemi”skierowa ogie ponad naszymi g這wami, w陰czy si ponownie Chodorowski.
- Nie, uspokoja貫m. Strzemi bez rozkazu ognia nie otworzy. Te pociski skierowane s na nas, nie na Bulbowc闚, to pr鏏a oczyszczenia drogi dla ataku”sekyrnikiw” i jednocze郾ie dow鏚, 瞠 „stri販y” s ju rzeczywi軼ie w zagrodzie Iwaszkiewicz闚. Obserwujcie uwa積ie r闚nie t stron. Bo jak wynika z zachowania rezon闚, b璠 atakowa nasz pozycj!
- Na Lachyw…! Byj…! Ry…! Rubaj sekyroju…! pop璠za造 rezun闚 coraz bardziej z這wrogie wrzaski prowidnyka. Na Mazur闚…! Za Ukrainu!... nawo造wa inny.
- Byj…! Ry…! Rubaj sekyroju…! 

Niezmiernie d逝gie i ci篹kie wydawa這 si wyczekiwanie na otwarcie ognia. To przera瘸j帷e wycie i krzyki, obce naturze ludzkiej, nas r闚nie podnieca這 do walki. Trzeba by這 u篡 nadludzkiej si造 woli, aby utrzyma w ryzach karno嗆 walcz帷ych 穎軟ierzy.
Obstrza od sadyby Iwaszkiewicz闚 nie ustawa, podczo貪a si do mnie dzia這nowy przekazuj帷 meldunek: na tle blasku dopalaj帷ej si stodo造 zauwa篡貫m wyra幡ie linie natarcia „sekyrnikiw”, mimo obstrza逝 naszej pozycji, ich atak posuwa si prosto na nas!, na nasze wycelowane lufy. Byli coraz bli瞠j i widoczni coraz lepiej. Napi璚ie w鈔鏚 穎軟ierzy niesamowicie wzros這. Nie gor帷zkowa si ch這pcy, wytrzyma! Musimy ich podpu軼i jak najbli瞠j!
- Na Lachyw…! Byj…! Ry…! Rubaj sekyroju…!
Decyduj帷a chwila zbli瘸豉 si, a ja odezwa貫m si do ch這pak闚 jak tylko mog貫m najspokojniej: jeszcze tylko chwila!... i w tym momencie nad moj g這w wyr鏀 jak spod ziemi prowidnyk i wrzasn掖:
- W pered, dru瞠, w pered…! Rubaj sekyroju…! Za Ukrainu…! 

- Ognia!
- Ognia!- krzykn掖em – sam strzelaj帷 do z pistoletu do op皻anego sza貫m
rezuna. Salwa karabinowa wymierzona w dow鏚c闚 krzycz帷ych, id帷ych na przedzie natarcia, oraz pociski z dzia豉 i mo寮zierzy wycelowane w gniazda karabin闚 maszynowych pod lasem, od razu przyku造 do ziemi najbardziej zajad造ch bandzior闚. Naraz ucich造 wrzaski, bo zaskoczenie by這 tak nag貫 i niespodziane, a salwy naszego ostrza逝 tak trafne i ra膨ce, 瞠 wszyscy 篡wi mo這jcy z przera瞠niem zawr鏂ili i podj瘭i paniczn ucieczk.
Nast瘼ne strza造 z dzia趾a i mo寮zierzy, kierowane by造 w rejteruj帷y mot這ch rezun闚. Nast瘼uj帷e po sobie wybuchy i j瘯i rannych , nap璠zi造 tak niesamowitego strachu rezunom i spowodowa造 tak wielk panik, 瞠 瘸dne nawo豉nia nie by造 ju w stanie przywr鏂i im poczucia bezpiecze雟twa, a ka盥y z nich my郵a jedynie o ratowaniu w豉snej sk鏎y. 
Teraz od prawej strony nic ju nam nie zagra瘸這, a kr鏒kie serie kompanii por.Strzemi, tak瞠 ucich造.
Po鈔鏚 nocy, ranni i upici alkoholem rezuni, rzucaj帷 siarczyste przekle雟twa w j瞛yku ukrai雟kim narzekali „ … durnyj Hry熥o, z sekyroju na Lachiw wede…baci w nych harmaty je… ech !„

Bitwa w豉軼iwie by豉 ju sko鎍zona, a niedobitki IV Armii UPA definitywnie ponie郵i kl瘰k. Rezuni na przedpolu naszego obstrza逝 pozostawili 25 zabitych.
Zdo豉li zabra z placu boju zabitych i wo豉j帷ych o pomoc lekko rannych.
Nasze straty to 1 穎軟ierz ranny w d這.
皋軟ierze por. Strzemi nad rzek, wzi瘭i do niewoli dw鏂h je鎍闚, jeden z nich na skutek odniesionych ran zmar w ci庵u p馧 godziny, nie odzyskawszy przytomno軼i, drugi powiedzia, 瞠 jednostk atakuj帷 by豉 IV Armia UPA, kt鏎a po przegranej bitwie pod Star Hut, cz窷ciowo stacjonowa豉 we wsi Karpi堯wka.
Rankiem, nast瘼nego dnia odnale幢i鄉y zw這ki dw鏂h mieszkanek polskiej wsi Rudnia Lwa. By豉 to w豉軼icielka p這n帷ej pod lasem stodo造 i jej sze軼ioletnia c鏎eczka. Obydwie mia造 na ciele liczne 郵ady k逝cia wid豉mi, efekt „bohaterskiej” walki UPA. 
Po鈔鏚 zabitych rezun闚 miejscowi Mazurzy rozpoznali ukrai雟kich mieszka鎍闚 Karpi闚ki. Krwawe 郵ady na 郾iegu 鈍iadczy造 o wielu rannych, kt鏎zy zdo豉li uj嗆 podczas d逝giej nocy.
Po tym napadzie partyzanci oczekiwali od kapitana Wujka rozkazu spalenia Karpi闚ki, ale nasz dow鏚ca nigdy nie akceptowa podobnych dzia豉 odwetowych i takiego rozkazu nie wyda.

40. PERESIEKI – NOWA BAZA JEDNOSTKI I NOWE OBAWY

Dnia 9 grudnia przy陰czy豉 do nas grupa ochotnik闚, zbieg闚 i zagro穎nych wsyp konspirator闚 z Rokitna. W鈔鏚 nich znale幢i si : Edward Wr鏏lewski ps. Witalis, Antoni Olszy雟ki ps. Kajtek, J霩ef Staszewski ps. M這t, Antoni Szajewski ps. Soroczka, oraz nie nale膨cy do organizacji plut. rezerwy Piotr Hofman. Wszyscy oni o鈍iadczyli , 瞠 s zagro瞠ni wsyp na skutek doniesie ukrai雟kiej policji o wsp馧pracy z partyzantami dzia豉j帷ymi w okolicy.
Tego dnia po wys逝chaniu relacji nowoprzyby造ch o nastrojach w豉dz w miasteczku, nasz dow鏚ca zarz康zi wymarsz na nowy i bezpieczniejszy post鎩. T miejscowo軼i okaza si odleg豉 o 50 km polska wioska Peresieki. Nocn por przechodzili鄉y przez wie Karpi堯wk, gdy t璠y w豉郾ie wyznaczy marsz nasz dow鏚ca. Wiosk t, nie le膨c na naszej trasie, celowo przechodzili鄉y kilkakrotnie, aby zrobi wra瞠nie du瞠j si造 przybywaj帷ej na pomoc zagro穎nej Rudni Lwy, do kt鏎ej nasze 郵ady marszu by造 kierowane. Cel ten – jak wynika這 z dokonanego wywiadu – zosta osi庵ni皻y, bo przebrany za ukrai雟kiego ch這pa nasz wywiadowca – meldowa: - kiedy zdoby貫m zaufanie przypadkowo spotkanego mieszka鎍a Karpi堯wki, zapyta貫m po ukrai雟ku: „A jak wy zabezpieczy造 se這 od Lachiw z Rudni Lwy ? Nu jak – odpowiedzia – bo oto naszy kozaky het pozbiha造 sia” – narzeka, „A czoho to, czy Sowitiw poboja造 sia, czy mo瞠 ochoty ne sta這” ? – pyta貫m. „Ta de tam Sowitiw, Lachiw perelak造 sia” – odpowiedzia z gorycz. „Lachiw ka瞠te” – wyrazi貫m zdziwienie.
„A sze dywno wam”? – zapyta – To ich wczora necziu pryjsz這 du瞠 nacha熥o; kawaleria, piechota i artyleria bu豉” – podkre郵i rozm闚ca i pokr璚i g這w.
A kilky ich bu這 ? – zapyta貫m.
Chto joho znaje kilky, cylu nocz sz造 i sz造 bez koncia. 
Nyw瞠 ne mo瞠te okres造ty kilky? – pyta貫m udaj帷 zaciekawienie.
Tak pryb造積e bu這 ich tysiacz trydcat, jak ne bolsze i taki do ciej proklatej Rudni Lwy po be這ti posz造 – z gorycz i l瘯iem powiedzia Karpi這wiec.

Po przybyciu na miejsce, do kapitana zg這si si p/o dow鏚cy patroli sier. Bronowicki i zameldowa, 瞠 nie mo瞠 pozosta d逝瞠j w Oddziale w tej okolicy, bo zjednoczenie Naumowa, z kt鏎ego on z kolegami zdezerterowa, ma swoje miejsce postoju w pobliskich Zawo這czach. Pobyt w tak bliskim s御iedztwie jest bardzo niebezpieczny, bo mog mnie z豉pa gdzie na zadaniu i rozstrzela za dezercj. Aby unikn望 takiego nast瘼stwa, kapitan przychylaj帷 si do pro軸y sier瘸nta, natychmiast wys豉 ze specjalnym poleceniem Bronowickiego i koleg闚 do Przebra瘸. B璠 oni mogli nadal s逝篡 w tamtejszej Samoobronie, bo tam ich przesz這嗆 nie b璠zie znana. Na drugi dzie po odmarszu grupy Bronowickiego, do Oddzia逝 przyby這 dw鏂h oficer闚 od Naumowa i prosili Wujka o zwrot broni dezerter闚. Wujek odm闚i t逝macz帷, 瞠 takich ludzi nie przyj掖 i broni od nich nie odbiera. Oficerowie ci dopytywali si o cel wymarszu nad kolej i podejrzewali Wujka o przeciwdzia豉nie. Pocz徠kowo nie zorientowali鄉y si , co chc wyja郾i sowieccy partyzanci, p騧niej okaza這 si , 瞠 byli鄉y pos康zeni o zlikwidowanie grupy miner闚 sowieckich i zabicie Miko豉ja Ko這miejca ze wsi Dermanka. Sprawa wyja郾i豉 si dopiero po schwytaniu grupy UPA, kt鏎a przyzna豉 si do pope軟ienia tych zbrodni. Jak si okaza這, UPA wyrok 鄉ierci na Ko這miejc wykona豉 za wsp馧prac z naszymi Samoobronami i informowanie Polak闚 o planowych napadach rezu雟kich. Okoliczni mieszka鎍y polskich wiosek, zeznali, 瞠 Miko豉j Ko這miejec narodowo軼i ukrai雟kiej, by przeciwnikiem gwa速闚 i rzezi stosowanych przez swoich pobratymc闚 i o takich zamierzeniach zawsze uprzedza Polak闚. Nale篡 zaznaczy, 瞠 Ko這miejec nie robi tego z ch璚i zysku lub przypodobania si s御iadom, lecz kierowa si g這sem ludzkiego sumienia. Wie Dermanka straci豉 w nim najuczciwszego obywatela, a my jednego ze swych szczerych i prawdziwych przyjaci馧 w nieszcz窷ciu !

Po tym fa連zywym pos康zeniu i wyja郾ieniu prawdziwego pod這瘸 zbrodni, stosunki mi璠zy Wujkiem a dow鏚ztwem sowieckim, zdawa造 uk豉da si przyja幡ie. By造 teraz do嗆 cz瘰te wizyty oficer闚 sowieckich u Wujka i jak z tego wynika這 wsp馧praca zosta豉 przywr鏂ona.
B璠帷 zaj皻ym bie膨cymi obowi您kami wojskowymi , opiek nad dziewcz皻ami i przeprowadzaniem pogadanek, z kt鏎ych korzysta豉 tak瞠 m這dzie miejscowa, pozostawa這 mi niewiele czasu na zapoznawanie si z tre軼i uk豉d闚 wsp馧pracy sojuszniczej z partyzantk sowieck. Z jednej strony dobra komitywa i wsp馧praca z sojusznikami, jak najbardziej by豉 wskazana i pocieszaj帷a, to z drugiej, bior帷 pod uwag uznawan przez Sowiet闚 zasad: „Nikamu nie wier” – nale瘸這 by ostro積ym i zawsze si od „przyjaci馧” ubezpiecza. O przewrotno軼i jaka jest nieodzown ich cech, nale瘸這 Wujka uprzedzi i om闚i z nim taktyk post瘼owania, nie wypada這 si jednak narzuca. A zreszt – pomy郵a貫m – nasz dow鏚ca w tych sprawach, musi by w豉軼iwie ustawiony przez w豉dz zwierzchni. Tak usprawiedliwiaj帷 dow鏚c, wolne chwile po鈍i璚a貫m chorym w szpitalu polowym. By tu przecie Gustaw i Fredek, z kt鏎ymi rozmowy poci庵a造 mnie. B璠帷 prze鈍iadczony o w豉軼iwym post瘼owaniu naszych w豉dz zwierzchnich i dobrym ustawieniu pracy jednostki, dnia 17 grudnia zosta貫m wezwany do dow鏚cy.
Wujek o鈍iadczy: w organizacji Odcinka Rost闚 w Rokitnie ju nie mamy nikogo. Wasz zast瘼ca kol. Witalis wraz z innymi cz這nkami, przeszli do s逝瘺y le郾ej i s u nas. Organizacja, na kt鏎ej mnie bardzo zale篡, nie jest w豉軼iwie obsadzona. Nale篡 jecha tam i uczyni wszystko, aby przywr鏂i 陰czno嗆 z Oddzia貫m. Jest to sprawa bardzo wa積a – podkre郵i Wujek. Ja w tych dniach mam otrzyma od sowieckiego dow鏚ztwa pomoc w wyposa瞠niu Oddzia逝 w amunicj, bro i 鈔odki minerskie. Kontakt, informacja i zaopatrzenie z Odcinkiem Rost闚, musi by nadal utrzymana, podobnie z O鈔odkiem. Na Kostopol liczy nie mog, i nie widz innej drogi, ni przez Rokitno. Dam wam ogniomistrzu 30 ludzi pewnych i dobrze uzbrojonych, 2 parokonne wozy i wierzchowca. Pojedziecie do Rudni Lwy i skomunikujecie si z plut. Went, naradzicie si z nim i wyszukacie jakie bezpieczne miejsce postoju. Zrobicie nale篡te rozpoznanie terenu i udacie si do Rokitna. Uwa瘸m, 瞠 b璠zie co bra na dwa wozy, bo 鈍i皻a za pasem i paczki od rodzin naszych partyzant闚, wype軟i co najmniej jeden w霩. Za豉dujecie karm dla koni i mi瘰o dla wsp馧pracuj帷ych rodzin w Rokitnik. Po wykonaniu tego zadania, pozostaniecie na plac闚ce k/Rokitna z ca造m plutonem, sprawuj帷 os這n ludno軼i polskiej i utrzymuj帷 kontakt z Oddzia貫m, a do mojego odwo豉nia ! Przydzielam wam dw鏂h najlepszych przewodnik闚, dobrze znaj帷ych las i tutejsze le郾e drogi, nale篡 dba o to, aby cenne przesy趾i kierowane od Oddzia逝 nie wpad造 przypadkiem w r璚e banderowc闚 ! Prosz zachowa wszelkie 鈔odki ostro積o軼i i radz wyruszy jeszcze dzi. Mam nadziej, 瞠 powodzenie b璠zie wam sprzyja i id帷 „tam”z plutonem, powr鏂icie z uzbrojon po z瑿y kompani !
- Do zobaczenia ! – powiedzia Wujek 軼iskaj帷 mi d這.


wst瘼 - rozdzia造 1-10rozdzia造 11-20rozdzia造 21-30 - rozdzia造 31-40rozdzia造 41-47komentarze czytelnik闚


---------------

Wyb鏎 wspomnie.

podstrona jest cz窷ciwww.wolyn.ovh.org

inne strony O KRESACH