Pami皻nik Jerzego Dytkowskiego

Rokitno Wo造雟kie 1920-1944


wst瘼rozdzia造 1-10 - rozdzia造 11-20 - rozdzia造 21-30  - rozdzia造 31-40  - rozdzia造 41-47komentarze czytelnik闚


11. WALKA Z PRZEJAWAMI TARGOWICY.

Remont lokalu przygotowywanego przy ulicy Snowidowickiej na pomieszczenie naszego klubu zosta zako鎍zony. Przed rozpocz璚iem u篡tkowania prezes zarz康zi posiedzenie zarz康u ZZ, na kt鏎ym omawiano szczeg馧y programu jego otwarcia. Planowano wykorzystanie uroczysto軼i dla zacie郾ienia wsp馧pracy z instytucjami kulturalnymi i spo貫cznymi, oraz osobami sprawuj帷ymi w豉dz. Taki zamiar wi您a si z potrzeb zewn皻rznej prezentacji dzia豉lno軼i naszego klubu. Prezes przygotowa referat i zobowi您a aktyw do udzia逝 w dyskusji.
Zaproszono zainteresowanych go軼i w osobach: Dow鏚cy 18 Baonu KOP pp趾. Kotarby, ks. proboszcza dr Wyrobisza, kierownika szko造 pana Lisieckiego, dyrektora huty pana St瘼i雟kiego, oficera wyszkolenia strzeleckiego kpt. Chomicza, przedstawiciela klubu obywatelskiego pana Boles豉wa Niedba豉 i le郾iczego maj徠ku Rokitno, kt鏎ego nazwiska ju nie pami皻am.
Otwarcie zagai i okoliczno軼iowe przem闚ienie powitalne wyg這si nasz prezes. W swym wyst徙ieniu Kazimierz podkre郵i znaczenie dzia豉lno軼i naszego klubu, jako pierwszej, sta貫j instytucji kulturalnej na tym terenie. Nawi您a do spontanicznego pocz徠ku, w czasach zagro穎nych rusyfikacj, kiedy to w鈔鏚 dzikich ost瘼闚 le郾ych w 1896 roku, zadymi po raz pierwszy komin fabryczny huty, a 鈔odowisko hutnik闚 wnios這 j瞛yk polski i polskie obyczaje do praktyki kultury wsp馧篡cia spo貫cznego. Zaprezentowane w闚czas zasady i solidaryzm z innymi 鈔odowiskami etnicznymi stanowi造 o naszej wy窺zo軼i kulturowej i pozytywnie wp造n窸y na okoliczn ludno嗆 mazursk, polesk i ukrai雟k. Dzi瘯i podj皻ym w闚czas dzia豉niom i wp造wom, okolica nie uleg豉 rusyfikacji i carskiemu naciskowi. My hutnicy, jeste鄉y - m闚i prezes - dumni z wynik闚 tego pierwszego pionierskiego wysi趾u naszych ojc闚. Jego owocem jest m.in. powsta貫 na terenie dawniejszego Ochotnikowa dzisiejsze, polskie miasto Rokitno. Duma nasza nie wyros豉 z fikcji, jest uzasadniona realnym, widocznym wok馧 wk豉dem pracy. Obecnie Rokitno Wo造雟kie to nie tylko o鈔odek polsko軼i, w kt鏎ym obywatele pos逝guj si promieniuj帷ym na ca陰 okolic j瞛ykiem polskim, ale tak瞠 rozbudowuj帷y si o鈔odek przemys這wo - gospodarczy na wschodnich rubie瘸ch kraju. Jako hutnicy stanowimy o dalszym jego rozwoju, umacniaj帷 tym samym nie tylko zaplecze polityczno -ekonomiczne naszego pa雟twa, ale r闚nie ca造 system bastion闚 granicznych.
W klubie kt鏎y teraz otwieramy, b璠ziemy kontynuowa poczynania naszych ojc闚, wychowuj帷 m這dzie w duchu polsko軼i, tak aby mog豉 ona skutecznie i z przekonaniem broni swojej ojczyzny przed napa軼i wrog闚 zewn皻rznych - zako鎍zy przem闚ienie prezes.
Po zas逝穎nych oklaskach przemawiali byli hutnicy - Jan Duchnowski i Aleksander Arasimowicz, a po nich zabra g這s pp趾. Koterba. M闚ca w gor帷ych s這wach wyrazi wysokie uznanie dla 鈔odowiska hutnik闚. Jestem wprost zafascynowany bohatersk postaw tych bezimiennych i ma這 znanych pionier闚 polsko軼i. Ich bowiem osi庵ni璚ia s 篡wym sprawdzianem pr篹no軼i Polak闚. Jest zadziwiaj帷e, 瞠 to w豉郾ie dzi瘯i tutejszym hutnikom j瞛yk polski znalaz si w praktycznym u篡ciu, u wi瘯szej cz窷ci tutejszej ludno軼i ukrai雟kiej. Takich wyra幡ych i dodatnich 郵ad闚 kultury obyczajowej jakie spotyka si tutaj w Rokitnie, nie znajdowa貫m na ca造m naszym wschodnim pograniczu. Mocne s這wa waszego prezesa maj wi璚 szczeg鏊n wymow. U篡ty przez niego przymiotnik „dumni" to zapowied w豉軼iwego kierunku wychowania w tym klubie. Ja ze swej strony, m闚i pu趾ownik - mog waszym poczynaniom tylko przyklasn望 i jako dow鏚ca jednostki wojskowej w tym mie軼ie, deklaruj pomoc /oklaski /. Praca wasza - ci庵n掖 dalej - bierze sw鎩 pocz徠ek w dorobku starszego pokolenia hutnik闚. Dzi, a przyznaj to z ca陰 szczero軼i, 瞠 nie by豉 ona 豉twa, szczeg鏊nie w okresie ucisku okrutnego zaborcy wymaga豉 wielu wysi趾闚 i wyrzecze. Tym bezimiennym pionierom polsko軼i, nale篡 si nie tylko uznanie, ale i awans do historii walk o nasz to窺amo嗆 narodow. Dzi瘯i wysi趾om waszych ojc闚, obecna praca wychowawcza wesz豉 na szeroki go軼iniec i zmierza do cel闚, jakie by造 kiedy ambitnym marzeniem starszych pokole. Na tej drodze 篡cz wam osi庵ni耩, aby ci, kt鏎ych wy wychowacie, mogli tak瞠 kiedy powiedzie znamienne: to My, to nasze dzie這, jak to uczyni obecnie wasz prezes, podkre郵aj帷 zas逝gi ojc闚!

Gor帷e s這wa uznania i cenne obietnice dow鏚cy KOP-u zosta造 nagrodzone burz niemilkn帷ych oklask闚. Nast徙i豉 ma豉 przerwa, bo prezes spodziewa si zabrania g這su przez ksi璠za Wyrobisza. Obiecuj帷e uzupe軟ienie jednak nie nast徙i這. Na zako鎍zenie tylko jeszcze jedna osoba by豉 przewidywana do zabrania g這su. To w豉郾ie ja mia貫m wyst徙i, wi璚 Kazik odda mi g這s.

- Wobec licznych wyraz闚 uznania dla naszych poczyna - podkre郵i貫m rozpoczynaj帷 przem闚ienie, poczuwam si do obowi您ku wnie嗆 swoje skromne uzupe軟ienie. Praca poprzedzaj帷ego nas pokolenia, to trudna, cz瘰to wyboista droga, us豉na cierniami carskiego przymusu i wynaradawiania. Ot騜 鄉iem twierdzi, 瞠 niebezpiecze雟twa nadal istniej. Zagro瞠 zewn皻rznych i wewn皻rznych jest tak wiele, 瞠 jeste鄉y zmuszeni nie tylko do nieustannego czuwania, ale r闚nie do ubezpieczenia swojego marszu. Gdyby鄉y tego nie uczynili, zdobycze naszych ojc闚, w mig zosta造by zaprzepaszczone i wkr鏒ce sta造by si 瞠rowiskiem dla obcych, wra篡ch si. Hutnicy id帷 t, zdawa這 si prost drog, nie zamierzaj bez potrzeby gin望, chc by pewni, 瞠 tu pozostan, a ich dzieci b璠 篡 godnie. Zawdzi璚zaj帷 przezorno軼i kierownictwa naszego zwi您ku, chcemy zapewni wszystkich obywateli Rokitna, 瞠 my hutnicy jeste鄉y przygotowani do pracy w ka盥ych warunkach i nie zejdziemy z raz obranej drogi sprzyjania rozwojowi polsko軼i Rokitna. Taki kierunek wybrali鄉y na przysz這嗆, bo jest on wynikiem przykrych do鈍iadcze z przesz這軼i. Przyk豉dem niechaj b璠 dla nas nasi poprzednicy i ojcowie. Znamienne s przecie wydarzenia, jakie mia造 miejsce na Polesiu, w kt鏎ych oni uczestniczyli. Przez nikogo nie kwestionowan prawd jest, 瞠 spontanicznie zorganizowana bra hutnicza, samorzutnie ustanowi豉 na terenach po這穎nych za hut w Rokitnie, zbrojny pas granicy naszego pa雟twa, a mia這 to przecie miejsce w nad wyraz niepewnych czasach, kiedy w豉軼iwie granicy pa雟twa jeszcze nie ustalono. Nasi hutnicy pe軟ili w闚czas s逝瘺 wartownicz honorowo, na odcinku najbardziej zagro穎nym bandytyzmem. Zostali zluzowani dopiero po wytyczeniu obecnej granicy i obj璚iu na niej s逝瘺y przez policj pa雟twow. A by造 to czasy pe軟e niepewno軼i, bezprawia i znamiennego bandytyzmu Polesia. 
Jednak zrodzona z patriotyzmu postawa hutnik闚 z Rokitna zdo豉豉 w闚czas ochroni i utrzyma ten najniebezpieczniejszy odcinek wschodniej granicy m這dego pa雟twa polskiego. W najbardziej naje穎nymi przeciwno軼iami okresie, to oni powtarzali cz瘰to przypowie嗆: …Nie ma takich problem闚, kt鏎ych zorganizowana bra hutnicza nie pokona! 
Si喚 do takich zachowa czerpali鄉y z naszej przebogatej historii, bo tkwi w niej r闚nie i taka, szczera i bardzo m康ra my郵, wypowiedziana przy dawnym biesiadnym stole:... 瞠 dla Polski, polskiego trzeba bohatera, nie Francuza, ani te Niemca, ale Polaka Piasta, Jana albo J霩efa lub Ma熥a… i basta!

Tym cytatem z Pana Tadeusza zako鎍zy貫m swoje przem闚ienie.
D逝gotrwale oklaskiwa豉 mnie bra hutnicza, a pan pu趾ownik swoje uznanie wyrazi u軼iskiem mojej prawicy, a za jego przyk豉dem poszli pozostali zaproszeni go軼ie. By這 wida, 瞠 pan pu趾ownik by wyra幡ie zaskoczony tre軼i mojego przem闚ienia, podczas kiedy najwa積iejszy czynnik spo貫czny, proboszcz, jako nie podziela jego i pozosta造ch zaproszonych go軼i zdania.
Uroczysto嗆 przebiega豉 dalej w bardzo przyjemnej i mi貫j atmosferze towarzyskiej. Uraczyli鄉y go軼i lampk wina i zgodnie z przyj皻ym staropolskim zwyczajem pocz瘰tunkiem „czym chata bogata". Nasze hutniczki w kunszcie kulinarnym nie zamierza造 ust瘼owa swoim wsp馧zawodniczkom z pokrewnych organizacji. By這 wi璚 co je嗆, a jako嗆 i smakowito嗆 jad豉, nie ust瘼owa豉 najprzedniejszym sto這m. Prezes bawi帷 go軼i, konwersowa z panem dyrektorem St瘼i雟kim, Jan Duchnowski bawi kierownika szko造, ksi璠zem Wyrobiszem zaj掖 si Arasimowicz. Ja by貫m zaj皻y rozmow z panem pu趾ownikiem Koterb i oficerem reprezentuj帷ym nieobecnego kpt. Chomicza. Obydwaj bardzo interesowali si naszym Strzelcem. Pu趾ownik obieca mi uzupe軟ienie naszej biblioteki.
Tak up造wa czas naszego spotkania z osobami b康 co b康 sprawuj帷ymi w豉dz w naszym mie軼ie. Jak p騧niej informowano nas, w opinii go軼i otwarcie klubu wypad這 bardzo dobrze i przynios這 dodatni efekt.
砰cie hutnik闚 potoczy這 si dalej, pe軟e trosk, cieni i blask闚, jakie ludziom pracy przynosi szarzyzna codzienno軼i. Praca w hucie przebiega豉 spokojnie, a Kazik po odniesionym zwyci瘰twie obrony stawek p豉cowych i w豉軼iwym post瘼owaniem przy otwarciu klubu, zyska sobie zaufanie nie tylko hutnik闚, ale i os鏏 z innych 鈔odowisk. Taka pozycja spo貫czna, chocia uczciwie zas逝穎na rzeteln prac, bywa zazwyczaj przedmiotem zazdro軼i u przyjaci馧 i co gorsze, jest powodem z這軼i u wrog闚. W podobnych sytuacjach Kazik na pewno nie by wyj徠kiem tym bardziej, 瞠 jego przeciwnicy to ludzie mo積i na wysokich stanowiskach zawodowych i spo貫cznych. Ale nie uprzedzajmy wydarze, bo oto prezes otrzymuje zawiadomienie o kolejnym zebraniu Zarz康u G堯wnego ZZ, na kt鏎e jako cz這nek jest zaproszony. Dziwnym si wyda這, 瞠 plan i tematyka obrad tego zebrania by utrzymany w 軼is貫j tajemnicy. Dopiero po kilku dniach od powrotu prezesa, dnia 30 sierpnia 1938 roku przed godzin 鏀m, prezes nagle zarz康zi przerw w pracy. Zapanowa這 og鏊ne poruszenie, lecz wszyscy robotnicy bez szemrania podporz康kowali si nakazowi i zeszli z warsztat闚. Kieruj帷 pytaj帷y wzrok na prezesa czekali na wyja郾ienia. I nie bez przesady, bo w normalnych warunkach taka przerwa, bywa豉 zwiastunem powa積ych wydarze. Tym razem te tak by這, bo kiedy wszyscy mistrzowie i pomocnicy opu軼ili stanowiska robocze, prezes zdawa這by si jeszcze na co wyczekiwa. Wtedy podszed do niego urz璠nik dozoruj帷y pan Chajfec pytaj帷
- panie Dytkowski, co to wszystko ma znaczy?! Musz wiedzie niezw這cznie, tego 膨da dyrektor…
- Dowie si pan z tre軼i mojego wyst徙ienia - przerwa prezes i zn闚 zapanowa豉 cisza.
Kazik zachowuj帷 spok鎩, rozejrza si po zebranych, po czym wszed na podium warsztatowe, zdawa這by si spokojnie spojrza na zegarek i rzek:
- Koledzy, Obywatele! O godz. 8.00 og豉szam strajk okupacyjny na 24 godziny! Zapanowa豉 cisza. Przyst瘼ujemy do tego strajku na znak protestu przeciwko uchwa這m Zwi您ku Fabrykant闚, kt鏎y ponownie przygotowa zamach na nasze zarobki. Planuj obni磬i p豉c wymuszane rosn帷ym bezrobociem, chocia produkcja szk豉 przynosi niema貫, a nawet nadmierne dochody pracodawcom, kosztem naszych si i naszego zdrowia. To oni zmniejszaj obroty got闚ki w obiegu i pot璕uj kryzys gospodarczy kraju, sami godz帷 w podstawowe interesy pa雟twa! Naszym obowi您kiem obywatelskim jest obrona praw zagwarantowanych ustaw, a og這szony strajk niech b璠zie tego wyrazem! Zarz康zam, aby koledzy wyznaczeni do s逝瘺y wartowniczej, zaj瘭i swoje posterunki! Obowi您kiem wartownik闚 jest: wpuszczanie na teren zak豉du wszystkich transport闚 z zawarto軼i opa逝 i 豉dunkami innych towar闚, oraz blokada towar闚 i os鏏 z terenu huty. Nie wolno wypuszcza z terenu huty nic i nikogo, za wyj徠kiem funkcjonariuszy policji lub wojska. Bli窺zych informacji wartownikom, udzieli kolega Amer.
- Czy mog zabra g這s? zapyta hutnik Arasimowicz.
- Teraz nie ma czasu na zabieranie g這su. Sytuacja jest nader powa積a. Nale篡 wykonywa zarz康zenia w imi naszych dobrze poj皻ych interes闚, prosz zastosowa si do tego obowi您ku. Mog mie miejsce jedynie pytania o charakterze formalnym i nic wi璚ej, odpowiedzia prezes.

Kierownik ruchu ci庵貫go kol. Wo這dkiewicz i inne osoby pomocnicze, same zg這si造 si do prezesa po instrukcj dalszego post瘼owania. Prezes kr鏒ko udziela informacji zgodnie z zasadami instrukcji na okres strajku.
Urz璠nik Chajfez po przem闚ieniu prezesa, pobieg natychmiast zawiadomi dyrektora St瘼i雟kiego, kt鏎y jak si okaza這 telefonicznie powiadomi o wszystkim w豉軼icieli huty i poruszy wszystkie mo磧iwe spr篹yny w豉dzy. Jak nas p騧niej informowa urz璠nik Minga陶o, dyrektor po rozmowie z ksi璠zem, nerwowo od這篡 s逝chawk i wybieg z biura. Kaza zawie潭 si prosto na plebani. Rezultat interwencji u ksi璠za by taki, 瞠 wartownicy z bramy g堯wnej przys豉li meldunek, o przyje寮zie do biura dow鏚cy Baonu z sze軼ioma uzbrojonymi 瘸ndarmami. Wie嗆 ta wywo豉豉 niepok鎩 i dreszcz strachu. Hutnicy trwo積ie spogl康aj na prezesa zwi您ku, ale on jak zwykle zachowuje spok鎩. Niebawem powraca Ch強fez i zdradzaj帷 weso貫 podniecenie powiadamia, 瞠 pan prezes proszony jest do biura.
Z u鄉ieszkiem dodaje: mo瞠 kto jeszcze ma zamiar towarzyszy prezesowi, to mo瞠 p鎩嗆 razem, prosz.
- Tutaj w hucie, podczas strajku, o tym co kto chce i co mo瞠, to ja decyduj, panie Chajfez. Nast瘼nie spokojnie wydoby zegarek i powiedzia: jest godzina 9.45, a wi璚 reaguj do嗆 szybko. Zwracaj帷 si do Boles豉wa Amera i Edwarda Zdrojewskiego, rzek stanowczo: idziemy.

Prezes rozmy郵nie nie przekaza og馧owi robotnik闚 informacji o tym, 瞠 strajk zosta nakazany przez Zarz康 G堯wny ZZ, aby wiadomo嗆 o zamiarze obrony, nie dotar豉 przedwcze郾ie tam, gdzie montowano kontratak. Takie utrzymanie tajemnicy by這 niezb璠ne z r騜nych wzgl璠闚. Nie dawa這 te nikomu szans, na bezpodstawne pos康zenia i obawy.
Przed wej軼iem do biura,, sze軼iu uzbrojonych 瘸ndarm闚, z paskami pod brody, stwarza這 atmosfer grozy i demonstrowa這 si喚 w豉dzy, ale prezes i jego koledzy nie przel瘯li si wojskowych.. 妃ia這 min瘭i uzbrojonych i zachowuj帷 powag jak nakazuje charakter powierzonej misji, stan瘭i przed marsowym obliczem siedz帷ego za biurkiem oficera i triumfuj帷o spogl康aj帷ego dyrektora St瘼i雟kiego.

- Co, wam zachciewa si czerwonego raju! - podniesionym g這sem wykrzykn掖 na powitanie ppu趾ownik i mierz帷 delegacj gro幡ym wzrokiem ci庵n掖 dalej. Pachnie Wam bolszewicka Rosja i komunistyczny ustr鎩? Pami皻ajcie, 瞠 Rokitno le篡 w granicach Polski i ja tu sprawuj w豉dz! Nie pozwol na 瘸dne strajki okupacyjne i demonstracj bolszewickich praktyk! Moskwa wam nakaza豉 ten strajk, co? Tu oficer przerwa i gro幡ie spogl康aj帷 na prezesa oczekiwa na jego odpowied, ale Kazik nie podda si prowokacji i b璠帷 pewny siebie, odpowiedzia spokojnie:

- Pan jest w b喚dzie panie pu趾owniku, nam Warszawa, a nie Moskwa, nakaza豉 strajk okupacyjny, wyja郾i.
- Aha, rozumiem, odpowiedzia pu趾ownik, to wy ju w Warszawie macie swoj jaczejk komunistyczn... 豉dne kwiatki. Chyba szczeg馧y, opowie nam pan w innym lokalu, bez 鈍iadk闚....!
- Nie panie pu趾owniku - przerwa Kazik - ten lokal bez 鈍iadk闚 niech pan pu趾ownik zarezerwuje dla tych, kt鏎zy pana wprowadzili w b陰d, bo ja mog i b璠 odpowiada na pa雟kie pytania tu, przy 鈍iadkach, ale przedtem, prosz zapozna si z tym pismem.

Nie bez powod闚 pu趾ownik by zdumiony 鄉ia陰 odpowiedzi prezesa i pewno軼i siebie, wi璚 gor帷zkowo chwyci podany mu papier i z ciekawo軼i przebieg wzrokiem jego tre嗆, a zauwa篡wszy w rogu znak tajno軼i i nadruk Zarz康u G堯wnego ZZ, oraz okr庵陰 piecz耩 z god貫m pa雟twowym, a tak瞠 podpis Malinowskiego, nie mia ju 瘸dnych w徠pliwo軼i i nagle zmieniwszy wyraz twarzy rzek z rezygnacj:
- tak...ja rzeczywi軼ie by貫m b喚dnie poinformowany. Ale dlaczego Zwi您ek nie powiadomi o tym miejscowy BBWR, zapyta.
- Dlatego panie pu趾owniku, a瞠by „Targowica" przedwcze郾ie nie podnosi豉 g這su, a Rejtan nie potrzebowa rozdziera szat, odpowiedzia prezes.

Pu趾ownik poruszy si znacz帷o i gro幡ie spojrza na dyrektora St瘼i雟kiego, kt鏎y, zrobiwszy min sztubaka pochwyconego na kradzie篡, nie stara si nawet t逝maczy.
- Przepraszam pana - rzek pu趾ownik wstaj帷- i podawszy Kazikowi r瘯, odda mu pismo Zarz康u G堯wnego - m闚i帷: wybaczy pan, mnie rzeczywi軼ie wprowadzono w b陰d i z tego powodu jest mi bardzo przykro. Sprawa wyja郾iona. Popieram wasz walk i prosz to przekaza hutnikom. Je瞠li by zasz造 jakie trudno軼i i sprzeciwy, prosz zwraca si do mnie bezpo鈔ednio panie prezesie, rzek pu趾ownik.

- Dzi瘯uj w imieniu ca貫j za這gi huty - rzek Kazik - s康z jednak, 瞠 taka potrzeba ju nie zaistnieje.
Tu prezes uk這ni si grzecznie i wraz z towarzysz帷ymi mu osobami, opu軼i gabinet dyrektora huty. Jak wynika這 z przebiegu spotkania, rozmowa dow鏚cy Baonu z dyrektorem huty nie nale瘸豉 do przyjemnych, bo zaraz, po odej軼iu delegacji pu趾ownik wraz z 瘸ndarmami, kt鏎ym nakaza podnie嗆 paski do g鏎y, odjechali do koszar. P騧niej informowa mnie pracownik biura Aleksander Minga陶o, 瞠 wkr鏒ce po opuszczeniu biura przez pu趾ownika zadzwoni telefon. Dyrektor szybko podni鏀 s逝chawk i powiedzia: zn闚 nockaut, ksi篹e doktorze, a po chwili, pu趾ownik wyjecha ju bardzo oburzony do ksi璠za i od這篡 s逝chawk. S造cha by這 nerwowe bieganie po gabinecie, g這郾e trzaskanie drzwiami i turkot odje盥瘸j帷ej w kierunku miasteczka bryczki.

Kazik i tym razem odbiera mn鏀two gratulacji od hutnik闚, a kol. Amer i Zdrojewski, przebieg rozmowy z pu趾ownikiem przekazywali og馧owi robotnik闚. Odwa積a i nale篡ta postawa prezesa by造 przedmiotem rozwa瘸 ca貫j za這gi. Tote hutnicy - maj帷 鈍ietn okazj zamierzali opi sukces. Prezes jednak kategorycznie sprzeciwi si urz康zaniu takich imprez. Z okazji zwyci瘰twa - powiedzia Kazik - urz康zimy wspania陰 uczt bezalkoholow, na kt鏎ej b璠ziemy si raczy kr鏊ewskim przysmakiem i cz瘰towa nim tych, kt鏎zy pragn widzie nas pijanych w zak豉dzie pracy i uczyni z tego donosicielsk afer.
Tym kr鏊ewskim przysmakiem - m闚i dalej prezes - b璠 郵edzie przyprawione oliw i ziemniaki pieczone na foremszatanie, a nap鎩 to herbata z wody 廝鏚lanej gotowana w „szklanej ba鎍e", przy otworze na „wannie". Propozycja zosta豉 przyj皻a burz oklask闚. W tym miejscu musz wyja郾i, 瞠 herbata z wody, takim sposobem ugotowana w r璚znie formowanym ze szk豉, dmuchanym naczyniu, smakiem przewy窺za nawet rosyjski czaj z tulskiego samowara, a ziemniaki pieczone w tzw. foremszatanie, s smaczniejsze ni 鈍ie瞠 z polnego ogniska w czasie wykopek.

Mo積aby si domy郵a, 瞠 rozmowa jaka nast徙i豉 w zwi您ku ze strajkiem, mi璠zy ksi璠zem Wyrobiszem, a pp趾 Koteri, nie nale瘸豉 do przyjemnych. Dow鏚ca Baonu by oburzony na ksi璠za i mia racj, bo zaistnia豉 kompromitacja w豉dzy jest upokarzaj帷a i niedopuszczalna. Je瞠li ksi康z ma jakie osobiste porachunki z prezesem Dytkowskim, to nie wolno 陰czy ich ze sprawami pa雟twa i robi ze mnie po鄉iewiska.
Ksi篹ulo pieni si i t逝maczy, 瞠 to przecie jego wystrychni皻o na „dudka” bo nie zawiadomiono o planowanym strajku na terenie, kt鏎y le篡 w zakresie jego kompetencji, jako prezesa powiatowego BBWR. Pu趾ownik jednak, nie da si przekona, a oskar瞠nie prezesa zwi您ku uzna, jako z這郵iwe i s逝sznie uznane przez hutnik闚 jako udaremniony chwyt Targowicy.
Po tym, jeszcze raz odniesionym sukcesie, praca w hucie przebiega豉 spokojnie. Za這ga huty zachowa豉 daleko id帷 wstrzemi篥liwo嗆 demonstracji zwyci瘰twa, ale solidarnie okazywa豉 jedno嗆. Tote w豉dze administracyjne huty, wkr鏒ce zauwa篡造 w豉軼iw postaw hutnik闚 i zdawa這by si przegran znosi造 godnie, chocia z nadziej na odwet. Po zako鎍zeniu akcji, nadano do Zarz康u G堯wnego ZZ w Warszawie depesz o pomy郵nym przebiegu i spokojnym zako鎍zeniu strajku. Odwrotn poczt otrzymano podzi瘯owanie za sprawne jej przeprowadzenie. Po up造wie trzech tygodni Kazik otrzyma pismo, z Zarz康u G堯wnego ZZ. Zosta w nim oficjalnie powiadomiony, o odwo豉niu z cz這nkostwa w Zarz康zie G堯wnym tego Zwi您ku bez podania przyczyn. Kazik domy郵a si powod闚 tej decyzji i nie myli si, bo to ksi康z Doktor domaga si takich ust瘼stw. Jak si okaza這, poruszy on wszystkie spr篹yny swoich wp造w闚, aby chocia w taki spos鏏 wyhamowa jego dzia豉lno嗆. Nie zale篡 mi wcale na tym cz這nkostwie - m闚i- lecz wiem ju kt鏎璠y 膨d這 pu軼i這 jad!. Pozbawienie cz這nkostwa Zarz康u G堯wnego Kazik przyj掖 ze spokojem i oboj皻no軼i, a zachowanie ksi璠za raczej usposobi這 go na weso這. Jak zawsze w ka盥 niedziel wraz z ma鹵onk, zd捫a do ko軼io豉, aby w czasie sumy bra czynny udzia w 酥iewie ch鏎u ko軼ielnego, to zaledwie zesp馧 kilkuosobowy, lecz aktywny i dobrze wyszkolony. G這sami prowadz帷ymi w nim byli: Kazik, pi瘯ny bas baryton, Kazia, jego 穎na, sopran, Zofia Trojan闚na, alt i tak瞠 W豉dys豉w Koz這wski. Ich przepi瘯ne g這sy nale篡cie zharmonizowane w 酥iewie ch鏎alnym pie軼i造 s逝ch uczestnik闚 nabo瞠雟tw i stanowi造 o wzorowej obs逝dze ko軼io豉 na tych terenach. Miejscowi parafianie bardzo wysoko oceniali nasz ch鏎, a postronni, przypadkowo bior帷y udzia w nabo瞠雟twach z ciekawo軼i odwracali g這wy, aby ujrze tych kt鏎zy tak pi瘯nymi g這sami wsp馧uczestnicz w nabo瞠雟twach. Nasza matka jako cz這nkini III zakonu, uczestniczy豉 we wszystkich nabo瞠雟twach, a w 酥iewanych obowi您kowo. Wtedy mia豉 okazj 陰czy modlitw z g這sami swojego syna i synowej. Ale nie tylko ona by豉 urzeczona g這sami swych dzieci. Ca豉 rodzina nie wyobra瘸豉 sobie obchodu 鈍i徠, bez 酥iewu Kazika i Kazi. Na og馧 hutnicy zdradzali sk這nno嗆 do 酥iewu. Dmuchacze butelek maj nawet zwyczaj 酥iewa podczas pracy. Tote wolny czas w przerwach technologicznych, wykorzystywali na s逝chanie brygady roz酥iewanych braci D瑿i雟kich. Przy tej okazji znawcy r璚znego formowania szk豉, ch皻nie przygl康ali si mistrzom. Taka forma wypoczynku by豉 praktykowana r闚nie dla zaspokojenia ciekawo軼i, bo w procesie dmuchania szk豉 uwydatniaj si zdolno軼i artystyczne jak w muzyce. Stwierdzono nawet, 瞠 tak jak u skrzypka jednakowo graj帷ego na swym instrumencie, tak samo nie ma mistrza dmuchacza szk豉 o jednakowej zr璚zno軼i i harmonii ruch闚, kt鏎ego mo積a by por闚na z innym, wykonuj帷ym tak sam czynno嗆. Jako hutnik, tak瞠 nie by貫m wyj徠kiem i z przyjemno軼i przygl康a貫m si tw鏎czej pracy braci D瑿i雟kich. Tym artystom r璚znego formowania szk豉, z tzw. „burgulca" m鏬 dor闚na w Rokitnie tylko jeden mistrz dmuchacz, Ignacy Bader. W naszym tzw. „tafelnickim" mistrzostwie produkcji szk豉 okiennego na wyr騜nienie 豉dnego „gryfu" /zr璚znego uk豉du / w procesie tej pracy zas逝giwali: Czes豉w Kosi雟ki, W豉dys豉w Dylewicz, Leon Talma, bracia Klonowscy i Englerhartowie. Dytkowscy natomiast, chocia produkcj tak wykonywali dobrze, to jednak nie uchodzili za mistrz闚 o lekkim „gryfie". Nas bowiem wi璚ej ni kunszt dmuchania szk豉, interesowa handel i przemys. Ja osobi軼ie dorabia貫m prowadz帷 w Rokitnie sklep spo篡wczo - cukierniczy, a brat Bogdan, bior帷 przyk豉d ze mnie, otwiera r闚nie sklepik z konfekcj galanteryjn. By造 to nasze uboczne 廝鏚豉 dochodu. Bogdan mia trudno軼i z wynaj璚iem lokalu do tego rodzaju dzia豉lno軼i, wi璚 pocz徠kowo jego „interes" mie軼i si k徠em w moim sklepie.

12. DOM, MOWA OJCZYSTA, WOLNO汎.

Za篡waj帷 zas逝穎nego wypoczynku podczas cyklicznej przerwy w pracy spowodowanej remontem pieca w hucie, dociera do mnie niezwyk貫 przyjemna wiadomo嗆. Dyrekcja Szko造 Powszechnej informuje mnie, o wyr騜nieniu mojego synka za dobr nauk. Podczas egzaminu nadano mu prawo dalszego kontynuowania nauki w Pa雟twowym Liceum w Krzemie鎍u. By豉 to dla mnie i dla mojej ma鹵onki wielka rado嗆, tym bardziej, 瞠 r闚nie m這dsza c鏎eczka uczy豉 si podobnie.
Tote, poruszeni t wie軼i oboje rozpocz瘭i鄉y przygotowanie potrzebnej wyprawki, korzystaj帷 z przerwy produkcyjnej w hucie. By貫m obecny w Krzemie鎍u, przy sk豉daniu przez syna egzamin闚 wst瘼nych. Okaza這 si, 瞠 asystowa貫m dw鏔 wyr騜nionym. Drugim, okaza si Zbigniew Bursztynowski, syn kolegi, takze hutnika. Egzaminy wypad造 dobrze, co oznacza這, 瞠 zostali przyj璚i do Liceum bez zastrze瞠. By這 to w naszym 鈔odowisku wydarzenie, wi璚 na m鎩 powr鏒 z Krzemie鎍a czekali w Rokitnie bracia i koledzy.
W tym czasie zaistnia豉 nowa sytuacja. Argentyna wybudowa豉 w swoim kraju hut szk豉 okiennego i rozpocz窸a na terenie Polski werbunek specjalist闚, w tym dmuchaczy r璚znego formowania szk豉. W tej sprawie do ambasady argenty雟kiej w Warszawie uda si nawet Kazimierz Jaworski, a p騧niej z kolegami przyszed do mnie po porad. Jak wynika這 z jego relacji, Argentyna oferowa豉 dobre warunki i wysokie p豉ce, oraz pokrywa豉 koszty podr騜y.

- Nie podniecajcie si, warunki s oczywi軼ie dobre, ale ja z tego nie skorzystam. Na obczy幡ie ju by貫m i znam t瘰knot za ojczystym krajem i polsk mow. Teraz mamy Polsk woln, moje dzieci ucz si w polskich szko豉ch, a Zbyszek nosi mundur harcerski i rogatywk na g這wie. Czy mam prawo pozbawia go tych bezcennych warto軼i? Nasze dzieci przesadzone na argenty雟ki grunt, szybko zapomn ojczystej mowy, przyjm obce obyczaje, a polski j瞛yk zupe軟ie zniekszta販, a ja takiej straty nie m鏬豚ym ju prze篡. Wol znosi upokorzenia i szykany we w豉snym kraju. Razem, czynimy to zreszt godnie i coraz lepiej.
W tym wsp鏊nym uk豉dzie uzyskujemy moc, kt鏎a pozwala nam nawet na przetrwanie najgorszego, tam za b璠ziemy osamotnieni.

Po tej rozmowie, nie tylko moi bracia, ale i reszta koleg闚 odm闚i豉 wyjazdu za ocean. Czy dobrze post徙ili s逝chaj帷 mojej rady? Wkr鏒ce odpowiedzia豉 na to przysz這嗆, bo wydarzenia na arenie politycznej 鈍iata i gro嬌a wojny przekre郵a豉 racje moich sentyment闚. Po kilku dniach dotar造 do nas niemi貫 wie軼i. Pojawi si zdenerwowany Kazik.
- S逝chaj uwa積ie. Spotka貫m si dzisiaj na terenie huty z dyrektorem St瘼i雟kim, kt鏎y przedstawi mi jakoby„ przyjacielsk” propozycj. Panie Dytkowski – m闚i -wiem, 瞠 jest pan wytypowany przez robotnik闚 huty na radnego miasta. Radz panu po przyjacielsku, niech pan nie podejmuje si tej funkcji.
- To panu dyrektorowi zale篡 na tym, abym nie zosta radnym? - zapyta Kazik.

- Pan wie, 瞠 nie – odpowiedzia.
- Je瞠li nie panu wi璚 komu, skoro to pan proponuje i w dodatku po przyjacielsku? Nie rozumiem r闚nie, dlaczego zainteresowana osoba, nie powie mi tego w oczy, nie ujawni powod闚 ostrze瞠nia i w dodatku przedstawia propozycj za pa雟kim po鈔ednictwem.
- Nie potrzebuj odpowiada dlaczego, bo pan sam wie i rozumie.
- Mo瞠 tak, i w豉郾ie dlatego dobrowolnie nie zrzekn si kandydatury – powiedzia貫m stanowczo.
- Pa雟ka nieust瘼liwo嗆 nie zmieni postaci sprawy. Po co panu ten k這pot? Czy panu potrzebna jest dodatkowa praca? Jakie ona przyniesie korzy軼i? – indagowa.
- Hm..., ale nie zrzekn si – odpowiedzia貫m stanowczo - Namy郵i貫m si ju i wstydzi si tego nie b璠. Co o tym s康zisz?

- Dobrze zrobi貫 Kaziu. Ksi篹ulo z BBWR b璠zie musia si璕n望 po swoj „w豉dcz” bro – odpowiedzia貫m.
- Uwa瘸sz, 瞠 posunie si a tak daleko?
- Tak, jestem tego pewny – zawyrokowa貫m.

Nie czekali鄉y d逝go na spodziewane dzia豉nia, bo Zarz康 ZZ zosta oficjalnie powiadomiony przez Starostwo, 瞠 nie wyra瘸 zgody na kandydatur Ob. Kazimierza Dytkowskiego na radnego miasta i na jego miejsce wskazuje Ob. Kazimierza Artowicza. Trzeba przyzna, 瞠 proboszcz mia dobre rozeznanie 鈔odowiska hutnik闚, bo Artowicz by rzeczywi軼ie jednym z najinteligentniejszych w鈔鏚 nich, ale w 這nie swego 鈔odowiska, trzyma si zawsze na uboczu. By cichy, nie udziela si spo貫cznie, nigdy nie zabiera g這su na zebraniu, nie mia w豉snego zdania w sprawach zawodowych i publicznych i zgadza si zawsze z tym, co postanowi豉 wi瘯szo嗆. Jednym s這wem na radnego, w 鈍ietle 篡cze ksi璠za doktora nadawa si doskonale. Prezes – rzecz oczywista – nie by przeciwny jego kandydaturze, a innych oponent闚 powstrzyma. W taki oto spos鏏 Ob. Artowicz zosta radnym miejskim z ramienia zwi您ku zawodowego robotnik闚 huty, tylko, 瞠 wyboru na to stanowisko dokona豉 jedna osoba. 
W 1938 roku przypada豉 dwudziesta rocznica og這szenia niepodleg這軼i Polski. Z tej okazji zas逝瞠ni obywatele kraju, byli dekorowani odznaczeniami pa雟twowymi. Na nasze miasto przypad造 a cztery br您owe krzy瞠 zas逝gi. Wnioski do odznacze – rzecz oczywista – wystawia prezes BBWR ks. Dr Wyrobisz. Z przyznanych czterech, na 鈔odowisko hutnik闚 przypad這 trzy. Otrzymali je: Aleksander Arasimowicz, J霩ef Kopke, i dawny str騜 huty Iwan Bu鎥o. Ponadto zas逝穎nym obywatelem do tego wyr騜nienia okaza si pocztylion pan Legenza. Do wiadomo軼i publicznej nie podano za jakie zas逝gi uhonorowano tych obywateli. Dekoracja, a raczej wr璚zenie odznacze, odbywa這 si po cichu, w Zarz康zie Miasta. Uhonorowany by zawiadamiany, przychodzi do biura i odznaczenie otrzymywa. Powodowa這 to r騜ne domys造 i przypuszczenia, z kt鏎ych wynika這, 瞠 Arasimowicz zosta odznaczony rzekomo za prac spo貫czn w鈔鏚 hutnik闚. Stawiano wr璚z pytanie konkretne, za jak dzia豉lno嗆 i kiedy przejawion, bo Arasimowicz pracowa w Rokitnie zaledwie niepe軟ych pi耩 lat. Drugi odznaczony, Ob. J霩ef Kopke, jako hutnik o 鈔ednim sta簑 pracy, by obywatelem polskim narodowo軼i niemieckiej, spo貫cznie nie udziela si w og鏊e i nikt nawet nie pami皻a, aby kiedykolwiek zabiera g這s na zebraniu za這gi. Nikt zatem, nie m鏬 doszuka si jego zas逝g. Szeptem pytano wi璚 za co ten obywatel zosta odznaczony? Trzecim, jakoby zas逝穎nym dla 鈔odowiska hutnik闚, by gospodarz ze wsi Iwan Bu鎥o, narodowo軼i ukrai雟kiej, kt鏎ego wyr騜niono pono za to, 瞠 by pierwszym robotnikiem huty w czasie jej budowy, a p騧niej pracowa jako str騜 nocny. Od czasu naszej niepodleg這軼i, Bu鎥o nie pracowa w hucie. Jak z tego wynika, uhonorowano go za prac fizyczn, 鈍iadczon zak豉dowi jeszcze za cara batiuszki. Czwarty odznaczony, pan Legenza, przyby do naszego miasteczka zaledwie przed kilkoma miesi帷ami, a jego zawodowym zaj璚iem 鈍iadczonym obywatelom by這 wy陰cznie roznoszenie list闚.
Tote o przyznanych odznaczeniach kr捫y造 r騜ne plotki m.in. i takie, 瞠 na przyznanie wyr騜nie, decyduj帷y wp造w mia造 pono przystojne 穎ny. Jak wynika這 z wypowiedzi najbardziej rozs康nych i uznanych hutnik闚, w miejsce Arasimowicza, winien by odznaczony w pierwszej kolejno軼i prezes Oddzia逝 ZZ. Pozosta貫 dwa natomiast, powinni otrzyma hutnicy o najwi瘯szym sta簑 pracy Aleksander lub J霩ef Koz這wscy, a ponadto stary i zas逝穎ny topiarz szk豉 Minga陶o. Dzi瘯i podejrzanym machinacjom ksi璠za instytucja odznacze pa雟twowych sta豉 si powodem licznych i niesmacznych komentarzy. Opr鏂z oburzonego miasta, najbardziej upo郵edzono 鈔odowisko hutnik闚. Prezes wprawdzie by przeciwny jakimkolwiek os康om tej haniebnej sprawy i nie stawia jej na porz康ku dziennym zebrania zwi您kowego, ale w wolnych wnioskach zabra w tej sprawie g這s kol. Boles豉w Amer. Chcia貫m poruszy spraw niesprawiedliwej oceny zas逝g hutnik闚 – powiedzia. O odznaczeniach pa雟twowych du穎 m闚i si w hucie i ca造m miasteczku. Zaistnia豉 sytuacja jest wynikiem decydowania o nas bez nas!. Du穎 kr捫y na ten temat pok徠nych pom闚ie i dlatego chcia豚ym po這篡 kres niesmacznym wersjom. Na ocenach naszych zas逝g, tendencyjnie przypisanych innym osobom, do nieba kto jedzie, wi璚 musimy uprzedzi 安i皻ego Piotra, 瞠 to grzesznik! Uwa瘸m – m闚i dalej Amer – 瞠 tu chodzi o honor hutnik闚, bo przecie takim podzia貫m, z pomini璚iem naszego prezesa jawnie z nas zadrwiono. Musimy ostrzej postawi spraw, 瞠 nic o nas bez nas! /du穎 oklask闚/ O takich przekonaniach za這gi, odno郾e w豉dze na wszystkich szczeblach powinny by oficjalnie powiadomione /oklaski stanowi造 poparcie wniosku/.
Zaoponowa prezes: odrzucam wniosek kol. Amera. Robi to dlatego, 瞠 my hutnicy nie zamierzamy spowiada grzesznik闚. Uwa瘸m koledzy, 瞠 nam taka rola wprost nie przystoi. Czynnik nadrz璠ny pos康zi豚y nas wtedy o wkraczanie w zakres jego kompetencji. Chocia mamy do tego prawo i obowi您ek, takie dzia豉nie uwa瘸m jednak za niepo膨dane. Odznaczania, niezale積ie od wysoko軼i klas, nadawane przez pa雟two w uznaniu zas逝g, s wyr騜nieniem poniek康 drugorz璠nym.
Pierwszorz璠nym i najwy窺zym uhonorowaniem zas逝穎nego jest jego zadowolenie z dokonanego czynu. Kol. Amer, ja tak pierwszorz璠n i najwy窺z nagrod ju mam, bo jestem usatysfakcjonowany i zadowolony z tego co zrobi貫m dla was. Zrozumcie koledzy, gdybym nie stawa w waszej obronie i zdradza wasze interesy, to kompetentni w zakresie przyznawania odznacze byliby bardziej zadowoleni, a w uznaniu tego rodzaju „zas逝g” udekorowanoby moj pier. Wtedy jednak nie posiada豚ym tego pierwszorz璠nego wyr騜nienia, a w miejscu mojej satysfakcji i zadowolenia pojawi造 by si przykre wyrzuty sumienia. Stanowi這by to obraz mojego i waszego honoru - rozwa盧ie wi璚, jak dobrze si sta這. Dlatego pragn, aby usta造 w鈔鏚 was wszelkie pos康zenia i rozmowy na ten temat. O cudze grzechy r闚nie nie troszczmy si zbytnio, bo Judasz i tak Nieba nie osi庵nie /oklaski/.

Wezwanie prezesa tylko pozorny odnios這 skutek, bo na wie嗆 o postawie huty, w miasteczku a hucza這, od r騜nych pos康ze i niesmacznych 瘸rt闚. Ksi康z proboszcz poinformowany przez swoich donosicieli o przebiegu zebrania, wszelkimi mo磧iwymi 鈔odkami stara si hamowa nieprzyjemne objawy opinii publicznej dotycz帷e spraw b璠帷ych w jego kompetencji. Beszta wi璚 niemi這siernie niesfornych g這sicieli wersji godz帷ych w jego autorytet, a oponent闚 upokarza nie豉sk, co z pozycji jego w豉dzy stanowi這 gro幡 i skuteczn bro. Z miasta dociera造 wie軼i, 瞠 hutnicy pod przyw鏚ztwem niesfornego 酥iewaka ch鏎u ko軼ielnego, s powodem za豉mywania si jego autorytetu. Postanowi wi璚 znale潭 s豉by punkt niepoprawnego 鈔odowiska hutnik闚, aby niespodziewanym atakiem upokorzy 鄉ia趾闚. Doszukanie si z造ch przywar w du篡m zespole, nie nastr璚za這 trudno軼i, bo – prawd m闚i帷 – hutnicy mieli zwyczaj po ka盥ej wyp豉cie troch sobie popi. W ka盥 sobot po wyp豉cie na terenie osiedla spotyka造 si osoby przy piwie lub „setce”. Nie czynili to wszyscy, ale niekt鏎zy nadu篡wali alkoholu twierdz帷, 瞠 nale篡 im si to po ci篹kiej pracy. Niemniej jednak jego spo篡cie nie by這 tutaj wi瘯sze ni w innych 鈔odowiskach. Takie spotkania towarzyskie i zabawy zazwyczaj mia造 miejsce w mieszkaniach prywatnych, ale tam nigdy nie dochodzi這 do nadu篡cia alkoholu, awantur i bijatyk. Na takich domowych i kole瞠雟kich przyj璚iach, hutnicy mieli zwyczaj 酥iewa, w czym wyr騜niali si bracia D瑿i雟cy. Pierwszym sygna貫m weso貫go nastroju po wyp豉cie, by zawsze 酥iew starego Tuza. Tuz pracowa w hucie na tzw. „sypce” jako robotnik niewykwalifikowany. 如iewa po ukrai雟ku i rosyjsku, bo by jak wielu innych emigrantem. Ten stary dziwak tu po otrzymaniu wynagrodzenia wypija „jednego” i ze 酥iewem wraca do domu. 如iewa zawsze 豉dn piosenk ale rozpoczyna j dopiero po znalezieniu si na osiedlu. Jego 穎na s造sz帷 znajomy g這s wychodzi豉 mu naprzeciw i zaprasza豉 podchmielonego do domu. W przypadku, gdy zaproszenie nie zaistnia這, pan Tuz 酥iewa stoj帷 pod oknem jeszcze co najmniej przez p馧 godziny, p騧niej zawiedziony nieobecno軼i 穎ny wraca do miasteczka na „drugiego”. Zwyczajem tego dziwaka by這 酥iewanie tylko raz w tygodniu i to po wyp豉cie. Podczas pracy w hucie nikt nigdy nie us造sza jego melodyjnych pie郾i. Z dziedziny dziwactw i nadzwyczajnych wyczyn闚 pope軟ianych przez hutnik闚 b璠帷ych w stanie nietrze德ym, jest i taki, zdawa這by si wspania這my郵ny przypadek. Ot騜 hutnik Rudolf Pleban b璠帷y nieco „na gazie” spotka przypadkowo jakiego obdartusa. Zaprowadzi go do sklepu odzie穎wego i na sw鎩 rachunek ubra w now bielizn, ubranie i buty. W ma造m miasteczku takie przypadki nabieraj szybko rozg這su i zwykle by造 przypisywane na dobro hutnik闚. Nigdy jednak nie by造 powodem zak堯cenia spokoju publicznego. Najlepiej o tym 鈍iadcz notatki w dzienniku s逝瘺owym posterunku policji, gdzie brak jest jakiegokolwiek zapisu o z造m zachowaniu si hutnik闚. Tote og鏊ne zdziwienie i oburzenie wywo豉造 kolejne pi皻nowanie z ambony ko軼ielnej rzekomego pija雟twa hutniczej braci. Tym razem nasz duszpasterz beszta hutnik闚 za niedopuszczalne awantury i burdy uliczne zak堯caj帷e spok鎩 publiczny demoralizuj帷e z造m przyk豉dem i niewybrednym s這wnictwem nasz m這dzie. Je瞠li u hutnik闚 pija雟two tkwi w tradycji, m闚i to niech przynajmniej nie wychodz z tym gorsz帷ym nawykiem na ulic naszego spokojnego miasteczka.
Po us造szeniu tych oszczerstw, d逝go nie mog貫m si uspokoi. No c騜 – pomy郵a貫m – widocznie jaka pijacka awantura musia豉 mie miejsce, a ksi康z korzystaj帷 z okazji, da upust umoralniaj帷ym pouczeniom, chocia nie powinien tego robi z ambony. Tak czy inaczej, zaistnia造 fakt nale篡 sprawdzi. Wracaj帷 z ko軼io豉, uda貫m si niezw這cznie na posterunek policji z pro軸 o wyja郾ienie. Informacji udzieli mi dy簑rny st. post. G御ior. Ten funkcjonariusz sprawdzi notatki s逝瘺owe z poprzedniego tygodnia i oznajmi mi, 瞠 zatrzymanymi sprawcami pijackiej awantury, kt鏎a rzeczywi軼ie mia豉 miejsce w piwiarni Bendera, byli dwaj 豉dowacze. Pobili oni szewca Rdzanka za pchanie si w ich towarzystwie na tzw. „darmoch”.
- A czy w鈔鏚 awanturuj帷ych si, nie by這 przypadkiem hutnika? – zapyta貫m.
- Nie, nie by這 – brzmia豉 odpowied.
- Chcia豚ym upewni si ca趾owicie panie dy簑rny, bo my hutnicy pija雟two i wszelkie awanturnictwo zwalczamy w ramach przepis闚 naszego zwi您ku. Stosujemy surowe kary we w豉snym zakresie.
- Nasze protok馧y wypadk闚 i awantur s prawdziwe. 畝dne z trzech odnotowanych nazwisk nie jest personali hutnika, brzmia豉 stanowcza odpowied dy簑rnego.

Takie informacje policjanta by造 wystarczaj帷 podstaw do 膨dania sprostowania i odwo豉nia oszczerstw, wi璚 z niecierpliwo軼i wyczekiwa貫m kolejnego zebrania zwi您kowego i w jego ko鎍owej fazie, zabra貫m g這s w tej sprawie w trakcie wolnych wniosk闚.
- Kole瘸nki i Koledzy! – powiedzia貫m dono郾ym g這sem. Wszystkim jest wiadomo, 瞠 spo貫czno嗆 hutnicza zosta豉 obra穎na i nies逝sznie napi皻nowana z ambony ko軼ielnej, za rzekome gorsz帷e m這dzie pijackie burdy i awantury. S造sz帷 te obrzydliwe obelgi, by貫m – jak zreszt ka盥y z nas – do g喚bi oburzony. Ten karygodny post瘼ek, miejsce i osoba og豉szaj帷a parafianom ko軼ielne pot瘼ienie 鈔odowiska hutnik闚, nie dawa這 mi spokoju. Tote prosto z ko軼io豉 uda貫m si na posterunek policji, aby sprawdzi nazwiska tych awanturnik闚 i zastanowi si w naszym zwi您ku jak ich przyk豉dnie ukara. Okaza這 si, 瞠 hutnicy nie maj z tym nic wsp鏊nego, a awantur wywo豉豉 w krytycznym czasie, grupa obywateli nie zatrudniona w hucie i nie mieszkaj帷a w naszym osiedlu. A wi璚 rzucone na nas oszczerstwa s zmy郵on z這郵iwo軼i i nie odpowiadaj prawdzie! Zreszt podobne wyja郾ienia na policji uzyska貫m ongi w czasie, kiedy z tej瞠 ambony byli鄉y besztani, za rzekome kopanie po brzuchu komendanta posterunku policji. Nie篡j帷y ju 闚czesny komendant posterunku Matraszek, w rozmowie ze mn kategorycznie zaprzeczy, aby kiedykolwiek by zniewa穎ny przez hutnik闚. W swoim czasie wystawi nam nawet bardzo pochlebn opini. Jak z tego wynika, pierwsza nagonka na hutnik闚 by豉 r闚nie krzywdz帷a i tendencyjna, a informacje przekazane z ambony nieprawdziwe. Ksi康z proboszcz w nies逝sznym poniewieraniu naszego 鈔odowiska, nie operowa nazwiskami i u篡wa liczby mnogiej, a wi璚 dopu軼i si poni瘸nia wszystkich hutnik闚! Zapytuj, w jakim 鈍ietle stawia nas ksi康z przemawiaj帷 do wiernych z ambony ko軼io豉? Niech wi璚 tych obrzydliwo軼i z這郵iwego pi皻nowania wstydzi si wreszcie sam sprawca, a nie obra穎ny! /oklaski/ Dlatego w imieniu w豉snym jak i waszym Kole瘸nki i Koledzy, z tej oto trybuny zwi您kowej wyra瘸m g喚bokie oburzenie i protestuj przeciwko dalszym praktykom poniewierania i znies豉wiania parafian! /oklaski/.
Ksi康z dr.Wyrobisz, wyst瘼uje tu w roli nauczyciela moralno軼i i propagatora cn鏒 obywatelskich, powinien przede wszystkim sam 鈍ieci dobrym przyk豉dem. Duszpasterz winien pami皻a, 瞠 ambona ko軼ielna nie jest miejscem wyra瘸nia w徠pliwych pogl康闚 i nie mo瞠 s逝篡 wyg豉szaniu ani niezas逝穎nych pochwa, ani te nies逝sznych znies豉wie. Ta ambona ko軼ielna jest bowiem nasz w豉sno軼i. My hutnicy wybudowali鄉y j dla g這szenia s這wa Bo瞠go i takim celom powinna ona s逝篡 w przysz這軼i, o czym ksi康z proboszcz musi pami皻a. My hutnicy, wybudowali鄉y ten ko軼i馧 na chwa喚 Bo膨 i nie pozwolimy, aby sta si miejscem przetarg闚 politycznych i w徠pliwych osobistych animozji / burza oklask闚 鈍iadczy豉 o poparciu wyra穎nego protestu i oburzenia/.

Koledzy spogl康ali na mnie z uznaniem, ale jednocze郾ie z wyrazem wsp馧czucia. Takim ostrym postawieniem sprawy, narazi貫m si osobie, z kt鏎 walka nie jest 豉twa i stanowi znaczne zagro瞠nie. Zdawa貫m sobie spraw z uwag i przestr鏬 jakie otrzyma貫m od przyjaci馧 hutnik闚. By貫m przygotowany na najgorsze, ale ksi康z nie odwa篡 si reagowa. Wprost ba si niepo膨danego rozg這su tej sprawy, kt鏎y nie usprawiedliwi go i mo瞠 nawet przynie嗆 kl瘰k. Zrozumia, 瞠 przeci庵n掖 strun, wi璚 chocia pieni si ze z這軼i, wola uda, 瞠 nic nie sta這 si godnego uwagi. Znamiennym jest, 瞠 od tego czasu z ambony nikt ju nie pos造sza tak nami皻nie g這szonych nagan i pochwa. Ksi篹ulo sta si pokorny, udawa obra穎nego i czyni wszystko, aby nie pami皻ano o prote軼ie nieujarzmionych hutnik闚.

13. SZPIEGOWSKA BRYKA.

Ci篹ka, niebezpieczna praca w hucie wymaga豉 wypoczynku fizycznego i psychicznego. Ja odpr篹a貫m si nieco za lad sklepow, wyr璚zaj帷 穎n, zm璚zon prac w domu i sklepie. Szczeg鏊nie w dni sobotnich wyp豉t, przy wzmo穎nym ruchu, a tak瞠 w dni jarmarczne, pomoc ta by豉 niezb璠na. W czasie takich przesile przy obs逝dze klient闚, pracy wystarcza這 na dwie osoby. Nie zawsze mog貫m s逝篡 tak pomoc, wi璚 powoli przyucza貫m Zbyszka. Synek odrobiwszy lekcje, w豉郾ie przyby do sklepu. Udzieli貫m ma貫mu zast瘼cy potrzebnych poucze i oddali貫m si, aby za篡 spaceru, a nast瘼nie snu, bo praca w hucie wymaga豉 pe軟ej regeneracji si. Tym razem oczekiwa na mnie interesant. By nim pan Aleksander Moro嶔o, kt鏎ego przed kilkoma miesi帷ami zwolniono z pracy w biurze huty. Pan Moro嶔o przywitawszy si, prosi o chwilk poufnej rozmowy, wi璚 zaprosi貫m go do mieszkania.
- Bardzo przepraszam – rzek na wst瘼ie – zabieram panu cenny czas, ale sprawa moja jest wa積a i wymaga 軼is貫j tajemnicy. Przychodz do pana gdy wiem, 瞠 pa雟ki stosunek do spraw ludzkich, jest najlepszym gwarantem jej zachowania. Pan zna dobrze moj sytuacj i nie tylko to, 瞠 zosta貫m skrzywdzony, pan zna ca貫 moje 篡cie. Ja przecie jestem pe軟ym sierot. Wie pan, 瞠 dawniej pracowa貫m w Zarz康zie Miasta i 瞠 tam, tak瞠 zwolniono mnie z pracy. Wie pan r闚nie, 瞠 w 1924 roku uciek貫m do Rosji, bo my郵a貫m w闚czas wy陰cznie o poprawieniu mojej sytuacji, ale po kilku miesi帷ach przekona貫m si, 瞠 pope軟i貫m b陰d … i wr鏂i貫m do Rokitna. Odsiedzia貫m kar za nielegalne przekroczenie granicy i rozpocz掖em prac w Zarz康zie Miasta. Tym razem jednak nie na d逝go, bo trzeba by這 zrobi miejsce takiemu przyb喚dzie i dezerterowi jak Stanis豉w Bracki, kt鏎y szybko potrafi wkra嗆 si w 豉ski i poparcie 砰d闚. To sprzyja這 mu w dalszej karierze w tym urz璠zie, a ja musia貫m ust徙i. Niestety nie mia貫m nikogo kto m鏬豚y poda mi przyjazn d這. Upokorzony uprosi貫m o prac w biurze huty. Pan wie jak ci篹ko pracowa貫m na kawa貫k chleba, ale z篡貫m si ze 鈔odowiskiem hutnik闚 i uwa瘸m go za cz御tk samego siebie. O瞠ni貫m si z Polk, zmieni貫m wyznanie wiary i 郵ub bra貫m w ko軼iele. Jednym s這wem spolonizowa貫m si i jest mi z tym dobrze. Teraz mam ju dwoje dzieci i zdawa這by si, 瞠 szcz窷cie trzymam za nogi. Teraz jednak wypowiedziano mi prac bez podania powod闚. Okaza這 si, 瞠 moje stanowisko potrzebne jest dla Aleksandra Minga陶y, bo firma jest zobowi您ana w stosunku do rodziny Minga陶闚. Ich ojciec, topiarz, jakoby co wie o w豉軼iwej przyczynie po瘸ru huty. Twarde 篡cie jakie mam za sob nauczy這 mnie, 瞠 w stosunkach pracy nale篡 samemu zabezpieczy si przed si豉mi z豉. Tym razem moje wysi趾i nie posz造 na marne. Wszed貫m w posiadanie tajemnic o wielu nadu篡ciach mojego pracodawcy w stosunku do pa雟twa. Tote wym闚ienia pracy nie przyj掖em 膨daj帷 wyja郾ienia i podania powod闚. Dyrektor jednak odm闚i uczynienia zado嗆 moim pro軸om i wprost mnie wykpi. Nazwa mnie niepoprawnym g逝pcem. Po up造wie jednak ustawowego terminu wypowiedzenia, przyszed貫m do pracy. Jak si pan domy郵a nie dopuszczono mnie i wyproszono z biura. C騜 w tej sytuacji by貫m w stanie uczyni? Po cichutku wynios貫m si, ale na pierwszego zg這si貫m si po wyp豉t za nieprzepracowany miesi帷. Wynagrodzenia nie otrzyma貫m bo nie by這 mnie na li軼ie. Uda貫m si wi璚 na rozmow z dyrektorem. Nie czeka貫m d逝go, bo dyrektor widocznie my郵a, 瞠 przyszed貫m b豉ga o lito嗆 i zmierzywszy mnie wzrokiem w豉dcy, czeka na moj wypowied.
- Przyszed貫m po wyp豉t moich wynagrodze panie dyrektorze stwierdzi貫m jednak, 瞠 nie umieszczono mnie na li軼ie. Prosz pana o sprostowanie pomy趾i.
- Coooo!....., pan chyba oszala. Przecie stosunek pracy z panem zosta rozwi您any i wyp豉cono panu wszelkie nale積o軼i – oznajmi dyrektor z oburzeniem.
- Ja wcale nie oszala貫m panie dyrektorze. Jestem przy zdrowych zmys豉ch, wypowiedzenie uwa瘸m za niewa積e i prosz o wyp豉cenie mi moich pobor闚 – rzek貫m spokojnie.
- Je瞠li tak pan uwa瘸, to prosz zaskar篡 nas do s康u, odpowiedzia lekcewa膨co dyrektor.
- O鈍iadczam panu, 瞠 jak ja zaskar輳, to firma zap豉ci nie tylko moje nale積o軼i, ale ponadto grube sumy na skarb pa雟twa, za sprzeniewierzenie, a panu dyrektorowi taka skarga, te na sucho nie ujdzie....
- Coooo!..., przerwa zirytowany dyrektor. Pan jest szanta篡st!
- Na jednym w霩ku jedziemy – odpowiedzia貫m spokojnie.
- C騜 pan chce u diab豉? – krzykn掖 ze z這軼i.
- Bardzo niewiele panie dyrektorze.
- Co pan wie i czego chce, konkretnie? – pad這 pytanie.
- Wiem tyle, 瞠 wystarczy aby pana zamkni皻o. Mam wynotowane wa積e i interesuj帷e pozycje ksi璕owania, a chc, aby mi wyp豉cono pobory i umieszczono na li軼ie wyp豉t ka盥ego miesi帷a, bo ja b璠 punktualnie przychodzi po pieni康ze – panie dyrektorze.

Dyrektor milcz帷, nerwowo przemierza gabinet i ostatecznie, zatrzyma si patrz帷 na mnie z niedowierzaniem, po czym o鈍iadczy pojednawczo:
- Panie Moro嶔o, a mo瞠 my si u這篡my...
- Nie panie dyrektorze – odpowiedzia貫m stanowczo. W 瘸dne uk豉dy nie wejd, bo taki naiwny to ja nie jestem! Wiem tak瞠 o tym, 瞠 pan, b璠帷 na moim miejscu, 膨da豚y wi璚ej, ni postawione przeze mnie warunki.
- No to niech pan idzie do kasy, ale prosz zastanowi si nad moj propozycj, bo by豉by ona korzystniejsza – podkre郵i.

I tak to, panie Dytkowski, przychodz ju do kasy przez trzy miesi帷e i wyp豉caj mi wynagrodzenie za czas nie przepracowany. Jak z tego wynika, pan dyrektor ju co wymy郵i i zastawia na mnie pu豉pk. To zmusza mnie, abym zdradzi panu tajemnic firmy „Vitrum” i jej wsp鏊nik闚.

- To co pan powiedzia panie Moro嶔o, jest rzeczywi軼ie bardzo wa積e i te tajemne sprawki nale篡 w pe軟i rozpozna. Wprawdzie w solidno嗆 „Vitrum” nigdy nie wierzy貫m, ale niech mi pan zdradzi, co to s za nadu篡cia.
- To s powa積e sumy nie zap豉conych pa雟twu podatk闚 od wynagrodze oraz sk豉dek ubezpieczeniowych na rzecz Kasy Chorych. Nadu篡cia polegaj na rozmy郵nym i celowym ukrywaniu list p豉cy wynagrodze pracowniczych.
W przekupstwie urz璠nika w Sarnach, uczestniczy 砰d Szulman, kt鏎y dawniej trudni si dostaw opa逝 do huty. 
- Co pan wobec tych nadu篡 chce i mo瞠 uczyni? – zapyta貫m.
- A co ja mog? odpowiedzia pytaniem i doda: w豉郾ie przyszed貫m prosi o rad, bo zagra瘸 mi niebezpiecze雟two utraty 篡cia!
- Jak to, gro穎no panu 鄉ierci?
- Uczyniono propozycj, kt鏎a r闚na si 鄉ierci – odpowiedzia, opowiem panu w szczeg馧ach:

Nie tak dawno, po niedzielnym nabo瞠雟twie, ksi康z Wyrobisz zaprosi mnie na plebani. By貫m tym bardzo zdziwiony a nawet zaskoczony, bo dotychczas proboszcz nie zauwa瘸 mnie w t逝mie wiernych w ko軼iele. Ksi康z z
wyszukan czu這軼i ju na wst瘼ie, wyrazi ubolewanie z powodu pozostawania bez pracy, a jednocze郾ie pocieszy m闚i帷, 瞠 nad dotkni皻ymi bezrobociem czuwa opatrzno嗆. Jestem jej rzecznikiem, bo u鄉iech szcz窷cia mog przekazywa. S造sz帷 tyle ciep造ch s堯w, wprost nie wierzy貫m i nie mog貫m zrozumie, do czego zmierza m鎩 rozm闚ca, a ksi康z m闚i dalej. Mam dla pana dobr posad i jest mi bardzo przyjemnie, t wiadomo嗆 przekaza. Ot騜 dyrektor St瘼i雟ki prosi mnie, abym w jego imieniu i firmy "Vitrum", zaproponowa panu dobrze p豉tn posad w Dermance. Opowiada mi r闚nie, 瞠 w swoim czasie by zmuszony wym闚i panu prac w hucie. Jest mi z tego powodu bardzo przykro. Prosz帷 mnie o po鈔ednictwo, dyrektor St瘼i雟ki o鈍iadczy, 瞠 wysoko ceni pa雟kie zdolno軼i organizacyjne, pracowito嗆 i sumienno嗆. Dlatego w Dermance chcia豚y mie dobrego pracownika. No i co pan na to? – postawi pytanie, 鈍idruj帷 mnie swoim przenikliwym wzrokiem. 
Domy郵a si pan – m闚i dalej Moro嶔o – 瞠 potokiem s堯w ksi璠za i rutyn wymowy i gestami by貫m wprost wytr帷ony z r闚nowagi i zmiesza貫m si. Zrazu nie wiedzia貫m co odpowiedzie i 軼isn窸o mnie w gardle, jaka nieznana si豉 szepta豉 mi: trzymaj si, bo tu kryje si fa連z i ob逝da!
Tote ju odwa積iej ale bardzo niedok豉dnie odpowiedzia貫m, 瞠 to jest daleko od domu, musz jeszcze pomy郵e i porozumie si....
- Pan zamierza jeszcze namy郵a si? – przerwa wyra瘸j帷 zdziwienie ksi康z i doda nie spuszczaj帷 mnie z oczu: my郵a貫m, 瞠 zrobi panu przyjemno嗆. 奸edzi ka盥y m鎩 ruch i czeka. Ja jednak trwa貫m w milczeniu i nie wyobra瘸m sobie teraz jak to wypad這. No, trudno - powiedzia – jednak nie radz panu zwleka, bo to naprawd dobra okazja i mo瞠 umkn望 sprzed nosa. W dzisiejszych czasach taka posada – perswadowa, to skarb.

Moje zachowanie musia這 wypa嗆 dziwnie, ale jako obroni貫m si, bo w podst瘼nej grze czu貫m wyra幡ie zamach na moje 篡cie! – wyzna Moro嶔o.

- To co pan opowiada jest intryguj帷e, ale wydaje si, 瞠 niezwyk這軼i wydarze jest pan przewra磧iwiony. Ja nie widz w tej propozycji zagro瞠nia 篡cia. Nale瘸這by zastanowi si, co kryje zagadkowa propozycja ksi璠za, bo St瘼i雟ki swoj pora磬 z panem, nie mia powod闚 zdradza ksi璠zu – zastrzeg貫m.
- Dzieje si wr璚z odwrotnie, m鎩 panie – zaoponowa Moro嶔o. Ksi康z wie o wszystkim, znane s mu wszystkie sprzeniewierzenia firmy „Vitrum” w stosunku do skarbu pa雟twa. Bierze on w tych machinacjach bezpo鈔edni udzia, wykorzystuj帷 stosunki i nacisk na w豉dz i prowadzi sprytna dyplomacj. Czerpie z takich dzia豉 korzy軼i, na r闚ni ze St瘼i雟kim. Ujawnienie tych tajemnic godzi nie tylko w ciemne interesy firmy, ale r闚nie w reputacj interes闚 ksi璠za, na r闚ni z dyrektorem St瘼i雟kim.
- To bardzo ci篹kie oskar瞠nie, jakie ma pan na to dowody? – zapyta貫m.
- Ot騜 to m鎩 panie....! W r瘯ach zdawa這by si 膨dne, ale wynotowa貫m pozycje ksi璕owania, a nie da si je wyr帳a nawet siekier. S one tak zagadkowe, 瞠 tylko skorumpowani kontrolerzy uznaj je za realne. Trzeba panu wiedzie, 瞠 firma „Vitrum”, w celu ukrycia swoich rzeczywistych dochod闚 dla zmniejszenia podatku dochodowego, utrzymuje fikcyjny etat „naczelnego
dyrektora firmy” z wynagrodzeniem miesi璚znym oko這 40.000 z! Tym naczelnym, jest jaki wp造wowy, lecz zbankrutowany hrabia, kt鏎y nigdy nie by w 瘸dnej z hut firmy, lecz za to otrzymuje swoj prowizj, ka盥ego miesi帷a podpisuje list p豉cy, a niekiedy pro forma inne pisma. Reszta kwitowanej sumy przeznaczona jest dla r騜nych St瘼i雟kich, Wyrobisz闚, Forajsen闚 i innych. Ci zaanga穎wani w korupcji s逝瘸lcy, w obronie w豉snej sk鏎y, nie cofn si przed niczym. Tam gdzie chodzi o ujawnienie brudnych machinacji i to przez takiego szaraczka jak Moro嶔o, kt鏎y odwa篡 si wykra嗆 tajemnic i grozi kompromitacj. Najpro軼iej unieszkodliwi go, trupy przecie milcz.
- Rozumiem..., ale gdzie dopatruje si pan tej 鄉iertelnej pu豉pki? – zapyta貫m.
- To jest bardzo proste – t逝maczy Moro嶔o. Dermanka le篡 tu przy granicy pa雟twa, w g逝chym ost瘼ie le郾ym w powiecie Kostopol. Kopalni kaoliny prowadzi tam sp馧ka 篡dowska, w kt鏎ej firma „Vitrum” ma ponad 50 % udzia堯w i finansuje to intratne przedsi瑿iorstwo. Ci uprzywilejowani dobroczy鎍y, proponuj mi tam zatrudnienie nie z lito軼i nad biednym bezrobotnym, lecz w celu dokonania zbrodni doskona貫j, by pozby si niebezpiecznego wroga, kt鏎y odkry ich tajemne przest瘼stwa. Gdybym zgodzi si na ich propozycj i obj掖 proponowan posad, to wkr鏒ce dowiedzia豚y si pan, 瞠 pracownik kopalni kaoliny w Dermance Aleksander Moro嶔o, uleg nieszcz窷liwemu wypadkowi przy pracy na skutek w豉snej nieuwagi i poni鏀 鄉ier na miejscu. W ten najprostszy i najta雟zy spos鏏 za瞠gna這by gro膨ce niebezpiecze雟two. Nasza w豉dza nawet nie odwa篡豉by si robi dochodzenia, bo to wyda這by si g逝pie, tylko ksi康z Wyrobisz demonstracyjnie wypowiedzia豚y z ambony kilka s堯w wsp馧czucia i mo瞠 nawet uczyni豚y 豉sk odprawiaj帷 msz 瘸這bn za dusz nieszcz窷nika, nie bior帷 od wdowy op豉ty za fatyg...! Ale Moro嶔o do鈍iadczony trudno軼iami 篡cia i utrat zaufania, o鄉ieli si nie przyj望 posady stanowi帷ej „ pu豉pk” i postanowi pokrzy穎wa podst瘼ne plany zm闚ionych przeciwko niemu nieprzyjaci馧.
- Do ksi璠za ju nie p鎩d, m闚i dalej Moro嶔o. Nie chc patrze na jego w篹owe oczy i widzie ten drgaj帷y nerw na jego szcz璚e. Boj si tego duchownego. Zam闚i wizyt u St瘼i雟kiego i powiem mu, 瞠 odmawiam przyj璚ia proponowanej przez ksi璠za posady. 疾 czyni to za po鈔ednictwem dyrektora, bo nie chc zdradza proboszczowi znanych mi tajemnic. Domy郵a si pan, jaki charakter mo瞠 przybra taka rozmowa ze St瘼i雟kim. Powiem mu r闚nie, 瞠 wszelkie pr鏏y zamachu na moje 篡cie, nie odnios skutku, bo swoje zeznania w tej sprawie spisa貫m i z這篡貫m do depozytu osoby pewnej i niezale積ej od firmy „Vitrum”. Rozumie pan r闚nie, 瞠 wtajemniczenie osoby niezale積ej od firmy, jest sposobem na wykluczenie podejrze powierzenia tajemnicy, kt鏎emu z Dytkowskich. Zrobi貫m to w tym celu, aby ewentualne dociekania w tej sprawie odwr鏂i i upozorowa, 瞠 
tajemnica nie zosta豉 ujawniona nikomu.
- Rozumiem, ale czym ja pos逝輳 si w razie zaistnienia potrzeby udzielenia panu pomocy – zapyta貫m.
- Moje zeznanie sporz康zi貫m w dw鏂h egzemplarzach i z這篡貫m w depozyt w zalakowanych kopertach. W przypadku zamachu na moje 篡cie, pan tak kopert otrzyma natychmiast. Do braci Dytkowskich mam zaufanie i wiem, 瞠 post徙i pan zgodnie z prawem i nakazem sumienia. Nie pozwoli pan aby moje dzieci pozosta造 bez opieki – powiedzia Moro嶔o z przekonaniem i najwy窺z powag.
- Kto jest depozytariuszem tej cennej tajemnicy? – zapyta貫m.
- Jest nim bardzo zaufany cz這wiek, pan in. Zawijenko.
- Dokona pan dobrego wyboru powierzaj帷 dokument tej osobie.
- Uwa瘸m, 瞠 w naszym miasteczku trafniej nie mo積a by這 post徙i. Pan raczy to potwierdzi, to bardzo dobrze. Teraz ju mam pewno嗆 i czekam jedynie na wizyt u dyrektora huty. Przepraszam za zabranie tak wiele cennego czasu. Dla dobra sprawy od dzi zachowujemy si tak, jakby wsp馧dzia豉nie mi璠zy nami nie istnia這 – powiedzia Moro嶔o i po瞠gnawszy si – oddali.

Jak stwierdzi貫m p騧niej, Moro嶔o post徙i tak, jak zamierza. Nadal otrzymywa wynagrodzenie w hucie za nie przepracowany czas, o czym wiedzia貫m tylko ja. Moro嶔o odkry tylko jedn z wielu wilczych 軼ie瞠k, ale nie unieszkodliwi drapie積ik闚. Nast瘼nego dnia siedzia貫m prawie bezczynnie za lad sklepu i ogl康a貫m 鈍iat przez szyb wystawow.
Obserwuj帷 ruch uliczny ujrza貫m p璠z帷y wehiku dyrektora St瘼i雟kiego, a tymczasem do sklepu wszed brat Janek.
- Sp鎩rz – zauwa篡 u豉n rezerwista – jak on cz瘰to gania te bu豉nki, jak zawsze 酥ieszy si, po co i dok康? M鏬豚y wcze郾iej wyje盥瘸 do przyjaci馧 i kasyna. Zauwa篡貫m nawet, 瞠 kiedy jedzie do lasu za wie, to tak瞠 goni konie, co zastanawia mnie najbardziej. Na te le郾e wycieczki nigdy nie zabiera ze sob ma鹵onki, nikt jej tam dot康 nie widzia. Sprawdz to, bo w stron Koby造, gdzie je寮zi zwykle dyrektor, wybieram si w豉郾ie na grzyby.
- To niez造 pomys Janku, sprawd, co tak cz瘰to robi w lesie samotnik dyrektor i dlaczego zawsze tak si 酥ieszy.
- Za豉twione, pojad na rowerze bocznymi 軼ie磬ami i obejrz wszystko na miejscu – upewni mnie Janek.

Min掖 kolejny pracowity tydzie i zbli瘸豉 si wyczekiwana niedziela. Mia貫m zwyczaj po nabo瞠雟twie odwiedza rodzic闚. Teraz mieszkali oni we w豉snym domku, w nowej cz窷ci miasteczka. Kiedy wyszed貫m z ko軼io豉, zagadn掖 mnie Wincenty Kuty, wsp馧w豉軼iciel warsztatu stolarskiego, grzecznie przywita i z這篡 gratulacje.
- To jaka pomy趾a panie Wincenty, niczego nie wygra貫m na loterii.
- W豉郾ie, 瞠 wygra pan i g堯wna wygrana pad豉 na pa雟kie nazwisko. Tylko nie na loterii, lecz na trybunie robotnik闚 huty i to z tego tytu逝 nale膨 si panu gratulacje.
- Uprzejmie dzi瘯uj panie Wincenty, ale z t g堯wn wygran to pan przesadzi.
- To nie przesada panie Jerzy, gratulacje i jeszcze raz gratulacje. Zdobycie si na tak 鄉ia貫, publiczne zaatakowanie ksi璠za doktora i nazwanie po imieniu jego niecnych pom闚ie z ambony, naprawd graniczy z wyj徠kow odwag. Pan na tej trybunie zademonstrowa si喚 prawdy i 鄉ia陰 obron honoru hutnik闚, bezpodstawnie znies豉wionych przez autorytet, kt鏎y sw z這郵iwo軼i sam siebie poni瘸. Pan okaza si silniejszy ni ksi康z na ambonie i tu tkwi pana najwi瘯sza zas逝ga.
- Przesada panie Wincenty. Niech pan zwa篡, 瞠 to nie ja, lecz hutnicy posiadaj si喚, z kt鏎 r闚nie ksi康z musi si liczy. Gdyby nie oni, nikt by mnie nie pom鏬 i le瘸豚ym na deskach.
- S逝sznie panie Jerzy, hutnicy stanowi si喚, ale w豉軼iwe jej wykorzystanie do pana nale瘸這. Dzisiaj ca貫 miasteczko m闚i tylko o hucie i o tym, 瞠 nareszcie znalaz si kto odwa積y, kto tak skutecznie poskromi wszechw豉dnego i nieuczciwego proboszcza. Teraz zachowuje si on grzecznie, cicho i potulnie, jak uczniak zbity po 豉pach i tym w豉郾ie przys逝篡 si pan spo貫cze雟twu, panie Jerzy.
- S造sza貫m, 瞠 pono ksi康z, ju odchodzi od nas, ale czy to prawda, zapyta貫m zmieniaj帷 nieco temat.
- Tak pog這sk to chyba on sam pu軼i w obieg – rzek Kuty. Powiedzia jakoby, 瞠 to co nale瘸這 zrobi w naszej parafii, on ju dokona, teraz ma prawo do awansu i nie b璠zie dalej marnowa si w takiej dziurze jak Rokitno. Opinie o pora盧e stara si t逝mi w zarodku, aby nie nabra豉 rozg這su, ale kuria biskupia i tak ju wie co powinna wiedzie.
- S造sza貫m, 瞠 ma odej嗆 na kapelana KOPu? czy to prawda?
- Tak by to wygl康a這, bo nawet zamiast sutanny p豉szcz wojskowy z dystynkcjami kapitana wdziewa, ale moim zdaniem jest to tylko gra pozor闚.
- Czy ksi康z takich argument闚 u篡wa w swojej obronie? – zapyta貫m.
- Tak, tylko nieoficjalnie, ju nie z ambony, ale przez tub zale積ych od siebie s逝gus闚, czyni to oni bardzo ostro積ie, gdy zawsze spotykaj zdecydowany sprzeciw parafian. M闚i to aby pana zorientowa Panie Jerzy, bo ksi康z Wyrobisz wcale nie zamierza opu軼i Rokitna, tylko celowo stwarza takie pozory. Mam do pana zaufanie i musz poinformowa, 瞠 ja z ramienia Stronnictwa Ludowego Piast, mam obowi您ek obserwowania poczyna tego ksi璠za. Na Rokitno i okolic jestem pe軟omocnikiem tej organizacji, a ten proboszcz, zawsze staje po przeciwnej stronie naszej dzia豉lno軼i i bardzo nam przeszkadza. Pe軟i帷 funkcj przewodnicz帷ego BBWR, kompromituje ko軼i馧 i daje dowody nie licuj帷e z dzia豉lno軼i osoby duchownej. Maj帷 silne poparcie firmy „Vitrum” i miejscowego „kaha逝” uczyni z siebie nieposkromionego dzia豉cza powiatu. Najgorsze jest to, 瞠 ten duchowny, dla swoich prywatnych, egoistycznych cel闚 i w豉snego wygodnictwa, sutann i ambon wykorzystuje jako narz璠zie walki, a z parafian uczyni tarcz obrony i poparcia brudnych poczyna. St康 wynika m鎩 obowi您ek obserwacji tego doktora obojga praw, kt鏎y wykonuj ju od d逝窺zego czasu. Pan nawet nie wyobra瘸 sobie wag przys逝gi, jak uczyni naszej organizacji swoim rzeczowym wyst徙ieniem i to z trybuny robotnik闚 huty! My tak瞠 pa雟k wypowied docenili鄉y i na nasz pomoc, zawsze mo瞠 pan liczy. Musi pan wiedzie, panie Jerzy, 瞠 to, co zosta這 skrytykowane, dotyczy nie tylko widocznej, moralno – politycznej strony dzia豉lno軼i ksi璠za, lecz r闚nie tej drugiej, ukrytej, dotycz帷ej materialnych 廝鏚e jego tajemnych dochod闚. W tej dziedzinie ksi康z ju dawno wszed w kolizj z prawem i dobrymi obyczajami, o czym pan zapewne jeszcze nic nie wie.
Domy郵a si pan zapewne, m闚i dalej Kuty, 瞠 ksi康z Wyrobisz 鈍iadcz帷 us逝gi firmie „Vitrum” nie robi tego bezinteresownie. Tu bowiem wchodzi w gr nie tylko uk豉d robotnik – pracodawca, ale i przedsi瑿iorca – pa雟two. Nie wiem co panu jest wiadome, o r騜nych grach i naciskach kapita逝 na gospodark pa雟twa i urz璠nik闚 sprawuj帷ych w豉dz. W tych ciemnych machinacjach na naszym terenie, bierze czynny udzia ksi康z Wyrobisz, a specjalno軼i jego jest, stwarzanie podatnego gruntu w鈔鏚 urz璠nik闚 wyznaczonych do korumpowania. Kapita這wi 篡dowskiemu na tym zale篡, wi璚 dobrze op豉ca i korumpuje s逝gus闚 i otacza opiek swej pot璕i. Dam panu przyk豉d takiej praktyki. Ot騜 ksi康z Wyrobisz wyst瘼uj帷y jako proboszcz parafii nadgranicznej, rzekomo w trosce o zatrudnienie parafian zamieszka造ch nad granic wystara si w GISZ o pozwolenie na otwarcie kopalni kaoliny w Dermance. Jak panu wiadomo, teren, na kt鏎ym znajduj si z這瘸 tego surowca, przylega bezpo鈔ednio do granicy. Dlatego eksploatacja z堯 mo瞠 odbywa si tylko za zgod najwy窺zej w豉dzy wojskowej. Ale ksi康z Wyrobisz takie pozwolenie zdoby, a sp馧ka 篡dowska dobrze op豉ci豉 mu jego przys逝g. Pan swoim wyst徙ieniem nie鈍iadomie uderzy w tarcz, nie znaj帷 si jakie ona zas豉nia i narazi si na powa積e niebezpiecze雟two, kt鏎ego nie nale篡 lekcewa篡. A瞠by skutecznie broni si przed ich odwetem i atakami, nale篡 dobrze pozna nieprzyjaciela i 廝鏚豉 jego si造. Trzeba jednak wiedzie, 瞠 nasz proboszcz, ca陰 posiadan wiedz, tytu造 naukowe, inteligencj, zdolno軼i organizacyjne, szerokie stosunki z w豉dzami i kapita貫m, nie wykorzystuje dla dobra spo貫cze雟twa i wiernych, a wr璚z na odwr鏒, spo貫cze雟two i parafian eksploatuje dla w豉snych korzy軼i materialnych i egoistycznych cel闚. Jego sutanna duszpasterska i stanowisko spo貫czne, stanowi tylko altruistyczn tarcz, za kt鏎 kryje si w豉軼iwe oblicze zdrajcy sprawy narodowej. Ten rzekomo opatrzno軼iowy dzia豉cz, tak silnie umocni si u w豉dz powiatowych i wojew鏚zkich, w dow鏚ztwie KOP-u i GISZ-u, 瞠 potrafi niewygodnych dla siebie urz璠nik闚 usuwa, a wojskowym powodowa przeniesienie s逝瘺owe. Dowodem jego machinacji s m.in. przeniesienia st. przod. Ksi捫ka, burmistrza miasteczka pana Boles豉wa Wojtkiewicza, a ostatnio pp趾. Kotarby i st. sier. Lewandowskiego. Takie panowanie silnej r瘯i, obecnie ma miejsce w naszym Zarz康zie Miasta. Jak panu wiadomo, po 鄉ierci 酥. Konrada Baranowskiego, funkcj burmistrza pe軟i pan Wojtkiewicz, lecz musia to stanowisko opu軼i na rzecz zg這szonego przez ksi璠za Hilarego Ostrowskiego. Ten przest瘼ca pracowa przedtem w Zarz康zie Miasta i ukrywa si pod przybranym nazwiskiem, Stanis豉wa Bratskiego. W tym czasie, zdradzaj帷 interes w豉snego narodu, wkrad si on w 豉ski "„kaha逝" i przeszed na jego s逝瘺. Przypadek zrz康zi, 瞠 przest瘼ca zosta wykryty. Bratskiego aresztowano i osadzono w wi瞛ieniu za sprzeniewierzenie mienia pa雟twowego, defraudacj, dezercj z wojska i przyw豉szczenie obcego nazwiska, grozi豉 mu nawet du瘸 kara. Z pomoc jednak przybyli „zacni” obywatele, a spraw obrony wzi掖 w swoje r璚e ks. dr Wyrobisz. Przebieg tego procesu nie jest panu znany, jednak wiadomo, 瞠 vel Stanis豉w Bratski zosta uniewinniony, zrehabilitowany i powr鏂i do rodowego nazwiska jako Hilary Ostrowski. Obecnie, przez jawne poparcie naszego proboszcza, jest burmistrzem miasta Rokitno. Ten fakt m闚i sam za siebie, bo ks. Wyrobisz, bior帷 w obron dezertera, nie mia na celu ratowania zb陰kanej owieczki i przywr鏂enie jej ko軼io這wi, bo vel Bratski nigdy do ko軼io豉 nie chodzi, a jako Hilarego Ostrowskiego te nie widziano go w鈔鏚 wiernych. Ksi康z doktor wiedzia o tym, ale jemu nie chodzi這 o nawr鏂enie duszyczki tylko, o zaufanego i uleg貫go cz這wieka na stanowisku w Urz璠zie Miasta. Musi pan wiedzie, 瞠 zar闚no wielki kapita 篡dowski w Polsce, jak i ma造, drobnomieszcza雟ki, wyst瘼uj帷y w ramach „kaha逝”, maj na celu tylko zysk, poprzez maksymalny wyzysk robotnik闚 i ch這p闚. Dlatego tak usilnie d捫 do os豉bienia si strzeg帷ych interes闚 naszego pa雟twa i zwalczaj帷ych wyzysk jak: zwi您ek zawodowy hutnik闚, organizacje ch這pskie przy SL „Piast”. Takiego ksi璠za Wyrobisza, z jego chorobliw ambicj wszechw豉dzy, kapita 篡dowski potrafi jednak nagi望 i uczyni podatnym narz璠ziem realizacji swoich cel闚. Utrzymanie takiego uk豉du le篡 w orbicie ich w豉dzy, a sprzeciw, nawet najs逝szniejszy potrafi unieszkodliwi.

- Panie Wincenty, a czy wie pan w jaki spos鏏 „kaha” oddzia造wuje na organizacje robotnicze i ch這pskie?
- W taki, 瞠 na swoich us逝gach posiada skorumpowanych urz璠nik闚 i dzia豉czy spo貫cznych, kt鏎zy staraj si os豉bi ka盥y autorytet bior帷y udzia w obronie wyzyskiwanych – odpowiedzia.
- Jak to wygl康a w praktyce „kaha逝”?
- „Kaha” prowadzi walk z polskim rzemios貫m i przejawami inicjatyw dotycz帷ych zak豉dania sp馧dzielni. Uwa瘸j oni, 瞠 wszelka dzia豉lno嗆 podnosz帷a 鈍iadomo嗆 „goj闚” godzi w ich interes, walcz wi璚 wszelkimi metodami nie przebieraj帷 w 鈔odkach. Podam panu przyk豉d metody uprawianej przez 篡dowskiego pracodawc, wykorzystuj帷ego ch這porobotnika. Ot騜 znany panu 砰d Go逝bowicz, kierownik miejscowego tartaku, zaprowadzi taki zwyczaj, 瞠 przyjmowany do pracy ch這p ze wsi, musia przynie嗆 prezent w postaci koszyka jaj lub t逝stego koguta. Kto o鄉ieli si takiej grzeczno軼i nie uczyni, do pracy nie by przyjmowany. Obecnie, na skutek zastoju i bezrobocia, Go逝bowicz cz瘰to wypowiada prac tylko dlatego, aby po pewnym czasie przyj望 zn闚 odprawion osob i otrzyma grzeczno軼iowy prezent. Kiedy specjalnie podstawi貫m takiego ch這porobotnika, aby przekona si o stosowanych przez 砰da praktykach i z這篡 skarg do proboszcza. W rezultacie ksi康z rozgniewa si na biedaka. Ja nie rabin i nie mam wp造wu na 砰da, odpowiedzia rozgniewany. Pokrzywdzony ch這p nie znalaz pos逝chania u doktora praw, bo to nie le瘸這 w jego kompetencji. Zupe軟ie inaczej zareagowa ten sam autorytet, kiedy 砰d wni鏀 do niego skarg na Mazura, kt鏎y porzuci prac u wyzyskiwacza, podj掖 si sam obr鏏ki materia逝 tarcicowego i w dodatku sam dostarcza go rzemios逝, robi帷 tym konkurencj 砰dowi. Za taki przejaw samodzielno軼i wkr鏒ce zosta ukarany jak za nielegaln dzia豉lno嗆, a jego inicjator napi皻nowany z ambony jako heretyk. Dowodem s逝瘺y 砰dom, jest i taki obrazek, kt鏎y mo積a ogl康a w ka盥 sobot wieczorem, kiedy to 篡dowski fryzjer Frydman zd捫a na plebani, aby ogoli brod wielebnemu. Jego walizka zawsze jest nape軟iona, i zawiera nie tylko potrzebne przyrz康y. Mamy wprawdzie w naszym miasteczku, a trzy chrze軼ija雟kie fryzjernie, Ratajskiego, Obermajera i Goluba, ale nasz proboszcz nieustannie woli 砰da. Wie pan, my郵a貫m nad mo磧iwo軼i u篡cia polskiego golibrody przez rabina, ale takich b喚d闚 i wyst瘼k闚 w narodowym odczuciu potrzeby solidarno軼i mi璠zy 砰dami nie ma. Prowadzony przeze mnie i mojego brata warsztat meblarski – m闚i Kuty – jest oparty na klienteli chrze軼ija雟kiej, nawet mieszka鎍闚 Sarn, ale nigdy nie mia貫m zam闚ienia naszego ksi璠za. On bowiem swoje potrzeby zawsze lokuje u 篡dowskiego partacza Klejmana. Przy tak jawnej wsp馧pracy z si豉mi godz帷ymi w nasz interes narodowy, ksi康z doktor przyw豉szcza sobie zas逝gi uczciwych obywateli, a ich przyw鏚c闚 stara si znies豉wi i usun望, bo oni stanowi dla niego gro嬌 zdemaskowania jego chorobliwych cel闚 ob逝dy i zdrady. Pan swoim wyst徙ieniem dokona wy這mu w twierdzy wroga, ale nie obali jej. Nieprzyjaciel jest silny i bezwzgl璠ny, wi璚 musi pan pozna jego s豉be strony i tworzywo z jakiego zbudowa twierdz, kt鏎 pan nie鈍iadomie zaatakowa. W tym celu, podzieli貫m si z panem swoim rozpoznaniem i uprzedzam, aby pan strzeg si tego „jezuity”. Robi to mi璠zy innymi i dlatego, 瞠 proboszcz przyja幡i si z waszym dyrektorem huty, a takie objawy nie dziej si bez przyczyny.

Oszo這miony naraz tyloma wiadomo軼iami o niechwalebnej dzia豉lno軼i naszego duszpasterza nie znalaz貫m spokoju nawet w ciep貫j atmosferze rodzicielskiego domu. Mimo woli by貫m smutny i zamy郵ony. Ojczulek pytaj帷o spojrza na mnie i zapyta z cicha, czy aby mi co nie dolega? Sk豉ma貫m m闚i帷, 瞠 czuj si przem璚zony i po瞠gna貫m rodzic闚 udaj帷 si na rozmy郵anie do w豉snego domu. W hucie pracowa貫m na jednej zmianie z Kazikiem, a po fajrancie zeszli鄉y si aby pom闚i o stosunkach polsko – niemieckich i niewyra幡ej sytuacji zwi您anej z zatargiem o tzw. „korytarz”. Stawiane warunki przez Hitlera i Ribentropa, nasuwa造 gro嬌 wojny.
I tak oto podczas rozmowy dw鏂h braci, trzeci brat wpada jak burza i podniesionym g這sem oznajmia:
- Mamy go! Przechwyci貫m zdrajc na gor帷ym uczynku! Mamy niebezpiecznego szpiega! – krzycza zadyszany szybkim biegiem Janek. Zagadkow wiadomo嗆 przyj瘭i鄉y ze spokojem i rezerw. Kazik nie zadawa pyta, czekaj帷 na uspokojenie si Janka, a ja zacz掖em domy郵a si wynik闚 obserwacji St瘼i雟kiego.
- Uspok鎩 si Janku i m闚 do rzeczy, kogo mamy? – zapyta貫m.
- Wy郵edzi貫m St瘼i雟kiego, to szpieg niemiecki – m闚i ju spokojnie Janek. Jak ci przyrzek貫m, rozpocz掖em obserwacj od jego wyjazdu z miasta. Kiedy bryk ruszy w kierunku lasu, szybko pomkn掖em za nim na rowerze i dop璠zi貫m skracaj帷 drog 軼ie磬ami. Obserwowa貫m St瘼i雟kiego z daleka, jad帷 dr騜kami znanymi tylko grzybiarzom. Zauwa篡貫m,瞠 raptownie skr璚i w g瘰ty zagajnik. By豉 to 郵epa dr騜ka w zaro郵ach azalii, wi璚 ukry貫m rower i cicho podczo貪a貫m si w kierunku pojazdu. Serce wali這 mnie jak m這tem, gdy ujrza貫m St瘼i雟kiego. Sta ko這 bryczki i rozgl康a si jak gdyby co przeczuwa, wreszcie wzi掖 do r瘯i czarn walizeczk. Uszed kilka krok闚 i zn闚 stan掖 nas逝chuj帷. Po pewnym czasie, ruszy 鄉ia這 w zaro郵a w kierunku wzg鏎ka na polance pod Koby陰. Na skraju polanki ponownie zatrzyma si i wyj患szy lornetk, obserwowa przyleg造 teren. Ustawi walizk na k這dzie i zacz掖 manipulowa aparatur. Widzia貫m dobrze ka盥y jego ruch. Spojrza na zegarek, za這篡 s逝chawki na uszy. By這 tak cicho, 瞠 s造sza貫m nawet bicie w豉snego serca. Nagle us造sza貫m g這s wywo豉wczy.... ale niestety nie zrozumia造 dla mnie, bo St瘼i雟ki m闚i po niemiecku. W pewnym momencie przerwa, zn闚 spojrza na zegarek i ponownie, ale znacznie ciszej nadawa tre嗆 przekazu. Niestety z us造szanych d德i瘯闚 nie zrozumia貫m niczego. Rozmowa trwa豉 oko這 o鄉iu minut, po czym szpieg zdj掖 s逝chawki i raptownie zacz掖 sk豉da aparat. Teraz porusza si szybciej i mniej ostro積ie, udaj帷 si do czekaj帷ej w zaro郵ach bryczki. Zauwa篡貫m, 瞠 wo幡ica by ju przygotowany do odjazdu, a konie by造 zawr鏂one do drogi. Na widok wracaj帷ego szefa, Kufeld podni鏀 tylko siedzenie, aby u豉twi w這瞠nie i ukrycie czarnej walizki. St瘼i雟ki bez s這wa zaj掖 swoje miejsce na tylnym siedzeniu i zdawa si by bardzo zamy郵ony. Konie ruszy造 z kopyta i tak oto nasz dyrektor powa積ej firmy „Vitrum”, za篡wszy 鈍ie瞠go powietrza, wraca do swych zaj耩, a wo幡ica jak zwykle g這郾o pop璠za kasztanki. Wreszcie rozpoznali鄉y cel zagadkowych wycieczek pana dyrektora udaj帷ego si bez ma鹵onki do uroczyska pod Koby陰. Teraz wiemy z kim mamy do czynienia, nareszcie wy豉zi szyd這 z worka.
- Co robimy dalej?
- Spokojnie, to dopiero pocz徠ek naszej akcji – zauwa篡 Kazik
- Przypilnujemy amatora 鈍ie瞠go powietrza razem z Kazikem – m闚i Janek – a ubezw豉dnionego i zwi您anego razem z Kufeltem, dostarczymy jego w豉sn bryczk, prosto do dow鏚cy Baonu.
- Tylko tym razem nie do kasyna oficerskiego, lecz do zakratowanej piwnicy pod pa豉cem Rozenberga – uzupe軟i Janek.

Stanowczo nie zgodzi貫m si na samodzieln akcj. Uzna貫m, 瞠 mog to uczyni tyko fachowcy. Nale瘸這by porozumie si w tej sprawie z kom鏎k kontrwywiadu lub komend nadrz璠n KOP. Szkoda, 瞠 znajomi nam oficerowie kpt. Gdesz i pp趾. Kotarba zostali przeniesieni, bo wiemy ju, 瞠 obecny dow鏚ca Baonu mjr. Rzepa nagina si do woli Wyrobisz闚. Chocia mamy mamy ju wiele dowod闚 dziwnej gry ze strony ksi璠za, ale pos康zanie go o zdrad i szpiegostwo nie mie軼i這 mi si w g這wie.

- S逝chajcie wi璚 moi bracia. Pozory myl, wi璚 sprawa szpiegostwa na rzecz innego pa雟twa wymaga szczeg鏊nej uwagi i wnikliwo軼i. Musimy by dociekliwi ale bardzo ostro積i. Nale篡 obserwowa wszystkie osoby mog帷e bra udzia w tej niebezpiecznej grze. Najpierw ocenimy St瘼i雟kiego. Wiemy, 瞠 kupi pojazd i konie wyjazdowe jak 瘸den inny jego poprzednik. Kto by si domy郵i, 瞠 u篡wa je do tak niecnych cel闚? Ju przedtem zastanawiali鄉y si, dlaczego firma toleruje takie luksusy dyrektora? Teraz ju wiemy, 瞠 St瘼i雟ki szanta簑je swoich pracodawc闚 i nie liczy si z ich zdaniem. Jego post瘼owanie, od pocz徠ku obecno軼i w Rokitnie wydawa這 si podejrzane. Odprawi tak dobrego koniucha jakim by Kostia Bertasz, a na jego miejsce przyj掖 Niemca Kufelta. Teraz ju rozumiemy, dlaczego tego dokona. Odznaczenie pa雟twowe otrzyma Niemiec, Kopke. Teraz ju wiemy, 瞠 dyrektor, wystawiaj帷 wniosek w tej sprawie, zjedna sobie i mobilizowa do wsp馧pracy Niemc闚. Taki wniosek musia jednak podpisa ks. Wyrobisz.

W tym ci庵u zdarze najwa積iejsz jest jednak szczeg鏊na przyja潯 St瘼i雟kiego jako szpiega, z naszym ksi璠zem. P騧niej zauwa瘸my jak szybko wszed do towarzystwa oficer闚 KOP-u i nieustannie uczestniczy we wszystkich imprezach urz康zanych w kasynie oficerskim. Wa積a jest r闚nie, niczym nie uzasadniona jego wizyta na terenie buduj帷ych si umocnie obronnych pod Sarnami.
Uznali鄉y, 瞠 wszystkie te poczynania by造 celowe, a sekundowa im zawsze nasz ksi康z, kt鏎ego nie mo積a przecie pos康za o niewiedz i nieznajomo嗆 charakteru pracy lokalnych elit. Dodajmy do tego s逝瘺owe przeniesieniem st. przod. Ksi捫ka, uprzytomnijmy sobie, kto spowodowa w ostatnim czasie odej軼ie z Rokitna najzdolniejszych i najbardziej aktywnych oficer闚 sztabowych? Komu zale瘸這 na tym, aby tych funkcjonariuszy usun望, a pozostawi takich ba逕an闚 jak Dunikowski i przod. So郾ierz.
Dzisiaj s逝sznie stwierdzamy, 瞠 w tak wa積ej dla pa雟twa sprawie nie ma z kim wsp馧pracowa, aby usun望 niebezpieczne zagro瞠nia. Narad幟y si, co dalej w tej sytuacji robi.

Braciom o鈍iadczy貫m, 瞠 to co wiemy we trzech, nale篡 utrzyma w 軼is貫j tajemnicy. W tym czasie skomunikuj si z p趾. Szyszko-Bohuszem w ζchowie i uzyskam fachow porad.
Jednak ju nast瘼nego dnia - a by這 to 01.09.1939 roku - dotar豉 do nas przykra wiadomo嗆, o napa軼i Niemiec hitlerowskich na Polsk. Rozpocz窸y si dzia豉nia wojenne na ca貫j d逝go軼i granicy, 陰cznie z wolnym miastem Gda雟k. Kontakt z p趾. Szyszko-Bohuszem sta si w takiej sytuacji niemo磧iwy. Zawiedziony niepowodzeniem, uda貫m si bezpo鈔ednio do kpt. Chomicza w Sarnach. Wys逝cha mnie uwa積ie i tylko znacz帷o pokiwa g這w. Nic z tego drogi kolego – powiedzia. Nasza s逝瘺a kontrwywiadu jest teraz bardzo zaj皻a i nie mog豉by podj望 dzia豉 na terenie Rokitna, bez wiedzy dow鏚cy waszej jednostki KOP, a to, jak wynika z twoich wypowiedzi nie jest wskazane. Ponadto, musz ci ujawni, 瞠 na terenie ca貫go kraju, przed rozpocz璚iem dzia豉 wojennych pochwycili鄉y na gor帷ym uczynku setki podobnych szpieg闚 i nie zostali oni ukarani tylko dlatego, aby nie rozdra積ia Niemc闚. To jest przykre drogi kolego, ale pomimo najszczerszych ch璚i, niewiele mog ci pom鏂.
Wobec takiej sytuacji do domu wr鏂i貫m zrozpaczony i nie informowa貫m braci o fiasku mojej misji. Mo瞠 i 幢e zrobi貫m, bo gdyby Janek dowiedzia si o tym, to ze St瘼i雟kim rozprawi豚y si sam. Ju przedtem prosi mnie o pozwolenie za豉twienia tej sprawy w pojedynk i obiecywa, 瞠 St瘼i雟kiemu sprawi tak 豉幡i, 瞠 serce wycieknie mu z galot.
W tym czasie nast徙i豉 mobilizacja m這dych rocznik闚 rezerwy i brat W豉dys豉w ruszy na wojn. Nas, starszych braci mobilizacja jeszcze nie obj窸a. Do Rokitna przywieziono kilkudziesi璚iu je鎍闚 wojennych. Z b鏊em serca s逝chali鄉y komunikat闚 z frontu. Donoszono w nich o du篡ch stratach wyrz康zonych przez lotnictwo nieprzyjacielskie i zbli瘸nie si Niemc闚 ku stolicy. Do Rokitna nap造wali pierwsi uciekinierzy z teren闚 obj皻ych dzia豉niami wojennymi. Byli to przewa積ie osoby, kt鏎zy posiadali krewnych w miasteczku i jego okolicach. Wszyscy opowiadali o okropno軼iach wojny i podziwiali spok鎩, jaki jeszcze mo積a by這 za篡wa w naszym mi造m zak徠ku. Przybyli tak瞠 uciekinierzy-hutnicy z Piotrkowa. Teraz ka盥y dzie przynosi coraz smutniejsze wiadomo軼i z frontu, m. in. o poddaniu si walecznie broni帷ej si za這gi Westerplatte. Niepokoi這 mnie ogromnie, 瞠 sojusznicy zachodni nie przychodz nam z pomoc, przecie nasza bohatersko broni帷a si armia ponosi ju tak dotkliwe straty. S逝chali鄉y r闚nie pocieszaj帷ych przem闚ie o przeciwnatarciach, przygotowanych na l康zie i morzu przez dwa sojusznicze mocarstwa. Mia造 one po這篡 kres pocz徠kowym sukcesom Hitlera i odwr鏂i kart naszych pocz徠kowych niepowodze. By造 to jednak tylko s這wa, bo obiecywana pomoc nie nadchodzi豉. Nie przypuszczali鄉y r闚nie, 瞠 zbli瘸 si do nas fatalny dzie 17 wrze郾ia. W tym to dniu, o godz 8.30 zosta貫m powiadomiony, 瞠 wojska sowieckie przekroczy造 nasz granic i wkr鏒ce pojawi si w Rokitnie. Natychmiast zaalarmowa貫m braci i koleg闚, kt鏎zy zg這sili si bezzw這cznie z rowerami i pe軟ym ekwipunkiem do podr騜y. O gadz 9.20 po瞠gna貫m si z 穎n i dzie熤i, ruszaj帷 na czele kilkunastoosobowej grupy hutnik闚 w kierunku Sarn. Wszyscy byli鄉y na rowerach, z zapasem 篡wno軼i na d逝窺z podr騜. W grupie tej by這 nas pi璚iu braci Dytkowskich: Jerzy, Kazimierz, Jan, Bogdan i Tomasz, bo W豉dys豉w w tym czasie by ju na wojnie. Przy torze kolejowym za miastem, do陰czyli鄉y do wycofuj帷ego si Baonu KOP. Przy wojsku by tak瞠 w pe軟ym sk豉dzie posterunek policji i zaledwie dw鏂h mieszka鎍闚 nowej cz窷ci miasta. Tymi uchod嬈ami byli pan Harsfinkiel – kierownik tartaku i pan Gogolwski. Spodziewa貫m si jeszcze innych, wi璚 rozgl康a貫m si w nadziei zobaczenia ksi璠za i burmistrza, ale na pr騜no. Oni nie potrzebowali troszczy si zmian w豉dzy. Do Sarn przybyli鄉y przed wieczorem. W鈔鏚 w豉dz miasta i wojska zauwa篡貫m du瞠 zaniepokojenie. By這 nam ogromnie przykro, 瞠 w dow鏚ztwie garnizonu nie mo積a by這 uzyska informacji odno郾ie przydzia逝 do jakiejkolwiek jednostki wojskowej. Panowie Harsfinkiel i Gogolewski towarzyszyli nam, ale przybyli tu nie do wojska, wkr鏒ce, wraz z innymi uciekinierami udali si za Bug.
Przem璚zeni podr騜 i rozgoryczeni beznadziejno軼i sytuacji, skierowali鄉y si ca陰 grup na skraj miasta, do znajomego osadnika pana Zalewskiego. Prowadzi on gospodark na ko鎍u wsi Sarny przy szosie w kierunku twierdzy Strasz闚, obok mostu na S逝czy. Pan Zalewski twierdzi, 瞠 umocnienie w Straszowie b璠zie si broni i w razie zbli瘸nia si wojsk sowieckich nast徙i b鎩. Ugo軼i on nas wszystkich i na nocleg zaprowadzi do stodo造, na siano. U這篡貫m si obok braci, ale podniecony sytuacj jako nie mog貫m zasn望, rozmy郵a貫m. Zerwa貫m si s造sz帷 od strony szosy podejrzany ruch pojazd闚 konnych. Wiedziony ciekawo軼i poszedszed貫m do bramy. Zasta貫m tam ju pana Zalewskiego, kt鏎y poinformowa mnie, 瞠 to co wida na szosie to wycofuj帷a si za這ga twierdzy. Przez kilka godzin obserwowali鄉y ci庵n帷e na zach鏚 tabory wojskowe.

- Co tu si dzieje? – zapyta貫m? Czy瘺y wojsko nasze nie mo瞠 broni si nawet w twierdzy?
- Tak by to wygl康a這 – rzek pan Zalewski – bo wycofuj si pod os這n nocy omijaj帷 miasto. Chc ukry przed ludno軼i fakt, 瞠 sowieci d寫aj nas w plecy.
By這 ju po p馧nocy, kiedy powt鏎nie uda貫m si na spoczynek. Tak mija w napi璚iu czas, pe貫n zawodu, goryczy, b鏊u i bezsilno軼i wobec wroga. Zbli瘸 si pami皻ny dzie 17 wrze郾ia 1939 roku. Pomimo zm璚zenia i p騧nej pory, nie mog貫m zasn望 do 鈍itu. Rano pani Zalewska zaprosi豉 nas na 郾iadanie. Po posi趾u, wsiadamy na rowery i zn闚 jedziemy do koszar. Tym razem zastaj kpt. Chomicza. Ten znakomity oficer, zawsze weso造, pe貫n werwy 篡ciowej, humoru i 穎軟ierskiego dowcipu, teraz wyda mi si bardzo przygn瑿iony, przygas造 i smutny. Na powitanie powi鏚 po grupie wzrokiem pe軟ym smutku i rezygnacji. Wyda這 si, 瞠 on raczej wszystkich 瞠gna, nie wita. B鏊 軼isn掖 gard這, zrobi這 mi si dziwnie przykro. Kapitan widocznie to zauwa篡, bo podszed do mnie i poufale, bior帷 pod rami odprowadzi na stron, aby bracia nie s造szeli... Po co ty przyprowadzi braci i tych hutnik闚? Nic tu po was. Wczoraj w nocy bolszewicy zaj瘭i R闚ne. Id Niemcom z pomoc, aby wzi望 nas w dwa ognie i dobi! W tej sytuacji nie jeste鄉y w stanie stawia jakiegokolwiek oporu, bo r闚na這by si to samob鎩stwu. Wracajcie do Rokita… bo ty drogi kolego, w鈔鏚 robotnik闚 teraz w豉郾ie jeste najbardziej potrzebny. Tam wywalczysz wi璚ej swoj obecno軼i, ni uzbrojeni 穎軟ierze na froncie. Czy zrozumia貫 mnie?
Po tej przykrej rozmowie z oficerem by貫m za豉many. Teraz zn闚 decyzja nale篡 do mnie – pomy郵a貫m – ale jak瞠 przykra...! Odruchowo spojrza貫m na braci. Stwierdzi貫m, 瞠 s zdenerwowani, ale pe軟i nadziei, 瞠 moja poufna rozmowa z kapitanem rozwi捫e problem ich przydzia逝 do wojska i uzyskania nale篡tego uzbrojenia, a tymczasem....dzia這 si wr璚z odwrotnie. Byli pewni, 瞠 kapitan jako dow鏚ca musia przekaza mi jak捷 wa積 i konkretn decyzj, wi璚 czekali na rozkaz utkwiwszy we mnie pytaj帷e spojrzenia.
- Wracamy do Rokitna – odpowiedzia貫m stanowczo. Nie b璠zie przydzia逝 do woja i nie b璠zie boju. Spojrzeli po sobie pytaj帷o i z niedowierzaniem kr璚ili g這wami. Zrozumcie koledzy – nie mamy czym si broni. Obecnie jeste鄉y okr捫eni przez nieprzyjaci馧, ze wszystkich stron. Nasz najskuteczniejsz broni w tych warunkach, jest trwanie w鈔鏚 swoich rodzin i utrzymywanie naszej polskiej to窺amo軼i – powiedzia貫m z moc.
Nasze patriotyczne trwanie – m闚i貫m dalej – nale篡 rozumie jako rozkaz i wykona go solennie. Wszyscy jeste鄉y Polakami i takimi pozostaniemy, a ze swej 鈍iadomo軼i i serca musimy wykrzesa tyle mocy, aby starczy這 dla wzbudzenia innych koleg闚, kt鏎zy w czasie okupacji b璠 stygn望 i zapomina o roli naszego pos豉nnictwa!
Wi瘯szo嗆 z nas by豉 鈍iadoma, 瞠 powoli tracimy nadziej do walki z wrogiem, przynajmniej teraz. Milczenie kt鏎e zapad這, pierwszy przerwa ma這m闚ny Tomek. Ja nie nadaj si do takiej pokojowej walki. Jerzy, pozw鏊 mi pozosta w jednostce liniowej, abym m鏬 bi si z broni w r瘯u – prosi.
- A gdzie jest taka formacja bojowa, kt鏎a ma bro dla ciebie? – zapyta貫m.
- Na stacji zatrzyma豉 si wycofana z umocnie straszowskich grupa, w kt鏎ej znalaz si, znajomy z macierzystego pu趾u porucznik. Obieca przyj望 mnie i uzbroi – odpowiedzia Tomek.
- Nikogo nie zamierzam powstrzymywa si陰. Ka盥y z was ma prawo dysponowa sob, wedle swego uznania, bo wie najlepiej, do jakiego rodzaju walki, w tej niezmiernie wa積ej pr鏏ie si Polak闚 – nadaje si.

Rezultat by taki, 瞠 obok Tomka znale幢i si jeszcze Janek i Bogdan, kt鏎zy z t jednostk, odjechali wkr鏒ce w kierunku Kowla. Ja natomiast, z Kazikiem i kolegami, przygotowywa貫m powr鏒 do Rokitna. Poleci貫m aby zaczeka na wkroczenie wojsk sowieckich do miasta i zorientowa si, o ich stosunku do ludno軼i. Tak informacj mo積a by wykorzysta po powrocie do domu. W Sarnach kr捫y造 wie軼i, 瞠 wkroczenie wojsk sowieckich mo瞠 nast徙i dopiero jutro lub pojutrze. W tych warunkach nale瘸這 jeszcze raz skorzysta z go軼inno軼i pana Zalewskiego. Tote przed udaniem si na nocleg do stodo造, chcia貫m jeszcze po瞠gna kpt. Chomicza i przy tej okazji skorzysta z jego przyjacielskich rad. W tym celu natychmiast uda貫m si do koszar, ale tu poinformowano mnie o zgrozo, 瞠 kapitan nie 篡je...! Ta przykra wiadomo嗆 wp造n窸a na mnie destrukcyjnie i przygn瑿iaj帷o. Ten wspania造 oficer nie mia jednak do嗆 si, aby przetrwa kl瘰k Polski i sam, wystrza貫m z pistoletu pozbawi si 篡cia...! Cia豉 samob鎩cy nie widzia貫m, bo natychmiast usuni皻o je z biura koszar. Teraz w ogromnym smutku, odtworzy貫m z pami璚i to co przed kilkoma zaledwie godzinami oficer ten opowiedzia mi i nakaza. U鈍iadomi貫m sobie, 瞠 wszystko co wtedy m闚i brzmia這 jak t e s t a m e n t, kt鏎ego nale篡 bezwzgl璠nie w y k o n a !!!

14. SWOBODA NA BAGNETACH.

Dnia 19 wrze郾ia w godzinach popo逝dniowych, czo堯wka wojsk sowieckich, wkroczy豉 do Sarn od strony Niemowicz. Ceremonii powitalnych nie widzia貫m, bo wojsko przechodzi這 w szyku bojowym, a dow鏚ztwo sowieckie 膨da這, aby Polacy z這篡li bro i przekazali w豉dz administracyjn przed wkroczeniem si g堯wnych. Nakazany tryb przej璚ia w豉dzy, mia by dowodem uzyskania upragnionej wolno軼i przez rzekomo ciemi篹on polskim faszyzmem ludno嗆 ukrai雟k i 篡dowsk, jeszcze przed przyniesieniem tzw. „swobody na sztykach”. Widzieli鄉y tylko, jak polscy policjanci maszerowali z r瘯ami splecionymi na karkach, przez ca貫 miasto, a 砰dzi i Ukrai鎍y specjalnie poustawiani na chodnikach, przy jezdni - wykrzykiwali: „Precz z faszyzmem”! Widzia貫m tak瞠 jak pewna 砰d闚ka, widocznie specjalnie przebrana w 豉chmany, plu豉 w twarz maszeruj帷ym policjantom. Na zapowiadan ceremoni oficjalnego powitania „oswobodzicieli” nie czeka貫m. Zdoby貫m informacj, 瞠 odb璠zie si ono p騧niej, gdy wkroczenie wojsk sowieckich do Sarn ma nast徙i z dw鏂h kierunk闚 po liniach kolejowych, tj. od R闚nego i ㄆni鎍a, natomiast kierunek Rokitno b璠zie wolny. Wobec op騧nienia si wojsk z ㄆni鎍a, oficjalne powitanie z przem闚ieniem, zosta這 przesuni皻e na dzie nast瘼ny. W tym czasie w豉dz przejmowano pod Niemowiczami na linii kolejowej od R闚nego. Jak si p騧niej okaza這, natarcie z dw鏂h kierunk闚 mia這 na celu unikni璚ie spodziewanego ataku z umocnie w Straszowie, obej軼ia twierdzy od ty逝 i odci璚ia broni帷ej si za這dze drogi odwrotu. Informacje te odpowiada造 prawdzie, bo w powrotnej drodze do Rokitna nie spotkali鄉y sowieckich oddzia堯w. W domu witano nas z rado軼i, ale i obaw przed represjami jakich spodziewano si od nowej w豉dzy. Informowano nas, 瞠 w miasteczku specjalnego powitania „oswobodzicieli” nie by這. W koszarach KOP-u zakwaterowa豉 si jednostka o charakterze milicyjnym. 皋軟ierze tej jednostki poza s逝瘺, w堯cz si po miasteczku i wykupuj masowo towary, a w aptekach lekarstwa. Robi to tak瞠 inni funkcjonariusze w豉dzy sowieckiej, oraz ca豉 ludno嗆 zaalarmowana brakiem towar闚 powszechnego u篡tku, a przede wszystkim 篡wno軼i. Pieni康zem obiegowym sta si rubel, na r闚ni z nasz z這t闚k. 皋na poinformowa豉 mnie, 瞠 na skutek du瞠go popytu i masowego wykupu, pozby豉 si wszystkich zapas闚. Dla w豉snych potrzeb zdo豉豉 pozostawi kilka kilogram闚 landryn, bo cukru ju nigdzie nie ma. W ten spos鏏 sklep m鎩, mimowolnie zosta zlikwidowany, z powodu du瞠go popytu i zupe軟ego braku 廝鏚e zaopatrzenia. W moim przedsi瞝zi璚iu handlowym raptownie nast徙i豉 zmiana, bo za warto軼iowe towary, naby貫m bezwarto軼iow got闚k sowieck. W鈔鏚 hutnik闚 pierwszymi entuzjastami w豉dzy bolszewik闚, okazali si Rosjanie: Pietrow, bracia Babielow, Kowalczuk – cie郵a ze wsi, oraz W豉dykowie, a z Polak闚 Aleksander Arasimowicz – donosiciel ksi璠za Wyrobisza, Franciszek tak瞠 Franciszek Dylewicz. W鈔鏚 砰d闚 z miasteczka najbardziej aktywnymi i oddanymi zwolennikami w豉dzy robotniczo-ch這pskiej okazali si: znany nam Go這d, wszyscy Frajermanowie, Kacenelson, Chajfec z huty i c鏎ka 篡dowskiego skrzypka Kami雟ka. Na og馧 ca豉 ludno嗆 篡dowska, nagle przejawi豉 ogromny entuzjazm do w豉dz okupacyjnych ze wschodu. Da這 si tak瞠 zauwa篡, 瞠 robotnicy huty jak i ch這pi wioskowi z nieufno軼i spogl康ali na wczorajszych wyzyskiwaczy i 逝pie盧闚, dzi mieni帷ymi si by wyznawcami g這szonej przez bolszewik闚 idei r闚no軼i i sprawiedliwo軼i spo貫cznej. Zagadkow wyda這 si tak瞠 i mnie, tak szybkie przystosowanie si gminy 篡dowskiej do nowych warunk闚 politycznych. Dnia 21 wrze郾ia zwo豉no pierwszy oficjalny wiec robotnik闚 huty w hali fabrycznej. Zgromadzenie zagai zas逝穎ny zwolennik robotniczy A. Arasimowicz. Przemawia r闚nie po rosyjsku oficer czerwonej armii, tzw. „dok豉dczik po sobranii” / prelegent/. Na wst瘼ie wyja郾ia powody wkroczenia sowieckich wojsk na nasze tereny. Powiedzia m. in., 瞠 nas „pos豉豉 siuda wy窺zoje komandowanije” / najwy窺za w豉dza wojskowa /. Pos豉豉 nas po to, aby „pryniesti swobodu na sztykach Zapadnoj Ukrainie i Zapadnoj Bie這rusii” i wyzwoli ciemi篹one narody od wyzysku kapitalist闚 i ucisku „bie這panow. My id帷 was oswobodzi – m闚i oficer – nie robili鄉y tego z pobudek zaborczych, a z nakazu i za這瞠 komunistycznej partii bolszewik闚! Powiedzia: "Nas „naprawi這 siuda wy窺zoje komandirowanije, nas pos豉 siuda mudryj Stalin"! My wyzwolili鄉y robotnik闚 i ch這p闚 tych ziem spod szlacheckiego jarzma polskich pan闚, kt鏎ym ma這 by這 Zachodniej Ukrainy i Bia這rusi, bo pchali si jeszcze, aby „zachwatit starynnyj giermanskij gorod Dancig”” / stare niemieckie miasto Gda雟k/. I dlatego my przyszli鄉y z pomoc Niemcom i b璠ziemy im pomaga, aby nie dopu軼i do polskiego ucisku niemieckiej mniejszo軼i Gda雟ka!
Po oficerze, kt鏎y nie uzyska oklask闚, przemawia sowiecki politruk Pi鎍zuk. Jego wypowied by豉 tak poni瘸j帷a i obra幢iwa, pe軟a obelg kierowanych na Polsk i jej rz康, 瞠 w rezultacie przynios豉 obrzydzenie i og鏊ne zniech璚enie s逝chaczy, kt鏎zy po cichu opuszczali lokal zebrania. Nast瘼nego dnia by zorganizowany du篡 wiec pod go造m niebem, obok stacji kolejowej. Tam przemawia jaki wojskowy prelegent. Pokazywa on uniesiony do g鏎y wielki portret Stalina i wyg豉sza wyuczon na pami耩 ba逕ochwalcz tre嗆 rzekomych zalet, talentu i doskona這軼i, oraz niewyobra瘸lnego rozumu „geniusza ludzko軼i” jakiego ma do swej dyspozycji partia i ludzko嗆! Po zawodowym prelegencie zabiera g這s jaki przyb陰kany towarzysz Sabli. Mieni si on by komunistycznym wi篥niem polskim, lecz jego przem闚ienie, te nie odnios這 po膨danego skutku.
Na trzeci dzie po naszym powrocie, nagle zjawi si Janek i Bogdan. Opowiadali, 瞠 ich jednostka pod Kowlem podda豉 si bez boju sowietom, bo znale幢i si w okr捫eniu. Jako cywilom uda這 si im ulotni. W niewoli pozosta tylko Tomek, kt鏎y by ju umundurowany. Przypomnia貫m im porad jak udzieli貫m im w Sarnach o niezw這cznym powrocie do domu i zaleci貫m zg這szenie si do pracy w hucie i spokojne zachowanie.

Dnia 23 wrze郾ia aresztowano Kazika, na stacji. 畝dnych powod闚 nie podano i od nikogo nie mo積a by這 dowiedzie si, gdzie znajduje si aresztowany. Znamiennym jest to, 瞠 w ustroju sowieckim informacji o aresztowanym nie udziela si, a dla zatarcia 郵adu po zaginionym, zatrzymania zawsze dokonuje w豉dza wojskowa, kt鏎a rzekomo obwinionego wywozi w nieznanym kierunku. Tak w豉郾ie sta這 si z Kazikiem. Wiedzia貫m, 瞠 tacy aresztowani musz znajdowa si w powiecie, a do momentu zako鎍zenia 郵edztwa i przesiadywa w miejscowym NKWD, kt鏎e mie軼i si w dawnym areszcie w Sarnach. Aby dowiedzie si cokolwiek w jego sprawie, zwr鏂i貫m si o porad do naszego, zdawa這by si przychylnego robotnikom, nowego dyrektora huty Pietra Szewczuka. Ten jednak, gdy zorientowa si o kogo idzie, odpowiedzia z u鄉iechem: „kto u rodnoj matiery naszo sia” /kto u rodzonej matki znalaz si/ temu nie nale篡 ju pomaga i nie chcia wi璚ej rozmawia na ten temat.
Takie bowiem by造 zasady polityczne w豉dzy bolszewik闚 w wielkim kraju rad. Bolszewicy twierdzili, 瞠 zawsze wszyscy obywatele s pod jej opiek. „W豉st znajet czto die豉jet” / w豉dza wie co robi / i na tym koniec. Dalsze stawianie pyta pod adresem w豉dzy uwa瘸no za niepo膨dane wstecznictwo. W takich warunkach nale瘸這 dzia豉 samemu. Aby dowiedzie si za co Kazika uwi瞛iono i co nale篡 przedsi瞝zi望 w jego obronie, pojecha貫m do Sarn i przy tej okazji zabra貫m ze sob pakunek z bielizn i 篡wno軼i. W biurze NKWD poinformowano mnie, 瞠 takowy rzeczywi軼ie jest aresztantem, ale wizyta mo瞠 mie miejsce dopiero po zako鎍zeniu 郵edztwa, a paczk z bielizn i 篡wno軼i mog przekaza teraz, pisz帷 na niej imi i nazwisko aresztowanego i nic wi璚ej. Uczyni貫m tak dok豉dnie wed逝g otrzymanych poucze i wyszed貫m z biura. Kiedy znalaz貫m si na ulicy w鈔鏚 t逝mu interesant闚 w tej co ja sprawie, poinformowa貫m ich, jak nale篡 post徙i, aby paczki trafi造 do aresztowanych. Okaza這 si, 瞠 zebrani nie wszyscy znali j瞛yk rosyjski, wi璚 prosili mnie, abym pom鏬 im w opisywaniu ich paczek. 安iadcz帷 tak przys逝g jednocze郾ie dowiedzia貫m si, ilu naszych dzia豉czy Polak闚 przesiaduje w tym areszcie. Interesanci stoj帷 na chodniku tu przy jezdni, jednocze郾ie spogl康ali w jedno ze 鈔odkowych okien aresztu. Jak stwierdzi貫m ukazywa si w nim kolejno jeden z aresztowanych. Takim sposobem niekt鏎zy widzieli ju swoich bliskich, a ja b璠帷 w nadziei zobaczenia brata – pisz帷 adresy na paczkach – wprost odruchowo odwraca貫m g這w w kierunku okna. Podsuwano mi coraz to inn paczk do zaadresowania, podaj帷 nazwiska, a ja pisa貫m i wci捫 spogl康a貫m na budynek. Pewna pani podaj帷 mi paczk prosi豉, abym wpisa nazwiskoW豉dys豉w Dytkowski. Ach tak.... to i on jest tu? – zapyta貫m. Znam pani m篹a – powiedzia貫m – wkre郵aj帷 znane mi nazwisko policjanta, spojrza貫m na okno i zdawa這 mi si, 瞠 zobaczy貫m Kazika. Widzia貫m go wyra幡ie, bo dawa mi jaki znak r瘯 i znikn掖. W豉郾ie ko鎍zy貫m adresowanie i chcia貫m opowiedzie nieznajomej w jakich okoliczno軼iach pozna貫m jej m篹a, kiedy niespodziewanie doskoczy do mnie bojec z karabinem na gotuj bro i wezwa abym szed przed nim. Okaza這 si, 瞠 jestem aresztowany. Ma這 by這 jednego – pomy郵a貫m- to b璠zie nas dw鏂h. Kiedy przyprowadzono mnie do biura NKWD, naczelnik zmierzy mnie zimnym wzrokiem i po chwili zapyta:
- Gdzie macie ten rysunek co軼ie zrobili z naszego aresztu?
- Ja nic nie rysowa貫m obywatelu naczelniku! – odpowiedzia貫m.
- Jak to nie? Przecie rysowali軼ie budynek i okno o czym doniesiono mi przed chwil. Wy przecie dobrze m闚icie po rosyjsku to tym bardziej powinni軼ie wiedzie, 瞠 nie wolno robi rysunk闚 z obiekt闚 wojskowych – krzycza naczelnik.
- To jakie nieporozumienie obywatelu naczelniku, ja przez ca造 czas pisa貫m jedynie adresy na paczkach po rosyjsku, aby tym sposobem przyj嗆 z pomoc i pom鏂 NKWD, a wy pos康zacie mnie o rysowanie i zatrzymujecie…, t逝maczy貫m si. 
- O w豉郾ie, umiecie nawet pisa po rosyjsku, powinni軼ie wi璚 wiedzie, 瞠 nie nale篡 pomaga rodzinom aresztowanych policjant闚, bo pomoc dla NKWD, polega nie na informowaniu, ale na odmowie pisania im czegokolwiek, czy zrozumieli軼ie mnie? 
- Teraz ju wiem obywatelu naczelniku, ale wybaczcie, bo mnie o tym nikt dotychczas jeszcze nie poinformowa.
- Je瞠li ju wiecie, to jeste軼ie wolni i mo瞠cie wraca do domu.

Uk這ni貫m si wi璚 naczelnikowi i opu軼i貫m budynek urz璠u..... Uda這 si pomy郵a貫m, ale to nale篡 zawdzi璚za wy陰cznie dobrej znajomo軼i j瞛yka rosyjskiego. Pomy郵a貫m, 瞠 taki spos鏏 odwiedzin powiatowego NKWD bez z造ch konsekwencji, to chyba nie lada szcz窷cie. Teraz ju wiem dlaczego w豉dza sowiecka pos逝guje si zasad „nikamu nie wieri” / nikomu nie wierz/, albo nie pomagaj i nie wsp馧czuj bli幡im, b康 oboj皻nym i zimnym na cierpienia innych, bo na takich za這瞠niach jest budowany jej autorytet!
Teraz wiem tak瞠, 瞠 do ca趾owitego za豉mania psychicznego cz這wieka i zniszczenia w nim wszelkich ludzkich odruch闚 w stosunku do tzw. „nieb豉gonadio積ych”, czyli nas, jako podbitego elementu etnicznego – taka metoda jest gwarantem utrzymania steru w豉dzy. Kazik jednak widzia mnie i paczk otrzyma. On wiedzia najlepiej, 瞠 nic wi璚ej zrobi nie mog貫m i z takim prze鈍iadczeniem wr鏂i貫m do domu.

Po uruchomieniu produkcji w hucie, praca przebiega豉 bardzo opieszale i pomimo nagonki do zwi瘯szenia wydajno軼i, robotnicy zachowywali si odwrotnie. Dopiero teraz ka盥y hutnik zrozumia cel zwi瘯szenia wydajno軼i. Zamiast korzy軼i robotnik nabywa jedynie gar wymuszonego mozo逝 i nic wi璚ej. Najwi瘯szym problemem w豉dzy sowiet闚 sta si kompletny brak 篡wno軼i. Na skutek nik貫j poda篡, na rynku ju nic kupi nie mo積a. Po prostu nie ma czym zasila organizmu, aby wykona wy鈔ubowane normy produkcyjne. Tymczasem przedstawiciel tzw. „Stiekolnogo Gubtrestu” z Kijowa, coraz wi璚ej nakazywa, a jeszcze wi璚ej obiecywa, ale nic nie dawa. K豉ma, 瞠 obecny zast鎩 poda篡 towar闚 jest rzekomo spowodowany polskimi w御kotorowymi liniami kolejowymi, kt鏎e ju wkr鏒ce zostan przystosowane do szerokiego obowi您uj帷ego w Rosji radzieckiej toru. Wtedy – jak si wyrazi - „budiet wsiego mnogo” Doceniaj帷 powag osoby i instytucj jak reprezentowa, s這wom nale瘸這 wierzy. Wkr鏒ce jednak stwierdzono, 瞠 ten sam powa積y przedstawiciel, w czasie tak obiecuj帷ego przem闚ienia do hutnik闚, posy豉 na wie portiera Bartosza z pieni璠zmi i nakazem zakupu ka盥ej ilo軼i jaj dla potrzeb w豉snych w Kijowie. Ten fakt m闚i sam za siebie, informowa o stanie produkcji 篡wno軼i w bogatej niegdy Rosji, ujawnia r闚nie bezczelne k豉mstwa „towarzysza”, b康 co b康 przedstawiciela powa積ej instytucji rz康owej.
Takie i temu podobne, jaskrawe ok豉mywanie ludno軼i, spotyka這 si teraz na ka盥ym kroku. Urz璠uj帷y obecnie dyrektor huty Petro Szewczuk, to zagorza造 Stalinowiec i bezwzgl璠ny wykonawca odg鏎nych nakaz闚. By wychowankiem ko販hozu z podstawowym wykszta販eniem. Kolektyw hutnik闚 wyda mu si obcy i wrogi re磨mowi. Ten og逝piony wyznawca idei, kt鏎ej nie rozumia, upatrywa we wszystkim i omal w ka盥ym hutniku Polaku, co najmniej wroga ludu! St瘼i雟ki, z uwagi na znajomo嗆 j瞛yka rosyjskiego, zosta jego zast瘼c, a raczej skromnym t逝maczem obowi您uj帷ej dokumentacji. Aleksander Arasimowicz z ramienia dyrekcji pe軟i proforma funkcj przedstawiciela og馧u robotnik闚, bo w rzeczywisto軼i by wykorzystywany do udzielania informacji o hutnikach Polakach, bo to w豉郾ie by這 g堯wnym punktem zainteresowania „oswobodzicieli”.
Hutnicy pozostaj帷y pod okupacj hitlerowsk w kraju, podobnie nie mieli 豉twego 篡cia. Tote, otumanieni propagand radiow, o rzekomym „Eldorado” na terenach w陰czonych do Zwi您ku Sowieckiego, zacz瘭i po cichu przedziera si przez lini demarkacyjn na Bugu i przybywa do Rokitna. W pierwszej kolejno軼i pojawili si komuni軼i, kt鏎zy odsiaduj帷 wyroki w wi瞛ieniach we Wronkach i Rawiczu, po zaj璚iu tych miast przez Niemc闚, zostali obdarowani wolno軼i i przekazani sprzymierze鎍om wschodnim. By這 w鈔鏚 nich dw鏂h 砰d闚 z Rokitna i jeden Ukrainiec znany pod nazwiskiem Sabli, a tak瞠 hutnik z Piotrkowa, niejaki Romanowski, z 穎n i nieletni c鏎k. Ma鹵onkowie Romanowscy byli wykorzystywani przez „towarzyszy” do najbardziej pod貫j i najbrutalniejszej roboty politycznej, do poniewierania naszej godno軼i narodowej i bezczeszczenia tradycji. By這 to ogromnie bolesne, a jednocze郾ie przera瘸j帷e, uwidacznia這 do czego mo瞠 posun望 si przewrotno嗆 ludzka. Romanowski na wszystkich organizowanych przez w豉dze zebraniach zabiera g這s i zawsze krytykowa wszystko co polskie i wszystko to co stanowi nasz 鈍i皻o嗆 narodow. Mieszka z rodzin k徠em u swojego kuzyna Jana Majera i nie pracowa, bo jego zaj璚iem by豉 s逝瘺a wrogowi przeciwko narodowi, z kt鏎ego sam si wywodzi. Jego bezczelno嗆 przekracza豉 wszelkie granice, nawet najbardziej wyrafinowanej pod這軼i. Demonstrowa kilkakrotnie na zebraniu robotnik闚 huty, jak do niego rzekomo strzelano. Krzycza i grozi, 瞠 odnajdzie tego zacofanego i pod貫go s逝gusa kapitalizmu i przyk豉dnie ukarze. Musicie zapami皻a sobie - wrzeszcza – 瞠 min窸y bezpowrotnie czasy szlacheckiej samowoli, kiedy dla zabawy strzelano do cz這wieka jak do psa. Ja nie po to siedzia貫m w wi瞛ieniach polskich ja郾iepan闚, aby wok馧 mnie dzi – kiedy w豉dza radziecka darzy wolno軼i – 鈍ista造 z這wrogie kule faszystowskie! Sw gro嬌 Romanowski powtarza kilkakrotnie na og鏊nym zebraniu robotnik闚 huty. Sk這ni這 mnie to, abym zapyta si kol. Majera, czy rzeczywi軼ie s造szane by造 jakie strza造, i z jakiego powodu ten daleki kuzyn tak nami皻nie uskar瘸 si na sw鎩 los.
- To k豉mstwo – powiedzia zapytany. Przecie wiedzia豚ym co o tym. Te jego gro嬌y, to jest tylko chwyt propagandowy.
Romanowski przeliczy si, bo hutnik闚 w Rokitnie nie mo積a 豉two przestraszy – m闚i Majer.
Podobnie bezczelnie popisywa豉 si jego ma鹵onka na zebraniach publicznych kobiet, gdzie zawsze zabiera豉 g這s opowiadaj帷 jak to…
…Niezmiernie przesycona bur簑jka id帷 ulic ze swoim rozgrymaszonym dzieckiem, raczy豉 go bananem, aby uciszy jego nietaktowne zachowanie si w miejscu publicznym. Bur簑jskie pachole przyzwyczajone do zbytku, rzuci這 owoc w b這to. Spostrzeg豉 to id帷a za ni biedna robotnica nios帷a swoje wyn璠znia貫 niemowl, wi璚 czym pr璠zej podnios豉 z ziemi banan i otar連zy go z nieczysto軼i, poda豉 swemu zg這dnia貫mu dziecku. Tak to wygl康a stosunek bur簑ja do biednego robotnika, ale my w Zwi您ku Radzieckim odwr鏂ili鄉y kart dziej闚 i nie pozwolimy lokajom bur簑azji zepchn望 si z raz zaj皻ego stanowiska itd. Bajeczka ta by豉 powtarzana na wielu zebraniach agitacyjnych i dlatego sta豉 si przyczyna przezwiskiem jej g這sicielki. Od tej pory hutnicy nadali Romanowskiej ksyw „Towarzyszka Bananowa”, a Romanowski jako m捫, sta si „Bananem”.
W warunkach stosowania r騜norakich form nacisku i zmuszania do uleg這軼i obywateli okupowanego kraju, tacy „Bananowie” i im podobne przyb喚dy, znajdowali u Sowiet闚 warunki do pr騜niaczego 篡cia i pole do z這郵iwego wy篡wania si. Tote p璚znia造 teczki fa連zywych opinii i doniesie, zbieranych przez agent闚 NKWD, kt鏎e najzacniejszych obywateli polskich stawiali w stan nies逝sznych pos康ze i ci篹kich oskar瞠. Taki materia by skrz皻nie przygotowywany i stanowi pow鏚 wielu aresztowa i p騧niejszych zsy貫k na Sybir.

Nast瘼nym aresztowanym spo鈔鏚 hutnik闚, by kol. Duchnowski. Podobnie jak Kazika, przewieziono go do Sarn i uwi瞛iono w tej samej co brat, celi.
Z zaopatrzeniem w 篡wno嗆 by這 coraz gorzej. Wykupywano od ch這p闚 za bezcen 篡wy inwentarz, co r闚na這 si grabie篡 pod przymusem. Ch這pi aby nie zosta tzw. „ku豉kami”, wyzbywali si zb璠nych kr闚, zamieniaj帷 je na potrzebne przedmioty gospodarstwa domowego. W taki spos鏏 i moja rodzina sta豉 si posiadaczem mlecznej kr闚ki. Wymieni豉 j moja ma鹵onka na szaf ubraniow. P騧niej dopiero okaza這 si, 瞠 krowa ta sta豉 si po篡teczn karmicielk ca貫j rodziny. W tym czasie nasz hut interesowa造 si r騜ne organizacje przemys這we tej bran篡. Przybywano tutaj na inspekcj techniczn i handlow, a ka盥y z przyjezdnych dygnitarzy zwo造wa zebranie robotnik闚 i jak naj皻y gani kapitalistyczny system wytwarzania. Obiecywa polepszenie si zaopatrzenia w 篡wno嗆, ale zawsze, jak jego poprzednicy, za po鈔ednictwem zaufanej s逝瘺y, wykupywa jaja i s這nin na wsi, wywo膨c je p騧niej w rodzinne strony. Wszelkie obecnie odczuwane braki w zaopatrzeniu, ka盥y z nich zawsze przypisywa niedo喚積ej gospodarce polskiej, kt鏎a nie potrafi豉 przystosowa produkcji do obrot闚 powa積ego mocarstwa, uwa瘸j帷 spraw niedomog闚 za okres przej軼iowy. U nas „jest wsiego mnogo, prywiezut” – mawia i na tym koniec. W rezultacie tych pobo積ych obiecanek, zacz皻o racjonowa chleb, kt鏎y by teraz bardzo lichej jako軼i i wprost nie nadawa si do spo篡cia. Wypiekano go z razowej, czarnej m彗i, w blaszanych formach smarowanych tzw. „solidolem” / t逝szcz bezwarto軼iowy pochodz帷y z ropy naftowej - –鄉ierdz帷y /. Ciasto do takich form przyrz康zano tak rzadkie, 瞠 chleb z tej masy, by raczej ugotowany ni upieczony. Rzadki rozczyn robiono dlatego, aby uzyska jak najwi瘯szy tzw. „przypiek” i tym sposobem wykona socjalistyczny plan produkcji! Pieczywo z takich form 鄉ierdzia這 naft, nadawa這 si raczej do lepienia figurek, lub paciork闚 do r騜a鎍a. Konsumowano je z musu, z wielkim obrzydzeniem. Prywatne sklepy 篡dowskie z powodu braku zaopatrzenia ju nie istnia造, a polskie zapasy towar闚, sprytni sklepikarze ukryli do w豉snego u篡tku. Dla wy窺zych urz璠nik闚 sowieckich sprawuj帷ych w豉dz, istnia造 przy urz璠ach ciche punkty sprzeda篡, a jedn w miasteczku jad這dajni przeznaczono dla tzw. „osobnych lic”. By豉 to dawna restauracja Klubu Obywatelskiego w domu Niedba堯w. Rosjanie doceniali nasz kuchni i porz康ek jaki zastali przy obejmowaniu w豉dzy, wi璚 uczynili j sto堯k urz璠ow, zatrudniaj帷 nadal polski personel. Mia豉 tam miejsce scena, kt鏎 zapami皻a貫m, a dotyczy豉 przyrz康zania da.
Ot騜 pewnego dnia przyszed na obiad sta造 bywalec tego lokalu, oficer, kt鏎ego tytu這wano naczelnikiem garnizonu. By豉 to osoba uprzywilejowana w jad這dajni, bo do jego dyspozycji stale rezerwowano stolik przy okienku kuchni, aby m鏬 dowolnie dysponowa zam闚ieniem i utrzymywa kontakt z kucharzem. Takie wyr騜nienie przys逝giwa這 jedynie osobie piastuj帷ej najwy窺z funkcj w danej miejscowo軼i. Takiemu re磨mowi wszyscy inni obywatele podporz康kowali si, a osobliwie personel kuchni musia zachowywa pos逝szn s逝瘸lczo嗆, na ka盥e zawo豉nie. Tote zjawienie si tego oficera w lokalu, by這 powodem natychmiastowego nakrycia jego sto逝 i podanie pierwszego, 鈍ie瞠go, dobrze przyrz康zonego dania. Kapitan wygodnie i w豉dczo zasiad przy stoliku i uj患szy widelec skosztowa podany mu pasztecik. Z zadowoleniem mlasn掖 smakowicie i spr鏏owa zawarto嗆 fili瘸nki. Zn闚 mlasn掖 i zastanowi si chwil. Potem zamiesza zawarto嗆 widelcem i zn闚 skosztowa, ale tylko pokr璚i g這w i odstawi fili瘸nk.
- Iwan Stanis豉wowicz! – zawo豉 w豉dczo.
- Czto izwolitie? – zapyta kucharz z okienka.
- Dawaj siuda – brzmia這 nakazanie.
- Czto pryka瞠tie? – grzecznie zapyta stan患szy przed stolikiem us逝積y kucharz. Kapitan zmierzy go od st鏕 do g堯w i po chwili uj患szy widelec zamiesza p造n w fili瘸nce.
- Czto eto takoje? – zapyta surowo mierz帷 kucharza.
- Eto tak nazywajemyj polskij barszcz – odpowiedzia j彗aj帷 si kucharz.
- Polskij barszcz – powt鏎zy. A pocziemu on takoj redkoj? – zapyta mieszaj帷 widelcem w fili瘸nce.
- W Polsce jest zwyczaj tak gotowa – odpowiedzia.
- A i cziewo ty zwari etot barszcz? – zapyta.
- z buriakow m闚i zapytany.
- Z buriakow, a gdie eti buriaki? pyta mieszaj帷 fili瘸nk.
- Ja z jarzyn wycisn掖em warto軼iowy moszcz, a buraki wyrzuci貫m.
- A zacziem ty wybrasi, wied nada by這 ostawit. Razwie myslenno wybrasiwat piszczu, a? – zapyta. /Dlaczego wyrzuci貫, trzeba by這 zostawi. Czy to jest mo磧iwe, aby wyrzuca 篡wno嗆/
- A czto mo瞠t nie wkusnyj? zapyta kucharz.
- Niet, wkusnyj – odpowiedzia kapitan i zabra si do jedzenia. No je郵ib on niemno磬o poguszcziej, wot by豚y sowsiem charaszoj. / No gdyby by cokolwiek g窷ciejszy, by豚y zupe軟ie dobry/. Kucharz popatrzy tylko na amatora nieznanej potrawy i odszed do swoich czynno軼i. Kapitan zjad kwestionowan racj i uj患szy naczynie sam podszed do okienka. Nasyp jeszczio / nalej jeszcze/ etogo polskiego barszcza – rozkaza. Kiedy spo篡 drug porcj, zn闚 podszed do okienka i poufnie szepn掖 kucharzowi: Ty zawtra etogo polskiego barszcza swar jeszczo, no tolko asobienno dla mienja – ponia? / Ty jutro zgotuj tego polskiego barszczu jeszcze, ale tylko osobi軼ie dla mnie, zrozumia貫 /. Tak oto sowietscy dygnitarze lubowali si polskimi daniami i doceniali nasz kuchni, kt鏎a nie zna豉 jeszcze sowieckiej tzw. „ba豉ndy”. Polacy nie mieli jeszcze w闚czas poj璚ia o stosowanych od dawna spekulacjach i fa連zerstwach 篡wno軼i, kt鏎e by造 podstaw diet przedstawicieli w豉dzy sowiet闚. 
W hucie zatrudniono kilku przyjezdnych z Piotrkowa i Krosna. Przybyli oni do Rokitna, aby w ramach ustroju robotniczo – ch這pskiego skorzysta z wy窺zych p豉c i uzyska lepsze warunki bytowe. Zainteresowany stopniem realizacji takich cel闚, zwr鏂i貫m si do kolegi Werfla, kt鏎y w Piotrkowie uchodzi za aktywnego komunist z nast瘼uj帷ym zapytaniem: 
- Co my郵icie i jak oceniacie warunki zycia, jakimi darzy nas pa雟two sowieckie.
- Jest 幢e i nie wiem jak nale瘸這by odpowiedzie na wasze pytanie – zastrzeg na wst瘼ie. Wy kolego najlepiej wiecie, bo tak samo jak ja, na w豉snej sk鏎ze przekonali軼ie si o ich warto軼i.
- Mo瞠 i tak, ale ja was znam z dzia豉lno軼i politycznej i dlatego chcia豚ym w豉郾ie od was us造sze opini, ale szczer i konkretn. Jak por闚nujecie szumnie zapowiadane za這瞠nia radzieckiego pa雟twa z nag rzeczywisto軼i, my przecie nie mo瞠my rezygnowa ze zdobyczy klasy robotniczej.
- S逝sznie – kolego – bo my nie rezygnujemy. Przez ten kr鏒ki czas pracy u was, przekona貫m si, 瞠 szczytne idee sta造 si tylko tarcz zas這ny, za kt鏎 ukrywa si brutalne z這, spychaj帷 klas robotnicz do stanu niewolnictwa. Dopiero tu, u was, zrozumia貫m jak ogromne znaczenie ma k豉mstwo, teraz wiem, 瞠 nas ok豉mano i odarto z najwi瘯szych warto軼i. Niestety nie wszyscy o tym wiedz i nie rozumiej fa連zu. Wielu jest takich, kt鏎zy nadal nie chc zrozumie i to oni w豉郾ie s owocem tego k豉mstwa. 砰cie nauczy這 mnie i pozwoli這 zrozumie, do czego mo瞠 s逝篡 nienawi嗆. Teraz dopiero ujrza貫m na w豉sne oczy, 瞠 to, co mia這 by wolno軼i, sta這 si najpodlejszym niewolnictwem!
- Uwa瘸m, 瞠 trafnie zdefiniowali軼ie k豉mstwo, ale wasza wypowied, raczej dotyczy struktury nadrz璠nej. Ja natomiast chcia豚ym si dowiedzie jak kolega ocenia k豉mstwo oddolne.
- Odpowiem wprost – m闚i kol. Werfel. 砰cie i zachowania ludzi, kt鏎zy przyswoili sobie zak豉man nauk, s jej pok這sem. W鈔鏚 og逝pionych jest ona podstaw pouczania innych, wedle praktykowanej powszechnie metody: „Nie umiejesz nauczim, nie choczesz prynudim” / nie umiesz, nauczymy nie chcesz, przymusimy /. Obywatele radzieccy ju si do tych praktyk przyzwyczaili – chocia potrafi je r闚nie zneutralizowa. Dla nas takie stosunki poni瘸j godno嗆 ludzk. W narzuconym re磨mie nie mo瞠my jednak stawia sprzeciwu, wi璚 zachowujemy bierno嗆. W豉dza radziecka przygl康a si temu procesowi i dostrzegaj帷 nasze niezadowolenie, jest przekonana, 瞠 z czasem na nas to r闚nie wymusi. Takie stosunki spo貫czne nazywa si nawet post瘼em, ale biada tym, kt鏎zy odrzuc go, bo w豉dza nie stosuje kompromisu, a lito嗆 i wsp馧czucie jest dla nich obce. Nasze postawy i przyzwyczajenia demokratyczne, oraz solidarno嗆 鈔odowiskowa, s powodem zaliczania nas do tzw. „nieb豉gonadio積ych” /niepewnych/, a wi璚 do „wrog闚 klasowych”. Do nas na razie kierowane s napomnienia w rodzaju „ nada prywykat k sowietskoj w豉sti” / nale篡 przyzwyczaja si do w豉dzy radzieckiej/. To jest r闚noznaczne z 膨daniem przej軼ia do uk豉du przez nich nakazanego. W przeciwnym razie zakwalifikuj nas na zsy趾, do ci篹kich i wyczerpuj帷ych si造 rob鏒, sk康 praktycznie ju nigdy si nie wraca! Ja osobi軼ie kolego, nie zamierzam skorzysta z tych tzw. „socjalistycznych” zdobyczy klasy robotniczej i dlatego postanowi貫m wr鏂i do Piotrkowa.
Uwa瘸m – ci庵n掖 dalej kol. Werfel – 瞠 dalsze s逝chanie na zebraniach, stale i w k馧ko powtarzanych bredni przez r騜nych Pi鎍zuk闚, Szewczuk闚 i innych politruk闚, ju wystarczy mi na ca貫 篡cie. Przy ka盥ej rozpoczynanej mowie, s造szy si zawsze „... Towariszcz Stalin na wosiemnadstom sje寮ie WKP bolszewikow – skaza”! W豉軼iwie co on skaza, nikt nigdy nie dowiedzia si, ale taki wst瘼 i nieustanne powo造wanie si, jest tutaj na porz康ku dziennym i nale篡 do dobrego tonu, bo powiedzia to rzekomo „geniusz ludzko軼i”. Chc st康 uciec bo czuj si w obowi您ku, przekaza prawd o ob逝dzie, wszystkim ludziom pracy w naszym kraju. Od hutnik闚 w Rokitnie nauczy貫m si du穎 bo 鈔odowisko to jest bez w徠pienia awangardowe. Jednak nasza g堯wna si豉 mie軼i si gdzie indziej, pod okupacj innego naje寮zcy. To Piotrk闚, jest najwi瘯szym skupiskiem hutnik闚 szk豉 w Polsce, a ja musz im przekaza wszystko to, co zobaczy貫m w Rokitnie. Musz ich poinformowa, 瞠 w Rosji, w豉軼iwie nie zasz造 瘸dne zmiany, bo dawnych nauczycieli rusyfikator闚 i prawos豉wnych pop闚 ucz帷ych m這dzie 酥iewa „Bo瞠 cara chrani”, zaj瘭i politrucy, nakazuj帷y wiar w „Towarzysza Stalina”! Cel nadal pozosta ten sam: og逝pienia i zniewolenia szerokich mas ludzi pracy! Taka jest prawda i tak praktyczn wiedz wynios貫m z pr鏏y kontaktu z wielkim krajem „przoduj帷ego socjalizmu”!
- Zamiary ambitne – zauwa篡貫m – ale czy zdo豉cie je zrealizowa? Mam tu na my郵i Romanowskiego, kt鏎y jest zapewne innego zdania i tak瞠 pochodzi z waszego miasta.
- O to mo瞠sz kolego by spokojny – powiedzia Werfel. Przede wszystkim Romanowski nie jest komunist za jakiego uchodzi. Musz wam wyzna, 瞠 siedzia w wi瞛ieniu, ale za z這dziejstwo. Do Piotrkowa to ju on nigdy nie wr鏂i, bo wie, co go tam czeka za to wszystko co tutaj uczyni. Sowieci wiedz o tym, ale trzymaj drania, bo taki w豉郾ie jest im potrzebny.
W kilka dni po tej rozmowie, Werfel, Szlachetko i Sztadler / ostatni dwaj z Krosna/, nagle znikn瘭i. Przedostali si oni szcz窷liwie za Bug, a w 郵ad za nimi poszli inni.
Teraz mieli鄉y ju dw鏂h hutnik闚 w areszcie 郵edczym NKWD w Sarnach, ich ma鹵onki co dwa tygodnie je寮zi造 z paczkami. Do鈍iadczeni w ich dor璚zaniu, nazwiska i adresy zawsze wypisywa貫m na miejscu. W jednej takiej podr騜y do Sarn - jak mnie opowiada豉 bratowa Kazia – towarzyszy豉 im Romanowska / s造nna Bananowa /.M闚i豉, 瞠 jedzie do Sarn w sprawie s逝瘺owej i b璠zie wraca tego samego dnia. W jej towarzystwie m闚i豉 bratowa mimowolnie poczu造鄉y si obco. Po przekazaniu paczek, co trwa這 do嗆 d逝go, bo w豉dza niech皻nie za豉twia takich jak my interesant闚, do odjazdu naszego poci庵u w kierunku Rokitna pozosta這 czasu niewiele. Kiedy przysz造鄉y na stacj, poci庵 ju podstawiono, wi璚 zd捫y造鄉y na czas, i zaj窸y鄉y siedz帷e miejsca. Maj帷 poza sob cel podr騜y, obydwie by造鄉y zaj皻e rozmow o pozostawionych w domu dzieciach, kiedy ponownie zjawi豉 si Romanowska, zajmuj帷 miejsce obok nas. Nie umiem powiedzie dlaczego – odczu豉m ogarniaj帷y mnie niepok鎩. Odruchowo wymieni造鄉y spojrzenia z kole瘸nk i zauwa篡豉m, 瞠 Duchnowska ma to samo odczucie co ja. Milcza造鄉y, niecierpliwie czekaj帷 na odjazd, kiedy do wagonu wszed milicjant i rozejrzawszy si po obecnych nagle zawo豉: Dytkowska i Duchnowska, s takie pasa瞠rki? Obydwie trwo積ie spojrza造鄉y po sobie.
- To ja si tak nazywam – powiedzia豉m.
- I ja powiedzia豉 Duchnowska gro幡ie spojrzawszy na s御iadk.
- To wy Dytkowska i Duchnowska? – zapyta kole瘸nki.
- My, my – odpowiedzia造鄉y obydwie.
- Macie natychmiast opu軼i wagon – powiedzia rozkazuj帷o.
- Ale dlaczego? – pyta豉 Duchnowska umiej帷 po rosyjsku. My przecie musimy wraca do domu, bo....
- Jeste軼ie faszystkami! przerwa milicjant i nie pojedziecie w wagonie, gdzie brakuje miejsca dla sowieckich obywateli – zrozumiano!?
- Zrozpaczone i zaskoczone takim zachowaniem si milicjanta, zrozumia造鄉y, 瞠 jeste鄉y wyj璚i spod prawa i bez szemrania wykonali鄉y nakaz. Da這 si wyczu, 瞠 pasa瞠rowie wsp馧czuj nam i odruchowo z造m wzrokiem obj窸y Romanowsk, bo tylko ona jedna wydawa豉 si by zadowolona z zaistnia貫j sytuacji. Jej zachowanie si zabola這 mnie. Duchnowska a splun窸a z oburzenia. Bezsilne jednak i zrozpaczone niebawem znalaz造鄉y si na peronie. Pyta造鄉y si wzajemnie co teraz poczniemy?
I.... w tej zdawa這by si beznadziejno軼i, ujrza豉m stoj帷 na bruku konduktork, kt鏎a dawa豉 znaki r瘯, aby zbli篡 si do niej. Wyczu豉m od razu, 瞠 gest tej sowiecki, to przyjacielsko wyci庵ni皻a r瘯a, kt鏎 nale篡 uchwyci i przy酥ieszy豉m kroku. Konduktorka przyja幡ie u鄉iechn窸a si i zaprosi豉 nas obydwie do swojego s逝瘺owego przedzia逝 nakazuj帷 rozgo軼i si. Tu wam b璠zie wygodniej ni w tym ciasnym przedziale, z kt鏎ego was wyrzucono. Niezmiernie dzi瘯ujemy wam za ratunek w nieszcz窷ciu i wsp馧czucie, bo okazali軼ie go tam gdzie inni go nie mieli. Podali軼ie przyjazn d這 nieszcz窷liwym kobietom....
- Nie dzi瘯ujcie – przerwa豉 sowietka – nie dzi瘯ujcie za drobnostk moje wy mile鎥ie. Mnie jest bardzo przyjemnie, 瞠 mog豉m przyj嗆 wam z pomoc, a podzi瘯owaniem najlepszym b璠zie dla mnie wasz uczynek podobny mojemu, 鈍iadczony innym cierpi帷ym i upo郵edzonym. Wy zostali軼ie wyrzucone z przedzia逝, rzekomo za to, 瞠 jeste軼ie faszystkami i przyjecha造軼ie odwiedzi swoich m篹闚.
- Tak, tak, ale sk康 pani o tym wie? – pyta造鄉y obydwie.
- Ot騜 to, moje wy mile鎥ie. Ja wiem, bo najpierw do mnie jako do konduktorki zwraca豉 si nasza „kole瘸nka” co razem z wami przyjecha豉. Ta w szarym p豉szczu i kwiaciastej chustce na g這wie. Ona jest Polk, jak wy....
- To Romanowska - przerwa豉 Duchnowska. Pod豉, przecie wie, 瞠 w domu zostawi造鄉y nieletnie dzieci....! Ju domy郵amy si.
- Ona prosi豉 mnie – m闚i豉 konduktorka – abym wysadzi豉 z osobowego wagonu dwie faszystki, kt鏎ym nale篡 utrudni kontakt z aresztowanymi i zmusi do pracy dla pa雟twa. Ja od razu zorientowa豉m si, 瞠 mam do czynienia z tzw. „brechunk – donosicielk”, kt鏎a specjalnie przyjecha豉, aby was 郵edzi i utrudni podr騜, bo takie s zasady post瘼owania w stosunku do „nieb豉ganadio積ych”. Nie mog豉m jej odm闚i, ale sama nie chcia豉m czyni tej nieprzyjemno軼i, wi璚 odes豉豉m „brechunk” do milicji kolejowej t逝macz帷, 瞠 tam za豉twia si sprawy upo郵edze. Jak sami widzicie, tak zdobyte wiadomo軼i wykorzysta豉m na przyj軼ie wam z pomoc, kt鏎 b璠ziecie potrzebowa造. My russkije na takich „brechunkach” dobrze si znamy i wiemy, 瞠 to ju nie cz這wiek, a „skatina” /zwierze / Ja, moje wy mile鎥ie, m闚i豉 sowietka – to co wy teraz, ju dawniej przechodzi豉m, z瑿y zjad豉m na tym i dlatego by這 mnie ogromnie 瘸l was, biednych i nie rozumianych. Musicie strzec si takich „kole瘸nek”, kt鏎e twierdz: „Maskwa 郵ezom nie wierit” / Moskwa 透om nie wierzy/, bo to nie s ludzie – poucza豉 konduktorka.

Czas szybko mija na mi貫j pogaw璠ce 篡czliwej Rosjanki, kt鏎a o鈍iadczy豉, 瞠 czas przygotowa si do wysiadania, bo zbli瘸my si do Rokitna. Jej cenne pouczenia i serdeczno嗆, tak mocno podbudowa造 nas na duchu, 瞠 poczu造鄉y jak wracaj nam si造 nadziei i przetrwania. Ta obca kobieta sta豉 si dla nas dobr i blisk, bo przy rozstaniu, 透y same cisn窸y si do oczu. Nasze chaotyczne podzi瘯owania, zosta造 przerwane jej szczerymi 篡czeniami: szybkiego powrotu do dom闚 obydwu aresztowanych m篹闚. Odnios豉m wtedy wra瞠nie – m闚i豉 Kazia – 瞠 warto cierpie po to, aby znale潭 tak cenne pocieszenie, jakiego w闚czas dozna造鄉y od nieznajomej, ale jak瞠 ludzkiej rosyjskiej kobiety.
Romanowska wysiad連zy z wagonu, zadowolona uda豉 si do domu b璠帷 pewn, 瞠 dobrze wykona豉 powierzone zadanie. Nagle zatrzyma豉 si s造sz帷 za sob znajome g這sy, bo id帷 za ni umy郵nie rozmawia造 g這郾o i weso這. M闚i造鄉y o naszych dzieciach, kt鏎e wygl康aj matek, a tak瞠 o naszych m篹ach kt鏎zy powracaj by uca這wa st瘰knione pociechy. Ten g這郾y dialog by dla s逝guski prowokuj帷y, bo przem闚i豉 wyra瘸j帷 zdziwienie. O, jako da造軼ie sobie rad – powiedzia豉.
- A tak – powiedzia豉 Duchnowska – bo z nami faszystkami, to tak samo jak z tymi bananami: Bur簑jka rzuci豉 w b這to, a uczciwa robotnica, podnios豉, 透y otar豉, pocieszy豉, przywioz豉 i oto jeste鄉y. Robotnica z sercem szybciej zrozumia豉 konieczno嗆 powrotu matek i potrzeb nakarmienia dzieci, nie pozwalaj帷 bur簑jce zadepta nas i unieszcz窷liwi.
- Ha, ha, ha, ha, ha, – przerwa豉 wybuchem histerycznego 鄉iechu Bananowa. 妃ia豉 si tak d逝go, 瞠 by造鄉y przera瞠ni jej nienormalnym stanem.

Od tej pami皻nej podr騜y, Romanowska ju nigdy nie opowiada豉 na zebraniach, o rzekomej bur簑jce i porzuconym bananie.
W tym czasie, w kierownictwie huty zasz造 nowe zmiany. Dyrektorem zosta wojskowy Goczarow. Szewczuka przeniesiono na stanowisko dyrektora nowoutworzonego tzw. „Lespromchozu”, a St瘼i雟kiego rzekomo aresztowano. „Nowy” by nieco inteligentniejszy od Szewczuka, ale dawniej te by ko販ho幡ikiem i dotychczas tego rodzaju zak豉du przemys這wego nie zna.
Teraz na wszystkich zebraniach i w prasie, wywierano nacisk na opini publiczn o potrzebie przy陰czenia tzw. Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Bia這rusi do Zwi您ku Radzieckiego. Mia這 to nast徙i na pro軸 miejscowych obywateli, wyra穎n na „Zje寮zie” przez delegat闚 wybranych przez kolektywy robotnicze i ch這pskie tych obszar闚. Delegatem na taki zjazd przy陰czeniowy z rejonu Rokitna, by豉 wyznaczona 砰d闚ka Muszka Szuster.
Hitler w dalszym ci庵u odnosi sukcesy w podbojach narod闚 Europy, a Zwi您ek Radziecki te si璕a po nowe terytoria. Tym razem chodzi這 o zabezpieczenie kolebki rewolucji pa寮ziernikowej miasta Leningradu i zaj璚ie si陰 tzw. „Karelskogo piereszejka”. We wszystkich 鈔odkach masowego przekazu, m闚iono i pisano o potrzebie aneksji tego terenu poprzez u篡cie si造. W zwi您ku z takimi planami, Marsza貫k Zwi您ku Radzieckiego Woroszy這w, w odezwie do bojc闚 powiedzia:... My sowietskije ludie budiem wojewat, patamu czto my liubim wojewat. Do tej szczerej wypowiedzi wodza, brakowa這 tylko ma貫go niedom闚ienia – a mianowicie: „i liubim trofiejki brat”. W zwi您ku z tym wezwaniem, wielu aktywnych komunist闚, by造ch obywateli polskich, chc帷 okaza swoj lojalno嗆 w stosunku do Zwi您ku Radzieckiego, zg這si這 si na ochotnika udzia w wojnie z Finlandi. Jednym z takich „鈍iadomych” obywateli by ze wszech stron oddany Romanowski. Taka kolejno嗆 s逝瘺y poniek康 by豉 wskazana, bo na terenie Rokitna ma鹵e雟two Romanowskich wykona這 ju wszystko, co by這 mo磧iwe przez nich do wykonania. W nowym uk豉dzie Romanowskiego pokazano jako umundurowanego ochotnika i odes豉no na front, a jego ma鹵onk wraz z c鏎k skierowano do pracy w jednej z hut Donieckiego zag喚bia. Jak si okaza這 mobilizuj帷e wezwanie Woroszy這wa, nie wszystkim bojcom trafi這 do przekonania, bo wielu z nich, transportowanych przez Rokitno ucieka這 z wagon闚 pozostawiaj帷 swoje umundurowanie, a niekiedy i bro w parku Rozenberga, obok stacji kolejowej.
Po aresztowaniu St瘼i雟kiego, nagle znikn掖 ks. Wyrobisz. Dowiadywa貫m si, czy przypadkiem i jego nie aresztowano, ale 砰dkowie z miasteczka upewnili mnie, 瞠 ksi篹ulo wyjecha i szcz窷liwie przedosta si za lini demarkacyjn. Teraz znajduje si ju w bezpiecznym miejscu. Znikni璚ie by這 zaplanowane we w豉軼iwym czasie, bo do Rokitna zjecha豉 du瘸 ekipa funkcjonariuszy NKWD i zanosi這 si na pierwsz planowan czystk.

W tym czasie napisa貫m obszern pro軸 w sprawie zwolnienia z aresztu obywateli: Kazimierza Dytkowskiego i Jana Duchnowskiego. Pro軸 tak podpisa這 trzystu robotnik闚 huty i nawet kilku obywateli z miasteczka. Po tak potrzebnym uzupe軟ieniu petycj z這篡貫m w urz璠zie NKWD w Sarnach. By這 to wszystko co w tych warunkach mo積a by這 uczyni dla ci篹ko cierpi帷ych za nas wszystkich, niewinnie aresztowanych.
Pewnego dnia wieczorem, do moich drzwi zapuka nieznajomy podr騜ny. By nim – jak si okaza這 – hutnik z Lisicza雟ka, Rosjanin, kt鏎ego skierowano do pracy w Rokitnie. Przyby prosto z dworca. Nazywam si Michai Burinda, zarekomendowa si nieznajomy. Bardzo mi przyjemnie – odrzek貫m, podaj帷 swoje personalia. Zastrzeg貫m, 瞠 z okresu mojego pobytu w Lisicza雟ku takiego nazwiska nie s造sza貫m, chocia wydaje mi si, 瞠 hutnik闚 tej miejscowo軼i - znam wszystkich.
- To musia造 by dawne czasy – rzek Burinda – bo za這ga huty w Lisicza雟ku ostatnio bardzo si zmieni豉.
- Tak, rzeczywi軼ie to by這 dawno, ale chcia豚ym us造sze co od pana o ζbadzi雟kim, Sterze, Michalusie i Dylewiczu, kt鏎zy jeszcze w 1924 roku, przechodz帷 nielegalnie granice pa雟twa, udali si do pracy w Lisicza雟ku. - Znam ich wszystkich - powiedzia Burinda – ale ich ju dawno nie ma w Lisicza雟ku.
- Wyjechali? – zapyta貫m.
- Nie, ich wywieziono – odpowiedzia. Obecnie w Lisicza雟ksku ze starych hutnik闚, kt鏎ych musi pan zna, pozosta tylko stary Walentowicz i Kawka. Trzeba panu wiedzie, 瞠 za tzw. „Je穎wszczyny” wszyscy hutnicy zostali wywiezieni na przymusowe roboty i nikt z nich ju nie wr鏂i – upewni Burinda.
- Co podobnego... wszyscy powiadacie....?
- Tam przecie byli r闚nie moi kuzyni, Wi您owscy i wielu innych znajomych.
- Czy wiadomo jest w jakiej miejscowo軼i przebywaj, jak 篡j i czy mo積a im przyj嗆 z pomoc? – pyta貫m.
- A kto jest w stanie dowiedzie si, czy jeszcze 篡j. Przecie adres闚 zsy趾i nie podaj nikomu – wyja郾i.
- No a rodziny, przecie kto z zes豉nych musi utrzymywa kontakt? – zapyta貫m.
- Oni zostali wywiezieni z rodzinami, wszyscy do miejscowo軼i nikomu nieznanej – wyja郾i. Przypuszczam, 瞠 to musi by gdzie na tzw. „Bie這morkanale” i kontakt z nimi jest niemo磧iwy.
- Ile lat ju ich nie ma? Przecie niekt鏎zy z nich powinni ju wr鏂i? – zapyta貫m.
- Stamt康 przewa積ie ju nikt nie wraca, bo jak wykazuj statystyki w pierwszym roku ginie 50 % zes豉nych, a w nast瘼nych latach reszt wyka鎍za ci篹ka praca, g堯d i choroby - odpowiedzia.
- Ale to okropne....! Komu jest potrzebna praca za cen ludzkiego 篡cia – zapyta貫m.
- U nas m闚i si teraz tak: „Eta rabota mienja nie nu積a, no mienja nada cztoby ty muczi連ia". To Rosj trzeba rozumie, a瞠by wiedzie, jak cen ma 篡cie obywatela w kraju w kt鏎ym licz si tylko cele polityczne – wyja郾i Burinda.
- Nie rozumiesz, przecie cele te ustanowi sam Stalin, czy tak?
- Tak, ale za這瞠nia s nierealne, chocia za op鏎 lub zaniechanie ich realizacji obywatele p豉c 篡ciem.
- W takim razie za ca造 ten stan tw鏎cy systemu bior na siebie wielk odpowiedzialno嗆.
- Nie obywatelu, tw鏎cy i nakazodawca nigdy nie ponosz odpowiedzialno軼i. Oni pos逝guj si oportunizmem w najgorszej formie. Przyk豉dowo, za nie wykonanie nakazu 郵epy aktywista jest karany ustawowo i ta sama osoba za jego wykonanie, jest poddawana pod s康, za nadu篡cie w豉dzy. W taki oto spos鏏 wykonawca nakazu Je穎w, zosta skazany na 鄉ier, na s康zie pokazowym za nadu篡cie w豉dzy, a oskar篡cielem by sam nakazodawca.

Tak rozmow, wyja郾iaj帷 niepodwa瘸lne racje bonz闚 partyjnych, uda這 mi si przeprowadzi przypadkowo z obywatelem Zwi您ku Radzieckiego, kt鏎y otrzyma skierowanie do pracy w naszej hucie. Jak si okaza這, Burinda przed przyjazdem do nas pracowa w Lisicza雟ku, Artiomowsku, Achmabacie i Odessie. Nie odszed on z ust瘼uj帷 pod naporem Niemc闚 armi radzieck i pozosta na naszych terenach, a nawet by partyzantem na Polesiu.

Dociera造 nas przykre wie軼i o sukcesach odnoszonych przez Hitlera i brutalnym stosunku tego w豉dcy do Polak闚 w okupowanym kraju. Wiadomo軼i przynoszone by造 niekiedy przez wracaj帷ych do domu 穎軟ierzy. W豉dze radzieckie takim nieuzbrojonym uciekinierom, kt鏎ym uda這 si przedosta na tereny przez nich okupywane, szczeg鏊nie by造m 穎軟ierzom wracaj帷ym do dom闚, tak w璠r闚k u豉twia造. Tote pewnego dnia, dzi瘯i tym u豉twieniom powr鏂i m鎩 najm這dszy brat W豉dek. By zmizerowany i wycie鎍zony 穎軟ierskimi znojami. Wygl康a strasznie. Pod czu陰 i troskliw opiek matki, si造 mu stopniowo wraca造, a m這dzie鎍ze samopoczucie pozwala這 na opowiadanie o bojach, jakie by造 jego udzia貫m, bohaterskiej obronie Lwowa, o okropno軼iach wojny i naszej kl瘰ki, o bezprzyk豉dnym bohaterstwie i waleczno軼i, odwadze i po鈍i璚eniu naszych 穎軟ierzy, o zdradach praktykowanych przez naje寮嬈闚 i ukrai雟kich nacjonalist闚, b璠帷ych na us逝gach Hitlera, o bandyckich praktykach rozstrzeliwania przez wojska niemieckie je鎍闚 wojennych. Wreszcie o swojej udanej ucieczce z niewoli i ci篹kiej, bo naje穎nej niebezpiecznymi przygodami z bandami Ukrai鎍闚, drogi powrotnej do domu. S逝chaj帷 na 篡wo prawie niewiarygodnych opowiada, dziwi貫m si, jak mo積a by這, tak wielki ogrom nieszcz窷cia prze篡. Nasz si陰 w przetrwaniu tej kl瘰ki, by造 jednak chwalebne wyczyny dzielno軼i naszych 穎軟ierzy i nieustraszona postawa wszystkich Polak闚. Z zapartym tchem s逝cha貫m ciekawych opowiada W豉dka, ale nie znajduj w sobie do嗆 zdolno軼i i si造 by je odtworzy w nale篡tych barwach.

15. WYW紌KI NA SYBERI

W domu moich rodzic闚, zamieszkiwa豉 pani St窷licka – 穎na oficera KOP-u, kt鏎y ju w czasie wojny po przyje寮zie ma鹵onki, zosta odes豉ny na front. Wobec prze郵adowa ze strony NKWD, pani St窷licka, pos逝guj帷 si legitymacj panie雟k, podaje si za przyby陰 do Rokitna nauczycielk. Na pytania w trakcie przes逝cha odpowiada豉, 瞠 z kapitanem 陰czy豉 j tylko znajomo嗆 i nic wi璚ej. Tym szcz窷liwym zbiegiem okoliczno軼i, nie zosta豉 zaliczona do tych najniebezpieczniejszych wrog闚 jakimi by造 rodziny wojskowe.
Zanosi這 si na co osobliwego w naszym miasteczku, bo nagle pojawi這 si wielu nowych funkcjonariuszy cywilnych i mundurowych NKWD. Zachowanie si tych zagadkowych go軼i nie wr騜y這 nic dobrego, bo spotykanych na ulicy przechodni闚 o europejskiej prezencji, obrzucali oni z造m i nienawistnym spojrzeniem, a nawi您ywali kontakt informacyjny, wy陰cznie z osobami o wyra幡ych cechach semickich. Domy郵ali鄉y si celu najazdu, nie obiecywa on przyjemnych nast瘼stw. Na wnioski wyp造waj帷e z obiegowej prawdy 瞠: „Przyjaciel naszego wroga jest naszym nieprzyjacielem” – by這 ju za p騧no. Niebawem zostali鄉y zaskoczeni brutaln akcj wysiedlenia Polak闚 na Syberi! By豉 ona podj皻a po cichu, nocn por. Na podstawie uprzednio przygotowanych wykaz闚, w atmosferze terroru wyprowadzano z dom闚, okre郵one osoby i ich rodziny, przewo穎no je na stacj i 豉dowano do specjalnie podstawionych wagon闚. Tym niezwyk造m dzia豉niem, wymuszonym jakoby rzekomym zagro瞠niem ustroju „dobrodziejstw” ludzi pracy – zasta造 obj皻e rodziny wojskowe, policyjne, urz璠nicze, le郾iczowie i gajowi z rodzinami, osadnicy wojskowi, kolejarze i inteligencja jak przemys這wcy, kupcy i rzemie郵nicy - jednak z wykluczeniem narodowo軼i 篡dowskiej. Dalej robotnicy wraz z rodzinami aresztowanych, w kt鏎ych mi璠zy innymi znalaz造 si tak瞠 dwie, jakoby bardzo niebezpieczne „faszystki”, Kazimiera Dytkowska i Maria Duchnowska wraz z nieletnimi dzie熤i. W tej akcji prowadzonej w po酥iechu, czynno軼i funkcjonariuszy NKWD i milicji, by造 bezwzgl璠ne i brutalne: krzyczano "„Sobieraj z wieszczami” i popychaj帷 wszystkie wsp鏊nie mieszkaj帷e i stanowi帷e rodzin, lub spokrewnione z g這w rodziny osoby, siano strach i przera瞠nie. W tej pocz徠kowej fazie drogi do piek豉, wolno by這 wzi望 ze sob ubranie i po軼iel, 篡wno嗆 i niezb璠ne naczynia kuchenne. Pozostaj帷e w mieszkaniu sprz皻y u篡tku domowego i inne przedmioty, by造 zamykane i przekazywane do dyspozycji NKWD, a p騧niej zrabowane. Trudno jest opisa rozpacz i oburzenie jakie ogarn窸o nasz rodzin i ca貫 鈔odowisko hutnik闚. Nieludzki stosunek w豉dz, brutalna przemoc i powr鏒 carskich metod tyranii i diabelskich praktyk zsy貫k na Syberi, wycisn掖 pi皻no na systemie, kt鏎e jak przekle雟two, nigdy nie zostanie zapomniane, szczeg鏊nie przez Polak闚. Ta wybitnie antypolska akcja „na pohybel” obj窸a r闚nie rodziny aresztowanych robotnik闚, bo przecie oni obydwaj, zar闚no Dytkowski jak i Duchnowski, znani byli w tym 鈔odowisku jako dzia豉cze zwi您k闚 zawodowych.
Bez podania jakichkolwiek powod闚 podj皻o j znienacka wywo逝j帷 lament matek, p豉cz dzieci, pisk niemowl徠 i zawodzenie kobiet, jak瞠 brzemienn w b鏊 i rozpacz matek kt鏎e nieludzko cierpia造, 瞠gnaj帷 ukochane c鏎ki i p豉cz帷e wnucz皻a.... Malutkie dzieci instynktownie wyczuwaj帷e rozstanie z ukochanymi istotami, cisn窸y si do krewnych, s御iad闚, znajomych i przyjaci馧, pragn帷 jeszcze raz uca這wa je i przytuli, spojrze w ich zap豉kane oczy, zapami皻a na d逝go i nie zapomnie! Rzewnie i serdecznie 瞠gnali bracia swe siostry, siostry swych braci, z uczuciem wielkiego niepokoju 瞠gnali swych przyjaci馧 wsp馧czuj帷e s御iadki i s御iedzi! Z jak捷 nadzwyczajn si陰 i nabo瞠雟twem Matki i Babcie, kre郵i造 znaki krzy瘸 鈍i皻ego nad g這wami c鏎ek, z wiar cisn窸y si po te dary b這gos豉wie雟twa, rozp豉kane dzieci i wnucz皻a...!
Temu koszmarowi rozpaczy, gwa速u, niewys這wionej krzywdy i bezprawia, sekundowa造 surowe i niewzruszone twarze, niemo wyra瘸j帷e okrutne polecenia i zasad: „Moskwa 郵ezam nie wierit”.
I tak oto, historia powt鏎zy豉 si. Dawniej ojc闚 naszych, w imieniu wszechw豉dnego cara batiuszki, zsy豉no na katorg Sybiru, a dzi w imi wszechw豉dnego i jakoby nieomylnego geniusza ludzko軼i Stalina, skazuje si ich syn闚 i wnuk闚 na jeszcze wi瘯sze okrucie雟twa, na tym samym Sybirze! Czas i historia zmieni豉 jedynie tyran闚, ale tyrania i jej cele, nadal pozosta造 takie same!
To nieszcz窷cie wo豉j帷e o pomst niebios, dzia這 si w ostatnich dniach kwietnia 1940 roku. Tote nadesz造 wkr鏒ce nad wyraz ci篹kie dni rozmy郵a o losach zes豉nych, a spojrzenia zniewolonych Polak闚, tych kt鏎zy pozostali, odruchowo kierowane by造 na wsch鏚.
Tam wyobra幡ia nasza dostrzega豉 tylko ponur przestrze z豉. W tej g喚bi, na 郾iegach i mrozie cierpia造 i umiera造 bliskie nam istoty. Miotani bezsilno軼i wyczekiwali鄉y z niepokojem znaku 篡cia od zes豉nych.
Pierwszy list z tamtego 鈍iata, nadszed dopiero w sz鏀tym tygodniu po rozstaniu. Bratowa Kazia powiadomi豉 nas, 瞠 obydwie z Duchnowsk zosta造 wysadzone z ciep逝szki na niewielkiej stacyjce w szczerym stepie. Czeka tam na nich zaprz璕 konny, kt鏎y saniami dowi霩 je do dalekiego ko販hozu, gdzie zamieszkali w zbudowanych przez siebie prymitywnych ziemiankach i wkr鏒ce maj by zatrudnione w magazynie tego gospodarstwa. Pisa豉 r闚nie o fatalnych, wr璚z tragicznych warunkach podr騜y. Do jednego wagonu towarowego 豉dowano po 40 os鏏, m篹czyzn, kobiet i dzieci, wraz z ich baga瘸mi. Potrzeby fizjologiczne za豉twiano poprzez otw鏎 w pod這dze wagonu. Ca貫 szcz窷cie, 瞠 wieziono nas do嗆 szybko, ale w zamkni皻ym wagonie, jak w zwi您anym worku brakowa這 powietrza. Podr騜 przebieg豉 jako szcz窷liwie, bez zachorowa. Nie wiedzieli鄉y kt鏎璠y i gdzie nas transportuj, tote kiedy otwarto drzwi wagonu i polecono wy豉dowywa si ze wszystkimi rzeczami byli鄉y zupe軟ie zdezorientowani. Oczywi軼ie nikt wi璚ej, opr鏂z rodzin Dytkowskiej i Duchnowskiej nie zosta wy豉dowany. Innych wieziono dalej. Naszym miejscem zes豉nia jest miejscowo嗆 ko販hozowa Miasosowchoz, po這穎na w鈔鏚 bezkresnych step闚 nad jeziorem Ba趾asz, Rejon Kokczetow, ob豉鈣 Akmoli雟k. Moje obecne mieszkanie, pisa豉 Kazia, to ziemianka wykopana w wysokiej butcie jeziora. Tylko to i tylko tyle przekaza豉 nam nasza Sybiraczka, pisz帷 pierwszy list do ojczyzny.
Przesiaduj帷y w areszcie Kazik, jeszcze nie zosta powiadomiony, co spotka這 jego rodzin, podobnie jego kolega Duchnowski. Powinien dowiedzie si o tym, ale jak tego dokona, skoro nie pozwalaj zobaczy si z nim, ani te zawiadomi go listownie. W kilka dni po otrzymaniu listu z Syberii, a 軼i郵ej by這 to 15 czerwca 1940 roku, w domu matki pojawi si nagle Kazik. Zwolniono go z aresztu. Witali鄉y brata ze 透ami rado軼i, ale nikt z nas nie chcia pierwszy, przekaza mu t przera瘸j帷 prawd o jego rodzinie. Za kilkana軼ie sekund dowie si jednak, 瞠 powr鏂i do nik康, bo jego 穎n, ukochan Kazi, wraz z trojgiem nieletnich dzieci wywieziono w mi璠zyczasie na Syberi! Nikt go w rodzinnym domu nie powita, nie u軼iskaj tatusia st瘰knione dzieciny. Bracia trwo積ie spogl康aj po sobie...
W tym nieszcz窷ciu wyr璚za nas wszystkich kochaj帷a matka.... Jeszcze raz bierze ona w ramiona syna i moc swojego matczynego wielkiego serca- wyznaje mu okrutn prawd...! M闚i o wielko軼i jego nieszcz窷cia, ale jednocze郾ie sw 瞠lazn wol, nakazuje synowi odwag!
Kazik jak gromem ra穎ny, miota si i z篡ma z b鏊u, wydaj帷 nieartyku這wane d德i瘯i, ale uspakajany mocnymi s這wami Matki, powoli odpr篹a si, milczy, z豉many okropnym b鏊em jaki m鏬 znie嗆 ojciec i m捫, dowiaduj帷y si o nieszcz窷ciach jakie dotkn窸y jego rodzin.
Uspokoiwszy si wreszcie – rzek: Ja to wszystko naprawi! Ju jutro p鎩d do NKWD i przedstawi odpowiednio uzasadniony wniosek o zezwolenie na powr鏒 mojej rodziny. Przecie uwolniono mnie z aresztu bez 郵edztwa, jako niewinnego.
W tym momencie przybyli koledzy hutnicy. Ca豉 bra zwi您kowa wita豉 swego przyw鏚c, a ka盥y z nich wyra瘸 jednocze郾ie ubolewanie z powodu deportacji rodziny. Kazik spojrzawszy po zebranych powiedzia: dzi瘯uj wam za wasz pro軸 i por璚zenie. Mia這 ono oczywi軼ie wp造w w sprawie, szczeg鏊nie dla kolegi Duchnowskiego, ale chc poinformowa was, 瞠 o zwolnieniu z aresztu i uniewinnieniu, zdecydowa造 ostatecznie argumenty samego oskar瞠nia. Na pytanie, czyje to by造 oskar瞠nia, odpowiem p騧niej.
Przedtem z這輳 podzi瘯owanie samemu oskar篡cielowi – powiedzia Kazik. Powody mojego aresztowania poniek康 stanowi造 tajemnic urz璠ow – wyja郾i. Jej odkrycie kosztowa這 mnie bardzo drogo, dlatego zale篡 mi bardzo na mo磧iwie najszybszej rozmowie z oskar篡cielem.
Idziemy do niego… do ksi璠za Wyrobisza – szepn掖 mi na ucho.

- Za p騧no braciszku – powiedzia貫m. Ksi璠za ju dawno nie ma w Rokitnie. Wyjecha niezw這cznie po aresztowaniu St瘼i雟kiego.
- A to pech...! Tyle obiecywa貫m sobie po tym spotkaniu. Wyobra sobie – m闚i po chwili zadumy – siedz w areszcie dziewi耩 miesi璚y i nie jestem przes逝chiwany. Nie wiem za co mnie aresztowano i o co pos康zono. Naraz wchodzi stra積ik i wywo逝je moje nazwisko. Zaskoczony odpowiadam, 瞠 jestem – Sobieraj z wieszczami – o鈍iadczy rozkazuj帷o.
Id, bo przecie tak d逝go czeka貫m na przes逝chanie, nareszcie dowiem si prawdy. Zaprowadzono mnie do pomieszczenia przes逝cha i postawiono przed Naczelnikiem NKWD. Ten zmierzy mnie badawczym spojrzeniem, jak to bywa w zwyczaju tych funkcjonariuszy, by這 jakie dziwne i nieokre郵one. Najpierw kaza mi usi捷 na stoj帷ym obok biurka krzese趾u i zapyta: 
- Czy znacie ksi璠za Wyrobisza?
- Tak, odpowiedzia貫m kr鏒ko. To proboszcz naszej parafii. Dalej pyta, czy ja z tym ksi璠zem 篡貫m w przyja幡i? Uznaj帷 pytanie za podchwytliwe podejrzewa貫m, 瞠 Naczelnik zamierza uzyska ode mnie zeznania przeciwko by貫mu prezesowi BBWR. Odpowiedzia貫m wi璚 wymijaj帷o, 瞠 stosunek robotnika do ksi璠za to daleki dystans. Naczelnik pokr璚i znacz帷o g這w i rzek poufale: Wy byli軼ie kandydatem na radnego miasta z ramienia robotnik闚 huty?
- Tak – odpowiedzia貫m kr鏒ko.
- A dlaczego nie zostali軼ie radnym? – postawi pytanie.
- Mojej kandydatury nie zatwierdzi這 Starostwo – odpowiedzia貫m.
- A dlaczego nie zatwierdzi這? – zapyta.
- Sk康 mog wiedzie – odpowiedzia貫m wymijaj帷o.
- A ten podpis znacie? – zapyta.
- Znam, to podpis ks. Wyrobisza.
- A czyj ten? – zapyta, podsuwaj帷 urz璠owy maszynopis.
- To podpisa – jak wynika z odcisku piecz徠ki – Dow鏚ca 18 Baonu KOP mjr Rzepa, ale ja nie wiem czy jest autentyczny, bo tego oficera nie znam. Nie prowadzi貫m z nim nigdy 瘸dnej urz璠owej korespondencji – wyja郾i貫m
- To dziwne, 瞠 wy jego nie znali, a sk康 ten oficer was zna? – pyta Naczelnik.
- On mnie te nie m鏬 zna, bo do Rokitna przyby na kr鏒ko przed wojn – odpowiedzia貫m.
- Nie m鏬 powiadacie, a jednak zna, skoro tak pisa. Odczytajcie – rozkaza podsuwaj帷 mi to pismo, na kt鏎ym rozpozna貫m podpis majora.
Do pana Starosty Powiatowego w Sarnach- przeczyta貫m i zrobi貫m pauz z my郵, 瞠 Naczelnik zechce, abym przet逝maczy na j瞛yk rosyjski, lecz on rzek: - czyta dalej.
.... Zwracam si do Pana Starosty Powiatowego w Sarnach z pro軸 o nie zatwierdzanie kandydatury Kazimierza Dytkowkiego na radnego miasta Rokitna. Pro軸 sw uzasadniam nast瘼uj帷o: w/w do Rokitna przyjecha z Rosji, jest przesi彗ni皻y zasadami bolszewickimi i w鈔鏚 za這gi robotnik闚 huty usi逝je wprowadza je w 篡cie. Nie mog wyrazi zgody, aby osobnik o takim 豉dunku d捫e zosta radnym miasta i zastrzegam, 瞠 je瞠li ten obywatel nie zaprzestanie wrogiej dzia豉lno軼i, zmuszony b璠 skorzysta z przys逝guj帷ego mi prawa, wysiedlenia Kazimierza Dytkowskiego na odleg這嗆 50 km.od pasa pogranicza. Jednocze郾ie o鈍iadczam, 瞠 je瞠li w/w zaprzestanie szerzy wrog dzia豉lno嗆 i uspokoi si, to w wyborach nast瘼nej kadencji, przeciwko jego kandydaturze nie b璠 stawia sprzeciwu. / Podpis: mjr. d-ca 18 Baonu KOP/.
Przeczyta貫m, milcza貫m i jednocze郾ie my郵a貫m intensywnie. W jakim celu wezwano mnie na to przes逝chanie? Naczelnik tak瞠 milcza i patrzy na mnie. Wyda這 mi si, 瞠 z wyrazem podziwu, lub co w tym rodzaju. No c騜 – powiedzia wreszcie przerywaj帷 milczenie. Teraz ju wiecie dlaczego nie zatwierdzono waszej kandydatury na radnego?
- Ano, wiem - odpowiedzia貫m kr鏒ko - bo my郵 moja jak b造skawica skoncentrowa豉 si na sprawcy oskar瞠nia. Major Rzepa by przecie tylko pos逝sznym wykonawc woli doktora obojga praw. W wyobra幡i swojej widzia貫m z這郵iwe oczy i 膨d這 w篹a w drgaj帷ym nerwowym skurczu szcz瘯i na samolubnej twarzy ksi璠za Wyrobisza. Tym razem jednak cudem w nast瘼stwie sprawiedliwo軼i, wra瞠 膨d這 zamiast trucizny – wydzieli這 leczniczy balsam.
- Jak wynika z tre軼i tego pisma - m闚i Naczelnik - wy robili軼ie to, co sami nazwa nie umieli, ale wasz ksi康z i major wiedzieli dobrze i nazwali kr鏒ko: „Bolszewicka dzia豉lno嗆”, ot i mieli racj obydwaj. Teraz trzeba przyzna, 瞠 oni lepiej rozumieli si na polityce ni wy i prawd napisali o waszej dzia豉lno軼i. Ja, bior帷 pod uwag wa積o嗆 tych pism, podj掖em decyzj zwolnienia was z aresztu 郵edczego i uniewinnienia od stawianych wam zarzut闚 oskar瞠nia – wyrazi postanowienie Naczelnik.

Siedzia貫m dalej nieporuszenie i wprost nie wiedzia貫m co mam ze sob uczyni. Dobra nowina nakazywa豉 rado嗆, ale moje aresztanckie do鈍iadczenie, i to co dzia這 si z kolegami niedoli, nakazywa造 spok鎩.
A naczelnik widz帷 moje niezdecydowanie – powiedzia:
- Jeste軼ie wolni i mo瞠cie wraca do domu! Wr璚zaj帷 mnie dokument zwolnienia o鈍iadczy, 瞠 gdyby wymienione dokumenty zosta造 odnalezione w archiwach wcze郾iej, to by軼ie nie siedzieli tak d逝go.
- Ja mam do was pro軸, obywatelu Naczelniku - Towarzyszu Naczelniku, poprawi - powiedzcie, za co wy軼ie mnie zamkn瘭i i o co pos康zali?
- Pos康zili was organa w豉dzy polskiej, a tak瞠 wasi przyjaciele, koledzy robotnicy, w obronie kt鏎ych ty towarzyszu, wyst瘼owa i nara瘸 si u waszych w豉dz. My przetrzymywali was tylko do wyja郾ienia sprawy. Wasze oskar瞠nie ma jakby charakter nadzwyczajny, bo da這 w rezultacie najmocniejsze argumenty obrony – doda Naczelnik.
- Rozumiem – towarzyszu Naczelniku – chcia豚ym si dowiedzie, czy oskar瞠nia koleg闚 te dowodz mojej niewinno軼i? 
- Udowodnienie winy, lub jej braku – stwierdzi Naczelnik - jest wynikiem rozpatrywania obu oskar瞠, z tym, 瞠 zarzuty organ闚 polskiej w豉dzy wykluczaj win i jednocze郾ie przekre郵aj oskar瞠nia koleg闚. Ponadto w toku rozpatrywania waszej sprawy, wzi瘭i鄉y tak瞠 pod uwag pro軸 z這穎n przez kolektyw huty. Pro軸 tak podpisa tak瞠 jeden z oskar篡cieli, co stanowi o niewa積o軼i jego oskar瞠nia z這穎nego poprzednio. Dalej jak wynika z tre軼i tej pro軸y i ilo軼i z這穎nych podpis闚, wy towarzyszu w鈔鏚 hutnik闚 macie du篡 autorytet. My jako w豉dza robotnicza, cenne por璚zenie wzi瘭i鄉y pod uwag i oskar瞠nia koleg闚 odrzucili, uznaj帷 je jako bezpodstawne i z這郵iwe urazy osobiste.
- Rozumiem, ale ja pozna chc nazwiska tych koleg闚, bo jak sami powiedzieli軼ie, ich oskar瞠nia s z這郵iwe i osobiste, a ja chcia豚ym ustrzec si przed nimi w przysz這軼i.
- Tego zasadniczo nam ujawni nie wolno, ale wy i tak dowiecie si, bo to takie bliskie przyjacio造, kumy...
Po tych s這wach, w鈔鏚 obecnych w czasie mojego opowiadania koleg闚 powsta這 poruszenie, a obecny w tej ci瘺ie Arasimowicz – zmiesza si.
- Kaziu! – odezwa貫m si przerywaj帷 nieprzyjemn atmosfer, jeste ju bardzo zm璚zony, mo瞠 to ciekawe opowiadanie od這篡sz do jutra. Tak, tak, odezwa造 si g這sy zebranych – na dzisiaj b璠zie dosy. Jak jutro zejdziemy si ponownie, to opowiem reszt. Zebrani rozeszli si, a ja spokojnie zapyta貫m Kazika, kogo podejrzewa.
- Pierwszy to Pietrow, a drugi to bliski m鎩 s御iad i kum – rzuci ci篹kie oskar瞠nie Kazik. To by這 widoczne po jego zachowaniu. Do czego mo瞠 poni篡 si cz這wiek, gdy za marne korzy軼i osobiste sprzedaje si, zostaje karierowiczem, a p騧niej, aby ratowa w豉sn sk鏎 zagro穎n nies逝sznym nadaniem odznaczenia, fa連zywie donosi wrogom, przyczyniaj帷 si do zes豉nia na Syberi swojego chrze郾iaka! Oto pok這sie „spo貫cznej” dzia豉lno軼i ludzi typu Wyrobisza. Tacy buduj swoj pozycj i autorytet na k豉mstwie, zdradzie i krzywdzie innych.
- Czy zamierzasz rozliczy si z Arasimowiczem? – pyta貫m.
- Nie, ale od tej pory, nie jest ju moim koleg. W stosunku do niego, przejd z per ty na per „kumie” – powiedzia Kazik.

Nast瘼nego dnia, w domu rodzic闚 zeszli si bracia: Jan, Bogdan, W豉dek i ja, Marian i Stanis豉w Baderowie, oraz wielu koleg闚 hutnik闚, w鈔鏚 nich Amer, Jaworski, Koz這wski i Straszewski, oraz Duchnowski, brat uwi瞛ionego Jana. By豉 to szczeg鏊na okazja, wi璚 przy zastawionym stole, obok jad豉, znalaz豉 si i w鏚eczka, a ka盥y z przyby造ch, co tam ze sob przyni鏀. Niech si pani nie gniewa – m闚i do naszej Matki kol. Amer, 瞠 to tutaj, w pani domu, oblewamy zas逝穎n wolno嗆 Kazika. I tak oto, kolejne spotkanie zacz窸o si od toast闚, w tym za szcz窷liwy powr鏒 i zdrowie wi瞛ionego kolegi Duchnowskiego. Kazik informowa r闚nie, o wytrwa這軼i koleg闚 przebywaj帷ych w areszcie! W wi瞛ieniu – m闚i odzwyczai貫m si od jedzenia do syta i od toast闚. To, co wam dzisiaj jeszcze powiem, musz uczyni na trze德o! Oklaski by造 wyrazem zgody i pro軸y o kontynuowanie wczorajszych opowiada.
Dnia 23 wrze郾ia 1939 roku, w godzinach urz璠owych – wznowi opowiadanie Kazik – uda貫m si do Zarz康u Miasta, aby pobra kartk na racjonowany cukier. Kiedy wszed貫m do urz璠u zobaczy貫m, 瞠 za biurkiem burmistrza, urz璠owa tow. Zaka / by造 wi瞛ie polityczny, komunista /. Obok przy stoliku, wspomniane kartki wydawa: Pietrow i Kowalczuk. Przy wej軼iu Pietrow zauwa篡 mnie, natychmiast odwr鏂i g這w do Zaka i powiedzia: "Statia 54”. Zapami皻a貫m te s這wa, bo Zaka zmierzy mnie z造m spojrzeniem i zaraz podszed do telefonu. Z kim rozmawia i co m闚i, nie dos造sza貫m. Pobrawszy kartki, uda貫m si do domu skracaj帷 drog przez tereny kolejowe. Kiedy znalaz貫m si na peronie i zamierza貫m przej嗆 na drug stron toru, pos造sza貫m wezwanie: „Ty kuda”? – zatrzyma貫m si. „Dawaj nazad”! zawo豉 wojskowy bojec. Drugi 穎軟ierz podszed i zapyta o nazwisko i poleci i嗆 przed sob. Zaprowadzi mnie do jednego z przedzia堯w stoj帷ego obok poci庵u i dokonuj帷 osobistej rewizji, oznajmi, 瞠 jestem aresztowany. W tym stanie zawieziono mnie do Sarn i przekazano do dyspozycji NKWD, kt鏎e mie軼i這 si w budynku dawnej „dw鎩ki”. Tam, od koleg闚 wsp鏊nej niedoli dowiedzia貫m si, 瞠 „Statia 54” to paragraf karny, kwalifikuj帷y w najl瞠jszym przypadku do dziesi璚ioletniej zsy趾i na ci篹kie roboty, w tzw. „Dalekije miestnosti Sowietskogo Sojuza”. Wsadzili mnie do og鏊nej celi, w kt鏎ej takich jak ja, by這 ju wielu, w tym m.in. znajomi oficerowie KOP-u porucznicy Turski i Grujer, policjant z Rokitna G御ior oraz dziad嶔o Giz, gospodarz z Sech i syn staruszka-Poleszuka z Tychowego jeziora. Poza tym, zasta貫m tam nieznajomych, zapozna貫m si z prof. Wirpsz i policjantem W豉dys豉wem Dytkowskim, pochodz悉ym z Buska Zdroju. Aresztowanych codziennie przybywa這 i m.in. doszed kolega Jan Duchnowski. W celi zrobi這 si ciasno i duszno. Wy篡wienie okropne, nie prowadzali nas na spacery, nie udost瘼niano 豉幡i, nie zmieniano bielizny. Po miesi帷u wszyscy byli鄉y zawszeni. Brody pozarasta造, w這sy skud豉czy造 si, wygl康ali鄉y strasznie, a samopoczucie mieli鄉y okropne. W takich, nie notowanych w dziejach cywilizowanej ludzko軼i warunkach, samorzutnie nast瘼uje podzia wsp鏊not niewoli. S豉be jednostki ulegaj kompletnemu za豉maniu si, a nawet wprost zbydl璚eniu i poddaj si ka盥ym nakazom w豉dzy. Inni natomiast, dopiero wtedy zdobywaj si na odwag i poczucie w豉snej godno軼i. Dopiero wtedy odkrywaj warto嗆 samego siebie i uzyskuj jak gdyby wy窺z 鈍iadomo嗆. Zag逝sza ona cierpienia cia豉 i ujawnia najszlachetniejsze warto軼i cz這wieka. To wi瞛ienie i nieludzkie warunki w jakich znalaz貫m si z kolegami niedoli, pozwoli造 mnie na poznanie samego siebie i nauczy造 mnie poznawa innych ludzi. Dyskusje jakie prowadzi貫m z profesorem Wirpsz i innymi wi篥niami, da造 mi du膨 wiedz. W areszcie samorzutnie zawi您a這 si w鈔鏚 nas k馧ko przyja幡i i samopomocy w nieszcz窷ciu, pociechy, hartu ducha i wytrwania! Kiedy rozwin窸o si uczucie rzyja幡i, do naszej celi wtr帷aj.... o dziwo – Pana St瘼i雟kiego. Tylko ja domy郵a貫m si, jaki charakter i cel mo瞠 mie uwi瞛ienie w鈔鏚 nas tego osobnika. Tote bardzo dyskretnie i po cichu uprzedzi貫m koleg闚, 瞠 to „kapu”. Zdr闚 i czerwony na pysku, by造 dyrektor, wcale nie domy郵a si rozszyfrowania i zaraz na wst瘼ie nawi您a kontakt towarzyski ze starymi znajomymi Turskim i Grunerem, a tak瞠 ze mn jako by造m znajomym. St瘼i雟ki klnie i narzeka na brak kultury oraz brutalno嗆 w stosunku do jego osoby, bo – jak m闚i – nawet nie powiedziano, za co zosta aresztowany.
Na moje ostrze瞠nie koledzy pos逝sznie zachowali odpowiedni dystans, a nasze dyskusje przybra造 charakter oboj皻ny. Dotyczy造 niewinnych wypowiedzi historycznych, kt鏎e niekiedy celowo przybiera造 ton prowokacyjny. Wyk豉d prowadzi zwykle prof. Wirpsza. M闚i m.in. o wybitnych zas逝gach w naszej historii znakomitego pisarza Henryka Sienkiewicza. Tu St瘼i雟ki nie wytrzyma i b璠帷 pewien siebie, mocno zaprotestowa – m闚i帷, 瞠 Sienkiewicz nie jest 瘸dnym tw鏎c, tylko wyrafinowanym fa連zerzem historii Polski.
Taka zniewaga naszej dumy narodowej, targn窸a mn tak silnie, 瞠 zerwa貫m si jak oparzony i chwyciwszy St瘼i雟kiego za gard這, wywin掖em salto jego sflacza陰 torb kiszek i tak mocno 軼isn掖em, 瞠 郵epia wyjrza造 mu z orbit. Ty 鈍inio! szpiclu hitlerowski! – krzykn掖em, nie mog帷 opanowa oburzenia. Koledzy Turski i Wirpsza chwycili mnie za ramiona, powoduj帷 os豉bienie ucisku gard豉, bo ju nie wiele brakowa這, a pod貫 Niemczysko zosta這by raz na zawsze unieszkodliwione. Szamota貫m si w ubezw豉dnieniu i chcia貫m mu jeszcze do這篡. Koledzy przywo豉li mnie do porz康ku i wyt逝maczyli, 瞠 awantura mo瞠 spowodowa karcer, co r闚na si utracie cennego zdrowia. St瘼i雟ki w tym czasie, le瘸 bez ruchu i dawa s豉be znaki 篡cia, a jego zaczerwienione 郵epska zdawa造 si patrze do nik康. Szpicel uspokoiwszy si, zda sobie spraw z tego, co zasz這 i co zrobi. Nie wiedz帷, o posiadaniu przeze mnie tajemnicy jego szpiegostwa w Rokitnie, by pewny, 瞠 proceder sk這nienia por. Grunera do obywatelstwa niemieckiego i przy tej okazji i innych os鏏, uda mu si sprawnie przeprowadzi. Tymczasem zn闚 nokaut. Tym razem le篡 na deskach i ledwo dyszy. Trudno, ale sta這 si. Szyd這 i tu wylaz這 z worka i niebezpieczny „kapu” zosta rozszyfrowany. Teraz St瘼i雟ki wiedzia, 瞠 wi瞛ienni koledzy znaj帷 jego przesz這嗆 s zorientowani o misji jak spe軟ia w鈔鏚 aresztowanych. Jawnie ju zaproponowa por. Grunerowi wyrzeczenie si polsko軼i i zg這szenie w豉dzom wi瞛iennym, 瞠 jest Niemcem, co pozwoli這by na domaganie si wolno軼i i powrotu do swojej ojczyzny. Po co pan tu siedzi i wszy karmi – agitowa St瘼i雟ki. Po co pan dzieli los tych polskich niepoprawnych romantyk闚? pyta Grunera i innych wi篥ni闚. Co pana z nimi wi捫e? - –zapytywa. Przecie pan jest Niemcem z niemieckiego 奸御ka, kt鏎y tylko czasowo pozostawa pod okupacj polsk, ale ju nie jest i nigdy polskim nie b璠zie. Takimi argumentami pos逝giwa si St瘼i雟ki w stosunku do znajomych oficer闚 i 奸您aka Grunera, a ja i koledzy, zmuszeni byli鄉y wys逝chiwa lekcji protegowanego przyjaciela ks. Wyrobisza, „godnego” towarzysza oficer闚 KOP w Rokitnie. Por. Gruner poufnie szepn掖 mi, 瞠 tylko celowo skorzysta z rad St瘼i雟kiego, aby wydosta si z wi瞛ienia, ale Niemcem nie jest i nigdy nim nie zostanie. Po cichu wyzna tak瞠, 瞠 rodowe nazwisko St瘼i雟kiego po niemiecku brzmi: Schulz. Po up造wie dw鏂h dni po tym zaj軼iu, zjawia si w naszej celi jaki wy窺zy funkcjonariusz w豉dzy NKWD i zapytuje: „Nu kak wam 篡wiotsia w zakluczenii, a?”/ no jak si czujecie w areszcie/. Do udzielenia odpowiedzi, wysuwam si ja, jako pierwszy, w豉daj帷y poprawnie j瞛ykiem rosyjskim.
– 柝e i poni瞠j wszelkiej krytyki obywatelu Naczelniku – odpowiadam 鄉ia這. Ciasnota i brak powietrza do oddychania, nie korzystamy z 豉幡i, bielizny nie zmieniaj, nie strzyg, ani nie gol br鏚, na spacery nie prowadzaj, wy篡wienie okropne i wszyscy jeste鄉y niesamowicie zawszeni. Tak upo郵edza si ludzi pozbawionych wolno軼i za nie udowodnione winy, przez w豉dz, mieni帷 si by kulturaln i post瘼ow - wyrecytowa貫m jednym tchem, bez zaj彗ni璚ia. Przyby造 s逝chaj帷, zmierzy mnie cierpkim spojrzeniem od st鏕 do g堯w, ale ja wytrzyma貫m pr鏏 takiej metody.
- A ty kto takoj, batiuszka, a? – zapyta na wst瘼ie.
- Ni kak niet, gra盥anin Naczelnik. Ja nie swieszczennik, a raboczij stiekolnogo zawoda iz Rokitna – 鄉ia這 odpowiedzia貫m.
- A ty gdie izuczi russkoj jazyk? – zapyta.
- Ja kakdato 篡, uczi連ia i rabota w Lisiczanskie po這穎nym w Donieckom Basiejnie – wyja郾i貫m.
- A za czto tiebja zakluczili, a? – zapyta.
- Etot wapros ja wam chatie postawit, gra盥anin Naczalnik.
- Kak to, nie znajesz za czto tiebja zakluczili – pyta.
- Mienia arestowali i nie skazali, a ja siebja winowatym nie czustwuju – odpowiedzia貫m 鄉ia這.

Naczelnik zn闚 zmierzy mnie spojrzeniem i ju nikogo o nic nie pytaj帷 powiedzia: w baniju pajdiotie, samoobrabotku sdie豉jut, na progu趾u wodit budut, postrygut, bieljo smieniat, a je郵i kto 瞠豉jet napisat zajawlenije atnasitielno aresta, po逝czit bumagu i karandasz. To powiedziawszy Naczelmik wyszed, a koledzy dzi瘯owali mnie za lekcj 鄉ia造ch i rzeczowych odpowiedzi i postawionych 膨da. Jak si p騧niej okaza這, przyby造 rzeczywi軼ie by wysokim prze這穎nym i m鏬 wiele, bo to by „ob這stnoj prokurator”. Po jego wizycie nasze warunki uleg造 radykalnej zmianie na lepsze. Wszystko to co obieca, 軼i郵e zosta這 wykonane i nawet znacznie poprawi這 si wy篡wienie. Po ostrzy瞠niu w這s闚 i ogoleniu o鄉iomiesi璚znej brody, przesta貫m by podobny do prawos豉wnego batiuszki. W御y jednak zostawi貫m, aby zrobi sobie pami徠kowe zdj璚ie. Chc帷ym pisa podanie do w豉dz, udost瘼niono papier i o堯wki. Skorzystali z tego m.in. St瘼i雟ki, pisz帷 bezpo鈔ednio do konsula niemieckiego w Moskwie. Skutek pisania tych poda by ten, 瞠 na drugi dzie, do celi wszed stra積ik wywo逝j帷 dwa nazwiska i ka膨c zabrania rzeczy. Wezwanymi byli Bronis豉w St瘼i雟ki i Eryk Gruner. Tak pozbyli鄉y si wstr皻nego „kapusia” i odetchn瘭i鄉y z ulg. Co si p騧niej sta這, tego nikt nie sprawdzi, ale przypuszczam, 瞠 wed逝g istniej帷ego uk豉du von Ribentrop – graf Mo這tow, co zreszt twierdzi sam St瘼i雟ki, przerzucono ich za lini demarkacyjn i oddano w豉dzom hitlerowskim. Nast瘼nym wywo豉nym, kt鏎y do nas ju nie wr鏂i, by dziad嶔o Giz z Sech. Potem przysz豉 nieoczekiwana kolej na mnie, zako鎍zy opowiadanie Kazik.

Kazik z przej璚iem potrafi m闚i o tym co najwa積iejsze. Nast徙i豉 znamienna chwila milczenia i zadumy. Wszyscy byli鄉y zaskoczeni splotem wydarze i szczero軼i opowiadaj帷ego.
- No to zda貫 egzamin polsko軼i bracie, jakiego si nikt po tobie nigdy nie spodziewa – powiedzia貫m z uznaniem przerywaj帷 milczenie.
- Tak – przyzna Janek – ale najbardziej poruszy豉 mnie scena ze St瘼i雟kim, bo uciek nam. Je瞠li pozwoli豚y mi dzia豉 w swoim czasie, szpieg by豚y unieszkodliwiony, ju nigdy nie sta豚y si „kapusiem” i nie m鏬 zaszkodzi innym.
- Gdyby tak si sta這 Janku, to Kazik i jego koledzy w wi瞛ieniu, nie poznaliby prawdy o walce, jak my tutaj mamy ju poza sob i dalej prowadzimy. Dawniej mo瞠 i wiedzieli鄉y co nale篡 robi, ale nie mogli鄉y podj望 dzia豉. Dzisiaj ju dostrzegamy skutki b喚d闚 jakie pope軟ili鄉y, chocia poprawia ich nam nie wolno. Przynajmniej wiemy, 瞠 tak w pierwszym, jak i w drugim przypadku, dzia豉lno嗆 nasza by豉 wskazana. Wracaj帷 do sprawy szpiegostwa prowadzonego w Rokitnie uwa瘸m, 瞠 firma „Vitrum”, by mo瞠 z uwagi na zamierzenia eksportowe zatrudni豉 St瘼i雟kiego nad granic przypadkowo, a obdarzenie przywilejami tak zr璚znego po鈔ednika jakim niew徠pliwie ks. dr Wyrobisz, le瘸這 w interesie przedsi瑿iorstwa. Teraz widzimy, 瞠 ksi篹ulek Wyrobisz – chocia nie wiemy o nim wszystkiego - w imi w豉snych, a by mo瞠 i obcych interes闚 potrafi powodowa w dow鏚ztwie KOP-u zmian obsady stanowisk oficerskich, oraz sk這ni w豉dze Starostwa do korzystnej dla siebie wymiany komendant闚 posterunku policji.
Widzimy, 瞠 jego 膨dza wszechw豉dzy w miasteczku si璕a dalej, a do wymuszania na burmistrzu, ca趾owicie przecie jemu podleg造m, zgody na powo豉nie uleg貫go mu radnego huty, a autentycznego i aktywnego przedstawiciela 鈔odowiska hutnik闚 czyni nies逝sznie zwolennikiem bolszewizmu. Widzimy, 瞠 dla 鈍i皻ego spokoju, w豉dza tolerowa豉 post瘼owanie ksi璠za, bo co mog豉 pocz望? Byli jednak patrioci, kt鏎zy przygl康ali si - podobnie jak my bezsilnie, tym brudnym zabiegom, przynosz帷ym nam Polakom, niepowetowane szkody i tragiczne w skutkach os豉bienie pa雟twa. Jednym z tych obserwator闚, by nasz nieod瘸這wany inspektor Strzelca 酥. Kapitan Chomicz! On to jeszcze przed sam 鄉ierci powiedzia mi w Sarnach: Wracaj do Rokitna z bra熤i i hutnikami i tam tkwij na swoim posterunku, a zrobisz wi璚ej dla Polski ni uzbrojony oddzia wojska! Dzi dopiero zrozumiem jak wa積 i jak donios陰 okre郵i nam rol.
Teraz, drodzy koledzy, przypominam wam tylko o minionej przesz這軼i, aby軼ie pami皻ali o niej i na niej si uczyli. Czasy zmieni造 si bardzo i nasze zadania w nowych warunkach tak瞠 musz ulec przekszta販eniom. Widzimy na przyk豉d, 瞠 niegdy pogardzany Ostrowski, jest teraz skromnym ksi璕owym, a do nas hutnik闚 odnosi si pozytywnie i nie jest szkodliwy. To samo mo積a by powiedzie o reszcie urz璠nik闚 jak J霩ef Lech, Ryszard Rzepko i Stanis豉w Bartold. Ci nie zostali obj璚i zsy趾, gdy popierani byli przez 砰d闚, jednak obecnie swoim post瘼owaniem, nie czyni nam krzywdy, i to moi drodzy nale篡 uszanowa! Dzi hutnicy stanowi o polsko軼i Rokitna i dziel los wszystkich kresowych Polak闚, nawet tych na Syberii!
- Powiedzia貫 o tym co up造n窸o – odezwa si ponownie Kazik – ale to nie wszystko, bo kolega Duchnowski jeszcze siedzi. S康z, 瞠 z這穎na petycja odniesie pozytywny skutek. Jutro udam si do Naczelnika NKWD w sprawie powrotu mojej rodziny. 
Tak te si sta這, bo nast瘼nego dnia, Kazik zameldowa si w tym urz璠zie. Zg豉szaj帷 sw鎩 powr鏒, za膨da widzenia si z Naczelnikiem. Przedstawiaj帷 dokumenty o uniewinnieniu i zwolnieniu, oraz dowody nies逝sznego pos康zenia, za膨da zwrotu r闚nowarto軼i zarobku, za czas dziewi璚io miesi璚znego przetrzymywania w areszcie i zgody na powr鏒 zes豉nej w tym czasie rodziny.
Naczelnik NKWD w Rokitnie st. Lejtienant Bobrow, wnikliwie zapozna si z niezwyk陰 spraw o鈍iadczaj帷:
- wniosek o odszkodowanie pieni篹ne nale篡 skierowa do Zarz康u Huty, jako jednostki zatrudnienia. Co do powrotu rodziny z Syberii, to niewiele mog pom鏂, gdy nie le篡 to w mojej kompetencji. Wasz rodzin – powiedzia Bobrow – zes豉豉 w豉dza, kt鏎a mnie nie podlega. Staraj帷 si o powr鏒 zes豉nych, nale篡 zwr鏂i si do w豉軼iwego ob這stnego NKWD w Akmoli雟ku, za po鈔ednictwem tzw. Wierchownogo NKWD w Moskwie. Jest to jednak sprawa d逝ga, a pozytywne jej za豉twienie prawie nieprawdopodobne, zastrzeg z g鏎y Naczelnik.
- Przyszed貫m do was towarzyszu Naczelniku bo uwa瘸m, 瞠 w sprawie nies逝sznej zsy趾i mojej rodziny tylko Wy jeste軼ie w stanie da mi w豉軼iw rad, ale jak wynika z zastrze瞠nia – pomyli貫m si.
- Nie, towarzyszu, wy nie pomyli軼ie si. Ja nie jestem dla was wrogiem za jakiego mnie uwa瘸cie, ja powiedzia貫m prawd.
- Co wi璚 w takim przypadku mam uczyni? – zapyta Kazik.
- Je瞠li chcecie mnie pos逝cha, mog s逝篡 w豉軼iw rad, tak jaka jest mo磧iwa obecnie w naszym ustroju – powiedzia Bobrow.
Jak zaczniecie pisa podania i pro軸y do urz璠闚, to sprawa oka瞠 si beznadziejna. W tym czasie, mog mnie przenie嗆 na inne stanowisko, a moje miejsce zajmie osoba, kt鏎a was nie zna i z byle powodu mo瞠 ponownie zamkn望. Zn闚 b璠ziesz siedzia nie przes逝chiwany, a rodzina nigdy nie wr鏂i do domu. Radz wam szczerze, aby軼ie nie pisali 瘸dnych pr騥b, bo to nic nie da. Najlepszym wyj軼iem jest, pojecha do rodziny na Syberi i prosi NKWD w Akmoli雟ku o przywr鏂enie jej wolno軼i, bo ona jej przys逝guje. Na takie ust瘼stwa z uwzgl璠nieniem waszego uniewinnienia, tamtejsza w豉dza mo瞠 si zgodzi.
Kazik g喚boko zastanowi si nad rad Bobrowa i po pewnym czasie, bior帷 pod uwag argumenty za i przeciw, doszed do przekonania, 瞠 propozycja by豉 szczera i w豉軼iwa. Bobrow zaleca post瘼owanie realne w tym kraju i ustroju. Tego nale瘸這 trzyma si, bo innego wyj軼ia nie by這.
W sprawie odszkodowania pieni篹nego za okres aresztu, brat wni鏀 podanie do Zarz康u Huty, ale dyrektor Gonczarow zaleci, aby zwr鏂i si z tym do s康u rejonowego, kt鏎ego wyrok by豚y podstaw wyp豉ty. Kazik uczyni wedle zalece dyrektora, ale na rozprawie okaza這 si, 瞠 huta odm闚i豉 takiej wyp豉ty, gdy aresztu pracownika dokona豉 w豉dza wojskowa.
W tej sytuacji s康 wyda orzeczenie negatywne. Kazik ponownie uda si do Naczelnika Bobrowa przedstawiaj帷 pro軸 o wskazanie w豉軼iwego winowajcy nies逝sznego aresztowania. Bobrow i tym razem, potwierdzaj帷 s逝szno嗆 roszcze rzek: pieni康ze nale膨 si, ale znalezienie sprawcy aresztowania spi皻rzy trudno軼i, bo nikt si nie przyzna. B璠ziesz pisa i czeka, i w rezultacie zostaniesz powiadomiony, 瞠 aktu aresztowania dokonano w szczeg鏊nych warunkach obejmowania w豉dzy, na terenach jeszcze nie obj皻ych obowi您uj帷ymi przepisami prawa, no i to b璠zie koniec twoich roszcze.
W rezultacie Kazik zrezygnowa, bo wiedzia ju, 瞠 z pa雟twem radzieckim sprawy nie wygra. Naczelnikowi NKWD jednak o鈍iadczy, 瞠 jako dawniej ciemi篹ony przez kapitalist闚 robotnik, teraz skrzywdzony musi ust徙i, darowuj帷 swoj krzywd. 
- Darowa?... zapyta Bobrow, a czy to by豉 a taka du瘸 krzywda? Przecie je嗆 to ty dostawa, tak? Prze篡, to ty prze篡, tak?, Na wolno嗆 ci wypu軼ili, tak?, Tak, ot ty i powinien powiedzie: „Spasiba Stalinu”! – zrozumia貫?
- Zrozumia貫m – odpowiedzia Kazik.
- No, je瞠li ty zrozumia貫 – m闚i dalej Bobrow – tak zaniechaj dochodzi krzywdy, kt鏎a i tak nie ma szans wygrania.

R騜nie mo積a by這 s康zi o radach Bobrowa, lecz obiektywnie nale篡 przyzna, 瞠 by造 one w owym czasie nadzwyczaj trafne. Kazik g喚boko przemy郵a je, a doceniaj帷 wag i warto嗆 poucze, zaniecha dochodzenia w豉snej krzywdy i dnia 1 wrze郾ia 1940 roku, zg這si gotowo嗆 wyjazdu na Syberi. Naczelnik Bobrow zaopatrzy go w potrzebny dokument, a my w 篡wno嗆 i ciep陰 odzie dla jego dzieci. Do dar闚 zaopatrzenia zes豉nej rodziny m. in. Do陰czy si 砰d Grynszpan, ofiarowuj帷 kilka kilogram闚 篡wno軼i w tym cukier, ry i herbat. Jego odjazd by przykry ale i obiecuj帷y dla ca貫j rodziny i przyjaci馧. Dla ratowania bliskich sercu os鏏, ten krok Kazika uznali鄉y za w豉軼iwy.

Przysz豉 tak瞠 d逝go oczekiwana wiadomo嗆 od Tomka. Biedaczysko wraz z ca陰 jednostk, dosta si do niewoli sowieckiej. Pocz徠kowo przebywa na robotach drogowych w Dubnem, gdzie odwiedza豉 go siostra Hela.

Po powrocie Kazika z wi瞛ienia Aleksander Arasimowicz nie mia 豉twego 篡cia w 鈔odowisku hutnik闚. W stosunku do niego, wszyscy jego dawni koledzy przeszli z per ty, lub kolego na per „kumie”. To sta這 si powodem, 瞠 po pewnym czasie, Arasimowicz cichaczem opu軼i Rokitno i przedosta si za Bug. Jak p騧niej informowa jego brat Wac豉w, Ole osiedli si na sta貫 w hucie na Wyczerpach w Cz瘰tochowie.
Po prze篡ciach jakie by造 udzia貫m naszej rodziny, nie mogli鄉y nadal przetrzymywa w domu ojc闚 pani St窷lickiej. W drugiej turze, czeka豉 j niechybnie zsy趾a, wi璚 poradzili鄉y tej pani, a瞠by po cichu uda豉 si za lini Bugu. P騧niej otrzymali鄉y od niej podzi瘯owanie za w豉軼iw rad i wiadomo嗆 o powrocie do Katowic, gdzie zamieszka豉 we w豉snym domu przy ulicy Gliwickiej. Od tej pory pani St窷licka, 篡wo interesuje si sprawami Rokitna, a w szczeg鏊no軼i 鈔odowiskiem hutnik闚.

W okresie w豉dzy sowieckiej, pomimo nagonek do wsp馧zawodnictwa i stosowania r騜nego rodzaju zach皻 do zwi瘯szenia wydajno軼i, praca w hucie przebiega豉 opieszale i bez entuzjazmu. Administracja huty wiedzia豉, 瞠 stosowane metody 鈔ubowania wydajno軼i, nie odnosz skutk闚, lecz metod takich nie zaniecha豉 tylko dlatego, bo takie polecenia przekazywano odg鏎nie. Najbardziej dokuczliw i a do obrzydzenia w praktyce niezno郾, sta豉 si kwestia doskonalenia systemu w豉dzy, polityki i gospodarki, wedle nieomylnych zalece wielkiego Stalina. W celu przekazania robotnikom i ch這pom zdobyczy Rewolucji Pa寮ziernikowej, dzi瘯i kt鏎ym bratni lud radziecki uzbrojony w najszlachetniejsze idea造 ludzko軼i, dnia 17 wrze郾ia 1939 r. przyni鏀 na bagnetach wolno嗆 Zachodniej Ukrainie i Zachodniej Bia這rusi, zwo造wano ogromn ilo嗆 wiec闚 i zebra. Na tych w豉郾ie zgromadzeniach, r騜ni nasy豉ni zawodowi prelegenci, popisywali si wymow idei, kt鏎ej tre軼i sami nawet nie rozumieli. Dob鏎 tych propagandzist闚, zwanych „politrukami”, nie zawsze by w豉軼iwy, gdy byli w鈔鏚 nich tak瞠 i „zawodowcy”, kt鏎zy tre嗆 rzekomych przem闚ie wyuczyli si na pami耩. Tote wynik wyg豉szanych szablonowych szkole i przem闚ie metodami obcymi w naszej kulturze – osi庵a造 nadzwyczaj mierne efekty. Zamiast spodziewanego wybuchu entuzjazmu, niekiedy wywo造wa造 oburzenie i wsp馧czucie. Ponadto propagowanie doskona這軼i systemu, odbywa這 si przez organizowanie „k馧ek” o鈍iatowych / wospitatielnych kr騜kow /, kt鏎e dzia豉造 w鈔鏚 robotnik闚 i m這dzie篡. Materia豉mi szkoleniowymi by造 tutaj: Stalinowska konstytucja, instrukcje dotycz帷e post瘼u w przemy郵e i gospodarce Zwi您ku Sowieckiego i stosowania wsp馧zawodnictwa pracy, oraz materia造 propagandowe o szerokim dost瘼ie m這dzie篡 do nauki, dostatku i szcz窷ciu obywateli Zwi您ku Radzieckiego, itd. itp. Takie zebrania by造 cz瘰te, d逝gie, bardzo m璚z帷e i nudne. S逝chacze zasypiali ze zm璚zenia, ale udzia w nich by obowi您kowy. Lektorzy tych wyk豉d闚, o znu瞠niu nie chcieli s造sze i stosowali powszechnie wypr鏏owan metod: „ Nie umiejesz – nauczim, nie choczesz? – prynudim” / nie umiesz – nauczym, nie chcesz – zmusimy /. Od stosowania tych zasad odwo豉nia nie by這, wi璚 ucz瘰zcza貫m i ja. Znamiennym jest to, 瞠 niekt鏎zy prelegenci, dostrzegaj帷 ujemny skutek swoich naucze, nie informowali o tym swoich prze這穎nych obawiaj帷 si ostrej reprymendy.

Krytycznie patrz帷 na zasady i metody sprawowania w豉dzy sowieckiej w naszym miasteczku, da這 si zauwa篡 wprost nieprawdopodobny nadmiar urz璠nik闚 w stosunku do efektywnie zatrudnionych. Na przyk豉d na 4.000 mieszka鎍闚 miasteczka bez przyleg貫j wioski, liczba umys這wo pracuj帷ych wynosi豉 oko這 1.500 os鏏. Dziwnym najbardziej wydaje si fakt, 瞠 w鈔鏚 tych umys這wo zatrudnionych, sprawuj帷ych w豉dz robotniczo – ch這psk, znajduj si przewa積ie sami 砰dzi, czyli wczorajsi kapitali軼i, kupcy i spekulanci, wyzyskiwacze i zdziercy, 瞠ruj帷y na ci篹kiej pracy og逝pianego propagand robotnika i ch這pa. 砰dzi w naszym miasteczku, obok grupy przys豉nych ze Zwi您ku Sowieckiego funkcjonariuszy w豉dzy i propagandy, w wi瘯szo軼i r闚nie 砰d闚, zajmowali wszystkie kierownicze i podrz璠ne stanowiska administracyjne miasta – w handlu i zaopatrzeniu, s康ownictwie, prokuraturze i milicji, s逝瘺ie zdrowia i ubezpieczeniach spo貫cznych, a tak瞠 w przemy郵e. Pro forma kapitali軼i 篡dowscy na r闚ni z aryjskimi, byli poci庵ani do odpowiedzialno軼i, jednak 瘸den 砰d nigdy nie zosta zes豉ny na Syberi. Ponadto 砰dzi zostali uznani za narodowo嗆 wyj徠kowo upo郵edzon za rz康闚 sanacyjnych Polski, dlatego w豉dza sowiecka w celu wyr闚nania rzekomych krzywd, darzy 砰d闚 specjalnymi wyr騜nieniami i prawami. Przywilej ten jest wyrazem og鏊nego zaufania i powierzenia Go這dowi wysokiego urz璠u i w豉dzy kwalifikowania polskich „ciemi篹ycieli” na zsy趾. Zachodzi tylko pytanie, czy zakwalifikowani przez niego na Sybir hutnicy i ch這pi, byli za polskich czas闚 ciemi篹ycielami mniejszo軼i narodowych, a w tym 砰d闚? Opracowany przez Go這da d逝gofalowy plan przesiedle tzw. Plan Go這da, obejmowa tak瞠 ca陰 nasz rodzin. Jednak wprowadzenie w 篡cie tego planu, nie mog這 odby si bez zak堯ce produkcji w hucie – i to wstrzyma這 jego pe軟 realizacj. Dla dyrektora Gonczarowa by豉 to sprawa do zrealizowania, bo z tego powodu ju czyni przygotowania i rozpocz掖 przyuczanie ch這p闚 ze wsi do dmuchania szk豉, aby tym sposobem zast徙i planowanych do zes豉nia Polak闚. Na razie, wst瘼n tur drugiej zsy趾i, by這 obj皻ych kilku ch這p闚 ukrai雟kich i dw鏂h hutnik闚: Klemens Bagi雟ki i Kazimierz Sobolewski. Wywo豉這 to zrozumia貫 oburzenie w鈔鏚 hutnik闚, przeciwko 砰dom sprawuj帷ym w豉dz, a szczeg鏊nie przeciwko Go這dowi. Jak si okaza這 Bagi雟ki zbieg z transportu pod Bia這kurowiczami, sk康 ukradkiem przywl鏦 si do domu i ukrywa. Sobolewskiemu natomiast, nie uda豉 si ta sztuka i wywieziono go tam sk康 ju nigdy nie wr鏂i. Wzrastaj帷e nastroje nienawi軼i i odwetu wywo豉ne zsy趾ami bez powod闚, wywo豉造 w鈔鏚 砰d闚 poruszenie i obaw. Postanowili oni udaremni planowan zsy趾 hutnik闚. Rezultat dzia豉 organizacji 篡dowskiej by ten, 瞠 Gonczarow zosta zdj皻y ze stanowiska dyrektora huty, a na jego miejsce zostaje przys豉ny fachowiec „stiek這trestu” z Kijowa in. Sadowski, obywatel sowiecki narodowo軼i 篡dowskiej. Trzeba przyzna bezstronnie, 瞠 nowy dyrektor okaza si niez造m znawc zawodu i 鈔odowiska hutnik闚. Uzna on plan zsy貫k za nierealny i szkodliwy dla produkcji. Hutnicy odetchn瘭i z ulg, a praca z miejsca posz豉 ra幡iej. 砰dzi z miasteczka natomiast, jak to jest w ich przyrodzonym zwyczaju, aby naprawi zagro穎n reputacj swojej organizacji zwr鏂ili si wprost do mnie – m闚i帷: „ Nu, co teraz ju lepiej? To wszystko dobre, to „My” zrobili鄉y dla hutnik闚..!
„My” za polskich czas闚, taki interes zawsze za豉twiali dobrze przez pana ksiendza..., a teraz to jest trudniej, ale „My” dali rad i zrobili dyrektora tego Sadowskiego i..... b璠zie zn闚 dobrze, pan sam temu b璠zie widzia! Pan musi wiedzie, 瞠 „My”砰dkowie zawsze z Polakami 篡li zgodnie i teraz chcemy zgody, wi璚ej nic! 砰d m闚i dalej z przekonaniem, 瞠 jego organizacja potrafi豉 za瞠gna konflikt i wej嗆 na w豉軼iw drog wsp馧篡cia. Co do tego Go這da i Taksa, trzeba pogodzi si, bo w ka盥ej owczarni mo瞠 znale潭 si parszywa owca, a w waszej owczarni to nie ma? Przecie pan ich zna i sam wie jak trudno dzia豉 w鈔鏚 nich! Ja z panem rozmawiam otwarcie, bo pan wie, 瞠 "My„ 砰dzi jeste鄉y syjonistami, a ja wiem, 瞠 hutnicy s Polakami i tak jedni, jak i drudzy, pragn takimi pozosta – powiedzia 砰d Liwczyc.

Praca w hucie, wobec tak trafnych tym razem zmian personalnych, pomimo niedostatk闚 篡wno軼iowych, toczy豉 si znacznie ra幡iej, a warto嗆 jako軼iowa wyrob闚 wzrasta豉. W tym okresie kolonia robotnicza huty stale by豉 nawiedzana przez w堯cz帷ych si obywateli „Wielkiej ziemi”. Zagl康ali oni cz瘰to do naszego osiedla, a spotkawszy kogo znaj帷ego ich j瞛yk, nabierali zaufania i zdradzali cel takich wizyt. Pewnego razu taki domokr捫ca zapyta mnie, czy wiem u kogo i gdzie mo積a kupi resztk trzymetrow czarnego sukna na kostium?
- Sukna to ja nie mam, ale gotowy kostium czarny, mog ci sprzeda – powiedzia貫m.
- U ciebie jest czarne, sukienne ubranie? – zapyta.
- Jest, tylko nie sukienne, a krepowe – odpowiedzia貫m.
- No to poka, ja zobacz – powiedzia.
Pokaza貫m mu sw鎩 smoking z jedwabnymi klapami u marynarki i lampasami na spodniach. Ogl康a z ciekawo軼i, ale jako nie zachwyca si. Kr璚i g這w, pr鏏owa w palcach materia i w ko鎍u powiedzia z rozczarowaniem: materia to 豉dny, ale 瞠by to by這 sukno takie grube matroskie / procznoje sukno/, a to jest cienkie jak dla kobiety – zaopiniowa.
- Ale co ty za g逝pstwa wygadujesz – oburzy貫m si. Ty nie rozr騜niasz sukna od krepy? U nas takie matroskie sukno kosztowa這 zaledwie 7 z metr, podczas kiedy za krep, p豉ci貫m 42 z.
- Mnie jednak odpowiada lepiej sukno – rzek sowiet.
- Robisz podobnie jak ten muzyk ze wsi, kt鏎y wola pi璚iokopiejkow monet ni z這t dziesi璚iorubl闚k tylko dlatego, 瞠 miedziana by豉 wi瘯sza – odpowiedzia貫m por闚nawczo. Taka ocena trafi豉 w s豉b stron nabywcy, kt鏎y, staraj帷 si os這ni sw鎩 brak znajomo軼i przedmiotu, zacz掖 ponownie ogl康a ubranie, i wreszcie zapyta o cen.
- Ten smoking b璠zie kosztowa tylko 700 rubli – powiedzia貫m.
- Tak drogo? – zaoponowa.
- Dla ciebie drogo, bo przywyk貫 ceni sukno – powiedzia貫m. Sowiet zn闚 pokr璚i g這w i ostatecznie wyj掖 pieni康ze i zap豉ci 膨dan kwot. Zabra ubranie i poszed.

Po up造wie kilku dni, nagle zjawia si on u mnie z pretensj. C騜e ty mnie sprzeda za rekwizyt w miejsce ubrania – wrzasn掖. Wszyscy Polacy we wsi 鄉iej si ze mnie jak z durnia, kiedy pokazuj si na ulicy w tym twoim smokingu! – krzycza. Powiedz mi nareszcie, co tu jest 鄉iesznego? – zapyta.
- Jak wr鏂i貫, ja sam omal nie parskn掖em 鄉iechem – powiedzia貫m. Kto s造sza, aby smoking wdziewa na czerwon koszul i w dodatku przepasan sznurem z pomponami? T twoj „rubach” wida z daleka jak wygl康a spod marynarki. Przy tym na g這wie masz wojskow czap ze szpicem tzw. „Budion闚k” / czapa uszenka sukienna na wz鏎 he軛u z du膨 czerwon gwiazd /. Na nogach sowiet mia buty wojskowe z kierzonymi cholewkami. Jednym s這wem wygl康a jak b豉zen, przebieraniec. Tote nic dziwnego, 瞠 ludziska na ulicy 鄉iej si z wariata i s逝sznie. Wyt逝maczy貫m desperatowi, 瞠 tym ubiorem upodobni si do cyrkowego klowna i dlatego wzbudza powszechny humor.

Sowiet s逝cha mnie i kr璚i g這w, wreszcie zapyta:
- no to powiedz mi, jak ja mam si ubiera w ten czortowski kostium? – Zaraz ci poka輳 i wyt逝macz – powiedzia貫m otwieraj帷 szaf ubraniow. Si璕n掖em do bieli幡iarki i pokaza貫m bia陰 koszul, na kt鏎 nale篡 wdziewa marynark, nast瘼nie skarpetki, czarne pantofle, krawat muszk i melonik na g這w. Jak to ubierzesz, nikt na ulicy nie b璠zie si 鄉ia – powiedzia貫m. Sowiet cierpliwie obejrza wszystko i zdawa這 si pouczenia wys逝cha. Zaczynaj帷 ocenia pokazane eksponaty – m闚i: eta rubacha bie豉ja nicziewo siebja, tufli sojdut, noski to瞠, czornaja liaguszka / krawat muszka/ eto cziepucha, nu etoj irundy /pokazuj帷 melonik / ja na go這wu nie zadieju – powiedzia i nasun患szy na g這w szlapu, wyszed i wi璚ej si nie pokaza.

Takie i im podobne b豉ze雟kie sceny, niestosownego ubierania si sowieckich obywateli przyzwyczajonych do „fufajek i spec闚ki”, mo積a by這 do嗆 cz瘰to ogl康a na ulicy. Ponadto w lokalach publicznych i na ulicach letni por, widywano kobiety paraduj帷e nawet w nocnych koszulach.
Pewien sowiet obserwuj帷 codzienno嗆 naszego 篡cia, w lu幡ej rozmowie ze mn powiedzia: wy Polacy 篡li軼ie tu wszyscy w du篡m dostatku.
To wida na pierwszy rzut oka – m闚i: 疾雟zczyny krasiwo razodietyje /kobiety 豉dnie ubrane/, w kufajeczkach nikawo nie widno /w wat闚kach nikogo nie wida/, a na ulicach i podw鏎zach znajduj si psy.
- Owszem psy tak瞠 s – zauwa篡貫m- ale sk康 ten s康 o dobrobycie?
- bo dla was taki stan jest normalny, ale my por闚nuj帷 go z naszym, widzimy r騜nic: to jest dostatek! Np. u nas – m闚i sowiet – na ulicy widuje si ludzi smutnych i zniech璚onych, kobiety ubrane licho i jednakowo, bardzo ubogo, m篹czyzn wida najcz窷ciej w waciakach i ubraniach roboczych, a psa nigdzie si nie zobaczy.
- rozumiem, ubra to u was jest brak, ale dlaczego nie ma ps闚, czy瘺y wasi obywatele nie lubili tych zwierz徠? – zapyta貫m.
- u nas wszystkie psy wybito na sk鏎y, bo w ca造m Sojuzie jest brak tego surowca. Widzicie przecie sami – t逝maczy sowiet, 瞠 chodzimy w kierzowych butach, bo sk鏎zanego obuwia nie ma z czego zrobi.
- No to tym bardziej powinni軼ie hodowa zwierz皻a, kt鏎e dostarczaj sk鏎 – zauwa篡貫m.
- Tyko czym karmi te zwierz皻a, kiedy cz這wiek sam z g這du przymiera – wyja郾i.
- Nale瘸這by wierzy waszym szczerym wypowiedziom, bo potwierdzaj to fakty, ale jak ich pogodzi z oficjalnymi informacjami w prasie i radiu, o dobrobycie i dostatku obywateli Sowietskiego Sojuzu, a propagandy軼i na zebraniach wychwalaj niebywa貫 zdobycze i osi庵ni璚ia gospodarcze, przemys這we i naukowe, nazywaj帷 wasz kraj „Cwietuszczoj stranoj Sowietskogo Sojuza”. Jak si to wszystko s逝cha i por闚nuje z wasz wypowiedzi, to nasuwa si pytanie: jak tam jest w rzeczywisto軼i?
- Gdyby w rzeczywisto軼i by這 tak jak pisz i m闚i, to ja nie potrzebowa豚ym tu przyje盥瘸 po zakupy – m闚i sowiet. Jednak m鎩 przyjazd z tak daleka m闚i za siebie. Du篡 niedostatek w ca造m kraju, wszystkich przedmiot闚 powszechnego u篡tku i tylko tym faktom, a nie pustym gadaniom nale篡 da wiar – m闚i sowiet.
- No je瞠li jest tak 幢e jak m闚icie, w co wcale ju nie w徠pi, to powiedzcie mi wobec tego szczerze, jak warto嗆 ma wasza powszechnie g這szona propaganda?
- Wy chcecie ode mnie bardzo du穎 – zastrzeg. 秧dacie szczerej odpowiedzi na pytanie, kt鏎e w naszym kraju jest rozumiane dwojako. Za szczero嗆 wobec propagandy, w naszym kraju wsadzaj do wi瞛ienia, a tych pozbawionych wolno軼i u nas jest wi璚ej ni ca貫j ludno軼i w Polsce. Z tych powod闚 dwojakie znaczenie pytania jest usprawiedliwione dlatego, 瞠 mi璠zynarodowe s這wo „propaganda” przet逝maczone na j瞛yk Puszkina, przybierze brzmienie czysto rosyjskie, a mianowicie: „ Ka盥aja bliad swoju mendu chwalit”! To jest i musi wystarczy za odpowied na postawione przez was pytanie o warto軼i g這szonej propagandy. Musicie zrozumie, 瞠 genialny Puszkin trafnie okre郵i i w豉軼iwie nazwa wyst瘼uj帷y tu podmiot i przedmiot, przez co wyraz obcy sta si zrozumia造 i starcza za odpowied na postawione przez was pytanie. Tak odpowiedzia 鈍iadomy obywatel sowieckiego kraju. Po takiej lekcji, nasze kontakty z rzekomo przyjacielskimi propagandystami sta造 si bardziej wstrzemi篥liwe. Na obelgi i zniekszta販enia fakt闚 dziejowych, nauczyli鄉y si reagowa udaj帷 oboj皻no嗆 i bagatelizowa je.

W uprawianiu podobnej propagandy nie wszystko jednak uchodzi這 bezkarnie.
Niekt鏎e chwyty poniewierania naszej dumy narodowej i fa連zowania historii mia造 charakter prowokacji i nie pozwala造 na bierno嗆. Tote spi璚ie nast徙i這 na jednym z zebra robotnik闚 huty. Prelegent tego wiecu Ob. Sabli czyni z這郵iwe uwagi pod adresem polskiej bur簑azji, kt鏎a rzekomo swoj konstytucj, celowo 鈍i皻owa豉 dnia 3 maja tylko dlatego, aby tym chwytem podszy si pod zdobycze klasy robotniczej i jej 鈍i皻o 1 maja. Takiej z這郵iwej nieprawdy, obliczonej na nie鈍iadomo嗆 i naiwno嗆 robotnik闚 huty, nie mog貫m pomin望 milczeniem i poprosi貫m o g這s. Moja reakcja wywar豉 og鏊ne poruszenie w鈔鏚 zebranych, bo po udzieleniu mi g這su spokojnie wyja郾ia貫m: po pierwsze Konstytucja 3 maja, o kt鏎ej wspomnia prelegent nigdy nie by豉 bur簑azyjna, bo od pocz徠ku og這szenia jej, stanowi豉 akt wolno軼i ludu Polskiej Rzeczpospolitej. Po drugie, zosta豉 og這szona dnia 3 maja 1791 r. i od tej daty wzi窸a swoj nazw, a wi璚 na 96 lat przed ustanowieniem 鈍i皻a robotniczego 1 maja. Jak瞠 mog豉 bra wz鏎 i os豉bia to, czego jeszcze nie by這? Po trzecie Konstytucja 3 maja jest pierwszym aktem prawnym w Polsce i Europie, kt鏎y daje r闚ne prawa wszystkim ludziom pracy w Polsce i jest na tyle wa積 zdobycz ludu, 瞠 nie potrzebuje podszywa si pod cudze zas逝gi! To sprostowanie zniekszta販e prawdy dziejowej, zosta這 nagrodzone burz oklask闚. Prelegent zaniepokoi si, bo k豉mstwo nie przesz這. Stara si usprawiedliwi, pope軟iaj帷 kolejne b喚dy.
Polska bur簑azja - m闚i, szkodzi豉 jednak klasie robotnik闚, a co do dat, to on tylko przej瞛yczy si, jednak 鈍i皻o robotnicze zosta這 os豉bione, co potwierdzaj fakty.
Wed逝g waszego przedk豉dania fakt闚 towarzyszu prelegencie – powiedzia貫m – Karol Marks ustanawiaj帷 鈍i皻o proletariatu, musia wzorowa si na Adolfie Hitlerze, bo on tak瞠 鈍i皻o narodowego socjalizmu ustanowi w dniu 1 maja. Oklaski stanowi造 jednocze郾ie pora磬 tow. Sabli, kt鏎y na zebraniach huty ju wi璚ej si nie pokaza i z Rokitna zosta przeniesiony.
W domu, po pracy wsp鏊nie z bra熤i i kolegami zastanawia貫m si nad nag造m wzrostem zapotrzebowania kraju rad na drewno le郾e. Jak donosili ludzie lasu, sowieci nie tylko gwa速em zabierali gotowe por瑿y, ale i wycinali drzewa 鈍ie瞠 w takiej ilo軼i, 瞠 planowy wyr帳 zosta przekroczony dziesi璚iokrotnie. Okaza這 si, 瞠 pokrycie zapotrzebowania wielkiego kraju na drewno zosta這 przerzucone ca趾owicie na podbite tereny. Dostrze穎no, 瞠 w Zachodniej Ukrainie i Bia這rusi, jest wi璚ej byd豉 poci庵owego ni w ca造m Sojuzie. Tu jest komu wywozi drewno z lasu i jest czym ci庵n望 wozy na豉dowane budulcem, podk豉dami kolejowymi i opa貫m. Nale篡 tylko wyda polecenia ludziom, i zmusi ich do wykonywania ci篹kiej pracy za darmo. W wielkim sko販hozowanym kraju nie ma komu wyda nakazu nieplanowanej pracy, bo tam jest brak ludzi, a przede wszystkim niezb璠nego byd豉 poci庵owego. Tote syberyjskie drewno le篡 spokojnie i czeka na transport, kt鏎ego nie ma, tymczasem w podbitym kraju, cele nieosi庵alne realizuje si tak 豉two. Nale篡 tylko wydawa nakazy, a pracowity ch這p ukrai雟ki i bia這ruski wykona je bez szemrania. Musi wykonywa, bo inaczej grozi mu zsy趾a lub wi瞛ienie i odebranie najwi瘯szego skarbu, jaki stanowi dla niego poci庵owy zaprz璕 koni i wo堯w. Sowieci, jak zg這dnia貫 dzikie wilki, rzuci造 si nie na nasze zasoby materia這we w miastach, ale i na zapasy drewna w naszych lasach. To co przypadkowo spotkany sowiet powiedzia o kompletnym zaniku hodowli zwierz徠 domowych w Rosji, w zupe軟o軼i pokrywa這 si z katastrofalnym stanem gospodarki w tym niegdy bogatym kraju. Tutaj mimowolnie nasuwa si wiele por闚na. Jak nas uczy historia, oswojonym przez pierwotnego cz這wieka zwierz璚iem by pies. On te cz瘰to stanowi o dalszym post瘼ie kultury i opanowania ziemi przez cz這wieka. Tymczasem stwierdza si, 瞠 w Zwi您ku Sowietskim, zanik豉 hodowla zwierz徠, co niekorzystnie odbi這 si na gospodarce i ekonomice ca貫go kraju. Przygodny rozm闚ca zwraca uwag, na kompletny brak hodowli ps闚 w jego kraju, czego nie spotka u nas. My jednak spostrzegamy, 瞠 ten anormalny stan, by wynikiem zaniku dobrych obyczaj闚 i upadku kulturalnego wielkiego kraju.
M鎩 Zbyszek po fatalnym uniemo磧iwieniu mu kontynuowania dalszej nauki w Liceum w Krzemie鎍u, uczy si teraz w miejscowej 10-latce, gdzie obowi您ywa j瞛yk wyk豉dowy rosyjski. Stanowiska nauczycieli i wychowawc闚 w tej szkole, by造 poobsadzane przez si造 sowieckie. Nauczanie jak wykazywa造 wyniki, nie przynosi造 spodziewanego post瘼u wiedzy. Du篡 bowiem nacisk k豉dziono na tzw. „socjalisticzeskoje wospitanije”. Polega這 ono przewa積ie na wyuczeniu si na pami耩 r騜nego rodzaju utwor闚 i wierszy o rzekomych warto軼iach ideowych i bohaterstwie os鏏 podnoszonych do zaszczyt闚 zacnych obywateli Kraju Rad. Takich wyr騜nianych stawiano za wz鏎, dla ucz帷ej si m這dzie篡. W zwi您ku z tym, jak opowiada mi synek, z premedytacj nakazano uczniom wyuczenia si na pami耩 wiersza o Kotowskim, bohaterze wojny polsko - bolszewickiej z 1920 roku. Uczniowie pomimo surowego nakazu, kategorycznie odm闚ili wyuczenia si tego utworu. Rzecz oczywista nauczycielka zapyta豉 o powody, a w odpowiedzi us造sza豉 od wszystkich, 瞠 tre嗆 wiersza nie odpowiada prawdzie o tej wojnie, zawiera obelgi pod adresem marsza趾a Pi連udskiego, a bohaterstwo Kotowskiego jest w徠pliwe. Pomimo oburzenia nauczycieli, utw鏎 ten zosta wycofany, bo polskie dzieci nie chcia造 uczy si powtarzania k豉mstw. Takie sprzeciwy i postawy, by造 powodem m.in. do zakwalifikowania ich rodzic闚 do grupy „nieb豉ganadio積ych”,co grozi這 znanymi w praktyce represjami ze strony w豉dz. 1 
Na ukierunkowywaniu sowietyzacji wsi ukrai雟kiej, komuni軼i radzieccy te ponie郵i fiasko, dopuszczaj帷 t narodowo嗆 do w豉dzy administracyjnej i m這dzie穎wej. Ukrai鎍y bowiem wykorzystali ten przywilej do szeroko zakrojonej dzia豉lno軼i konspiracyjnej „Organizacji Ukrai雟kich Nacjonalist闚” /skr鏒 OUN/. Darzony przywilej organizacyjny potajemnie wykorzystali na dzia豉lno嗆 nap造wowych emisariuszy z Ma這polski Wschodniej, kt鏎zy potrafili w tym czasie ustanowi OUN na Wo造niu i cz窷ci Polesia, jako gro幡 si喚 przeciwstawn sowietyzacji tych teren闚. Z rozm闚 przeprowadzonych ze znajomymi Ukrai鎍ami, mo積a by這 wnioskowa, 瞠 oczekuj rych貫go najazdu Hitlera na Zwi您ek Radziecki. Znamiennym jest to, 瞠 audycje radia Londyn potwierdza造 takie zamiary przeciwnika, co dawa這 du穎 do my郵enia. To czego dowiedzia貫m si nieoficjalnie, wie ukrai雟ka gromadzi豉 bro i ukrywa豉 wielu dezerter闚 radzieckich narodowo軼i ukrai雟kiej i innej, jako zwolennik闚 faszyzmu, oraz tzw. „W豉sowc闚”. Powsta豉 sytuacja zaostrzy豉 potrzeb czuwania i wys逝chiwania po cichu radia Londyn.
Wyczekiwanie chwili nowego szale雟twa, pocz徠kowo nie przynosi這 spodziewanych rezultat闚, jednak dawa這 si wyczu pewne poruszenie w kr璕ach w豉dzy. Tym razem nawet na zebraniu hutnik闚 powiedziano nam oficjalnie, 瞠 stosunki sowiecko – niemieckie s obecnie jak najlepsze, a prowadzony handel i wymiana towarowa przynosz du瞠 korzy軼i gospodarcze obu stronom. Ten oficjalny komunikat aczkolwiek mocno podkre郵a dobros御iedzkie wsp馧篡cie, to jednak samo przez si zaprzecza poprawno軼i takich stosunk闚. Przej皻y rozmy郵aniem nad t wielk niewiadom, zdarzy mi si jaki dziwny i nieprzyjemny sen. 好i貫m o dw鏂h strasznie pokrzywionych twarzach, pa豉j帷ych z這軼i. Co one mia造by oznacza, zastanawia貫m si budz帷, kiedy do drzwi gwa速ownie zastukano. 皋na otworzy豉, a ja ubrawszy si, wyszed貫m zobaczy przybyszy. Obydwaj nieznajomi przedstawili si jako inspektorzy „stiekotrestu” z Kijowa i prosili mnie do huty w celu udzielenia pewnych wyja郾ie. Z takimi potrzebami ju spotyka貫m si poprzednio, wi璚 na pr璠ce przygotowany wyszed貫m z domu z nieznajomymi. Kiedy rozmawiaj帷 skierowa貫m si do huty, nieznajomy przeprosi mnie oznajmiaj帷, 瞠 konferencja odb璠zie si w miasteczku. Na te s這wa poruszy貫m si nerwowo i spojrzawszy na rzekomych inspektor闚, skojarzy貫m dwie nieprzyjemne twarze widziane we 郾ie. Teraz zrozumia貫m, 瞠 pow鏚 przedstawiony mi w domu, mia na celu wprowadzenie w b陰d domownik闚, bo zosta貫m aresztowany. 

16. SOWIECKIE WI佖IENIE

Jak si okaza這 w toku przes逝chania, kt鏎e odby這 si pami皻nego dnia 10 kwietnia 1941 roku, zarzucono mi wsp馧prac z policj, wrog propagand i nielegalne przekroczenie granicy sowieckiej. Podstaw aresztowania by znany ju protok馧 przes逝chania z 1924 roku, przeprowadzonego przez podkomisarza Remiszewskiego jako szefa EPP przy Starostwie w Sarnach.
Na moje nieszcz窷cie, dokument ten nie zosta zniszczony. Teraz odnaleziono go w archiwum tego oddzia逝, a NKWD u篡這 do sfabrykowania ci篹kiego oskar瞠nia za rzekome przest瘼stwa okre郵one w „stati 54 punkt 13, tzw. klewotnia i rzekome przekroczenie granicy na Bugu /kt鏎ej nie by這/ punkt 10”
Wrog, czyli tzw. „szeptan propagand” pr鏏owano mi udowodni zeznaniami 鈍iadk闚 na rozprawie s康owej. W pisemnym o鈍iadczeniu o miejscu urodzenia na Ziemi Lubelskiej nie dokonano w豉軼iwego zapisu, tylko odnotowano „rodi連ia w nimetczynie” /urodzi si w Niemczech/. Oznacza這 to, 瞠 od 1924 roku, w Rokitnie przebywa貫m nielegalnie i za to wykroczenie podlegam karze. Wed逝g „stati 54 p. 13 i p. 10” za te wszystkie moje grzechy grozi豉 najwy窺za kara Zwi您ku Radzieckiego – rozstrza. Przy zastosowaniu 鈔odk闚 豉godz帷ych, kara mog豉 by zmniejszona do dziesi璚iu lat zsy趾i w niewiadome „dalokije miestnostia Sowietskogo Sojuza”. Liczy貫m, 瞠 ostatecznie b璠zie orzeczony ten drugi wymiar, bo mniejszego nie by這, ale i tak wystarczy to na reszt 篡cia, bo z „dziesi璚iolatki” zasadniczo nikt 篡wy ju nie wraca. Kilka dni przesiedzia貫m w Rokitnie w areszcie NKWD, kt鏎e mie軼i這 si tu ko這 osiedla huty w domu Grynszpana. P騧niej przewieziono mnie do R闚nego i osadzono w tamtejszym wi瞛ieniu w celi pod numerem 3. Zasta貫m tam ju kilku Ukrai鎍闚, trzech Polak闚 i jednego Cygana. By貫m dwunastym aresztantem w celi i czwartym uwi瞛ionym Polakiem. Wkr鏒ce zapozna貫m si z kolegami niedoli. Udzielili mnie informacji o warunkach „kuracji” i obowi您uj帷ych w wi瞛ieniu przepisach, a tak瞠 o nie legalnych, lecz 軼i郵e obowi您uj帷ych prawach wi瞛iennych. W鈔鏚 koleg闚 Polak闚, wkr鏒ce znalaz貫m szczerych przyjaci馧. Byli w鈔鏚 nich: Hermaszewski – z zawodu urz璠nik le郾ictwa, i Muszy雟ki, emerytowany sier瘸nt, obydwaj pos康zeni o organizowanie ZWZ na terenie R闚nego. Dalej m這dziutki, bo zaledwie 18 letni ch這piec Wies豉w Bejtlich, syn le郾iczego spod Sarn, pos康zony o magazynowanie broni. Cygan o znanym w Polsce nazwisku: Kwiek by pos康zony o szpiegostwo na rzecz Polski prowadzone jeszcze w 1920 roku. Reszta przesiaduj帷ych to Ukrai鎍y spod znaku OUN. Najbardziej po瘸這wania godnym wyda mi si m這dy Bejtlich. Zwierza mi si, 瞠 ma wyrzuty sumienia, bo przez brak do鈍iadczenia w sk豉danych zeznaniach wsypa koleg. Obydwaj w lesie gromadzili鄉y porzucon bro, jednak po przychwyceniu mnie i aresztowaniu, win z這篡貫m na koleg wiedz帷, 瞠 wyjecha za Bug. Prowadz帷y 郵edztwo prosi o podanie adresu winowajcy, a ja b璠帷 taki nierozwa積y i pewny jego bezpiecze雟twa za lini demarkacyjn – 膨dany adres poda貫m. Rezultat by ten – m闚i Rejtlich – 瞠 po pewnym czasie wezwano mnie powt鏎nie na 郵edztwo i nagle skonfrontowano z koleg. Jak pan widzi nie by這 wyj軼ia, bo posiadaj帷 adres, koleg 軼i庵ni皻o zza Buga i b璠zie r闚nie ukarany. Jak z tego wynika, w豉dze bolszewickie 軼i郵e wsp馧pracuj z Niemcami w t逝mieniu sprzeciw闚 i niszczeniu Polak闚.
Po zako鎍zeniu 郵edztwa, dosta貫m pozwolenie na widzenie si z rodzin. Przyje盥瘸 do mnie Bogdan i proponowa obron przez wzi璚ie dobrego adwokata, ale odm闚i貫m. To nic nie pomo瞠, a kosztowa b璠zie drogo. Spr鏏uj to uczyni sam, powiedzia貫m i wypytywa貫m o 穎n i dzieci. Bogdan poinformowa mnie tak瞠, 瞠 zaraz po moim aresztowaniu, hutnicy zorganizowali dobrowoln sk豉dk pieni篹n dla rodziny. T spraw zaj掖 si osobi軼ie kol. Narejko. Dalej poinformowa, 瞠 穎na podj窸a prac w hucie, aby otrzymywa kartki na chleb, a dzieci ucz si dobrze. Rozprawy s康owe w mojej sprawie, odbywa造 si w mie軼ie przy drzwiach zamkni皻ych. 安iadkami oskar瞠nia za tzw. „szeptan propagand” byli: Pietrowa – 穎na oskar篡ciela Kazika a tak瞠 Kazimierz Artowicz – pupilek i radny ks. Wyrobisza, natomiast 豉wniczk s康u by豉 m.in. Fiszmanowa – 砰d闚ka z Rokitna. Z powodu braku adwokata, s康 wyznaczy obro鎍 z urz璠u. W toku rozprawy prosi貫m o oddalenie oskar瞠nia z nast瘼uj帷ych powod闚: po pierwsze, protok馧 przes逝chania policji z 1924 r. nie zawiera 瘸dnych dowod闚 wsp馧pracy z policj, po drugie, od czasu przes逝chania min窸o ju 16 lat i moje przewinienia, gdyby nawet by造, uleg造 przedawnieniu, a po trzecie w Rokitnie zamieszkiwa貫m legalnie i pracowa貫m w tamtejszej hucie szk豉, po czwarte, do 瘸dnej „szeptanej propagandy” nie przyznaj si, bo tak nie uprawia貫m. Obro鎍a stara si uzasadni moj pro軸, ale oskar篡ciel zastrzeg, 瞠 prawo Zwi您ku Sowieckiego nie przewiduje przedawnienia spraw godz帷ych w jego za這瞠nia i powt鏎zy 膨danie ukarania. Zeznania 鈍iadk闚 okaza造 si nie aktualne i obrona cz窷ciowo je obali豉. Jak przewidywa貫m – wyrok zapad. Skazano mnie na 10 lat przymusowych rob鏒 w dalekich miejscowo軼iach Sowieckiego Sojuza. W prze鈍iadczeniu, 瞠 Sowieci nigdy nie orzekaj sprawiedliwie, przyj掖em go z pe軟ym spokojem.
Do celi nr 3 ju nie wr鏂i貫m, wtr帷ono mnie do og鏊nej, du瞠j sali na poddaszu wi瞛ienia. Siedzia這 tu bardzo wielu zas康zonych, z kt鏎ymi zaprzyja幡i貫m si. Byli tam m. in. K璠zierski i B彗 – obydwaj nauczyciele, zamieniono im kary 鄉ierci na 10 - latk. Opowiadali, 瞠 na u豉skawienie czekali siedz帷 w pojedy鎍zych 鄉iertelnikach przez pi耩 miesi璚y. To by這 okropne i wydawa這 si bardzo d逝gie. Teraz ju jest dobrze, bo pojedziemy razem i b璠ziemy wspomaga si nawzajem – powiadali obiecuj帷o. Niech pan nam nie wsp馧czuje, bo jeste鄉y stosunkowo m這dzi i silni. Wprawdzie przeszli鄉y w wi瞛ieniu nieprawdopodobne cierpienia za to, 瞠 kochali鄉y sw鎩 kraj, byli鄉y jego patriotami i te warto軼i przekazywali鄉y ucz帷ej si m這dzie篡. Ale prosz zwr鏂i uwag, jak zmieni造 si teraz proporcje ilo軼iowe wi瞛ionych narodowo軼i. Pocz徠kowo wi瞛ienia by造 przepe軟ione prawie samymi Polakami, dzi natomiast widzi si – m闚i kolega K璠zierski, 瞠 80 % wi瞛ionych, stanowi narodowo嗆 ukrai雟ka. Jest to skutek wzmagaj帷ej si dzia豉lno軼i OUN i znacznego zmniejszenia ilo軼i „nieb豉gonadio積ych” narodowo軼i polskiej.
Po kilku dniach na sal wepchni皻o kolejnego zas康zonego z celi nr 3. By nim mieszkaniec wsi Lado k/ Stepa雟kiej Huty i mia polskie nazwisko, kt鏎ego nie pami皻am, a z uwagi, 瞠 pisa wiersze – nazywa貫m go „poet”.
Zas康zonych nie trzymano w R闚nem d逝go. Transportem samochodowym przerzucono nas do Dubna, nast瘼nego etapowego wi瞛ienia na naszej drodze cierpie i upokorzenia. W Dubnem dosta貫m si do celi nr 19, gdzie nie stwierdzi貫m nikogo z poprzednich znajomych. By這 nas 20 wi篥ni闚, w tym dw鏂h Polak闚, ja i kol. Macoch z Klesowa, oraz jeden 砰d Abram Steingarten – farmaceuta ze Zdo豚unowa. Pozosta豉 17-ka to OUN-owcy z r騜nych stron. Sprytnym manewrem uda這 mi si zaj望 miejsce swego le瘸 mi璠zy 砰dem a Polakiem, bo spali鄉y wprost na pod這dze. W nowym miejscu i nieznanym 鈔odowisku, nale瘸這 zachowa daleko id帷 ostro積o嗆, bo w sowieckim wi瞛ieniu praktycznie 郵edztwo nigdy nie ustaje. Ponadto wszystkim by這 wiadomo, 瞠 na nowych miejscach w豉dze wi瞛ienne zwyk造 organizowa kapusi闚 i to nale瘸這 zawsze bra pod uwag. Z tych powod闚, dla u豉twienia takiej podst瘼nej roboty, transport zas康zonych odbywa si etapami. Maj帷 to na uwadze, rozmawia貫m z kolegami na tematy oboj皻ne. Po dok豉dnym zapoznaniu si z nowym 鈔odowiskiem, celowo opowiada貫m kolegom o swoim b康 co b康 ciekawym zawodzie szklarskim i z這穎nym procesie dmuchania i formowania szk豉. S逝chano mnie ch皻nie i z ciekawo軼i, a ja z kolei przechodzi貫m do wyk豉d闚 budowy obiekt闚 i urz康ze samej huty, sk豉du chemicznego szk豉, stanu jego zmian pod wp造wem temperatury itp. Przy tej okazji, powody swojego zes豉nia wi您a貫m z konieczno軼i sprowadzenia do Zwi您ku Radzieckiego fachowc闚, co przede wszystkim dotyczy這 Dalekiego Wschodu. W 鈍ietle posiadanego fachu, kar uwa瘸貫m za nieistniej帷, a zes豉nie zalicza貫m do zwyk貫j zmiany miejsca pobytu. W takim uj璚iu pogl康 sw鎩 przekazywa貫m wszystkim s逝chaczom i t逝maczy貫m, 瞠 na miejscu zes豉nia znajduj si ogromne pok豉dy surowc闚, tak bardzo potrzebnych dla przemys逝, ale niestety do tej pory przez nikogo nie odkrytych. Na du篡ch obszarach Syberii znajduje si du穎 lekko topliwego piasku, niezb璠nego do taniego i dobrego wytopu szk豉. Po tych bezcennych z這瘸ch i nieobliczalnym bogactwie kraju, nie鈍iadomi ludzie depcz i przeklinaj sw鎩 los, ale ten kto pojedzie ze mn i we幟ie udzia w budowie huty – zapomni o zes豉niu. Maj帷 dost瘼 do tak cennych surowc闚, z wasz pomoc na wygnaniu, wybuduj hut i dam krajowi tak potrzebn i poszukiwan produkcj. Koleg Macocha jako kamieniarza wykorzystam na budowie, was naucz dmucha i formowa r璚znie szk這, a Steigartena u篡j jako pierwszego lekarza i ksi璕owego przedsi瑿iorstwa. Takim sposobem, chocia z du篡m wysi趾iem huta ruszy.
ζdnie to wy m闚icie o tej hucie, zauwa篡 jeden ounowiec – ale czy w豉dze pozwol wam to zrobi i czy uznaj nasz projekt?
O to mo瞠cie by spokojni, bo ja posiadam w Zwi您ku Sowieckim znakomitych uczonych tej bran篡, kt鏎zy mnie znaj i projekt m鎩 zatwierdz, oraz udziel pomocy – wyja郾i貫m.
Ja taki zamiar popieram – rzek Steingarten, bo o tych bogactwach na Syberii ju s造sza貫m.
Wielkie wschodnie przestrzenia Zwi您ku Sowieckiego – m闚i貫m dalej – jak 瘸den inny kraj na 鈍iecie, obfituj w bogactwa naturalne dotychczas nie poznane i nie wykorzystane, wobec braku fachowc闚. My zes豉鎍y, znajdziemy te surowce i zu篡jemy je do produkcji, a wtedy nasza kara stanie si b這gos豉wion sielank – zapewnia貫m. Zaspokoimy potrzeby kraju, damy w豉軼iw produkcj i to stanowi nasz obowi您ek. Ja podejmuj si wybudowa hut i nauczy was trudnego zawodu dmuchania szk豉, bo mam ku temu kwalifikacje – powiedzia貫m.
Moje pogadanki w celi na ten ciekawy temat, jako przedosta造 si poza grube 軼iany i w豉dze wi瞛ienne wiedzia造 o nich. O tej nowinie poufnie szepn掖 mi kol. Steingarten. Powiedzia mi wtedy, 瞠 stworzy貫m dobr atmosfer w naszej celi i z tego powodu mo瞠my liczy na wyr騜nienie, a to ju jest bardzo du穎.
Jak zdo豉貫 dowiedzie si o tym? – zapyta貫m.
Jak to jak? przecie mnie tak瞠 pytano, czy to co dowodzisz odpowiada prawdzie, a ja odpowiedzia貫m, 瞠 tak, bo ty mnie opowiada貫, 瞠 tak hut w Kostopolu ju postawi, obecnie daje ona dobr produkcj. Ja tak powiedzia貫m bo mnie pytano.
W takiej sytuacji czuj帷 si pewniej, zawiadomi貫m ma鹵onk o nowym miejscu czasowego postoju i prosi貫m o odwiedzenie. Jednocze郾ie zawiadomi貫m, 瞠 Dubno jest ostatnim etapem na terenach Polski, ale na pewno zdo豉 mnie jeszcze zobaczy przed odjazdem.
Na rozmowy do kancelarii wi瞛iennej, kolejno wzywano ka盥ego z nas. Dowodzi這 to m.in. zako鎍zenia rozpoznawania wi篥ni闚 i przygotowania ich do dalszego transportu. W procesie tej akcji, przysz豉 kole i na mnie. Prowadz帷y rozmowy niewinnie rozpoczyna od danych personalnych, przechodz帷 do pyta, za co zosta貫m aresztowany i zas康zony. Dalsze indagowanie mia這 charakter powt鏎nego przes逝chania, z p騧niej pada造 w豉軼iwe pytania dotycz帷e wsp馧wi篥ni闚 ukrai雟kich. Odpowiada貫m stanowczo, 瞠 nie interesuj si OUN jako organizacj faszystowsk, og逝piaj帷 m這dzie. Mnie poinformowano, 瞠 zdobyli軼ie zaufanie m這dzie篡 ukrai雟kiej i jeste軼ie w stanie wyci庵n望 z niej to wszystko, co bardzo chytrze ukrywaj przed nami – powiedzia 郵edczy.
柝e was poinformowano, obywatelu 郵edczy – powiedzia貫m. Ja mo瞠 i wi瘯sze zaufanie zdoby貫m ni inni to mogli zrobi, ale musicie zrozumie, 瞠 oni tylko dzi瘯i mojej apolityczno軼i ulegaj mojemu wp造wowi i s逝chaj z zaciekawieniem - powiedzia貫m.
To znaczy, 瞠 odmawiacie wsp馧pracy z nimi? – zapyta.
To znaczy obywatelu 郵edczy, 瞠 taka zgoda by豉by z mojej strony nieuczciwo軼i, a ja tego nie chc i na 膨dn wsp馧prac z w豉dzami wi瞛ienia nigdy nie p鎩d. Mnie s逝chaj ch皻nie wszyscy, bo ja ich sk豉niam do wy窺zych zada i w豉軼iwego stosunku do w豉dzy skazuj帷ej i od tej zasady nie odst徙i – powiedzia貫m stanowczo. Po tych s這wach zauwa篡貫m, 瞠 m鎩 郵edczy niespokojnie poruszy si i zerkn掖 w kierunku tapczanu, na kt鏎ym – jak spostrzeg貫m – le瘸 i spogl康a spod koca, udaj帷, 瞠 酥i, z-ca Naczelnika Wi瞛ienia. Tu nast徙i豉 kr鏒ka pauza, wydawa這 mi si, 瞠 郵edczy zastanawia si – i wreszcie zapyta:
A o czym rozmawiacie z s御iadem Macochem?
O rodzinie – odpowiedzia貫m – bo Macoch to bardzo biedny kamieniarz. Ma kup dziecin闚 jak to robotnik, a w dodatku chorowit i niezaradn 穎n – biadoli貫m.
A co m闚i ten farmaceuta Abra磬a? – zapyta nagle.
O ..., ten na tle uczu osobistych zupe軟ie straci g這w - m闚i貫m. O swoj m這d i 豉dn 穎n, jest bardzo niespokojny, bo jak m闚i, raptem po kilku tygodniach wsp馧篡cia - zosta aresztowany i osadzony w wi瞛ieniu.
I dopiero teraz, kiedy zainteresowa造 go moje opowiadania o hucie i szkle, jako przyszed do siebie i sta si bardziej normalnym cz這wiekiem – powiedzia貫m.
Co powiecie kolegom jak zapytaj, po co wzywano was do kancelarii wi瞛iennej? – zapyta.
Powiem, 瞠 w sprawie kasacji wyroku jak z這篡 m鎩 obro鎍a – odpowiedzia貫m. 奸edczy wezwa wartownika, i odprowadzono mnie do celi.
No, by這 ciep這 pomy郵a貫m, ale wydaje mi si, 瞠 moje zeznania nikomu krzywdy nie przynios造. Nast瘼nego dnia po moim przes逝chaniu, wezwano jednego OUN-owca „s wieszcziami”, a na jego miejsce wrzucono Polaka. Tym nowym okaza si by造 穎軟ierz wrze郾ia, nadterminowy kapral Czarnecki. Opowiada mi, 瞠 jest je鎍em sowieckim, wzi皻ym do niewoli pod Lwowem. Z obozu jenieckiego nawia z koleg podchor捫ym Kazimierzem Piecem i z nim uda這 mu si przeprawi przez Bug. Nied逝go jednak cieszyli si wolno軼i, bo w豉dze niemieckie, wkr鏒ce aresztowa造 obydw鏂h i przekaza造 Sowietom. Nie mia造 trudno軼i w odnalezieniu uciekinier闚, bo nasze adresy zamieszkania w豉dzom obozu by造 znane. Obydwaj zostali鄉y zas康zeni na 10 lat przymusowej pracy w 豉grze.
Kolega Piec siedzi tu po s御iedzku, ale ja boj si o niego, bo wsadzono go do karceru, a mnie przerzucono do was – opowiada Czarnecki.
Dlaczego boicie si o niego? – zapyta貫m.
Dlatego, 瞠 nie umie panowa nad sob i niepotrzebnie odgryza si stra積ikom. Powstrzymywa貫m go 瞠by nie nara瘸 si bez potrzeby, ale niestety przerzucono mnie tutaj. Jest mi go szkoda, bo to dobry kolega i jeszcze lepszy 穎軟ierz, wyr騜niaj帷y si nadzwyczajn odwag – m闚i Czarnecki.
Tego dnia wieczorem stwierdzi貫m z podziwem, 瞠 wi瞛ienna stukana poczta, dzia豉 bez zarzutu i dostarcza naj鈍ie窺ze wiadomo軼i w tym aktualne wydarzenia 鈍iatowe. Pomimo grubych 軼ian i czujnych wart strzeg帷ych wi瞛ienie, wiedza o tym co dzieje si na 鈍iecie, dost瘼na jest wszystkim uwi瞛ionym. Ostatnie doniesienia uzyskane t drog by造 pocieszaj帷e, bo zwiastowa造 rych造 konflikt zbrojny mi璠zy naje寮嬈ami. Wi瞛ienie dubie雟kie po這穎ne jest obok g堯wnej szosy za miastem. Ruch ko這wy na tej jedynej drodze, jest dobrze s造szany w ca造m obiekcie, a cisza nocna dnia 20 na 21 czerwca, zak堯cona ci庵造m ha豉sem przeje盥瘸j帷ych ci庵nik闚, tzw. „Stali鎍闚”, potwierdza豉 wiadomo軼i stukanej poczty. Donoszono m.in. o ruchach jednostek wojskowych i to by pow鏚, 瞠 nasze 篡cie zacz窸o pulsowa rozmaitymi domys豉mi i nadziej powa積ych nast瘼stw. W takiej niepewno軼i jutra i napi璚iu do celi wchodzi stra積ik i wywo逝je moje nazwisko. Nast瘼nie wr璚za mnie paczk i kartk, na kt鏎ej poznaj pismo swojej 穎ny. Dowodzi這 to, 瞠 Henia czeka na widzenie. On jednak odpowiedzia mi stanowczo, 瞠 widzenia nie b璠zie i bez wyja郾ie wyszed. Dzia這 si to pami皻nego dnia 22 czerwca 1941 roku. Niesamowity ruch na szosie i odmowa widzenia si z 穎n, tak瞠 potwierdza造 wi瞛ienn opini o konflikcie. A wi璚 to tak – pomy郵a貫m,....wiadomo軼i z wi瞛iennej poczty przybieraj realne kszta速y. Co z nami zrobi? Jak ta biedna ma鹵onka powr鏂i do domu do czekaj帷ych na ni 
dzieci? Czy orientuje si w obecnej sytuacji? Tak rozmy郵aj帷, mimowolnie spojrza貫m na wr璚zon mnie wraz z paczk kartk z wykazem zawarto軼i i kr鏒kim listem. By豉 tam m.in. wyszczeg鏊niona czarna, satynowa koszula z zaznaczeniem „niebrudz帷a”. Mia貫m kawa貫k czarnej satyny, pisa豉 dalej 穎na – wi璚 uszy豉m ci z niej praktyczn koszul. Jak ona biedaczka dba o mnie – pomy郵a貫m. Zamy郵ony sprawdza貫m zawarto嗆 paczki, tymczasem atmosfera napi璚ia w celi wzrasta豉. Przy 軼ianach zauwa篡貫m nas逝chy pukanej poczty i przekazywanie naj鈍ie窺zych wie軼i. Ka盥y z nas zadawa sobie pytanie, na kt鏎e nie mia odpowiedzi. Nikt ju nie w徠pi o nowym konflikcie zbrojnym, a ci庵造 ruch na szosie w kierunku wschodnim upewnia nas o stanie wojny. Noc z dnia 22 na 23 czerwca og逝szona ci庵造m ruchem „Stali鎍闚” potwierdza豉 groz sytuacji. Ponadto tej nocy s造szeli鄉y wyra幡ie warkot przelatuj帷ych samolot闚.
W takiej niepewno軼i min掖 dzie i d逝ga jak wieczno嗆 noc, a po niej nast徙i poranek dnia 24 czerwca. Siedzieli鄉y niespokojni i 豉kn帷y wiadomo軼i o dalszych wydarzeniach, jakie musz dzia si poza okalaj帷ymi nas murami. By mo瞠, 瞠 w tych tak leniwie wlok帷ych si godzinach i minutach, musz rozstrzygn望 si losy naszego 篡cia lub 鄉ierci, wolno軼i lub niewoli. Zgrzytn掖 klucz w zamku naszych drzwi. Do celi wszed stra積ik. Wszyscy stan瘭i鄉y w zbi鏎ce i utkwili鄉y na nim sw鎩 trwo積y i pytaj帷y wzrok. Zachowanie stra積ika przyby貫go w pojedynk by這 tajemnicze – nie przekazywa s逝瘺y swojemu nast瘼cy, a do wi篥ni闚 zwr鏂i si p馧g這sem: „Prowierki nie budiet, 這篡tie spat” / apelu nie b璠zie, k豉d嬈ie si spa /. Gdy wyszed nikt nie umia wyt逝maczy, dlaczego przyby sam i bez tej formalno軼i przekazania s逝瘺y nakaza uk豉danie si do snu. Ukrai鎍y wymienili znacz帷e spojrzenia. Abra磬a trwo積ie spogl康a na mnie, a Czarnecki swoje le瞠 umieszcza na 鈔odku sali, naprzeciw drzwi.
Dlaczego uk豉dasz si tak blisko drzwi? – zapyta貫m.
Dlatego, 瞠 ja nazywam si Czarnecki i nie boj si – odpowiedzia. Fakty m闚i same za siebie, a nadto wyra幡ie. Zmiany naszego losu s bliskie, a 穎軟ierz polski musi zachowa odwag – powiedzia kapral Czarnecki. Nie przywi您uj帷 wagi do okazywanego bohaterstwa, chocia imponowa這 ono ca貫j celi. W du篡m napi璚iu nas逝chiwali鄉y co dzieje si na korytarzu wi瞛iennym. By這 s造cha, 瞠 s逝瘺a wi瞛ienna dokonuje przenosin wi篥ni闚, ale dlaczego to czyni po apelu? Na odpowied nie czekali鄉y d逝go, bo naprzeciw naszej sali, po drugiej stronie korytarza, siedzia造 w dw鏂h obok siebie celach – kobiety Ukrainki. S造szeli鄉y, 瞠 stra積icy wpychali je do jednej celi, a one protestowa造, 瞠 b璠zie im za ciasno. Po co oni je tak 軼ie郾iaj, zadawali鄉y sobie pytanie nie znajduj帷 na nie odpowiedzi. W tym momencie strza造 i krzyki nagle wype軟i造 ci篹kie mury wi瞛ienne. Straszne i przera幢iwe wrzaski i niesamowite piski mordowanych kobiet, s造szane by造 w przerwach oddawanych salw z rkm-u przez judaszyki drzwi, na wszystkich kondygnacjach wi瞛ienia.
Sta這 si to co najpodlejsze, tego uwi瞛ieni nie mogli si spodziewa. Salwy karabinowe przy zanikaj帷ym j瘯u zwiastowa造 czas umierania. Judaszyk w naszych drzwiach uchyli si, zerkn掖 do niego jaki stra積ik. Spodziewaj帷 si salwy wi篥niowie 軼isn瘭i si w k帷ie obok drzwi, by nie by ra穎nym od pierwszych kul i chocia na chwil przed逝篡 篡cie. Zauwa篡貫m, 瞠 tylko Czarnecki nie zmienia swojej pozycji i dalej le瘸 spokojnie na 鈔odku celi, naprzeciw judasza. W tym klapka zasun窸a si i spodziewany strza nie pad. Jadnak atmosfery przed鄉iertelnego strachu jaka opanowa豉 wi篥ni闚 w tym momencie, nie mo積a wyrazi pisanym s這wem. W鈔鏚 bezsilnego lamentu czekaj帷ych na 鄉ier 篡wych ludzi, wobec modlitw zniewolonych ludzi, zmieszanych z ukrai雟kimi przekle雟twami, desperackiego wycia i pomruku bezbronnych, za豉ma貫m si i ju nic i nikomu nie by貫m w stanie radzi. Salwy karabinowe precz trwa造, a Czarnecki le瘸 nieporuszenie i spokojnie. W tym judaszyk zn闚 uchyli si i zn闚 zamkn掖. Salwy nie ustawa造 i w ich huku wyr騜ni貫m dono郾y rozkaz w j瞛yku rosyjskim. Strza造 umilk造 tak momentalnie jak si zacz窸y i tylko da這 si s造sze, zbiorowy silny tupot coraz bardziej oddalaj帷ej si krok闚, bieganin po schodach i wreszcie zanik jakichkolwiek odg這s闚. Nast徙i豉 kr鏒ka chwila ciszy, wyra幡ie s造sz j瘯i rannych i g這sy wzywaj帷e pomocy, a w tym krzyki wi篥ni闚 ukrai雟kich: Wola i s豉wa Ukrainie! „Wola i s豉wa 篡wym Ukrai鎍om”! Krzyczeli OUN-owcy wydostaj帷 si ze swoich cel.
Wolno嗆! rzek Czarnecki podnosz帷 si ze swojego pos豉nia.
- Tak by to wygl康a這 – powiedzia貫m – ale jak wydostaniemy si z tej zamkni皻ej celi.
- Bardzo prosto – odrzek Czarnecki i podchodz帷 do drzwi, otworzy je na o軼ie.
Jak si okaza這 drzwi nie by造 zamkni皻e, ale dostrzeg to tylko Czarnecki. Teraz rzucili鄉y si wszyscy do niesienia ratunku rannym i robienia pierwszych opatrunk闚. Potrzebne 鈔odki medyczne dla rannych, brali鄉y ze sk豉dnicy wi瞛iennej. Nieocenion pomoc wykaza tu kol. Steingarten, bo udzielanie takiej pomocy by這 jego wyuczonym zawodem. Do opatrunku kol. Czarnecki przyprowadzi rannego w g這w podchor捫ego Pieca. Ranny z trudno軼i opowiada, 瞠 w krytycznej chwili, kiedy siedzia w karcerze, wszed do niego ten wysoki brunet i odda strza. Kiedy oprzytomnia貫m – m闚i kol. Piec, przyszed do mnie zawsze 篡czliwy Czarnecki i oto jestem Bogu dzi瘯i przy 篡ciu, tylko nudzi mnie nieco, uskar瘸 si.
- Dzi瘯uj ci, 瞠 tak dok豉dnie zrobi opatrunek temu podchor捫emu, rzek貫m do Steingartena. Rana to powa積a, ale my郵, 瞠 wr鏂i do zdrowia, bo to m這dy organizm.
- Co ty m闚isz – przerwa Abra磬a – on umrze ju za godzin, tylko nie m闚 o tym jego koledze.
- Jak to? Przecie jest zupe軟ie przytomny i dobrze si czuje.
- Tak, ale on dosta ju nudno軼i, wymiotuje. To oznacza, 瞠 ju ma zapalenie m霩gu. Jego stan wymaga natychmiastowej operacji, t逝maczy Steingarten.

Bardzo mnie to zmartwi這, ale nic nie mogli鄉y poradzi, bo tych wo豉j帷ych o pomoc by這 tak wielu. Ka盥y ranny potrzebowa jej niezw這cznie, bo stanowi豉 o jego 篡ciu. W tym czasie zdrowi Ukrai鎍y wydostawszy si na wolno嗆, g這郾o nawo造wali koleg闚 do wychodzenia na zewn徠rz wi瞛ienia i po陰czenia si z wojskami hitlerowskimi, na kt鏎e czeka豉 ujarzmiona Ukraina.
Ten objaw entuzjazmu mnie nie odpowiada. Ujrza貫m „poet”, kt鏎y poprzednio siedzia w R闚nem. Teraz nawo造wa OUN-owc闚 do natychmiastowego dotarcia do jednostek hitlerowskich. Skutek by ten, 瞠 du瘸 grupa m這dych ukrai雟kich wyznawc闚 faszyzmu, ruszy豉 w ciemn noc w kierunku czo堯wki niemieckiej. Uda貫m si do wo豉j帷ych o pomoc rannych. Potrzebuj帷ych natychmiastowej pomocy by這 du穎, ale nasze zapasy 鈔odk闚 opatrunkowych ju si sko鎍zy造. Tote resztkami si, korzystaj帷 z banda篡 uzyskanych ze szmat i bielizny, kol. Steingarten opatrywa dalej, a ja w鈔鏚 篡wych szuka貫m tych, potrzebuj帷ych pomocy. Wchodz帷 do jednej z cel pojedynczych, znalaz貫m w niej dwie postacie kobiece le膨ce w ka逝篡 krwi. Obydwie m這de dziewczyny nie dawa造 ju znaku 篡cia i by造 mocno splecione 鄉iertelnym u軼iskiem r彗. Przygl康aj帷 si rozsrzelanym, rozpozna貫m znajom twarz. Pocz徠kowo sam sobie nie dowierza貫m, ale dok豉dniejsze ogl璠ziny przekona造 mnie, 瞠 rozpoznan jest Sameonowicz闚na z Rokitna, by豉 narzeczona por. Turskiego. Wiedzia貫m o jej aresztowaniu ale nie przypuszcza貫m, 瞠 znajduje si w tym wi瞛ieniu. Szuka貫m jakiego 郵adu i wyja郾ienia, ale znalaz貫m tylko kartk pisan o堯wkiem przez jej przygodn kole瘸nk. Jak z niej wynika這, nazywa豉 si ona Zoja Korezun i mieszka豉 w pobliskiej wiosce Pantalja. Nazwa ta za dawnych polskich czas闚, mia豉 brzmienie Panna Natalia.
Patrz帷 na rannych bezradnie rozk豉dali鄉y r璚e, bo zabrak這 ju wszelkich materia堯w opatrunkowych. Obydwaj byli鄉y ju porz康nie zm璚zeni, wi璚 zapali貫m papierosa cz瘰tuj帷 koleg, bo w wi瞛iennym sklepiku, znalaz貫m ich niewielki zapas. Zapyta貫m o Czarneckiego, ale Abra磬a poinformowa, 瞠 koledzy pl康ruj ca貫 wi瞛ienie.
Ju si rozwidni這, wi璚 idziemy na 鈍ie瞠 powietrze. Uzna貫m, 瞠 powinni鄉y zaczeka na wojska niemieckie, tutaj w wi瞛ieniu. Tak zebra這 si nas sze軼iu. Na dziedzi鎍u stwierdzili鄉y, 瞠 brama jest zamkni皻a, co przy odej軼iu musieli zrobi sowieci. Nam jednak, po takiej intensywnej pracy ratuj帷ej zycie wi篥ni闚 nale瘸 si wypoczynek. Z takim zamiarem uda貫m si do po這穎nego przy okalaj帷ym murze nasypowym magazynku - piwnicy. W korytarzu tego obiektu wystarcza這 miejsca dla wszystkich, bo w samej piwnicy, pod s這m, le瘸造 zapasy mi瘰a i s這niny. Tu mo瞠my wypocz望 i zaczeka na Niemc闚 – powiedzia貫m uk豉daj帷 si do snu. Sen jednak nie nadchodzi. Koledzy wychodzili na s這鎍e, aby opali swoje wyblak貫 twarze, a kolega przygodny lekarz, jako zatrwo穎ny, schowa si w g喚bi piwnicy. Teraz wszystkich pozosta造ch przy 篡ciu przera瘸豉 cisza, kt鏎a pojawi豉 si nagle, jak po nawa軟icy. Dlaczego spodziewany front nie nadchodzi? – sam sobie zadawa貫m pytanie. Przecie powinni ju tu by.
A mo瞠 Niemcy ruszyli kolej, a nas pozostawili na uboczu – wtr帷i jeden z koleg闚. To niemo磧iwe – zaoponowa貫m. Niemcom zale篡 na wi瞛ieniu, tym bardziej, 瞠 po這穎ne jest obok g堯wnej drogi ko這wej, kt鏎ej nie mog omin望.
A mo瞠 wycofali si – wtr帷i inny. Taka sytuacja jest najgro幡iejsza, bo cywil闚 tak瞠 jako nie wida – zauwa篡 kol. Kalina, uk豉daj帷 si na s這mie obok Steingartena.
Zaniepokojony t sytuacj i brakiem wydarze, zapali貫m kolejnego papierosa, a w tym czasie kolega „Paraszutist”, wyznaczony na obserwacji na zewn徠rz raptownie cofn掖 si i zrobiwszy trwo積 min krzykn掖 p馧g這sem i z przera瞠niem:
- Na murze widzia貫m NKW-dzist闚! Kilku, szli po murze – powiedzia, chowaj帷 si za mnie. To znaczy這by, 瞠 Niemcy cofn瘭i si – pomy郵a貫m i podszed貫m do drzwi, aby obserwowa dziedziniec. Wyjrza貫m przez szpar. Na przeciwleg造m murze nie widzia貫m ju nikogo, ale obok wi瞛ienia przechodzi這 trzech bojc闚 z broni gotow do strza逝, jeden z nich skierowa si prosto na moje drzwi. Zd捫y貫m si tylko obejrze na koleg闚, a w tym drzwi, za kt鏎ymi sta貫m, zosta造 uchylone bagnetem...
- A nu wy豉...! – brutalnie krzykn掖 bojec.
Wyszed貫m powoli jako pierwszy, a za mn wyszed kolega „Paraszutist”. Inny bojec ustawia nas pod murem i z korytarzyka wysz這 jeszcze dw鏂h.
- A nu gani ich wsiech, a niet, tak strielaj, - rycza inny.
Na takie polecenie bojec wzywa raz i drugi, ale nikt nie wychodzi, wi璚 wydaj帷y rozkaz zapyta:
- Bolsze was nie by這? – zapyta spogl康aj帷 na mnie.
Spojrza貫m leniwie po szeregu jak gdybym sprawdza ilo嗆 i rzek貫m powoli i spokojnie:
- Wsie, bolsze nie by這.
Na te stanowcze s這wa, bojec momentalnie bagnetem przymkn掖 drzwi, a ja w tym czasie stwierdzi貫m, 瞠 rozkazodawc by z-ca Naczelnika Wi瞛ienia.
- Ty cziewo nie utieka kagda wsie uchadili?- zapyta mnie.
- Mienja k Niemcom nie spieszno – odpowiedzia貫m bardzo powoli.
Na tak 鄉ia陰 odpowied wyra穎n z przyrodzon flegm rosyjsk, Naczelnik poruszy si i stan患szy naprzeciwko mnie – zapyta:
- Ty czto Russkij?
- Niet, Polak” – odpowiedzia貫m, a kol. szepta mi:
- O ce w瞠 po nas, zariz bude strylaty me.
- Uspok鎩 si i jak padnie strza padaj natychmiast i nie poruszaj si.
- W kakoj kamiere sidie? – nast瘼nie zapyta.
- W diewiatnadcatoj – odpowiedzia貫m – powolutku.
- Ty stiekolszczyk?
- Toczno tak, Gra盥anin Naczalnik – brzmia豉 moja powolna odpowied.
- Odwiedi ich – szepn掖 bojcowi i oddalil si.
Bojec kaza nam i嗆 przodem, co pos逝sznie uczynili鄉y, ale w sze軼iu, bo dw鏂h Abra磬a i Ka造na – zastali w piwnicy. Przed bram bojec wskaza nam kierunek w prawo ku wi瞛ieniu, a „Paraszutist” 軼iskaj帷 mi r瘯 szepn掖 z przera瞠niem „Pid atinku wiasznyci wede, w瞠 po nas” – desperowa.
- Uspok鎩 si – powiedzia貫m – bo niebezpiecze雟two ju min窸o.

Weszli鄉y w p馧ciemny korytarz wi瞛ienia i zd捫ali ku ko鎍owi i w tym momencie bojec zatrzyma nas i otworzywszy drzwi celi posiadanym kluczem, kaza wej嗆 do 鈔odka. By豉 to og鏊na du瘸 cela wype軟iona skazanymi, kt鏎ych cofaj帷a si obs逝ga wi瞛ienia znalaz豉 na terenie obiektu. Rozgl康a貫m si wok馧, aby sprawdzi, czy przypadkiem nie ma tu kogo ze znajomych. Najpierw zobaczy貫m Czarneckiego, kt鏎y wygl康a bardzo niepocieszony i zrezygnowany. Zaraz na wst瘼ie powiedzia mi, 瞠 kol. Piec nie 篡je i 瞠 ju stara si pochowa Jego cia這, ale przymkn瘭i mnie - powiedzia. Mi璠zy ci瘺 ludzi znalaz si tak瞠 kol. Macoch. Teraz „Paraszutist” uspokoi si i rozmawia normalnie, wi璚 zapyta貫m o pow鏚 tak dziwnego pseudonimu. 
- To nie ja wymy郵i貫m „Paraszutista” – m闚i zapytany – a sami NKW-dzi軼i tak mnie przezwali. Kiedy by貫m w 郵edztwie jeszcze w R闚nem – opowiada kolega – bito mnie „bykowcem” i to ka盥orazowo, podczas przes逝chania na wi瞛iennym NKWD, kt鏎e znajdowa這 si poza ogrodzeniem obiektu. Ot騜 pewnego razu jak przyprowadzono mnie na takie wymuszenie zezna biciem, by貫m zdecydowany na wszystko i kiedy pos造sza貫m, 瞠 na podw鏎zu uruchomiono motocykl, aby zag逝sza moje krzyki, oknem wyskoczy貫m na dziedziniec, aby si zabi i raz na zawsze sko鎍zy z tego rodzaju metod. Na moje szcz窷cie lub nieszcz窷cie, do takiej 鄉ierci jednak nie dosz這 przez prosty przypadek, bo pod 軼ian budynku wietrzy造 si rozwieszone na sznurze – koce i poduszki. By造 one powodem, 瞠 m鎩 鄉iertelny skok z trzeciego pi皻ra zosta zamortyzowany, i w ten oto spos鏏 – uratowa貫m 篡cie. Zabrano mnie bardzo pot逝czonego prosto do szpitala wi瞛iennego i leczono d逝go z odniesionych ran. Ryzykuj帷 skok, zyska貫m wiele, bo dalsze przes逝chania odbywa造 si bez bicia, ale nazwa pozosta豉. Od tego czasu NKWD nada這 mnie pseudonim „Paraszutist” wzi皻y od skoku i tak zapisano w moich aktach. Pocz徠kowo by貫m temu przeciwny, a potem sam przyzna貫m, 瞠 to widocznie ma tak by.
Ciekawa historia, a jakie jest wasze rodowe nazwisko? – zapyta貫m.
- Moje rodowe brzmi Soroka. Jestem zza Sarn, ze wsi Sechy – m闚i rozm闚ca.
- To si dobrze sk豉da, bo ja mieszkam w Rokitnie, a w Sechach mam znajomego, kt鏎y siedzia w Sarnach z moim bratem i nazywa si Giz.
- Giz powiadacie? To przecie m鎩 te嗆 – powiedzia Soroka. Opowiada mi, 瞠 siedzia w NKWD z jakim Ku幟 z Rokitna.
- O w豉郾ie ten Ku幟a, to Kazik, m鎩 rodzony brat, ale obecnie jest on ju dawno na Syberii – informowa貫m nowego przyjaciela.
- Co si sta這 z innymi rannymi, kt鏎ym udziela貫m pomocy – pyta貫m Czarneckiego.

Po chwili rozmowy ju wiedzia貫m. Kilku zdrowszych przedosta這 si za mur i ci uwa瘸m b璠 篡, a reszta przewa積ie poumiera豉, albo gdzie dogorywa w przed鄉iertelnych b鏊ach – m闚i strapiony 穎軟ierz.
- Kiedy mnie zabierano, z ca貫j grupy ci篹ko rannych, raptem kilku zosta這 przy 篡ciu, ale w stanie beznadziejnym. Moi sp璠zeni tu koledzy, kiedy zobaczyli tak du瞠 zbiorowisko ludzi, zacz瘭i gwa速ownie zanosi dzi瘯czynne mod造 do Boga, za cudowne ocalenie i nie rozstrzelanie pod murem, jak si na to zanosi這. Po tym pierwszym szoku, powoli wraca豉 鈍iadomo嗆 i 鈍iate趾o nadziei, 瞠 opatrzno嗆 czuwa nad nami, a wolno嗆 ju jest bliska – m闚i dalej Czarnecki. Jak stwierdzi貫m nie wszyscy jednak zdo豉li otrz御n望 si z nabytego l瘯u. Zauwa篡貫m, 瞠 wielu zanosz帷 gor帷e mod造, dalej trwo積ie spogl康a na judaszyk, przez kt鏎y w wyobra幡i widz luf 鄉ierciono郾ego karabinu. Mimo uspokojenia, wpadaj w szok z byle powod闚. 
Szepn掖em Czarneckiemu, aby zachowa ostro積o嗆, bo Soroka te nale瘸 do silnie przestraszonych i cz瘰to szala z przera瞠nia, a uspokojenie go by這 trudne i wymaga這 umiej皻nej perswazji. Czas ucieka na powa積ych rozwa瘸niach o mo磧iwych skutkach ponownego zamkni璚ia, a na zewn徠rz wi瞛ienia dalej panowa豉 z這wroga cisza. Dyskretnie porozumia貫m si z Czarneckim, 瞠 nale篡 zorganizowa obserwacj szosy przebiegaj帷ej 500 metr闚 na prawo od 軼iany wi瞛ienia. Jest to jedyny spos鏏 na uzyskanie informacji na zewn徠rz, bo stukana poczta nie dzia豉豉. Okna w naszej celi by造 umieszczone wysoko i w dodatku pozawieszano na nich kosze, pozwalaj帷e obserwowa tylko kawa貫k b喚kitu nieba. Na szcz窷cie jednak, w rozeschni皻ych deskach sprytny Czarnecki znalaz szpar, poprzez kt鏎 widzia dobrze jezdni. Stan患szy na barkach koleg闚, obserwowa drog, ale niestety niczego nie zauwa篡. Wsz璠zie panowa niczym nie zm帷ony spok鎩, a dzie by s這neczny i pogodny. Po chwili, aby nie obci捫a zbytnio koleg闚, zszed. My jednak zamkni璚i skaza鎍y z tkwi帷 jeszcze w nas odrobin nadziei – wyczekiwali鄉y w bezruchu...! Czarnecki zach璚ony przez koleg闚, zn闚 wspi掖 si i zn闚 patrzy bezradnie w przestrze. Spojrza貫m na niego z rezygnacj i wsp馧czuciem.
- B璠 jeszcze pr鏏owa – odpowiedzia stanowczo.
Po pewnym czasie zn闚 wspi掖 si, chocia koledzy drwi帷o odwracali g這wy. Nie ma dla nas ratunku! M闚ili. Czarnecki tym razem, na barkach dw鏂h wsp馧wi篥ni闚, utkwi wzrok w przestrzeni, ale i tym razem nic nie dzia這 si na drodze. Szosa na ca貫j swej d逝go軼i by豉 pusta i jak gdyby odpoczywa豉 po wczorajszej nawale ci篹kich ci庵nik闚 wojskowych. Nasz obserwator jednak nie rezygnowa, wiedzia貫m, 瞠 usilnie pragn掖 zaspokoi ciekawo嗆 swych koleg闚 i tym razem poruszy si znacz帷o... Patrz帷 w g鏎 ocenia貫m jego ruchy, ca造 zamieniony w s逝ch, z nadziej oczekiwa na jakikolwiek sygna, kt鏎y m鏬豚y zwiastowa upragnion nowin... Czarnecki umocni si na barkach i jeszcze lepiej przylgn掖 do szpary w deskach zas這ny i.... wreszcie obwie軼i:
- widz w dali poruszaj帷y si t逝m! Wszyscy umilkli i uwa積iej spogl康ali na obserwatora, widz poruszaj帷y si t逝m id帷y w naszym kierunku! To cywile, zbli瘸j si do nas – zawo豉 Czarnecki. A po pewnym czasie...... Nie ma w鈔鏚 nich wojska, id w bez豉dnej ci瘺ie, s coraz bli瞠j! Daj jakie znaki r瘯oma. Id otworzy wi瞛ienie i wypu軼i nas na wolno嗆! Widz to wyra幡ie po ich gestach. Najdalej za 20 minut powinni dotrze do bramy g堯wnej! Zszed rozdygotany. Na jego miejsce wskoczy inny wi瞛ie.

- Tak, to prawda! krzycza. Tym razem b璠ziemy wolni! Na sali powsta豉 og鏊na wrzawa, bo dobra nowina wywo豉豉 nag造 zanik strachu i niczym nie k豉many wybuch rado軼i. Czarnecki chc帷 uspokoi tumult, spokojnie t逝maczy zebranym, aby cierpliwie czekali. Teraz ju tylko minuty dziel nas od wolno軼i. Zachowajmy cisz, bo krzyku naszego w zamkni璚iu i tak nikt nie us造szy. 
Jego spok鎩 nieco przyt逝mi wrzaw, a dalsze minuty wlok造 si w niesko鎍zono嗆 a nareszcie......us造szeli鄉y nadci庵aj帷y od dziedzi鎍a szmer. Wszyscy zamienili鄉y si w s逝ch, a szmer stopniowo stawa si coraz wyra幡iejszy. S造cha by這 jakie kroki na korytarzu. Nagle gwa速ownie otwiera si zasuwa naszego judaszyka...”Ooo...,kilky o辜e ludej...! Da wsi asi 篡wy! Wy豉廠e na wolu” - krzycza czerwony z opalenia i picia samogonu Ukrainiec z korytarza.
- Widczynyt no dwery kozacze, a na wolu to my samy wychdytymo budem, krzycza jeden z wi篥ni闚 /otw鏎z no drzwi kozaku, a na wolno嗆 to my sami wybiegniemy/.
Dopiero teraz jak bomba wybuch豉 d逝go d豉wiona wrzawa. W鈔鏚 zgie趾u s造cha by這 wok馧 p豉cz i okrzyki rado軼i po polsku i ukrai雟ku, oraz siarczyste przekle雟twa na gn瑿icieli. Za rozbijanymi drzwiami s造cha by這 du穎 przyjaznych g這s闚 m篹czyzn i kobiet, ale wszystkie w j瞛yku ukrai雟kim. Wkr鏒ce znalaz si wielki m這t z podw鏎zowej majsterni, kt鏎ym rozbijano nasze zamkni璚ie. I oto kiedy stalowy zamek drzwi ust徙i, jak lawina run窸a gn瑿iona masa istnie ludzkich...! Teraz dopiero po zniszczeniu przegrody oddzielaj帷ej nas od wolno軼i pojawi這 si w sercach wyzwolonych jakie dziwne i nigdy nie spotykane uczucie ; zapowiadaj帷e jak gdyby nowe 篡cie i nowe etniczne przyja幡ie. Oswobodzeni skaza鎍y tak r騜nie okazywali te pierwsze zwiastuny wolno軼i, 瞠 nad wyraz trudno uchwyci je i oceni. W t逝mie p豉kano z rado軼i i z tych samych powod闚 鄉iano si spazmatycznie. Jedni kl瘯ali i ca逝j帷 ziemi, gor帷o modlili si, zanosz帷 dzi瘯czynienie Bogu za cudowne ocalenie 篡cia, drudzy ta鎍zyli i wyli z rado軼i. Jeszcze inni przybierali gro幡e pozy i 軼iskaj帷 pi窷ci kl瘭i morderc闚 jak gdyby gotuj帷 si do walki. Odnotowa貫m w pami璚i jedynie, 瞠 nastroje uwolnionych by造 r騜ne. Dzisiaj, po latach nie jestem pewny, czy wydarzenia, kt鏎ych by貫m 鈍iadkiem i zarazem uczestnikiem mo積a trafnie uj望 i opisa.

17. KOxTANIE WOLNO列I 

Wiedziony ciekawo軼i co dzieje si w piwnicy, pierwsze swoje kroki po uwolnieniu, skierowa貫m do miejsca ukrycia koleg闚, przygodnego „lekarza” Abra磬 i Ukrai鎍a Ka造n. Szybko otworzy貫m drzwi piwnicy i zawo豉貫m, ale nikt nie odpowiedzia. W pomieszczeniu nie by這 ju nikogo. Taki stan dowodzi, 瞠 koledzy wcze郾iej ni ja skorzystali z wolno軼i, wi璚 skierowa貫m si prosto do bramy g堯wnej. Tutaj znalaz貫m si w鈔鏚 kobiet okalaj帷ych bram. Ka盥a bowiem wyczekuj帷a, zagl康a豉 mi w oczy, i „Co ne mij” – m闚i豉 odchodz帷 zawiedziona. W tym t這ku z daleka zobaczy mnie Steingarten i Ka造na. Obydwaj gwa速ownie rzucili si na powitanie. Odwzajemniaj帷 okazan przyja潯 zwr鏂i貫m uwag, 瞠 robi to tak jak gdyby nasze rozstanie by這 d逝gie, przecie nie widzieli鄉y si zaledwie kilka godzin.
Tak – powiedzia Ka造na. Witamy ci jak nowonarodzonego, bo ju uznali鄉y ciebie za nie篡j帷ego. My郵a貫m – ci庵n掖 dalej – 瞠 ten komisarz zaprowadzi ci razem z kolegami gdzie do g逝chego karceru i tam zastrzeli, aby nie by這 s造cha wystrza堯w. Bogu dzi瘯i widzimy ci 篡wego i ciesz帷ego si wolno軼i!
Mnie wcale nie grozi豉 鄉ier – t逝maczy貫m kwituj帷 okazan czu這嗆, ale Abra磬a rzek przez 透y:
Ja nigdy nie zapomn co ty powiedzia貫 temu komisarzowi...., tak 豉dnie po rosyjsku – „Wsie, bolsze nie by這”. Te twoje s這wa powiedziane tak powoli i tak stanowczo, 瞠 nawet artysta na scenie lepiej nie potrafi. Tote gdy drzwi zatrzasn窸y si szybko, to oznacza這 dla nas ocalenie. Wtedy z這篡貫m r璚e i tak gorliwie prosi貫m naszego Boga o 豉sk 篡cia dla ciebie, tak prosi貫m i p豉ka貫m – niech powie Ka造na - 瞠 nasz Pan B鏬 wys逝cha mnie i dlatego ty 篡jesz! Ty teraz b璠ziesz 篡 bardzo d逝go! Ty teraz ju nie b鎩 si nikogo! m闚i rozczulony 砰d.
Nie czas koledzy na ocen zachowa, przecie mamy jeszcze tutaj wiele roboty. 砰cie i wolno嗆, kt鏎 tak wysoko nauczyli鄉y si ceni, nale篡 si tak瞠 innym i to najlepszym w鈔鏚 nas.
Kto z t逝mu, g這郾o nawo造wa do wybrania przedstawiciela uwolnionych, do prowadzenia kolumny i zg這szenia niemieckiej w豉dzy wojskowej faktu rozbicia bram wi瞛iennych i uwolnienia aresztowanych. Ka造na wskaza moj kandydatur. Z kolei kol. Steingarten o鈍iadczy, 瞠 wybranie mojej osoby do tej funkcji najlepiej odpowiada takiemu zadaniu. Ostatecznie bli瞠j mi znajomi koledzy prosili mnie o zaj璚ie si t spraw.
Z oceny sytuacji wynika, 瞠 Niemcom wcale nie 酥ieszy si do po這穎nego na uboczu wi瞛ienia. W tym momencie do陰czyli do nas koledzy: Soroka, Macoch i Czarnecki. Gdzie瞠 si podziewa, szukali鄉y ci – m闚i Soroka. Czarnecki zebra ludzi pochodz帷ych z wolnych ju teren闚 zachodnich, i odmaszerowa z nimi do domu. Tych ze wschodnich po豉ci, obj皻ych wojn, ja ustawia貫m w kolumn marszow. Wi瞛ienie by這 oddalone od miasta o ponad trzy kilometry. Ustawionych w kolumn czw鏎kow, naliczy貫m ju ponad 200 ludzi. Spojrza貫m jeszcze na ponure mury wi瞛ienia, na okno celi nr 19 i ruszyli鄉y cicho poln drog wysadzon drzewami w kierunku miasta. Dubna nie zna貫m, nie mog貫m r闚nie wyobrazi sobie reakcji Niemc闚 do kt鏎ych prowadzi貫m ludzi. Nawiedza豉 mnie my郵, nieub豉gana my郵 nurtuj帷a 鈍iadomo嗆, 瞠 oto prowadz 篡wych ludzi z jednego do drugiego 鈍iata, z jednej formy ujarzmienia do drugiej. Ale co mog貫m pocz望? Szed貫m, bo nic innego nie mog貫m uczyni, prowadzi貫m ludzi, gdy tak nale瘸這 w tej sytuacji post徙i. Innej drogi nie by這 i o tym wiedzieli wszyscy pozostali. Id帷y obok mnie Steingarten, tak瞠 milcza, szed i nie zak堯ca moich ci篹kich refleksji. Podziwia貫m pi瘯no i harmoni natury i por闚nywa貫m j ze stosunkami spo貫cznymi mi璠zy lud幟i, 篡j帷ymi na jej 這nie. Patrzy貫m na 豉ny faluj帷ego zbo瘸 i mimowolnie przys逝chiwa貫m si 鈍iergotowi skowronk闚, jak gdyby w powietrzu pozawieszanych nad tymi 豉nami. Ten 篡wy obraz przypomina mi z dzieci雟twa ulubione pola byty雟kie. Patrz帷 na te ptaki zapragn掖em tak瞠 unie嗆 si nad 豉nami i zn闚 za篡 nigdy nie zapomnianego zapachu..... Naga rzeczywisto嗆 przywo造wa豉 mnie jednak do porz康ku.... Teraz musisz my郵e wy陰cznie o nast瘼stwach, jakie nieub豉gany los przyniesie ludziom, kt鏎ych prowadzisz, mieni帷ych si by wolnymi.
Nareszcie znale幢i鄉y si obok pierwszych zabudowa miasta. Tu i 闚dzie przy szosie, mijali鄉y domki, a przy nich spotka貫m pierwszych mieszka鎍闚.
Gdzie znajduje si niemieckie wojsko? – zapyta貫m.
Niedaleko, jeszcze z kilometr – m闚i豉 gosposia. Za ma造m zakr皻em zobaczycie ma造 skwerek, tam stoi pierwsza czo堯wka niemiecka – poinformowa豉.
No to r闚na ch這pcy – powiedzia貫m – a jak si zatrzymam, zr鏏cie wszyscy to samo. I pami皻ajcie, 瞠 w czasie zdawania raportu nie nale篡 porusza si, bo Niemcy lubi porz康ek.
Kolejni przechodnie potwierdzili blisko嗆 blisko嗆 jednostki niemieckiej. Spostrzeg貫m, 瞠 Abra磬a, na t wie嗆 zacz掖 przejawia k這potliw boja潯. On musi zdawa sobie spraw – pomy郵a貫m – z sytuacji w jakiej mo瞠 si znale潭, w zwi您ku z jego wyra幡ie semickim wygl康em. Mijamy zapowiadany zakr皻 ulicy, sk康 wida ju by這 skwerek i wojsko. Teraz wychodz na bok kolumny i nakazuj utrzymywanie porz康ku w marszu, bo Niemcy ju blisko. Wst瘼uj na czo這 i kieruj kolumn prosto na stoj帷 w g喚bi grup wojska. Pocz徠kowo Niemcy przygl康aj si nam z zaciekawieniem. Jeden z oficer闚 podnosi r瘯 i zatrzymuje id帷ych okrzykiem Halt! Na ten sygna kolumna zatrzymuje si jak wryta, a ja nie czekaj帷 na pytanie – g這郾o melduj:
- Wir sind politische areschtirte von Rusische bolschewiken Komunisten. Sie haben in Gefangenis befreit uns! / My jeste鄉y politycznymi wi篥niami, aresztowanymi przez Rosjan, bolszewik闚, komunist闚. Panowie uwolnili nas z wi瞛ienia / - powiedzia貫m jednym tchem 豉man niemczyzn.
- Sond hier eine Dieben? – pyta oficer /s tu z這dzieje/
- Nein, meine Heer, es ist eine politische keine Dieben – odpowiedzia貫m niezr璚znie.
- Zeigen mir seine klamoten – powiedzia /poka mi swoje klamoty za膨da Niemiec/. Na to wezwanie szybko rozpi掖em sw鎩 tornister, a Niemiec sam wyjmuj帷 rzeczy pyta:
- Was ist es?
- Es ist eine zigareten – odpowiada貫m i dalej: schpek, handtuch, i wreszcie, kiedy wyj掖 z tornistra now jeszcze nie u篡wan koszul – zapyta:
- Was ist es? /co to jest?/
- Es ist eine Hemdes – odpowiedzia貫m sil帷 si na niemiecki.
- Was? Si eine schwarze Hemdes haben in Gafangenis? – pyta patrz帷 mi w oczy z niedowierzaniem. /Coo? Pan mia w wi瞛ieniu czarn koszul?/
- Ja wool meine Heer – odpowiedzia貫m /tak jest m鎩 panie/.
Niemiec z podziwem kr璚i g這w i pokazywa moj koszul stoj帷ym obok kolegom. A mnie nazwa praktykuj帷ym faszyst. Koszul odda mi z powrotem i ju dalej nie rewidowa i nie pyta o nic nikogo. Ja ze swoj czarn koszul stanowi貫m wszystko to, co Niemcy uwa瘸li za przedmiot ich uznania. Potraktowali mnie za swojego gorliwego zwolennika. Oszo這miony tym wyr騜nieniem, pocz徠kowo czu貫m si zaskoczony i stan掖em na boku kolumny. Niemcy teraz bacznie przygl康ali si ka盥emu wi篥niowi. 
- Fur was du sitzen? – zapyta naraz jeden z Niemc闚 Abra磬.
- Ja siedzia貫m za krytyk Stalinowskiej konstytucji, t逝maczy Steingarten, ale Niemiec krzykn掖 nagle:
- k豉miesz, Alles Juden, ist es alles Komunisten!
Abra磬a zblad i dla usprawiedliwienia si, si璕n掖 po sw鎩 wyrok, kt鏎y przetrzymywa w kieszeni i w pogotowiu, aby m鏂 szybko go okaza. Niemiec tylko zerkn望 raczy na podawany mu papier i „Ich nicht Rusische lesen” – warkn掖 ze z這軼i. Na szcz窷cie, w tym czasie podszed inny oficer i bior帷 do r彗 wyrok Steingartena, czyta po rosyjsku tzw. „prygowor” za jawn krytyk Stalinowskiej konstytucji siedem lat zsy趾i do dalekich miejscowo軼i Sowieckiego Sojuza. Czytany tekst oficer t逝maczy na j瞛yk niemiecki s逝chaj帷ym go oficerom. Skutek by taki, 瞠 ten sam oburzony Niemiec poufale poklepa Abra磬 po ramieniu i na przeprosiny powiedzia:
- No ja, gut Juden.
Biedny Steingarten kiedy us造sza te s這wa uznania, nagle zrobi tak pocieszn min, 瞠 mimowolnie omal nie parskn掖em 鄉iechem. No, to wszystko dobrze – pomy郵a貫m. Dalej b璠ziemy sobie jako radzi.
Wojskowa ekipa filmowa zrobi豉 zdj璚ie ca貫j kolumny. Steingarten, kt鏎emu dopiero teraz rozwi您a si j瞛yk, opowiada oficerom po niemiecku, o wszystkich zbrodniach jakich w ostatniej chwili dopu軼ili si NKWD-dzi軼i strzelaj帷 do wi篥ni闚 zamkni皻ych w celach. S逝chano go bardzo wnikliwie i robiono notatki. Po tej formalno軼i i s逝瘺owym wst瘼ie, odprowadzono nas na Zamek, gdzie przebywali je鎍y wojenni. Wci捫 rozmy郵a貫m nad swoim i ca貫j kolumny wyr騜nieniem. G這wi貫m si nieustannie, sk康 ta moja Henia wiedzia豉, jak nale瘸這 mnie pom鏂. Co jej przysz這 do g這wy, aby przekaza mi do wi瞛ienia czarn koszul? Kobiecym instynktem musia豉 wyczu, 瞠 ta rzekomo nie brudz帷a si koszula, by mo瞠 stanie si przedmiotem szczeg鏊nego zainteresowania Niemc闚 i mojej ostatecznej potrzeby, obrony mnie przed nowym niebezpiecze雟twem.
W Zamku, na obszernym dziedzi鎍u, dostrzeg貫m mn鏀two je鎍闚 sowieckich. Nieustannie przyprowadzano nowo uj皻ych. Nas, uwolnionych z wi瞛ienia umieszczono tymczasowo w og鏊nej sali zamku, kt鏎a tak瞠 by豉 wype軟iona po brzegi. Zak這potany tym nat這kiem, ba豉ganem i brudami, obj掖em wzrokiem ca貫 pomieszczenie, szukaj帷 odpowiedniego k徠a dla swojej grupy. Na przeciwleg貫j 軼ianie dostrzeg貫m drzwi i natychmiast zbli篡貫m si do nich, raptownie otwieraj帷. Ku mojej uciesze by這 to ma貫 pomieszczenie szczelnie wype軟ione je鎍ami.
- A nu wy豉! – krzykn掖em energicznie.
Na to rozkazuj帷e zawo豉nie bojcy pos逝sznie opuszczali pokoik, a ja ponagla貫m:
- Bystrej, bystrej. Kiedy ostatni jeniec opu軼i pomieszczenie, poleci貫m ch這pcom dobrze zapami皻a pok鎩, rezerwuj帷 dla siebie miejsce pod oknem, a obok siebie dla Steingartena. Dawniej pokoik spe軟ia zapewne funkcj biura zamkowego, obecnie sta si wygodnym lokum dla kilkunastu wyzwolonych wi篥ni闚. Obok mnie i „lekarza” znale幢i miejsce: Soroka, Ka造na, Macoch, by造 le郾iczy i policjant, kt鏎ych nazwisk nie pami皻am, oraz kilku innych. Zadowolony tak zdobycz rozmy郵a貫m nad dalszym post瘼owaniem, postanowi貫m przede wszystkim porz康nie umy si. Chwyci貫m mena磬 i r璚znik i wyszed貫m na dziedziniec w poszukiwaniu wody. Na schodach korytarza natkn掖em si na wartownika, kt鏎y zatrzyma mnie, ale po wys逝chaniu moich t逝macze, przepu軼i informuj帷, 瞠 wod dostan w kuchni polowej, kt鏎a znajduje si pod murem na dziedzi鎍u. Kuchni 豉two dostrzeg貫m, bo mie軼i豉 si w namiocie. Niezr璚znie pos逝guj帷 si niemieckim, poprosi貫m o wod do mycia.
- Co wyste Polak? – zapyta mnie Czech w niemieckim mundurze.
- A kt騜 bym ja by – odpowiedzia貫m – Polak i jak widzi pan, nieszcz窷liwy i potrzebowski. Tu wyja郾i貫m dlaczego znalaz貫m si w鈔鏚 je鎍闚 i to w tak niezr璚znej sytuacji. Czech wys逝cha mnie ze zrozumia造m przej璚iem, pokiwa g這w i poklepuj帷 po ramieniu ofiarowa mi swoje przybory do golenia, potem myd這 i ciep陰 wod do umycia si. Kiedy skorzysta貫m z tych dobrodziejstw, poczciwina da mi czyst niebiesk koszul na zmian.
- Ale to stanowczo za du瘸 ofiara – protestowa貫m, ale Czech zbagatelizowa uwag m闚i帷, 瞠 Niemcy maj ich wi璚ej i z przydzia堯w bielizny nie rozliczaj si. Kucharz pocz瘰towa mnie r闚nie wy鄉ienit zup z grzankami, oraz bia造m pieczywem z w璠lin, zapijaj帷 do mnie rumem. Za tak nadzwyczajn pomoc dzi瘯owa貫m serdecznie, a on z tajemniczym u鄉iechem, nape軟i moj mena磬 rumem, wr璚zy mnie zawini徠ko z bochenkiem wojskowego chleba i p皻em polskiej suchej kie豚asy, m闚i帷:
- To weste sem, a rozdacie waszym kameradom.

Dzi瘯owa貫m 篡czliwemu kucharzowi za zrozumienie potrzeb i obieca貫m pami皻a o jego hojno軼i, a on przy odej軼iu zaprosi mnie na 郾iadanie nast瘼nego dnia.
Kiedy zjawi貫m si w鈔鏚 koleg闚, przyk豉dnie od鈍ie穎ny i pe貫n humoru, zaskoczeni orzekli, 瞠 sprzyja mi niezwyk貫 szcz窷cie. Utwierdzili si w tym przekonaniu, gdy uraczy貫m ich rumem i dobr zak御k. Tak oto zako鎍zy si m鎩 pierwszy i nigdy niezapomniany dzie wolno軼i!
Steingarten nie odst瘼owa mnie ani na krok i 郵epo wierzy, 瞠 nawiedzi mnie szcz窷liwy omen.
Nast瘼nego dnia rankiem przyszli do naszego pomieszczenia Niemcy. Jak wynika這 z zadawanych pyta, by豉 to grupa propagandowa, bo pytali o rozstrzeliwaniu wi篥ni闚. Na te pytania odpowiada wyczerpuj帷o Steingarten, po niemiecku. Propagandzi軼i zaproponowali udzielenie wyja郾ie na miejscu zbrodni i w zwi您ku z tym przewieziono mnie i Steingartena samochodem do wi瞛ienia. By豉 to dobra okazja do odszukania i zabrania z kancelarii wi瞛iennej, tak mi potrzebnych obecnie akt skazania. Jad帷 samochodem szybko znale幢i鄉y si na miejscu ka幡i. Tu przypadkiem spotka貫m rodzic闚 zastrzelonej dziewczyny, kt鏎zy ofiar mordu, skrz皻nie przykryli prze軼ierad貫m. Chcia貫m pokaza Niemcom trupa i przez ciekawo嗆 jeszcze raz ujrze okropno嗆 wczorajszej zbrodni, wi璚 ukradkiem uchyli貫m biel os豉niaj帷 ofiar i....oniemia貫m z wra瞠nia. Pod prze軼ierad貫m, na wozie zobaczy貫m zw這ki dw鏂h dziewczyn, a jedn z nich by豉 Samsonowicz闚na. Obydwie, ostatnim skurczem swych m這dych twarzy wyra幡ie sprzeciwia造 si zadawanemu gwa速owi i brutalnej przemocy prze郵adowc闚. Ich splecione ramiona 鈍iadczy造 o braterskiej solidarno軼i uczu i poni瘸niu ich godno軼i. Tote nikt nie o鄉ieli si roz陰czy tych dziewczyn, aby nie zniweczy ostatniej woli umieraj帷ych istot. Z tym przed鄉iertelnym u軼iskiem w jednej trumnie, postanowiono pogrzeba obydwie dziewczyny! W鈔鏚 p豉czu matki i wyraz闚 wsp馧czucia obecnych, zauwa篡貫m tak瞠 ksi璠za katolickiego. Zbiera pomordowanych katolik闚, aby 鈍iadczy ofiarom ostatni pos逝g. Temu duchownemu i pogr捫onej b鏊em matce powiedzia貫m, 瞠 t drug zamordowan, jest moja znajoma z Rokitna. Poda貫m jej imi i nazwisko oraz rzymsko-katolickie wyznanie wiary. Ksi康z obieca mi, 瞠 b璠zie na jej pogrzebie i pochowa tragicznie zmar陰 zgodnie z naszym obrz康kiem. Duchownemu pokaza貫m tak瞠 zw這ki zastrzelonego w karcerze podchor捫ego Kazimierza Pieca.
Nast瘼nie wraz z Niemcami i Steingartenem, uda貫m si do wi瞛ienia dokonuj帷 przegl康u wszystkich kondygnacji tego ponurego obiektu. Nie pami皻am liczby pomordowanych. Wielu z nich ju w tym momencie ju pogrzebano, reszta czeka豉 na poch闚ek zbiorowy. W kancelarii wi瞛iennej odnalaz貫m swoje akta. Znamiennym by fakt, 瞠 na zewn皻rznej stronie teczki dostrzeg貫m odr璚zny napis kolorowym o堯wkiem:
- „zabolewa nie imie, dalszemu transportu sledowat mo瞠t”. / zachorowa nie mia, do dalszemu transportu i嗆 mo瞠 /.
Z tym nowym dowodem to窺amo軼i i uwidocznion przez w豉dze wi瞛ienne opini o zakwalifikowaniu do dalszej zsy趾i powr鏂i貫m do grupy. Czu貫m si g這dny, wi璚 nie zwlekaj帷 uda貫m si na obiad do znajomego kucharza. Jak si okaza這 Czech ju czeka na mnie i ubolewa, 瞠 nie by這 mnie podczas niezwyk貫j sceny jaka przed chwil mia豉 miejsce.
- co sta這 si nadzwyczajnego? – zapyta貫m.
- Niemcy przyprowadzili na dziedziniec du膨 grup je鎍闚. Ale nigdy nie przypuszcza貫m – powiedzia kucharz– 瞠 Rosjanie s do czego podobnego zdolni. Przygl康a貫m si im, najpierw pojmanych ustawili w zbi鏎ce, przyby造 oficer odebra raport i nie troszcz帷 si o ich liczebno嗆, wezwa je鎍闚 do wskazania ukrywaj帷ych si w鈔鏚 nich komunist闚. Stoj帷y obok jeniec przet逝maczy wol Niemca na j瞛yk rosyjski. I wtedy nast徙i這 to najgorsze - m闚i Czech. Kilku Rosjan natychmiast wyst徙i這 przed front i pokazuj帷 palcem wymieniali ich po imieniu i nazwisku wraz z pe軟ionymi funkcjami s逝瘺owymi. Nast瘼nie stoj帷y przed frontem je鎍y uskar瘸li si temu Niemcowi na doznawane krzywdy, wyrz康zane przez komunist闚 swoim podw豉dnym. Rezultat by ten, 瞠 oficer, wszystkich obwinionych partyjniak闚, ustawi pod murem, a je鎍om oskar篡cielom rozkaza poda karabiny i strzela do nich. Nie mog貫m patrze na tak nikczemno嗆 – m闚i Czech – i dopiero teraz uwierzy貫m, do czego zdolni s Rosjanie i co naprawd musia這 si dzia w waszym wi瞛ieniu – powiedzia kucharz.
- To, co軼ie zobaczyli m鎩 dobrodzieju, to dopiero pocz徠ek. Takich scen i jeszcze gorszych, ujrzycie wi璚ej, jednak nie miejcie tak z貫go przekonania o Rosjanach, bo s w鈔鏚 nich tak瞠 ludzie godni, warci pe軟ego uznania. Trzeba tylko dobrze uwa瘸, bo w鈔鏚 S這wian, godno嗆 jest wielk cnot, poucza貫m Czecha.
Po sutym obiedzie i wszechstronnej wymianie zda z kucharzem, powr鏂i貫m o swoich. Nast瘼nego dnia wybierali si w podr騜 do domu kol. Ka造na ze wsi Aleksandria, a z nim w豉軼iciel restauracji „Nowy 安iat” w R闚nem. Dalej, pod przewodnictwem „Poety” udaj帷ego si do wsi Lado k/Stepa雟kiej Huty, szed Macoch i Soroka. Z bli窺zych znajomych pozostawa tylko kol. Abra磬a, kt鏎y nie odst瘼owa mnie i innych koleg闚 ze wschodu. Rankiem po ich odej軼iu, przerzucono nas do pomieszcze suszarni chmielu, mieszcz帷ej si obok Zamku. Tu by這 nam do嗆 wygodnie, a ukrai雟kie organizacje m這dzie穎we, dostarczy造 nam du穎 prowiantu. Czas nagli, pragnienie ujrzenia swoich najbli窺zych by這 ogromne. T瘰knota by豉 powodem, i wkr鏒ce po瞠gna貫m koleg闚 i wraz ze Steingartenem, ruszy貫m w kierunku R闚nego. Ranek by pogodny, a my, obydwaj m這dzi, szli鄉y ra幡o. U schy趾u dnia, znale幢i鄉y si w pewnej przydro積ej wiosce, prosz帷 o nocleg. Wymagania nasze by造 skromne, bo wystarcza這 nam tylko miejsce do spania w szopie i nieco wody na umycie si przed spoczynkiem. Wioska okaza豉 si czesk koloni, a nasza gosposia natarczywie dopytywa豉 si o swojego zi璚ia, kt鏎y tak瞠 odsiadywa w徠pliw kar w wi瞛ieniu. W zwi您ku z tym pyta豉 czy przypadkowo nie s造szeli鄉y o nazwisku Czierwienko, bo tak w豉郾ie nazywa si jej zi耩. Jak wynika這 z jej wywod闚, by wi瞛iony ju od do嗆 dawna. Przy okazji tej rozmowy pocz瘰towano nas mlekiem i czeskimi "buchtami”.
Rankiem nast瘼nego dnia dotarli鄉y do R闚nego. Na nocleg chcia貫m uda si do w豉軼iciela restauracji, lecz Abra磬a odnalaz swoich bogatych krewnych, u kt鏎ych zatrzymali鄉y si obydwaj na dwa dni. Rodzina kolegi gwarantowa豉 sute wy篡wienie i przytulny wypoczynek z 豉zienk i wszystkimi wygodami. P騧niej po瞠gna貫m koleg, bardzo zaprasza mnie do Zdo豚unowa. Spojrza貫m do ty逝 i wyruszy貫m samotnie w stron Rokitna. Mia貫m przed sob 137 km marszu. By to jedyny spos鏏 dotarcia do celu, gdy tory kolejowe na ca貫j swej d逝go軼i by造 zerwane, pogi皻e i zniszczone przez ust瘼uj帷ych Rosjan. Pierwszym moim postojem by豉 wie Aleksandria 10 km za miastem, gdzie zamieszkiwa kol. Ka造na. Ju od kilku dni by on w domu i oczekiwa mojego nadej軼ia. Bardzo 篡czliwie go軼i mnie w swoim domu i suto obdarowa na drog. Nogi nios造, bo pod wiecz鏎 przyby貫m ju do znajomego Kostopola. Odszuka貫m przyjaci馧, pa雟twa Janulewicz闚. Powitano mnie rzewnie, bo dawny w豉軼iciel huty, r闚nie pieszo powraca z wi瞛ienia. Moja obecno嗆 lotem b造skawicy, roznios豉 si po ca造m osiedlu huty. Natychmiast przyszed mnie odwiedzi pan Boles豉w Niedba. Okaza這 si, 瞠 przebywa on tutaj, ju od d逝窺zego czasu, gdzie w domu swego te軼ia Chmielewskiego, ukrywa si przed zes豉niem na Sybir. Teraz, kiedy si dowiedzia o moim uwi瞛ieniu, szcz窷liwym ocaleniu, i samotnym marszu do Rokitna, postanowi towarzyszy mi w kontynuowaniu podr騜y. To si dobrze sk豉da – powiedzia貫m. We dw鏂h b璠zie ra幡iej i bezpieczniej.
Maszerujemy, jest nam nawet weso這, Bolek dobrze dotrzymywa mi kroku, nawzajem opowiadamy wojenne przygody. Id帷 ra幡ym krokiem, obok zniszczonych torowisk dotarli鄉y do Niemowicz. Zaprowadzi貫m koleg na Koloni do znajomego, by貫go towarzysza wi瞛iennej doli, gdzie nocowali鄉y na sianie, pod dachem stogu, a go軼inny gospodarz cz瘰towa nas „czym chata bogata…”. St康, ruszyli鄉y 軼ie磬 w stron rzeki S逝cz, omijaj帷 Sarny. Na prowizorycznym mo軼ie zatrzyma nas wartownik, do kt鏎ego przem闚i貫m po niemiecku, prosz帷 o przej軼ie.
- Co wiste Polak? – zapyta wartownik.
- Tak – odpowiedzia貫m 鄉ielej – id razem z koleg do Rokitna....
- Mo瞠cie i嗆 鄉ia這 – przerwa 穎軟ierz Czech. Droga jest wolna bo z tej strony nikogo nie ma – dowodzi.
Przeszed razem z nami na drug stron S逝czy i ch皻nie rozmawia po czesku. Pocz瘰towa貫m go papierosem i dzi瘯uj帷 za grzeczno嗆, po瞠gnali鄉y si. Ruszyli鄉y dalej bez 瘸dnych przeszk鏚, bo droga by豉 rzeczywi軼ie wolna. Teraz szli鄉y znan z rowerowej podr騜y drog. Zdawa這 si, 瞠 tak niedawno, dnia 17wrze郾ia, pokonywali鄉y j, aby broni Polsk przed obcymi. Teraz t sam tras wracam z wi瞛ienia. Droga ta sama i las taki jak by, ale w璠rowcy ju inni, zmieni ich nieub豉gany los.
圭ie磬i obok zniszczonych tor闚 by造 wolne, wi璚 szybko zbli瘸li鄉y si do Klesowa. Chcia貫m odwiedzi Macocha, ale ten kamieniarz mieszka na Puhaczu i nale瘸這by nieco zboczy z drogi.
- O nocleg i go軼in tym razem niech ci g這wa nie boli – rzek Bolek. Tutaj, w pobli簑 tor闚 kolejowych mieszka m鎩 przyjaciel Lasota, kt鏎y lubi towarzystwo i b璠zie zadowolony z naszej wizyty – poinformowa Niedba.
- Mogliby鄉y tak瞠 wst徙i do ksi璠za Chomickiego – zaproponowa貫m, ale Bolek ju sta przed domem Lasoty i puka do drzwi. Pan Lasota otworzy, nast徙i豉 wymiana przyjacielskich powita i towarzyskich grzeczno軼i. Gospodarz wykaza si przyk豉dn go軼inno軼i i uraczy nas wszystkim tym, na co by這 go sta w tych nie 豉twych czasach. Znalaz豉 si butelczyna gatunkowej i porz康na zak御ka. Pana Lasot bardzo interesowa造 ostatnie wydarzenia, a o Rokitnie by w stanie powiedzie wszystko. Jest tam wiele zniszcze, ale ko軼i馧ek stoi ca造. Niestety nie wie, kto w nim msz odprawia, bo po ksi璠zu Zajkowskim, kt鏎y pojawi si w miejsce Wyrobisza, zasz造 ju du瞠 zmiany. Tw鎩 dom – m闚i do Niedba豉, stoi nietkni皻y, kolonia huty pozosta豉, ale sam hut spalono – powiedzia Lasota. Wypowiedziom gospodarza nale瘸這 wierzy, gdy Rokitno i okolic zna dobrze jako by造 przemys這wiec le郾y. Obecnie zamieszkiwa w Klesowie tylko dla lepszego ukrycia si przed zsy趾, ale w najbli窺zej przysz這軼i zamierza powr鏂i na stare miejsce. Zaniepokoi豉 mnie wie嗆 o zniszczeniu najwa積iejszych urz康ze i obiekt闚 miasteczka. Taka by豉 w闚czas prawda o stanie Rokitna. M鎩 powr鏒 do miasta w takich warunkach, stanie si ogromn niespodziank. Co to b璠zie za uciecha dla 穎ny, dzieci, ca貫j mojej rodziny i przyjaci馧. Teraz, kiedy znajdowa貫m si tak blisko rodzinnego gniazda moje samopoczucie nie by這 z貫, ale zak這potanie rozmiarami zniszcze, bardzo niepokoi這. Dalej szed貫m milcz帷y, a kolega podziela moje zachowanie. W zamy郵eniu spogl康a貫m na mijane drzewa i oto… za pami皻nym zakr皻em, zamiast komin闚 tartaku i huty, ujrza貫m pustk, budynki tych obiekt闚 le瘸造 w gruzach. Kiedy odwr鏂i貫m g這w w prawo, z daleka ujrza貫m spalenisko koszar i szko造. Murowane domy przy ulicy kolejowej i budynek naszej pi瘯nej stacyjki ju nie istnia造. Zewsz康 zia這 pustk zniszczenia i spalenizn. Wytr帷ony z r闚nowagi spogl康a貫m po bezludnych i wymar造ch ulicach, szukaj帷 przestrzennych akcent闚 w zabudowie, ale o zgrozo, dostrzega貫m tylko spaleniska. Nawet, mi璠zy starymi i urokliwymi d瑿ami starego parku, straszy這 gruzowisko pi瘯nego niegdy pa豉cu Rozenberga. Co zrobili ci barbarzy鎍y z naszego miasta – g這郾o powiedzia貫m do Niedba豉. Co uczynili ci podli nikczemnicy z wieloletniego dorobku naszej spo貫czno軼i. W takim stanie rozgoryczenia po瞠gna貫m si z koleg. Spojrza貫m na tzw. „Osiczki”. Te sta造 jak dawniej, nietkni皻e, a na ich tle zobaczy貫m dom, w kt鏎ym mieszka豉 moja rodzina.
Nic ju mnie nie obchodzi這. Przy酥ieszy貫m kroku, aby jak najpr璠zej ujrze najbli窺zych. Wyda這 mi si, 瞠 nikt z s御iad闚 nie dostrzeg mnie na podw鏎zu, mocno szarpn掖em drzwi i wszed貫m do wn皻rza... Z bij帷ym sercem stan掖em jak wryty..... bo oto ujrza貫m swoj najm這dsz c鏎eczk, pieszczotliwie nazywan „Bobo”. Beztrosko siedzia豉 przy stole wraz ze swoj r闚ie郾iczk Alusi Pi雟zcza鎥 i wyda這 mi si, 瞠 wcale mnie nie dostrzeg豉. Podszed貫m bli瞠j i zapyta貫m:
- Gdzie jest twoja mamusia?
- Zaraz przyjdzie, odpowiedzia豉 rezolutnie, przed逝瘸j帷 zabaw z kole瘸nk. - A gdzie jest tw鎩 tatu? – wznowi貫m rozmow.
- W wi瞛ieniu siedzi – odpowiedzia豉, bawi帷 si dalej.
- Ju nie siedzi, bo wr鏂i. Nie pozna豉 mnie, bo zapu軼i貫m w御y. To ja jestem tw鎩 tatu! Dziecko niedowierzaj帷 spojrza這 na mnie, a ja, nie mog帷 wytrzyma ju tej pr鏏y, chwyci貫m „Bobo” na r璚e i zn闚 zapyta貫m:
- nie poznajesz swojego tatusia? Ale c鏎ka nadal trwo積ie spogl康a豉 na mnie i odepchn窸a boja幢iwie. G這s m鎩 pos造sza przebywaj帷y w drugiej izbie Zbyszek i Stefcia. Z okrzykami rado軼i dzieci rzuci造 si na mnie 軼iskaj帷, a mieszkanie momentalnie zape軟i這 si s御iadami. Z trudem przedziera豉 si przez zwart ci瘺 moja kochana ma鹵onka. W jednej chwili mia貫m ich wszystkich obok siebie, wi璚 czu這軼iom rodzinnym nie by這 ko鎍a. Mimo odporno軼i jak zgotowa mi los, p豉ka貫m…
Prze篡waj帷 niezmiernie g喚boko szcz窷cie powrotu na 這no rodziny, drzwi mojego mieszkania pozostawi貫m otwarte dla ka盥ego, kto pragn掖 ujrze sponiewieranego losem, kt鏎y uszed gro嬌ie zsy趾i i niechybnej 鄉ierci. Tote odwiedzali mnie wszyscy s御iedzi i znajomi, bo m鎩 powr鏒 w tych niezwyk造ch czasach nie wydawa si prawdopodobny.
Ale oto przed wej軼iem ukaza豉 si pani Samsonowiczowa, podtrzymywana przez dwie towarzysz帷e jej kole瘸nki. Ujrzawszy j poprosi貫m zebranych, aby przyby貫j zrobiono miejsce. Niebawem strapiona matka zosta豉 posadzona naprzeciw mnie. Taka konfrontacja nie by豉 dla mnie przyjemna i zdradza貫m zaniepokojenie o osob, kt鏎 musia貫m przecie tak g喚boko zasmuci. Przed wyznaniem zrobi貫m d逝窺z pauz, badaj帷 stan swojej s逝chaczki i chocia pani Samsonowiczowa wyda豉 mi si spokojn i opanowan kobiet uprzedzi貫m, 瞠 to co powiem, nie b璠zie weso貫. Zauwa篡貫m, 瞠 wytrzyma豉 pr鏏, wi璚 zaczyna貫m od s堯w:
- Sowieci odst瘼uj帷, rozstrzeliwali wi篥ni闚 w celach, bez s康u. Po ich odst徙ieniu i wydostaniu si na wolno嗆, udziela貫m pomocy rannym. C鏎k Szanownej Pani znalaz貫m w pojedynczej celi. Le瘸豉 martwa w ka逝篡 krwi w przed鄉iertnym u軼isku z inn zastrzelon kole瘸nk. Obydwie dziewczyny nie by造 roz陰czone i w tym splocie ramion zosta造 pogrzebane w jednej trumnie. Poch闚ku dokonali rodzice tej drugiej osoby, kt鏎a nazywa豉 si Zoja Korczun i zamieszkiwa豉 we wsi Pantalia k/Dubna. Tragicznie zmar造m dziewczynom urz康zono pogrzeb jak najbardziej chrze軼ija雟ki, na kt鏎ym, obok prawos豉wnego, by tak瞠 polski ksi康z z Dubna.
Pani Samsonowicz, z wyrazem ogromnego b鏊u, wys逝cha豉 smutn prawd o swojej c鏎ce i ku mojemu i obecnych zdziwieniu, ze stoickim spokojem na zbola貫j twarzy, podtrzymywana przez kole瘸nki, bez s這wa opu軼i豉 m鎩 pok鎩.

W Rokitnie nie pozosta豉 ani jedna osoba sprawuj帷a jak彗olwiek w豉dz okupanta. Po zniszczeniu dr鏬 i obiekt闚 przemys這wych, gospodarczych i us逝gowych, sowieci wycofali si przed naporem si造 drugiego naje寮嬈y. Niemieckie wojska nie napotykaj帷 na wi瘯szy op鏎, szybko posuwa造 si w kierunku na Leningrad i Moskw. Na drogach Wo造nia, widzia這 si mn鏀two porzuconych i zepchni皻ych z jezdni „Stali鎍闚”, a obok nich pozostawione przez Sowiet闚 ci篹kie dzia豉. Ten obraz kl瘰ki jednego zaborcy i sukcesy drugiego, nie by jednak dla Polak闚 powodem do zadowolenia.
Wrogowie ujarzmionej Polski dzia豉li przecie wsz璠zie i przed nieuzbrojonym narodem demonstrowali si喚. Ju teraz jak nigdy przedtem, dawa豉 o sobie zna agresywna i okrutna w swych poczynaniach OUN. Swoje zwierz璚e oblicze pokazywa豉 jawnie, w ka盥ym osiedlu i mie軼ie, a przede wszystkim na wsi. By豉 to zapowied czas闚 grozy, kolejne memento dla zm璚zonego narodu. 

18. WALKA O POLSKO汎 W UJARZMIENIU.

Rokitno, polskie kresowe miasteczko na pograniczu Polesia i p馧nocno – wschodniego Wo造nia, po odst徙ieniu Sowiet闚 znalaz這 si w sytuacji niepewnej i nad wyraz ci篹kiej. Administracyjny niebyt jaki powsta na znacznych po豉ciach tego regionu, przypomina stan, kt鏎y tak niedawno charakteryzowa rewolucyjn Rosj. Ludno嗆 miejscowa wobec braku jakiejkolwiek w豉dzy, terroryzowana obaw o 篡cie, coraz bardziej zamyka豉 si w swych grupach etnicznych. Nie by這 wiadome kiedy i jaka w豉dza nastanie, Pojawi si Niemcy, czy powr鏂 Sowieci i jak w nowych warunkach ustosunkuj si okupanci do Polak闚.
Brak rozwini皻ej sieci dr鏬, oraz zniszczenie istniej帷ych urz康ze kolejowych i telekomunikacyjnych izolacj t pog喚bi這, a kikuty spalonych obiekt闚 gospodarczych i przemys這wych nie rokowa造 rych貫j poprawy warunk闚 bytu. Wr璚z odwrotnie, wszystko co si dotychczas wydarzy這, sprzyja這 wszelkim formom anarchii politycznej i gospodarczej, nadzieja wsp馧篡豉 z przestrachem, a postrach wr璚z parali穎wa wsp馧dzia豉nie w interesie bezpiecze雟twa og馧u mieszka鎍闚 miasta. Doskwiera g堯d, nie funkcjonowa這 zaopatrzenie.
Uaktywni造 si nielegalne organizacje ukrai雟kie, kt鏎ych agresywno嗆 zaskoczy豉 wszystkich. Teraz jawnie nawo造wa造 one do rzezi polskich i 篡dowskich mniejszo軼i narodowych. Oddalenie si z terytorium miasta, oznacza這 utrat 篡cia, zewsz康 donoszono, 瞠 wioskowi Ukrai鎍y dopuszczaj si okrutnych gwa速闚 i rozboj闚.
Tego rodzaju zachowania by造 mi璠zy innymi pok這siem b喚dnej, skrajnie nacjonalistycznej, opartej na historycznym fa連zu i zak豉maniu polityki narodowo軼iowej podj皻ej przez pa雟two sowieckie w stosunku do Polak闚 zamieszka造ch na wschodnich rubie瘸ch Rzeczpospolitej. Bo to przecie nikt inny, tylko sowiecki genera i dow鏚ca Frontu Ukrai雟kiego Siemion Timoszenko, 17 wrze郾ia 1939 roku, w dzie najazdu na Polsk, a wi璚 w niespe軟a dwa lata przed wydarzeniami, o kt鏎ych pisz teraz – bez jakiejkolwiek 瞠nady, w ulotkach zrzuconych przez sowieckie samoloty, wzywa swoich pobratymc闚 do ludob鎩stwa i morderstw z zastosowaniem metod, kt鏎ych nie powstydziliby si 鈔edniowieczni Pieczyngowie:
"... Narodzie Zachodniej Ukrainy, rozprostuj swoje mocne plecy i spracowane r璚e. ZBR粑 SI KOSAMI, WIDxMI I SIEKIERAMI. Bij odwiecznych wrog闚 swoich – polskich pan闚...!!"
Taki to by przedsmak radzieckiej w豉dzy, nieco p騧niej nadesz豉 fala prze郵adowa, bezpodstawne aresztowania i bezprawne uwi瞛ienia, zsy趾i do 豉gr闚, wyw霩ki na Syberi, Katy.
I chocia Czerwona Armia ucieka teraz w po酥iechu przed inn wra膨 pot璕, zara穎n r闚nie chorym „izmem”, nie pomniejszy這 to zagro瞠nia Polak闚 osiedlonych na tych terenach. Tym razem nauka posz豉 w las, bo to w豉郾ie z ost瘼闚 le郾ych i urokliwych ukrai雟kich wsi, powoli wype透a豉 siej帷a ogniem nienawi軼i, nowa krwio瞠rcza hydra z tr鎩zubem na g這wie.
....... Znik康 przyjaci馧, wok馧 sami wrogowie. Taki stan zagro瞠 zasta貫m w Rokitnie dnia 7 lipca 1941 roku, po szcz窷liwym powrocie z wi瞛ienia w Dubnem. To nie pozwoli這 mi cieszy si szcz窷ciem rodzinnym. W tym czasie spo貫czno嗆 polska 篡豉 tutaj w najwy窺zym napi璚iu, a po uzyskaniu informacji o planowanym napadzie na miasto i hut domaga豉 si zorganizowania obrony. Moi m這dsi bracia i koledzy, zwo豉li tajn narad w tej sprawie z moim udzia貫m. Tymczasem bezw豉dza sprzyja豉 bandyckim zamiarom. Pierwszymi ofiarami bandyckich napad闚 byli: obywatel miasta Stanis豉w Wierschowski, zi耩 kupca Sieradzkiego, kt鏎ego nazwiska nie pami皻am, kupiec Minga陶o z nieletni c鏎k, oraz mieszkaniec wioski 奸usarczyk, miejscowy rzemie郵nik. Wszyscy pomordowani byli Polakami, kt鏎zy niczego nie przeczuwaj帷, w krytycznej chwili znale幢i si poza terenem osiedla. Doniesiono mi tak瞠 o 鄉ierci w samym miasteczku. Ofiar zab鎩stwa by豉 osoba nie wiadomej narodowo軼i, kt鏎a jakoby g這si豉 jakie wezwania polityczne. Zastrzeli go obok domu Grynszpana, w nieznanych okoliczno軼iach, by造 pracownik poczty – i jak si p騧niej okaza這 by造 kapral rezerwy Kurkowski. Tacy emisariusze za w豉dzy sowieckiej posiadali bro, a karabin Kurkowskiego tak瞠 by z takiego nadania. Aby przeciwstawi si napadom, rodzi造 si r騜ne koncepcje, m. in. jeden z hutnik闚 pan Rec豉w, og這siwszy si Niemcem, usi逝je zorganizowa milicj porz康kow. Jak si okazuje milicj bez broni, bo na razie dysponowali tylko karabinem Kurkowskiego.
Na pytanie co o tym s康z, odpowiedzia貫m kr鏒ko: do organizowanej milicji, maj帷ej w przysz這軼i sprawowa w豉dz okupanta nie anga穎wa si, a spraw planowanego przez Ukrai鎍闚 napadu zajm si sam i dam odpowied na nast瘼nej odprawie. 
Nast瘼nego dnia, nie zwlekaj帷, uda貫m si do pobliskiej wsi i z這篡貫m wizyt miejscowemu proboszczowi prawos豉wnemu. Pocz徠kowo, z g鏎y na mnie spogl康aj帷, usi這wa zlekcewa篡 moj osob i zamierza szybko mnie sp豉wi. Z miejsca jednak o鈍iadczy貫m, 瞠 przyby貫m w powa積ej sprawie i wymagaj帷ej dyskrecji. Po takim wst瘼ie „batiuszka” k這potliwie poruszy si, i zaprosi do osobnego pokoju, podsuwaj帷 krzes這.
„S逝chaju was” – powiedzia po ukrai雟ku, chocia wiedzia貫m, 瞠 poprawnie w豉da j瞛ykiem polskim.
Jak wielebny ksi康z proboszcz raczy zauwa篡, przyszed貫m sam, aby nikt nie s造sza naszej rozmowy. To co powiem nie b璠zie weso貫 i pragn aby pozosta這 tajemnic. Pop zn闚 poruszy si znacz帷o i po pewnej chwili – rzek tym razem po polsku:
- S逝cham pana.
Wie i parafia, kt鏎ej jego wielebno嗆 raczy by proboszczem, zaplanowa豉 haniebny i nie chrze軼ija雟ki zamiar napa軼i na hutnik闚 i 砰d闚 w miasteczku, wymordowania ludno軼i, grabie篡 mienia i spalenia osiedla. Taki wyczyn nie godny jest ludzi wierz帷ych, a wielebny ojciec jest przecie krzewicielem wiary w Boga i nauczycielem zasad moralno軼i waszych parafian. Przyszed貫m zawiadomi Was o zamierzonej zbrodni, i prosi o powstrzymanie wiernych z ambony i napi皻nowanie z這czynu jako ha鎟i帷ego dla cerkwi prawos豉wnej! Tego dzisiaj domagam si od Was ojcze wielebny, bo jutro mo瞠 by za p騧no. Pragn tak瞠 o鈍iadczy, 瞠 o ile dojdzie do napadu, to ja ju nie b璠 w stanie powstrzyma hutnik闚, bo oni b璠 si broni, ale i natychmiast podpal wie, a wtedy p鎩dzie z dymem nawet i wasza skromna cerkiew prawos豉wna.
Panie prezesie – powiedzia proboszcz – ja ju s造sza貫m o napadach, ale nigdy nie przypuszcza貫m, 瞠 jacy niezr闚nowa瞠ni zapale鎍y mogliby spowodowa nieszcz窷cie o takich rozmiarach. Ze swej strony o鈍iadczam, 瞠 w przysz陰 niedziel og這sz apel z ambony i b璠 napi皻nowa taki zamiar. Prosz mi wierzy, 瞠 ja jestem przeciwny jakimkolwiek gwa速om i zbrodni b璠 si przeciwstawia. Zaznaczam jednak, tylko do tych os鏏, kt鏎e mnie s逝chaj i wierz w Boga – powiedzia proboszcz prawos豉wny.
Uczyni貫m ju wszystko co jest moim obowi您kiem spo貫cznym, a tak瞠 i to czego domaga si ode mnie sumienie chrze軼ijanina. Reszta nale篡 do Was ojcze czcigodny – powiedzia貫m odchodz帷.
Po spotkaniu uda貫m si do Sech na rozmow z Sorok. Ten OUN-owiec w swoim czasie zaprasza mnie do odwiedzenia go. Teraz sk這ni豉 mnie do odwiedzin nie tylko wi瞛ienna przyja潯, ale przede wszystkim sprawa rzezi jak planuj okoliczni ch這pi, kt鏎ych w豉軼iwym dow鏚c – moim zdaniem – mo瞠 by tylko OUN-owiec, tej co Soroka miary.
Okaza這 si, 瞠 by造 „Paraszutist” po prze篡ciu wi瞛iennego szoku, na 這nie rodziny doszed do siebie i przyjmowa mnie bardzo uprzejmie. Jak stwierdzi貫m, pomimo r騜nicy przekona, wizyt moj uzna za gest przyjacielski i okaza wdzi璚zno嗆 darz帷 mnie prawdziwie ukrai雟k go軼inno軼i. Korzystaj帷 z tej okazji, uda這 mi si sprawdzi, 瞠 kom鏎ka zbrojna jak reprezentowa, z racji represji dokonanej na OUN przez Sowiet闚 by豉 w posiadaniu tylko jednego rkm produkcji polskiej i trzech KBK produkcji sowieckiej. W przeprowadzonej przyjacielskiej rozmowie, wspomnia貫m o gro膨cej Polakom rzezi ze strony mieszka鎍闚 wioski Rokitno i okolicy. Wtedy Soroka upewni mnie, 瞠 taka akcja nie mo瞠 odbywa si bez jago udzia逝, a ze wzgl璠u na moj obecno嗆 w tym miasteczku – jest wykluczona. Niebezpiecze雟two – m闚i – mo瞠 wam grozi tylko ze strony Kisorycz i Karpi堯wki, bo te miejscowo軼i nie le膨 w obszarze mojego dzia豉nia – upewni.
Po powrocie do Rokitna, zwo豉貫m natychmiast odpraw aktywu hutnik闚. Ku og鏊nemu zdziwieniu, zapewni貫m aktyw o za瞠gnaniu zagro瞠nia napadem w najbli窺zych dniach. W tym czasie musimy intensywnie rozwin望 nasz dzia豉lno嗆 zapobiegawcz. Jednocze郾ie poinformowa貫m zebranych, 瞠 wed逝g mojego rozeznania dotychczasowe morderstwa by造 organizowane i kierowane przez OUN-owc闚 zamieszka造ch w obszarze po這穎nym po po逝dniowej stronie linii kolejowej i st康 nale篡 przewidywa kolejne ataki, dobrze rozpozna teren i stworzy lepsze warunki bezpiecze雟twa. Ponadto postawi貫m pytanie dotycz帷e aktualnego stopnia uzbrojenia hutnik闚. Zaleci貫m szybkie zgromadzenie broni i utrzymanie w tajemnicy jej stanu. Oficjalnie nasze 鈔odowisko powinno pozostawa bezbronne. Nale篡 natychmiast przyst徙i do kompletnego ow豉dni璚ia nie zniszczonego maj徠ku huty. Spalono dach hali g堯wnej i wysadzono komin, ale magazyny z surowcami i wyrobami gotowymi jak: soda kalcynowana i amoniak, szyby szk豉 okiennego, butelki i grubina – pozosta造. Trzeba niezw這cznie zamkn望 te magazyny, klucze odda mnie, a teren huty i pozostaj帷e na nim obiekty i urz康zenia, wyroby i surowce pilnowa przed rozgrabieniem lub zniszczeniem!
Obserwujcie r闚nie hutmistrza pana Kruszk. To zwolennik porozumienia Ribentrop – Mo這tow, kt鏎y, mimo i jest tch鏎zem, m鏬豚y jeszcze zaszkodzi. W stosunku do niego, w razie potrzeby nale篡 post瘼owa ostro i odwa積ie. Ch這pcy post徙ili jak nakaza貫m, bo opanowanie sytuacji gospodarczej w mie軼ie le瘸這 w interesie naszej spo貫czno軼i.
Zaniepokojeni warunkami bezw豉dzy i gro嬌 planowanej przez Ukrai鎍闚 rzezi, mieszka鎍y Rokitna gor帷zkowo poszukiwali wszelkich mo磧iwych 鈔odk闚 obronnych. Wkr鏒ce, w nie cierpi帷ej zw這ki sprawie, pojawi si w moim domu pan in. Zawijenko. Sk豉daj帷 gratulacje z okazji szcz窷liwego powrotu o鈍iadcza, 瞠 sk這ni造 go do tej wizyty wa積e sprawy spo貫czne.
- Jak panu wiadomo – jeste鄉y zagro瞠ni rzezi, jak ju zapowiedzia造 zorganizowane bandy og逝pionych agitacj OUN ch這p闚 ukrai雟kich. W tym zagro瞠niu znik康 nie otrzymamy 瘸dnej pomocy, bo miasteczko pozostaje bez w豉dzy. W takich warunkach mo瞠my liczy tylko na w豉sne si造, i dobrze zorganizowan akcj obronn. Ukrai鎍y chc w Rokitnie powo豉 do 篡cia – jak mi si wydaje, pewne cia這 ustawodawcze – pod nazwaniem „Uprawa” lub co w tym rodzaju. Jak zdo豉貫m bli瞠j zapozna si z intencj i charakterem takiego organu, b璠zie on mia na celu g堯wnie og這szenie wolnej Ukrainy. Ale w pierwszej kolejno軼i, Ukrai鎍y zamierzaj ograniczy nas w prawach, kt鏎e dyktowa maj powo造wane przez nich urz璠y. Przyszed貫m poradzi si pana i jednocze郾ie prosi, czy nie zechcia豚y pan wzi望 udzia逝 w takim zgromadzeniu z ramienia huty i ludno軼i miasta. Drugim kandydatem do tego cia豉, wyznaczono mnie. Pan jako skrzywdzony przez sowiet闚 i ja, bezstronny obywatel, mogliby鄉y wsp鏊nie du穎 zrobi i zapobiec gro膨cemu nam nieszcz窷ciu i ograniczeniu w prawach – powiedzia Zawijenko.
- Z g鏎y o鈍iadczam panu in篡nierowi, 瞠 ja w urz璠ach sprawuj帷ych w豉dz wrog闚 naszych – udzia逝 nie wezm! Polacy zamieszkali w Rokitnie nie b璠 sprzeciwia si w dopuszczeniu Ukrai鎍闚 do sprawowania w豉dzy stanowi帷ej i administracyjnej, chocia jeste鄉y przekonani, 瞠 nie zgodz si na to Niemcy. Stworzony przez Ukrai鎍闚 samorz康, minie si z celem i stanie si wy陰cznie narz璠ziem w豉dzy niemieckiej. B璠zie poni瘸 ch這p闚 i s逝篡 do 鈔ubowania na wsi ukrai雟kiej nadmiernych 鈍iadcze na rzecz wojska i g這dnej rzeszy niemieckiej! Dlatego my Polacy, nie b璠ziemy bra udzia逝 w dzia豉niach przynosz帷ych nam ujm. Niechaj to raczej „swoi”, b璠帷y gorliwymi wyznawcami skrajnego nacjonalizmu i mieni帷y si przyjaci馧mi faszystowskich Niemiec, stan si ich wrogami.
- Zgadzam si z pa雟kimi wywodami, m闚i Zawijenko. Teraz jednak musimy liczy si z realn rzeczywisto軼i. Obecnie grozi nam rze, nikt nie przyjdzie nam z pomoc, sami nie damy sobie rady, musimy stworzy warunki dla odwr鏂enia tego nieszcz窷cia, a moja propozycja daje szans dla takiego przeciwdzia豉nia – perswadowa.
- Pa雟kie obawy nie maj uzasadnienia – powiedzia貫m. O鈍iadczam panu z miejsca, 瞠 瘸dnej rzezi Polak闚 i 砰d闚 nie b璠zie, nie b璠zie r闚nie zapowiadanych grabie篡 mienia i palenia dom闚.
- Czy to jest pewno嗆, czy tylko lekkomy郵ne przypuszczenie? – zapyta pan Zawijenko.
- To pewno嗆, odpowiedzia貫m. W miasteczku b璠zie spok鎩, a pr鏏y ograniczenia nas w prawach, potrafimy odwraca. Jak panu wiadomo, Ukrai鎍y nie umiej po niemiecku, podczas kiedy w鈔鏚 nas hutnik闚, jest kilku dobrze w豉daj帷ych tym j瞛ykiem. W tych ukrai雟kich „Uprawach” i samorz康ach pozostaj帷ych na us逝gach Niemc闚, b璠 potrzebni t逝macze, a takich dostarczy huta tworz帷 odpowiednie warunki do obrony zagro穎nych pozycji Polak闚. B璠ziemy w razie potrzeby podpowiada okupantowi w豉軼iwe post瘼owanie, odpowiadaj帷e naszym interesom i ujawnia nadu篡cia naszych wrog闚. Innej drogi nie mamy i o tym b璠ziemy pami皻a! - powiedzia貫m z moc.
Po tym co us造sza貫m od pana, zmieniam zdanie. 砰cz wszystkim Rokitniakom, aby podobnie jak ja, poczuli si uspokojeni. O鈍iadczam panu, 瞠 odm闚i kandydowania do ukrai雟kiego samorz康u – powiedzia in篡nier Zawijenko.
Dwa dni po porozumieniu si z Zawijenk, zaalarmowano mnie niezwyk陰 wiadomo軼i. Z informacji wynika這, 瞠 do miasteczka zbli瘸 si du瘸 wataha siczowych kozak闚 ze swoim atamanem „Tarasem Bulb” na czele. By這 to co nowego. Ukrai鎍y ze wsi szykuj na gwa速 zesp馧 m這dzie穎wy w ludowych strojach na powitanie „dostojnika” w naszym miasteczku. Niekt鏎zy szale鎍y plot nawet, 瞠 podobno ten „dobrodij” jest powo豉ny i ma prawo og這si wszem i wobec gloryfikowan: „Wilnuju Ukrainu”! Ruszy貫m z kolegami natychmiast, aby przez ciekawo嗆 ujrze tego, co tak szumnie u篡 nazwiska bohatera narodowego Ukrainy. Przyby貫m na plac wolno軼i i uprz徠ni皻e na t uroczysto嗆 spalenisko szko造. Zebra這 si tutaj mn鏀two ciekawskich, wyczekuj帷ych na przybycie „dostojnika”. W tym t這ku podszed do mnie pan Zawijenko, pytaj帷 jak Polacy powinni przywita tego dostojnika i jak zareagowa na jego tutaj obecno嗆.
Uwa瘸m te przygotowania za nie legalne, a obecni tutaj Polacy, to tylko przygodni widzowie. S康zimy, 瞠 po pierwsze, powitanie odbywa si bez wiedzy w豉dz niemieckich i bez udzia逝 jej przedstawiciela, po drugie, przybywaj帷y dow鏚ca bezprawnie przyw豉szczy sobie historyczne nazwisko, po trzecie wielki ataman Ukrainy i siczownik za jakiego si podaje, musi pami皻a, 瞠 Rokitno to nie Kij闚. Tak przygaduj帷 do niekt鏎ych rozpalonych g堯w, czekali鄉y jeszcze z godzin, wreszcie oznajmiono: „Szczo batko ataman w盥e ide”. Jak si okaza這 ulic Sobieskiego, od Masiewicz zd捫a mizerny plutonik ubrany w polskie mundury drelichowe, z karabinami na ramionach. Na czele cztero czw鏎kowego plutonu, kroczy wysoki m篹czyzna w podobnych drelichach i zawini皻ymi r瘯awami munduru. Jak si okaza這, by nim sam okrzyczany: „Siczowy ataman Taras Bulba”! Czekaj帷y na placu ustawiony w dwuszeregu kilkunastoosobowy pluton milicji porz康kowej, na powitanie „dostojnika”, sprezentowa bro, a raport atamanowi zda kpr. Kurkowski po polsku. Domniemany ataman honor ten odebra i wtedy przedstawiciel spo貫czno軼i ukrai雟kiej wr璚zaj帷 „dostojnikowi” chleb i s鏊, przem闚i po ukrai雟ku, ale bez sensu, sk豉du i 豉du. W ostatniej chwili z tac chleba i soli, zjawi豉 si delegacja 篡dowska, ale ataman powiedzia po ukrai雟ku:
- Wid 砰diw i komunystiw honoriw ne pryjmaju. By豉 to jednocze郾ie kompromituj帷a odmowa i wym闚ka. Po co was tam ponios這? – pytano 砰d闚.
- Nu ..., a co my 砰dkowie mamy pocz望, Wy Polacy to co innego, a panowie nie wiedz kto to jest? – zapytywano.
- A co wy znacie tego atamana?
- Nu, a dlaczego my nie mamy zna? Przecie wy jego te musicie zna, bo to jest Taras Borowiec, ten sam co w Karpi堯wce mia kamienio這m, teraz to on sta si wielki ataman Ukrainy – informowali 砰dkowie.

Nasze zaciekawienie t bagatelizowan nacjonalistyczno-narodow imprez ros這, bo po niezr璚znej odprawie 篡dowskiej delegacji, ataman wszed na przygotowane podwy窺zenie ozdobione herbem Ukrainy tzw. „Try Zubem” na tle 鄴速o – niebieskiej flagi i rozpocz掖 przem闚ienie. Jak wynika這 z tre軼i jego wypowiedzi, ataman nie by m闚c. Podkre郵i w niej jedynie znaczenie wolno軼i Ukrainy i rozwoju jej kultury, powszechnie uwa瘸nej za zacofan – m闚i Borowiec vel „Taras Bulba”. Po wiecu, jak nam p騧niej doniesiono, ataman na „schodzie” w鈔鏚 swoich, wyg這si zjadliw mow antypolsk, zdradzaj帷 wyra幡ie swoje agresywne zamiary wobec ludno軼i polskiej. Wywiad nasz uzyska r闚nie informacj, 瞠 ten wata磬a, po odbyciu kilku wiec闚 w okolicznych wioskach, nie szcz璠zi nawo造wa do rzezi Polak闚, 砰d闚 i komunist闚 jako element闚 stoj帷ych na przeszkodzie wolno軼i ukrai雟kiej. Na wiecach tych, mobilizowa ochotnik闚 do oddzia堯w uderzeniowych i z tymi „poborowymi” odmaszerowa do Olewska. W tym mie軼ie samozwa鎍zy ataman za這篡 now formacj wojskow i nazwa j „Sicz Polisia”. Na jej siedzib wyznaczy opuszczone w tym mie軼ie przez Sowiet闚 koszary wojskowe. Tam ze swoim plutonem jako kadr instruktorsk, prowadzi 獞iczenia praktyczne, przygotowuj帷 p馧 dzikich ochotnik闚 do napad闚 na bezbronn ludno嗆 polsk i 篡dowsk, do ludob鎩czych rzezi, palenia osiedli i grabie篡 mienia. W tym czasie opr鏂z zainteresowania zbrodniczym ruchem OUN, zajmowa貫m si hut, jako baz materia這w i zak豉dem, mog帷ym da zatrudnienie hutnikom i stworzy im jako takie warunki przetrwania. W zwi您ku z tym nie bagatelizowa貫m jedynej si造 porz康kowej w miasteczku, tzw. Milicji, a szczeg鏊nie jej samozwa鎍zego komendanta Rec豉wa z pochodzenia Niemca. Zainteresowa貫m si dlaczego Rec豉w nie wyjecha do Reichu razem z Je豉wk – rze幡ikiem, Messerszmidtem – rakarzem miejskim i strycharzem, kt鏎ego nazwiska nie pami皻am, jak te Kaufeltem – furmanem St瘼i雟kiego? Teraz obok Rec豉wa kr璚i si jaki Ankierstein, kt鏎y za w豉dzy sowieckiej by mechanikiem w tartaku i wtedy podawa si raczej za 砰da. Dzi widocznie my郵帷 koniunkturalnie, dla w豉snego wygodnictwa i interesu wspomaga Niemca. Jego zachowanie si sk這ni這 mnie do zasi璕ni璚ia informacji, odno郾ie huty i ustanowienia systemu w豉dzy w Rokitnie. W tej sprawie rozmawia貫m z Rec豉wem i podsun窸am mu my郵 z這瞠nia raportu u Gebitzkomisarza w Sarnach, o stanie przemys逝 szklanego, drzewnego i kamieniarskiego w Rokitnie, stopniu zniszczenia urz康ze kolejowych i mo磧iwo軼i zaopatrzenia w wod parowoz闚 transport闚 dalekobie積ych. Rec豉w obieca mi, 瞠 jako Niemiec i przedstawiciel w豉dzy miejscowej, ten pierwszy krok uczyni, jednak zastrzeg, 瞠 nale篡 to przeprowadzi razem z Ankiersteinem. Na moje pytanie dlaczego z nim, Rec豉w odpowiedzia, 瞠 Ankierstein uchodzi za przyb陰kanego Amerykanina i nikt nie wie, 瞠 jest 砰dem, bo niepodobny i nie ma cech semickich. Takie zamierzenia nale瘸這 wykorzysta, bo 砰dzi szukaj ju po鈔ednictwa z w豉dz niemieck i posiadaj z這to. Wyznaczyli do tej roli Ankiersteina, a on i chce i jak ka盥y 砰d boi si. Musi jednak ryzykowa, bo innego wyj軼ia nie ma – informowa Rec豉w.
Pierwsze wie軼i zainteresowania Niemc闚 Rokitnem, po這穎nym na g堯wnej linii kolejowej do Kijowa ju do nas dotar造. Rec豉w z Ankirsteinem omawiany raport Gebitzkomisarzowi w Sarnach przed這篡li. Ofert przyj皻o i pomoc prawn zapewniono. Zaopatrzenie materia這we nale瘸這 jednak zorganizowa we w豉snym zakresie. Podniecony powodzeniem Ankierstein przyst徙i natychmiast do dzia豉nia i z pobliskiego spalonego tartaku, sprowadzi do huty komin 瞠lazny, tak bardzo potrzebny do uruchomienia tego przedsi瑿iorstwa. Zyska sobie tym zaufanie hutnik闚 i przyst徙i do zwo瞠nia drewna, niezb璠nego do odtworzenia wi篥by dachowej spalonej huty. Transport konny potrzebny do zwo瞠nia materia堯w drzewnych i opa逝, by przymusowo rekwirowany u okolicznych gospodarzy – Ukrai鎍闚. Komin fabryczny zosta ustawiony na fundamencie zburzonego. Przyst徙iono do remontu pieca-wanny.
Robotami naprawczymi kierowa hutmistrz Kruszko. Dzi瘯i og鏊nemu wysi趾owi i zabiegom organizacyjnym, zak豉d przysposobiono do uruchomienia. W tym czasie Ankierstein du穎 czasu po鈍i璚i naprawie uszkodzonej wytwornicy pr康u i przystosowaniu jej do ruchu z kot貫m gazowym tzw. gazogeneratorem. Tym zaimponowa nowej w豉dzy w Sarnach, zar闚no uruchomieniem fabrycznej elektrowni, dostaw energii elektrycznej do miasteczka i o鈍ietlenia przysz造ch urz璠闚, jak te przygotowania produkcji w hucie. Dla sprawdzenia tych przygotowa, Gebitzkomisar przys豉 z Sarn jednego ze swych niemieckich referent闚 do spraw przemys這wych. Przyby on do Rokitna w asy軼ie ekipy 瘸ndarmerii. Prac remontow huty i stan magazyn闚 sprawdza wys豉nnik, a dow鏚c 瘸ndarmerii, interesowa豉 milicja Rec豉wa. Przywi霩 on dla niej kilka karabin闚 i rozkaza zastrzeli dw鏂h niespe軟ych rozumu m這dych 砰dk闚. Byli nimi tzw. „Zy篡” i nieletni, pilnuj帷y pozostawionego maj徠ku Frajerman. Nast瘼nie z niewiadomych przyczyn, aresztowa Pieka miejscowego kupca 篡dowskiego i nawet nie przes逝chawszy go, poleci wyprowadzi do parku i zastrzeli. T czynno嗆 wykona pluton egzekucyjny z這穎ny z czterech 瘸ndarm闚, a prowadz帷y 獞iczenia plutonu milicji Kurkowski, za zastrzelenie przygodnego w堯cz璕i, zosta nagrodzony pochwa陰 i postawiony milicji za wz鏎. Po zako鎍zeniu inspekcji, Ankierstein zosta powo豉ny na dyrektora huty, a jego zast瘼c do spraw technicznych zosta hutmistrz Kruszko. Mnie powierzono funkcj kierownika administracyjnego zak豉du i polecono zaewidencjonowanie maj徠ku huty.
Takie poczynania w豉dzy okupacyjnej chocia budz帷e strach, respekt i groz, by造 jednym z powod闚 zaniechania przez OUN planowanego napadu na miasteczko, oraz powrotu do Rokitna wielu ukrywaj帷ych si obywateli i hutnik闚. Tote w nied逝gim czasie, jak spod ziemi, zjawi si w hucie Misza Burinda, prosz帷 o zatrudnienie przy remoncie i zapewnienie sta貫j pracy na stanowisku dmuchacza. Dziwnym i zagadkowym wyda這 mi si jego zachowanie, bo tym razem rozmawia ze mn po ukrai雟ku, by ubrany cz窷ciowo po wojskowemu, a na g這wie mia polsk polow rogatywk.
- Ch皻nie zado嗆 uczyni twojej pro軸ie – powiedzia貫m. Wiesz sam, 瞠 nie odm闚i ci tego, ale powiedz, dlaczego zwracasz si do mnie po ukrai雟ku, j瞛ykiem moich wrog闚? – zapyta貫m.
- Wybacz mi kolego – odpowiedzia Burinda – ja jeszcze polskiego j瞛yka dobrze nie opanowa貫m.
- Wiem o tym i dlatego z tob zawsze rozmawia貫m po rosyjsku.
- Tak – przyzna – ale j瞛yk rosyjski dla ciebie, te jest mow nieprzyjaci馧 – wyja郾i Burinda.
- By, ale ju nie jest, bo nieprzyjaciel bij帷y mojego wroga, staje si moim przyjacielem, a ja do takich ciebie zaliczam i je瞠li chcesz nim pozosta, to m闚 do mnie jak dawniej, po rosyjsku.
Zaskoczony takim stanowiskiem Burinda, przyrzek solennie, 瞠 zastosuje si do moich 篡cze. Jak zauwa篡貫m, tym wyznaniem szczero軼i, zyska貫m sobie przyjaciela i sprzymierze鎍a. Miszk przyj掖em do pracy i zatrudni貫m przy w豉軼iwej robocie, ale on po pewnym czasie gdzie znikn掖. Wyda這 mi si, 瞠 tajemnicze zachowanie Burindy nakazuje milczenie o jego nieobecno軼i, co te uczyni貫m.
W okresie zarysowuj帷ej si stabilizacji stosunk闚 w naszym mie軼ie, z bandyckiego tr鎩k徠a dochodzi造 mro膨ce krew w 篡豉ch wie軼i. Rze ludzi, po穎gi, rabunek mienia i powszechna zag豉da wiosek polskich, by豉 dzie貫m tych zdzicza造ch Ukrai鎍闚, kt鏎zy dali si omami ideom bandytyzmu, nacjonalizmu i nienawi軼i etnicznych. Podkre郵i nale篡, 瞠 stosunek w豉dzy okupacyjnej do tej formy ludob鎩stwa w okolicach W這dzimierca, by pob豉磧iwy, a nawet oboj皻ny. Wszyscy uciekinierzy z zagro穎nego rejonu do pobliskich Sarn, byli natychmiast mobilizowani. Zdoln m這dzie wcielano do tzw. Oddzia堯w policji pomocniczej. Obiecywano im zemst nad bandytami, ale przewa積ie, wykorzystywano ich przeciwko powstaj帷ej partyzantce radzieckiej. 疾雟k m這dzie natomiast, z miejsca odsy豉no na przymusowe roboty do Reichu.
Z informacji wywiadowczych wynika這, 瞠 czo這wymi agitatorami OUN nawo逝j帷ymi do rzezi Polak闚 by: Grycki – kierownik szko造 powszechnej we W這dzimiercu i dr Ostapenko – lekarz rejonowy tego miasteczka. Ich wyst徙ienia publiczne ju w pierwszych dniach po opuszczeniu tego miasta przez w豉dze sowieckie, wzywa造 do tworzenia samostijnej Ukrainy z krwi Polak闚, 砰d闚 i komunist闚, nie moga przemin望 bez echa i ulec zapomnieniu, bo to w豉郾ie one, da造 pocz徠ek zorganizowanemu ludob鎩stwu.
Oburzaj帷ym nas Polak闚 by r闚nie fakt, 瞠 czo這wym agitatorem OUN-u w Sarnach sta si miejscowy pop prawos豉wny Wo趾ow. On nie tylko agitowa przeciwko Polakom, ale – jak mi doniesiono – siekiery 鈍i璚i i b這gos豉wie雟tw udziela mo這jcom, udaj帷ym si na rze naszych Mazur闚. Oburzenie by這 ogromne i powszechne, bo ten瞠 duchowny prawos豉wny uchodzi za jak najbardziej lojalnego obywatela Polski i w swoim czasie, by uhonorowany wysokim odznaczeniem pa雟twowym. Pier jego udekorowa osobi軼ie sam premier rz康u Zandram – Ko軼ia趾owski. 安i璚e rezu雟kich siekier, dokonywa tak瞠 os豉wiony prawos豉wny pop Siepielkiewicz ze wsi Ostrowce w powiecie Sarny, a jego syn obdarzony tej miary „豉skami”, jako dow鏚ca watahy „sekyrnykiw” odznacza si szczeg鏊nym okrucie雟twem i zbydl璚eniem w bandyckim tr鎩k帷ie W這dzimierca, Sarn i D帳rowicy.
Dalej, jak wynika這 z naj鈍ie窺zych doniesie wywiadu, by造 dyrektor huty, a p騧niej „Lespromchozu” Petro Szewczuk, nie uszed razem z wycofuj帷ymi si wojskami radzieckimi i znajduje si na „zadaniu specjalnym” w okolicy wiosek Der, Netreba i Okopy. Takie wie軼i z terenu by造 wielce obiecuj帷e i wa積e, wi璚 nakaza貫m utrzymywanie ich w 軼is貫j tajemnicy przed Niemcami i dalsze prowadzenie wywiadu o poczynaniach sowieckich emisariuszy. Jednocze郾ie zaleci貫m utrzymywanie z nimi przyjaznych stosunk闚 i nie przejawianie dawnych uraz闚 i doznanych krzywd. Oni bowiem teraz s naszymi sprzymierze鎍ami, bij lub zamierzaj bi naszego wroga i tylko przez to, ju s naszymi przyjaci馧mi. Nale篡 tak瞠 zaniecha okazywania wszelkich uraz闚 do 砰d闚 i innych narodowo軼i nie wy陰czaj帷 nawet Ukrai鎍闚, nie obj皻ych OUN-em. Taki stosunek pozoruj帷y przyja潯 do wszystkich narodowo軼i, jest konieczny, bo wchodzimy w okres dzia豉lno軼i konspiracyjnej. Musimy zdobywa i jedna sobie przyjaci馧 tam, gdzie jeszcze wczoraj mieli鄉y wrog闚. Teraz, ka盥y nasz krok w stosunkach mi璠zyludzkich, musi by przemy郵any i rozwa積y, bo tego wymaga od nas obowi您ek 穎軟ierski! Tak czujn postaw i jednocze郾ie wra磧iwo嗆, musi reprezentowa ka盥y bojownik, bo takich cn鏒 wymaga od nas walka o wolno嗆 narodu polskiego.
Nast瘼ny raport stanu odbudowy huty, obiekt闚 gospodarczych i zespo逝 urz康ze kolejowych w Rokitnie, by powodem decyzji Gebitzkommisara dotycz帷ej obsadzenia miasta administracj niemieck. Komplet organ闚 w豉dzy, bezpiecze雟twa i gospodarki terenem by nast瘼uj帷y: Wirschaftkomando, na czele z lejtnantem Dietzem / Dicz/, Organization Tood, na czele z inwalid wojennym lejtnantem Giserem z „SD”/szpionasz departament/, na czele z szefem Andreasem, Posterunek 瘸ndarmerii z szefem Komorowskim, kt鏎y istniej帷 ju grup milicji porz康kowej z miejsca przekszta販i w „Policj ukrai雟k” i podporz康kowa j 瘸ndarmerii. „Uprawa”, jako samorz康na w豉dza cywilna miasteczka i cia這 wykonawcze zosta豉 podporz康kowana Wirschaftkomando.
Na przewodnicz帷ego tej ukrai雟kiej uprawy, zosta powo豉ny z urz璠u pan Zaborowski, by造 urz璠nik starostwa sarne雟kiego narodowo軼i ukrai雟kiej. Jak przewidywa貫m, na stanowisko t逝maczy w administracji niemieckiej zostali powo豉ni: kol. Majewski – Wirschaftkomando, kol. Jaworski – Organization Tood, kol. Lind闚na, 穎na Majewskiego – 畝ndarmeria. Wszystkie te wyznaczone osoby, pozostawa造 w prywatnym i przyjacielskim kontakcie ze mn i by造 廝鏚貫m cennych informacji wywiadowczych.
Wywiad donosi, 瞠 rezu雟kie zamiary dokonania rzezi i grabie篡 ludno軼i 篡dowskiej miasteczka zanik造 na skutek ustanowienia w豉dzy administracyjnej. Napad taki by planowany od strony wsi Kisorycze i Karpi堯wka i zamiarom OUN-u trudno by這 zapobiec. Teraz sytuacja uleg豉 radykalnej zmianie, bo w wielu obiektach po這穎nych w po逝dniowej cz窷ci miasta, a wi璚 od strony tych wsi, obecnie urz璠owa豉 w豉dza okupacyjna okupanta.
Niepokoi造 mnie jednak wywiadowcy cywilni SD narodowo軼i ukrai雟kiej. Ci zamaskowani funkcjonariusze zacz瘭i w瘰zy w鈔鏚 hutnik闚, okre郵aj帷 nasze 鈔odowisko jako najbardziej niebezpieczny element pozostaj帷y jakoby w kontakcie z wys豉nnikami Moskwy. W zwi您ku z tym doniesieniem, przeprowadzono pobie積 rewizj w moim mieszkaniu. Dokona j Niemiec z SD i ukrai雟ki wywiadowca jako t逝macz. Tym nieproszonym go軼iom da貫m nale篡t odpraw i zauwa篡貫m, 瞠 ukrai雟ki t逝macz bardzo s豉bo operowa niemieckim. Kolejn rewizj ten sam wywiadowca przeprowadzi w domu mojej matki i poszukiwa radia. Twierdzi, 瞠 jest w posiadaniu wiadomo軼i o s逝chaniu przez braci Dytkowskich, audycji polskich z Londynu. Zastanawia貫m si sk康 m鏬 mie takie wiadomo軼i? Podobne rewizje by造 dokonane r闚nie u innych Polak闚, na szcz窷cie jednak bez skutku. Pomimo to postanowi貫m obserwowa tych gorliwych s逝gus闚 na ka盥ym kroku, a miejscowi 砰dkowie poinformowali mnie, 瞠 ci niebezpieczni Ukrai鎍y obydwaj pochodz z R闚nego. Powoli zanosi這 si na rych貫 uruchomienie pracy w hucie, linia kolejowa w dalszym ci庵u by豉 nieczynna, chocia w豉dze niemieckie za po鈔ednictwem Organization Tood, czyni造 wysi趾i, aby na tym strategicznie wa積ym odcinku, przywr鏂i normalny ruch poci庵闚. Gebitzkommisar zarz康zi, aby wszystkie zapasy szk豉 okiennego, dla potrzeb kolei przewie潭 saniami do Sarn. Zadaniem zorganizowania bezp豉tnych 鈍iadcze transportowych ze strony ch這p闚 ukrai雟kich obci捫ono „Upraw”, a do pokonania by豉 odleg這嗆 45 km w warunkach trudnych, w czasie 郾ie積ej zimy. To niez豉 okazja do nara瘸nia si swoim ziomkom – pomy郵a貫m, bo pan Zaborowski, okaza si bardzo gorliwym wykonawc nakaz闚 w豉dzy i bezwzgl璠nym egzekutorem wymaganych 鈍iadcze od ch這p闚 ukrai雟kich. Zaj皻y czynno軼i wydawania skrzy ze szk貫m na ka盥e sanie, by貫m przypadkowym s逝chaczem psiocze ch這p闚 na w豉sny samorz康, nakazuj帷y bezp豉tne 鈍iadczenia. Takie przejawy niezadowolenia stanowi造 dla mnie nawet satysfakcj, wi璚 jako osoba neutralna, po cichu, wyra瘸貫m ubolewanie pokrzywdzonym, tym bardziej, 瞠 przydzielony do nadzoru za豉dunku 穎軟ierz niemiecki nieprawdopodobnie zwi瘯sza obci捫enie sa. Rozgoryczenie Ukrai鎍闚 jako wczorajszych amator闚 rzezi i rabunk闚 narasta這, tym bardziej, 瞠 praca mia豉 by wykonywana przez kilka miesi璚y. Widzia貫m w鈔鏚 nich r闚nie uczciwych, przyjaznych ludzi, kt鏎ym wsp馧czu貫m. Jeden z nich podszed do mnie z pro軸: powiedzcie po niemiecku temu 穎軟ierzowi – rozpacza – 瞠 moje ma貫 wo造 nie poci庵n tak du瞠go 豉dunku.
Po這w mniej nale篡 豉dowa na ten w霩 – powiedzia貫m – bo ten gospodarz uskar瘸 si, 瞠 jego ma貫 wo造 nie poci庵n tak du瞠go 豉dunku. „Es nachbar zu kleine Okse haben”. W rezultacie po這w skrzynek 穎軟ierz poleci zdj望 z wozu. Widz帷 to inni wie郾iacy wskazywali r闚nie na potrzeb zmniejszenia 豉dunku i pytali mnie co maj pocz望? W odpowiedzi szepn掖em, 瞠 najlepiej powinni radzi sobie sami, bo ja przecie nie mog wi璚ej ni mog – powiedzia貫m.
- Dobrze wam m闚i, ale co pocz望 z takim bezwzgl璠nikiem?
- Prosta rzecz, jak b璠ziesz jecha ko這 chaty, wi璚 po這w skrzynek zostaw w stodole, a o reszt si nie martw, bo za rozliczenie odpowiedzialny jest kto inny.
Wiedzia貫m, 瞠 dyrektor Ankierstein wyznaczy do tych cel闚 mojego brata Bogdana, kt鏎ego zobowi您a do osobistego udzia逝 w transporcie. Po pewnym czasie ten ukrai雟ki ch這p przyni鏀 mi do domu kilka kilogram闚 s這niny i mi瘰a i powiedzia, 瞠 to podarek za wymienione ongi szk這. P騧niej aby ratowa si od g這du, dokonywa貫m z wielu Ukrai鎍ami korzystnej wymiany lemieszy do orki ziemi, obr璚zy ko這wych i innych przedmiot闚 gospodarczych, ale najwa積iejsz korzy軼i jak zdo豉貫m t drog osi庵n望, by wywiad o zamiarach OUN- u.
W biurze huty, urz璠uj帷 przy swoim biurku, zosta貫m poproszony do telefonu. Jak si okaza這, szuka ze mn kontaktu znajomy z wi瞛ienia „Poeta”. Przypadkowo jestem w Rokitnie – chcia貫m z tob porozmawia. Przyjd wkr鏒ce i nie zwlekaj帷 uda貫m si na posterunek policji sk康 telefonowa. Zaprosi貫m „Poet” do domu. Jak mi powiedzia, udaje si do Olewska, aby obj望 funkcj redaktora czasopisma wydawanego przez „Sicz Polisia” pt. „Hajdamaka”. Redakcja tego miesi璚znika – informowa – mie軼i si w biurze koszar, obecnie zajmowanych przez t jedyn formacj wojskow „Wolnej Ukrainy”. Czasopismo to ma za zadanie szerzenie wiedzy historycznej i kultu by造ch rycerzy ukrai雟kich. Przy kieliszku czas up造wa szybko, a wspomnienia wi瞛iennej przesz這軼i silnie wi您a造 nas ze sob i 豉godzi造 etniczne r騜nice zda. Na odjezdnym go嗆 obieca mi przys豉nie numer闚 redagowanego pisma.

19. JAK ORGANIZOWAΒM SAMOOBRON

Jesieni 1941 r zwo豉貫m zebranie aktywu wsp馧pracuj帷ych ze mn patriot闚, w celu om闚ienia sposob闚 walki obronnej Polak闚 zamieszkuj帷ych na zagro穎nym ludob鎩stwem terenie Polski Wschodniej. W uk豉dzie si jakie zdo豉li鄉y wypracowa m闚i貫m: stoj帷 w obliczu zag豉dy narodu polskiego na wschodnich obszarach Rzeczypospolitej, szczeg鏊nie na terenie obj皻ym zbrodnicz dzia豉lno軼i band OUN, powo逝j do 篡cia „Wojskow Konspiracyjn Organizacj Samoobrony”- WKOS. Nasza organizacja sk豉da si b璠zie z dow鏚ztwa, dru篡n bojowych, wywiadu wojskowego, 陰czno軼i, zaopatrzenia i s逝瘺 pomocniczych. Siedzib dow鏚ztwa i organizacji jest nasze miasto Rokitno, a 軼i郵ej huta. Na dow鏚c闚 dru篡n bojowych powo逝j: W豉dys豉wa Dytkowskiego pseudonim „D瑿or鏬” i okre郵am teren dzia豉nia nowe miasteczko, Bernarda Linde, pseudonim „Skrzypek” i okre郵am teren dzia豉nia stare miasteczko i hut. Na dow鏚c dru篡ny bojowej we wsi Staryki powo逝j Antoniego Garbowskiego, pseudonim „Dudek” i okre郵am mu do obrony teren wioski i jej okolic. Na dow鏚c dru篡ny bojowej we wsi Budki Snowidowickie, powo逝j Heronima Dawidowicza, pseudonim „Kania” i okre郵am mu do obrony teren wsi i jej okolic. Powo豉ni dow鏚cy dru篡n dobior sobie w tajemnicy po 12 穎軟ierzy, w鈔鏚 kt鏎ych, wyznacz wywiadowc闚 i 陰cznik闚. Kontakt z dow鏚c naczelnym, b璠zie utrzymywany przez 陰cznik闚, aby odwr鏂i uwag cz瘰tego spotykania si dru篡nowych z naczelnym. ㄠcznicy winni by 穎軟ierzami zdyscyplinowanymi i pewnymi. Na dow鏚c dru篡ny 陰czno軼i powo逝j Jana Dytkowskiego, pseudonim „Sok馧”. Na dow鏚c wywiadu wojskowego powo逝j Bogdana Dytkowskiego, pseudonim „Pulmanoski”. Na dow鏚c dru篡ny zaopatrzenia wyznaczam Genowef Dytkowsk, pseudonim „Gienia, Mi豉” i powierzam jej kierowanie punktem zaopatrzenia. Na dow鏚c dru篡ny pomocniczej, kt鏎ej zadaniem b璠zie niesienie pomocy i opieka nad uciekinierami z wiosek, wyznaczam pani Helen Grejner, pseudonim „Zyta”. Na dow鏚c dru篡ny sanitarnej wyznaczam pani Mari Walczak, pseudonim „Majstrowa”. Osobi軼ie b璠 pe軟i funkcj dow鏚cy naczelnego Samoobrony i zakonspiruj si pod pseudonimem „Jeremicz”. O tym, 瞠 jestem dow鏚c naczelnym, wiedzie mog tylko dru篡nowi i dow鏚cy s逝瘺. ㄠcznicy przynosz帷y meldunki, b璠 znali mnie tylko z pseudonimu, jako koleg, nie mog jednak wiedzie, kto jest naczelnym. Zachowanie tajemnicy obowi您uje r闚nie wszystkich cz這nk闚 szeregowych naszej organizacji. Naszym podstawowym zadaniem jako cz這nk闚 „Wojskowej Organizacji Konspiracyjnej Samoobrony” jest:
- utrzymanie tajemnicy wojskowej
- prowadzenie wywiadu wojskowego
- utrzymanie wzajemnej 陰czno軼i i informacji
- organizowanie i magazynowanie lekarstw i 鈔odk闚 opatrunkowych
- zapobieganie i udaremnianie napad闚 „rezun闚” na wioski i osiedla polskie
- niesienie pomocy poszkodowanym Polakom, szczeg鏊nie z wiosek spacyfikowanych lub zagro穎nych rzezi i spaleniem.
- obserwacja i prowadzenie ewidencji os鏏 pozostaj帷ych na us逝gach okupanta, w tym volksdeutcher闚.
Wszystkich cz這nk闚 organizacji obowi您uje regulamin wojskowy, a w przypadku zdrady – kara 鄉ierci!

Takie oto by造 zadania i obowi您ki na這穎ne na cz這nk闚 powo豉nej w dniu 1 wrze郾ia 1941 roku „Wojskowej Organizacji Konspiracyjnej Samoobrony” w Rokitnie. Zakresy czynno軼i poszczeg鏊nych dow鏚c闚 dru篡n bojowych i s逝瘺, zosta造 om闚ione szczeg馧owo, przedyskutowane i dostosowane do warunk闚 i specyfikacji terenu, oraz posiadanych 鈔odk闚. Nasza dzia豉lno嗆, aczkolwiek posiada豉 ju wypracowane metody uzyskiwania wa積ych informacji ze strony t逝maczy zatrudnionych w urz璠ach okupanta, to jednak nadal nie by這 opanowane SD, gdzie zatrudniano dw鏂h tajniak闚 Ukrai鎍闚, wrogo ustosunkowanych do hutnik闚.
Kiedy zaniepokojony t sytuacj obmy郵a貫m r騜ne sposoby na przykre dzia豉nia ze strony Niemc闚, do drzwi mojego domu zapuka kol. Kazimierz Jaworski. Spodziewa貫m si od niego istotnych informacji odno郾ie tajniak闚 ukrai雟kich i poczynaniach Organization Tood, ale kolega o鈍iadczy na wst瘼ie, 瞠 przyby prosi o rad. S逝cha貫m zaciekawiony.
- Zaproponowano mi stanowisko t逝macza w „SD”, m闚i Jaworski. Przyszed貫m zapyta ci, co o tym s康zisz? Niestety, odpowiedzi w sprawie podj璚ia tej pracy musia貫m udzieli niezw這cznie – powiedzia Jaworski. W tej szczeg鏊nej sytuacji, wiedz帷, 瞠 moja s逝瘺a w tym urz璠zie le篡 w interesie naszej organizacji, ale mo瞠 mie miejsce tylko za twoj zgod, niezw這cznie przyby貫m do ciebie i prosz o ni. Musisz mnie zrozumie, 瞠 ja godz帷 si na obj璚ie proponowanej przez Niemc闚 pracy, musia貫m jeszcze wyrazi im wdzi璚zno嗆 za zaszczyt jaki mnie spotyka i zachowa pozory lojalno軼i. Zrozum, 瞠 uczyni貫m to tylko dlatego, bo mia貫m na my郵i s逝瘺 dla Polski!
- Zadziwiasz mnie swoj postaw i szczero軼i Kaziu – odrzek貫m poruszony. Oczywi軼ie akceptuj i ciesz si z tego posuni璚ia. To nasze kolejne dobre wej軼ie. Ale wynika z niego, 瞠 b璠ziesz musia zdradza swoich pracodawc闚 i liczy si z wieloma niebezpiecze雟twami z wielu stron.
Dlatego w przysz這軼i, jako pracownika SD, b璠 usprawiedliwia ci przed hutnikami i kolegami, wiedz帷, 瞠 Jaworski pracuje u nich na rzecz Polski.
Musisz jednak zdawa sobie spraw z niebezpiecze雟tw na jakie narazi貫 mnie i ca陰 rodzin Dytkowskich, przychodz帷 teraz do mnie? Ci dwaj ukrai雟cy wywiadowcy depcz ci zapewne po pi皻ach i by mo瞠 ju donie郵i niemieckim funkcjonariuszom o tym gdzie bywasz.
- Ale to w豉郾ie ci sami szale鎍y - m闚i Jaworski - na podstawie informacji uzyskanych od OUN-owc闚, kt鏎zy razem z tob przebywali w jednej wi瞛iennej celi donie郵i Niemcom, o twoim „przyjaznym” stosunku do w豉dz sowieckich, jakoby wyra穎nym w koncepcji produkcji szk豉 okiennego na Syberii? Kurczowo i opacznie wykorzystuj teraz twoje wypowiedzi przeciwko tobie, aby tym sposobem wyjedna sobie uznanie Niemc闚. Takie informacje ju zdo豉貫m przej望!
Na tak wie嗆 zadrga貫m z oburzenia i u鈍iadomi貫m sobie prawd o gro膨cym mi niebezpiecze雟twie. Jaworski m闚i roztropnie, bo sk康 by wiedzia o rozmowach w wi瞛ieniu, o kt鏎ych nie zwierza貫m si nikomu.
- Jak w tej sytuacji mog broni si przed Niemcami? – zapyta貫m – bo widz, 瞠 czasu mam niewiele.
- Wiesz o tym drogi kolego – powiedzia Jaworski – 瞠 ja znam j瞛yk niemiecki lepiej ni ojczysty i w豉郾ie dlatego zosta貫m zaanga穎wany na t逝macza we wrogiej Polsce „SD”. Znam doskonale Niemc闚 i potrafi im zaimponowa. Twoj spraw ju chwyci貫m w swoje r璚e i dlatego mo瞠sz by spokojny, niebezpiecze雟two nie zaistnieje. Tych dw鏂h „samostyjnykiw” i zwariowanych s逝gus闚 faszystowskich, postaram si unieszkodliwi – przyrzek.
Teraz dla umo磧iwienia w豉軼iwej obrony, zmuszony by貫m opisa koledze cel i przebieg mojego zachowania si w wi瞛ieniu. Jaworski wys逝cha mnie uwa積ie, obieca ca趾owite odwr鏂enie podejrze i zyskanie pe軟ego zaufania w豉dzy z tych samych zarzucanych powod闚.
Po tak pomy郵nym obrocie sprawy mojego bezpiecze雟twa i jednoczesnym uzyskaniu wa積ego 廝鏚豉 informacji w najbardziej wrogiej Polakom instytucji niemieckiej, by貫m ju pewny powodzenia samorzutnie powsta貫j Samoobrony, pierwszej kom鏎ki „Ruchu Oporu” na polskich ziemiach wschodnich. Teraz mia貫m zapewniony sta造 jej dop造w, ze wszystkich urz璠闚 niemieckiej administracji w miasteczku, bo miejsce Jaworskiego w Organization Tood, zaj窸a panna Edyta, by豉 nauczycielka. Wiadomo軼i od niej b璠 zdobywa za po鈔ednictwem Jaworskiego, bo tej pani osobi軼ie nie zna貫m i nigdy – dla dobra organizacji – nie docieka貫m jej rodowego nazwiska.
Potwierdzi這 si, 瞠 niebezpiecze雟two bezpo鈔edniego napadu na Rokitno, wobec moich ostrze瞠 z這穎nych proboszczowi prawos豉wnemu i faktu ustanowienia niemieckich w豉dz administracyjnych zupe軟ie zanik這. Nadal najwi瘯szym siedliskiem, zbrodniczych OUN-owskich band w pobli簑 naszego miasta by造 ukrai雟kie wioski po這穎ne na po逝dnie od Rokitna: Kisorycze, Karpi堯wka i Borowo. Wsie Netreba, Der i Okopy, po這穎ne bardziej na po逝dnie, jak ustali nasz wywiad, kontrolowane by造 przez emisariusza ze wschodu, Petra Szewczuka, kt鏎y boja幢iwie dawa o sobie zna, nie przejawiaj帷 瘸dnej aktywno軼i zbrojnej, ale za po鈔ednictwem sobie oddanego mieszka鎍a Janika, prowadzi dzia豉lno嗆 wywiadowcz. Temu osobnikowi, za wiedz naszej WOKS, wiadomo軼i dostarcza D瑿or鏬, jego kolega i zaufany Janika, a tak瞠 inny nie wtajemniczony, Wilk. Na kierunku wschodnim i p馧nocnym chocia bardzo nieznacznie i powoli, zaczyna這 si co dzia, wywiad informowa, 瞠 zbieg造 od nas Burinda zatrudni si u Niemc闚 w Olewsku za poganiacza stada. Trzody by造 rekwirowane u miejscowych w這軼ian na rze dla wojska. Burinda takie stado uprowadzi do lasu i przekaza organizuj帷ej si partyzantce radzieckiej pod Chrapu雟kim jeziorem.
Nasilenie dzia豉lno軼i rezu雟kiej mia這 miejsce jeszcze w bandyckim tr鎩k帷ie. Donoszono mi stamt康, o dzielnej samoobronie tamtejszych Mazur闚, kt鏎zy odwa積ie, ze zmiennym powodzeniem, stawiali czo豉 si這m rezu雟kich watah. Bohaterami w nier闚nej walce ze zdzicza造m hajdamactwem w okolicy W這dzimierca, byli dwaj podoficerowie rezerwy Wilczy雟ki i υ. Prowadz帷 wywiad wojskowy zdo豉li oni ustali, 瞠 odprawy i narady rezu雟kiego dow鏚ztwa, odbywaj si w opuszczonym pa豉cu pana M這dzianowskiego we wsi Dub闚ka. Dozorowanie opuszczonego maj徠ku, sprawowa w闚czas stary Ukrainiec, by造 pracownik w豉軼iciela. Do niego w豉郾ie udali si ci dwaj cz這nkowie Samoobrony, w celu zasi璕ni璚ia informacji o odbywaj帷ych si naradach i zamierzonych napadach. Dawny s逝膨cy, ch皻nie informowa przyby造ch, bo jak twierdzi, by przeciwnikiem gwa速闚, a tym bardziej praktykowanych rzezi i podpale mienia spokojnych ludzi. Rozmowa i przyjacielska informacja odbywa豉 si przy butelce samogonu, kiedy na dziedzi鎍u pa豉cowym da si s造sze t皻ent wielu koni. O, w豉郾ie ju s, powiedzia Ukrainiec. Przyjechali na narad i zaraz tu b璠, schowam was pod pod這g, to b璠ziecie wszystko s造sze i poczciwy s逝膨cy uczyni jak powiedzia. Tajnym przej軼iem zaprowadzi naszych bohater闚 do piwnicy i usadowi pod pod這g, na kt鏎ej by postawiony st馧 i fotele dla rezu雟kiej starszyzny. Narada trwa豉 kr鏒ko, bo dobrodij tytu這wany atamanem, wyznaczy okre郵one wioski polskie, kt鏎e tej nocy mia造 by napadni皻e i spalone, oraz nakaza poszczeg鏊nym dow鏚com „sekyrnyczich” watah, aby byli bezwzgl璠nymi. Napad mia by rozpocz皻y punktualnie o godzinie 24,00. O tej godzinie – powiedzia ataman – czekam na 逝ny po瘸r闚 nad tymi sio豉mi. Po tym stanowczo wypowiedzianym rozkazie, ataman wsta od sto逝 narad i uda si na dziedziniec, aby odjecha. Skorzysta z tego obs逝guj帷y go軼i Ukrainiec i pozosta造m dow鏚com zaproponowa pocz瘰tunek na odwag. Na stole momentalnie znalaz造 si butelczyny z samogonem i zak御k, a p騧niej, dla ostatecznego zwalenia z n鏬, poda na poz鏎 豉godne stare wino. Dow鏚cy pili i wyg逝piali si bez zastanowienia, a s逝膨cy, kiedy zobaczy, 瞠 wyznaczony czas mija, dobrodij闚 „sekyrnyczych” wata磬yw, poumieszcza na wozach i nakaza odwie潭 do dom闚. υ i Wilczy雟ki w mi璠zyczasie udali si do wyznaczonych wiosek i przygotowali obron. Tej nocy nie by這 jednak 逝n po瘸r闚 i pr騜no wyczekiwa na nie bojowy rozkazodawca. Mieszka鎍y tych polskich wiosek byli jednak czujni i cho przygotowani do walki oczekiwali najgorszego. Ataman stwierdzi z rozgoryczeniem, 瞠 na ca造m wyznaczonym terenie panuje niczym nie zm帷ony spok鎩. Rozw軼ieczony tak niesubordynacj wata磬a, zjawi si konno, ze swoj przyboczn 鈍it przed chat sotennego rezu雟kiej watahy we W這dzimiercu i zapukawszy do drzwi, kt鏎e otworzy這 mu 穎na dow鏚cy zapyta?
- A de wasz kozak?
- W k逝ni – informowa豉. Spyt pjanyj jak swynia pane atamane – uskar瘸豉 si biedaczka nie przewiduj帷 nieszcz窷cia.
- A nu prywedyt jeho siuda – rozkaza.
Pos逝szni kozacy w mig skoczyli i wywlekli 酥i帷ego z siana sotennoho „sekyrnykiw” i chwiej帷ego si na nogach usi這wali postawi na baczno嗆, do raportu karnego. Ataman jednak da znak, 瞠 nie potrzeba i kaza poda sobie 鈍i璚on siekier mo這jca. Kiedy zb鎩eck bro przedstawiono atamanowi, rozkaza kozakom u這篡 niepos逝sznego i odr帳a mu pijany 貫b na pie鎥u podw鏎zowym, jego w豉sn siekier.
Po takim wymiarze kary, ataman zwr鏂i si do obecnych ze s這wami:
- Kozak, kotryj laszy ho這wy otkazuje rubaty, pid swoju sekyru w豉snyj 這b widdawaty bude!
Po tej egzekucji ataman kaza prowadzi si do pozosta造ch niezdyscyplinowanych sotennych i ka盥emu z nich, w podobny spos鏏 wymierza kar przez odr帳anie g這wy w豉sn 鈍i璚on siekier. Tak zgin瘭i:
Mazowec, by造 w鎩t gminy i trzech braci Leniewicz闚. Na ich miejsce ataman wyznaczy innych, a terminy zag豉dy okre郵onych wiosek zosta造 przesuni皻e. Zw這ka, kt鏎a z tego wynik豉, pozwoli豉 Wilczy雟kiemu i υsiowi – przygotowa samoobron. Jak zosta貫m poinformowany, w ataku na wie Stach闚ek w p騧niejszym terminie, ci庵n窸y setki rozw軼ieczonych rezun闚, lecz zaatakowani z pozycji dobrze przygotowanej zasadzki, g瘰tym ogniem karabinu maszynowego, ponie郵i du瞠 straty w zabitych i rannych. Koledzy Wilczy雟ki i υ, odnie郵i ca趾owite zwyci瘰two i zmusili rezun闚 do wycofania si. Takich zwyci瘰kich potyczek, by這 kilka, ze zmiennym powodzeniem, ale przewaga liczebna zorganizowanych watah, by豉 tak wielka, 瞠 nasi bohaterowie pomimo bezprzyk豉dnego m瘰twa, w nier闚nej walce ponie郵i 鄉ier. Po stracie dow鏚ztwa, Samoobrona uleg豉 rozbiciu a pogorzelcy i niedobitki obro鎍闚 ca陰 mas wycofali si, przechodz帷 na wo造雟k stron toru kolejowego. Udali si do Stepa雟kiej Huty, aby pod os這n tamtejszej Samoobrony, szuka warunk闚 do obrony 篡cia swoich rodzin. Informacji o udziale Samoobrony i bohaterskiej walce Polak闚 w najbardziej zagro穎nym tr鎩k帷ie rezu雟kim, gdzie pad造 pierwsze ofiary 鈍i璚onych siekier, udzieli uczestnik walk z faszystami OUN-u, sta造 mieszkaniec W這dzimierca kol. Antoni Fili雟ki.
Niespodziank dla mnie by gruby list dor璚zony okazyjnie. Pisa do mnie „Poeta” z Olewska, z 瘸lem zawiadamiaj帷, 瞠 „Sicz Polesia”, w kt鏎ej s逝篡, zosta豉 rozwi您ana. Istnienie ukrai雟kiej formacji wojsk liniowych Niemcy uznali za zb璠ne, za formalnej likwidacji dokona nowy w豉dca Ukrainy, os豉wiony Koch. Przy tej okazji „Poeta” przeprosi mnie, i nie mo瞠 przys豉 obiecanego pierwszego numeru „Hajdamaki”. Zamiast tego dor璚za w豉sny wiersz o dubi雟kich wi瞛iennych smutkach. Utw鏎 ten napisany po ukrai雟ku z ciekawie uj皻ym tekstem, opiewa tragedi i szok wi篥ni闚, wyczekuj帷ych 鄉iertelnych kul z judaszy drzwiowych, p騧niej rozpacz i j瘯 rannych, modlitwy i przekle雟twa ujarzmionych. Dalej opisywa niesion pomoc i poszukiwania w鈔鏚 zmasakrowanych cia znajomych koleg闚, oraz ucieczk w ciemn noc. Wiersz by zatytu這wany: „Krwaty dop造w Ikwy” i bardzo trafnie przedstawi piek這 stworzone uwi瞛ionym przez r闚nie zniewolonych ludzi.
Wywiad doni鏀 mi wkr鏒ce, 瞠 hajdamacy z rozwi您anej „Siczy Polisia” posiadan bro zabrali ze sob, udaj帷 si do dom闚, a dowodz帷y ni samozwa鎍zy ataman „Taras Bulba”, z wieloma uzbrojonymi po z瑿y towarzyszami powr鏂i do rodzinnej wsi Bystrzyca. Wioska ta po這穎na jest nad S逝cz, na wysoko軼i kolonii mazurskiej Bronis豉wka k/Starej Huty.
Znamiennym jest fakt, 瞠 od chwili rozwi您ania 獞iczebnej jednostki, rozpoczyna si zbrodnicza dzia豉lno嗆 zaprawionych do napad闚 i ludob鎩stwa tzw. „bulbowc闚” (nazwa pochodzi豉 od wata磬i Bulby). Ca豉 okolica po po逝dniowej stronie toru linii kolejowej Warszawa – Kowel – Kij闚, by豉 n瘯ana i terroryzowana ci庵造mi napadami na bezbronn ludno嗆 mazursk.
Jak zdo豉貫m si zorientowa, nowopowstaj帷a partyzantka radziecka, kt鏎a wtedy da豉 ju o sobie zna, na ruch rezu雟ki jak gdyby patrzy豉 przez palce i nie przeszkadza豉 zbrodniom, a OUN-owcy, swoje napady t逝macz Sowietom, jako rozrachunki, kierowane przeciwko polskim ciemi篹com i tzw. „Bie這panom”. W tym samym czasie Jaworski donosi z „SD”, 瞠 Niemcy specjalnie rozwi您ali „Sicz Polisia” i rozpu軼ili kozak闚 z broni z nadziej, 瞠 b璠 oni stacza boje z nowo zorganizowanym ruchem partyzantki radzieckiej. Jak z tego wynika這, Ukrai鎍y u篡waj帷 podst瘼u, obydwu walcz帷ym stronom solennie przyrzekali zbrojn wsp馧prac.
Takie zagro瞠nia starali鄉y si neutralizowa odpowiednio na鈍ietlaj帷 podst瘼, ale nie by豉 to 豉twa sprawa, bo dzia豉 musia貫m bardzo ostro積ie. Posiadaj帷 jednak, tak wp造wowego t逝macza w „SD” jakim by kol. Jaworski, cz窷ciowo uda這 nam si podst瘼n praktyk os豉bi i planowane akcje bulbowc闚 unieszkodliwi.

20. WYW紌KA MΜDZIE玆 NA ROBOTY DO NIEMIEC

Gestapo i niemiecka administracja okupacyjna na Wo造niu i Polesiu, stan患szy pewniej na przygotowanym przez faszyst闚 ukrai雟kich gruncie, postanawiaj wykorzysta uzyskane powodzenie poprzez pozbawienie podbitego kraju m這dzie篡, mog帷ej stanowi potencjaln si喚 obronn, skierowuj帷 j na przymusowe roboty do Niemiec.
By豉 to kontynuacja wyniszczania S這wian zgodnie z planem Hitlera.
Zapowiadanym poborem zosta豉 obj皻a m這dzie obojga p販i, od 15-go roku wzwy. Jak wynika這 z obwieszcze, wszyscy m篹czy幡i w wieku poborowym, kt鏎zy do tej pory, z jakichkolwiek b康 powod闚 nie s逝篡li w ukrai雟kiej policji, lub w oddzia豉ch pomocniczych policji, podlegali przymusowej wyw霩ce do pracy w przemy郵e niemieckim. Wie嗆 o zarz康zonym poborze uderzy豉 we mnie jak przys這wiowym obuchem w g這w. Pob鏎 ten os豉bia Samoobron, bo pozbawia nas najbardziej aktywnych ch這pc闚 jako przysz造ch 穎軟ierzy. Dotyka tak瞠 bole郾ie moj rodzin gdy wiekowo obejmowa tak瞠 mojego jedynego syna, kt鏎y w豉郾ie uko鎍zy 15 lat. Sta這 si to na pocz徠ku lipca 1942 roku. Og這szenie poboru nast徙i這 nagle i zabrak這 czasu na przeciwdzia豉nie nieszcz窷ciu. By to dla mnie, mojej ma鹵onki i ca貫j rodziny, bardzo bolesny cios, z kt鏎ym niestety nale瘸這 si pogodzi. I oto m鎩 Zbyszek, tak obiecuj帷o przygotowany, niedosz造 ucze Liceum Krzemienieckiego, zamiast do szko造, na ci篹kie wyniszczaj帷e zdrowie roboty do Niemiec pojecha... Nad wyraz przykr by豉 niewolnicza przysz這嗆, jak przyspo篡 mu 郵epy los na przedwio郾iu m這dzie鎍zego 篡cia. Tote aby przyj嗆 mu z pomoc na obczy幡ie, niezw這cznie po otrzymaniu pierwszego listu z Niemiec, napisa貫m do siostry Stefci w Pradze, a tak瞠 do pani St窷lickiej w Katowicach, podaj帷 im adres Zbyszka, prosz帷 ich o ewentualne wsparcie.
Jak si p騧niej okaza這, p造n帷a pomoc z tych dw鏂h miejsc w postaci paczek 篡wno軼iowych, obok naszych, bardziej skromnych, stanowi造 prawdziwy ratunek przed niechybnym zag這dzeniem. Mobilizacja do tych ci篹kich prac wyniszczaj帷ych zdrowie nieletnich, stanowi豉 akt kolejnej niemieckiej zbrodni, dla kt鏎ej brak jest wybaczenia.
Z niewys這wionym b鏊em prze篡wa貫m to okrucie雟two. Najwi瘯sze 積iwo mobilizacji, zbierali Niemcy w鈔鏚 polskich wiejskich rodzin, dotkni皻ych mo這jeck rzezi i spaleniem mienia. Ci nieszcz窷liwi uciekinierzy szukali ratunku w miasteczkach garnizonowych, a w豉dza niemiecka wykorzystywa豉 tak okazj, do zsy貫k na przymusowe roboty lub mobilizowania zdolnych m篹czyzn do s逝瘺y w oddzia豉ch pomocniczych policji. 畝dna bowiem organizacja 鈍iatowa ludzi dobrej woli, podobnie jak my Polacy, pozostaj帷y we w豉snym kraju, na wschodnich terenach Polski, nie byli鄉y w stanie przyj嗆 im z pomoc. Zostali鄉y skazani na bezsilno嗆 i bolesn kl瘰k, albo na nier闚n walk za wszelk cen i w ka盥ych warunkach.


wst瘼rozdzia造 1-10 - rozdzia造 11-20 - rozdzia造 21-30  - rozdzia造 31-40  - rozdzia造 41-47komentarze czytelnik闚


---------------

Wyb鏎 wspomnie.

podstrona jest cz窷ciwww.wolyn.ovh.org

inne strony O KRESACH